niemamnietu
Ray
- Hej! Według ciebie jestem nudny?
- JAK MAM GO WCISNĄĆ?! JESTEM DALEKIEM! DALEKIEM! NIE MAM RĄK!
Właściciel
Ray
- skądże znowu. Rekompensujesz to fajnym charakterem i ciekawym wnętrzem - delikatnie wziął przyssawkę Daleka. - skoro daliście radę złamać szyfr heksadecymalny to wcisnąć przycisk też wam się uda - położył przyssawkę na guziku. - a teraz go wciśnij
niemamnietu
Ray
- NIE! - odjechał od kokpitu - TO ZASADZKA! OSZUSTWO! PRÓBUJESZ COŚ ZROBIĆ! EXTERMINATE! - wycelował w ciebie i strzelił. Padłeś na ziemię, czując że regeneracja nadchodzi
Właściciel
Ray
- nie chciałem... - z całych sił starał się wspiąć na nogi opierając się o kokpit. - ...zrobić ci krzywdy. Dalek, zanim odejdę, musisz coś wiedzieć - starał się powstrzymać regenerację. Jeszcze chwila, musi mu coś przekazać.
niemamnietu
Ray
Wstałeś i powstrzymałeś regenerację co skutkuje tym, że czujesz się jeszcze gorzej
Właściciel
Ray
- nie jesteś zwykłym Dalekiem, tylko kimś wyjątkowym - kaszlnął. - a ja... ja zawsze będę potworem z budki - zaczął się regerenować.
//Jak to właściwie będzie wyglądać? Tworzę nową kartę czy decyzja należy do GM'a?
niemamnietu
//Wybierz sobie jakiś wygląd, a charakter zrobisz w grze i już//
Ray
I gotowe. Woa, nowe nogi, woa. Nieprzyzwyczajony jesteś. Zakręciło ci się w głowie i upadłeś na swoją nową twarz
Właściciel
//brązowe, zaczesane na bok włosy, niebieskie oczy, lekko niezadbana broda, włochate nogi, wysoki wzrost. Coś jeszcze?
Ray
- o ludzie - wstał na nogi. - mój język! Jest szorstki! - położył się na kokpicie przy okazji wciskając tonę guzików. - silne plecy! Te nogi! Jestem koszykarzem? - odsunął nogawkę. - włosy na nogach - osunął rękaw. - na rękach - sprawdził kolor włosów. - no i oczywiście nie mogę być rudy bo nie! - spojrzał na Daleka. - a ty na co się gapisz!? Do roboty jazda!
niemamnietu
//Nie, będzie git//
Ray
- Ja... - oh boi, on się boi?
Właściciel
Ray
- rusz dupę bo jak ja zaraz to zrobię to wyladujesz w galaktyce Andromedy - warknął. - monitorować stabilność tunelu czasoprzestrzennego! Natychmiast! - wydał rozkaz. - Dalekowie - zaczął marudzić pod nosem. - nawet puszki nie potrafią otworzyć. Tardis, możesz mi przypomnieć dlaczego zabrałem te solniczkę na pokład?
niemamnietu
Ray
- Powiedziałeś, że zamiast jamnika. Czyli, że sam nie wiesz?
Właściciel
Ray
- no jasne, bo stary ja zawsze potrzebował durnowatej wymówki! - zerwał krawat z szyi i rzucił w Daleka. - ambicji mi się zachciało i porwałem Daleka bo jak się okazało był inny i ja musiałem "zdobyć towarzysza" - uderzył głową o kokpit. - i co z tego mam? Zdrada! Postrzelił mnie a ja mu dałem szalik! Następnym razem jak będę chciał towarzysza to rzucam się z klifu - oparł się o poręcz. - Bri, córeczko kochana, podasz swojemu głupiemu ojcu szklankę wody?
niemamnietu
Ray
Bri patrzyła się na ciebie z wielkimi oczami
- E-e-em... - zająknęła się
Właściciel
Ray
- tak wiem. Nowy wygląd nowy ja ale to nadal twój niezdarny ojciec - pogłaskał ją po głowie. - wiesz co? Nie podawaj tej wody. Nadmierne cię wykorzystuję - spojrzał na Daleka. - nie ty. Wracaj do roboty bo zamknę cię we wnętrzu Tardisa - znów spojrzał na Briannę z przyjaznym uśmiechem na twarzy. - dzisiaj to ty jesteś Doktorem. Dokąd chcesz się wybrać?
niemamnietu
Ray
- Nie wiem... - a Dalek Who tymczasem kręcił swoją głową krzycząc
Właściciel
Ray
- poczekaj chwilkę - Powiedział najmilej jak mógł po czym podszedł do Daleka. - co znowu?
niemamnietu
Ray
- ZAWIODŁEM! ZAWIODŁEM! - chyba cię nie słucha, albo to była odpowiedź
Właściciel
Ray
- więc czy możesz łaskawie naprawić ten problem zanim ja to zrobię? - mruknął. - jeżeli jeszcze nie zauważyłeś, to ja póki co jestem spokojny. Spróbuj mnie wkurzyć to sam wiesz co
niemamnietu
Ray
- TAK JEST! - odjechał i skierował się... do sypialni?
Właściciel
Ray
- cholerny badziew - zmarszczył brwi. - Bri, przejmujesz dowodzenie. Ja pójdę sprawdzić co ta puszka kombinuje - poszedł za Dalekiem.
niemamnietu
Ray
Strzelał w ścianę, najwyraźniej chcąc ją zniszczyć
Właściciel
Ray
- co ty do jasnej anielki robisz!?
niemamnietu
Ray
Dalek przerwał ostrzał
- Yyy... PRZEMEBLOWANE?
Właściciel
Ray
- słuchaj no farfoclu - oparł się o ścianę. - nawet nie będę pytał co ci strzeliło do głowy - westchnął. - chcesz być moim towarzyszem?
Właściciel
Ray
- dobrze. W takim razie oddawaj szalik a ja zwrócę cię twoim kolegom. Pewnie wydobędą z ciebie informacje i przerobią na spinacze ale mi to wisi - położył się na łóżku - proces ten pewnie będzie cholernie bolesny. Z chęcią bym na to popatrzył
niemamnietu
Ray
- WOLĘ TEN LOS NIŻ BYCIE TOWARZYSZEM DOKTORA!
Właściciel
Ray
- nie nazywaj mnie tak - podszedł do niego i spojrzał mu w obiektyw. - nie ma już Doktora. Zabiłeś go
Właściciel
Ray
- może jeszcze nie zrozumiałeś, ale nie jestem dłużej Doktorem. Doktor skończył się kiedy mnie postrzeliłeś - oparł się o ścianę. - teraz masz zwykłego mordercę
niemamnietu
Ray
- DOKTOR NIGDY BY NIKOGO NIE ZABIŁ!
Właściciel
Ray
- no właśnie - uśmiechnął się.
niemamnietu
Ray
- WIĘC NIE MOŻESZ BYĆ MORDERCĄ!
Właściciel
Ray
Złapał go za obiektyw.
- nie jestem dłużej Doktorem farfoclu - warknął. - jasne?
niemamnietu
Ray
- PUŚĆ MNIE! ALBO. ALBO...
Właściciel
Ray
- przecież i tak zginiesz to co ci szkodzi? - wyszczerzył zęby w podłym uśmiechu.
Właściciel
Ray
- najpierw urwę ci obiektyw. Następnie będę odrywał twoją blachę, kawałek po kawałku aż w końcu roztrzaskam twoje galaretowate wnętrze
niemamnietu
Ray
- DOKTOR NIE ZABIJA. TO SIĘ NIE ZGADZA Z MOIMI INFORMACJAMI! - no i nie przekonasz go
Właściciel
Ray
- Doktor nie zabija, ale Ray już tak - Zaczął odginać mu obiektyw.
niemamnietu
Ray
Krzyknął przeciągle, kiedy to robiłeś
- POMYŚL CO POWIEDZIAŁA BY TWOJA CÓRKA!
Właściciel
Ray
Puścił go.
- stąpasz po cienkim lodzie koleżko - odparł szorstko.
niemamnietu
Ray
- ZNALAZŁEM SŁABOŚĆ DOKTORA! HA-HA!
Właściciel
Ray
- a chcesz stracić wzrok? - zacisnął pięść.
niemamnietu
Ray
- TO NIEISTOTNE! MOJE DOWÓDZTWO ODZYSKA INFORMACJE Z MOICH ZWŁOK I POZNA TWÓJ SEKRET! DALEKOWIE BĘDĄ NIEPOKONANI!
//A co jeżeli nie będzie zwłok?Totalna anihilacja albo zamknięcie w jakimś pomieszczeniu Tardis.//
Właściciel
Ray
- mam lepszy pomysł. Resztę życia spędzisz uwięziony w odbiciu lustra. Nikt nigdy nikogo stamtąd nie wydobył - uśmiechnął się szeroko, po czym złapał go za obiektyw i pociągnął w kierunku centrum dowodzenia.
niemamnietu
Ray
Stawiał wyraźny opór
- DALEKOWIE SĄ NIEPOKONANI! ZROBIĘ WSZYSTKO ABY PRZETRWAĆ!
Właściciel
Ray
- mogłeś do mnie dołączyć jak ładnie cię prosiłem - szarpnął go mocniej. - Bri, przyniesiesz mi różową wstążkę?