Właściciel
Max:
Konsekwentne milczenie świadczyło o tym, że nie miał lub uznał, że ma, ale nie ma sensu się tym z Tobą dzielić.
Vader:
Od razu ją zabrał, odsunął się i zważył w dłoni, wykonując nawet kilka próbnych zamachów. Następnie odłożył broń na bok i zaczął odliczać daną sumę w złocie, po chwili wręczając Ci sakiewkę.
Jeżeli zaraz nie przyjdzie, to sobie pójdę. Odwrócił się, aby zobaczyć, czy ktoś nie wchodzi.
Właściciel
Czyżby to ten spity chłop z flaszką dłoni?
Możliwe. Poczeka, zobaczy czy tu podejdzie, a jak już podejdzie, to czy zrozumie o co chodzi.
-Dzięki.
Zabrał sakiewkę, opuścił kuźnię i poszukał sklepu z miksturami.
Właściciel
Max:
Ominął Cię szerokim łukiem i od razu skierował się do wódopoju.
Vader:
Sklepu nie znalazłeś, ale może poszczęścić Ci się na rynku, na jakimś straganie.
Czekał na jeszcze jednego. Po nim sobie daruje.
I tam postarał się poszukać.
Właściciel
Vader:
Stragan zielonobrodego Krasnoluda wygląda dobrze.
Max:
Następną postacią był miejski strażnik.
Ciekawe czego chciał. Może się napić?
Podszedł do brodacza, ofiary krasnonazizmu.
-Dobry.
Właściciel
Max:
Trafiłeś w sedno, bo zamówił kufel piwa.
Vader:
//Weź nie przypominaj.//
Odpowiedział, choć zamiast słów wyszły mu dziwne dźwięki w rodzaju pisków i odgłosów wydawanych przez różne zwierzęta i zjawiska w przyrodzie.
Sprawdził, co ma w ofercie.
Właściciel
Max:
Zaś strażnik cierpliwie sączył piwo przy barze.
Vader:
Przede wszystkim różne zioła, a także ich mieszanki i wytworzone z nich produkty, na przykład maści, eliksiry, mikstury, proszki i tym podobne.
Czekał na kolejną osobę. która wejdzie.
//O to mi chodziło.//
Właściciel
Podobno on miał być ostatni - żachnął się Elf w Twojej głowie, mając za pewne na myśli strażnika.
//Czyli ja coś źle myślałem.//
Wyszedł więc z karczmy.
Masz jakieś pomysły, jak ich wytropić?
Właściciel
Max:
Oczywiście, że tak.
Vader:
Spojrzał na Ciebie z lekko przechyloną głową i szeroko otwartymi oczyma. Ta, druidzi nie lubią zabijać zwierząt.
-Dobra, doprecyzuję. Wilkołak.
// Tym bardziej nei moge się doczekać gospodarstwa. Ciekawe czy Albercik to czyta.//
Właściciel
Vader:
Tym razem bardziej ochoczo pokiwał głową, widać, że nie lubił Wilkołaków. Ale z drugiej strony: Ktoś lubi?
Po chwili zanurkował pod swój stragan i po chwili krzątaniny wręczył Ci fioletową miksturę w małej butelczynie.
Max:
Należy spytać kupców lub miejską straż, oni wiedzą najwięcej, i mogą nas na coś naprowadzić. A żeby z nimi porozmawiać i dostać informacje to trzeba mieć złoto, bo bez tego nie rozwiąże im się język. A złoto zdobędziemy ze zleceń.
Naprawdę sądzisz, że straż miejska może wiedzieć coś o jakimś demonie, lub czymś gorszym... //Ten uczuć, kiedy szybko zapominasz istotnych elementów z historii postaci. // Poszedł szukać najlepiej płatnego zlecenia.
Właściciel
Max:
Nie bezpośrednio, ale z pewnością naprowadzi nas na odpowiedni trop.
Trafiłeś pod tablicę ogłoszeń, najlepiej płatnym zleceniem było zabicie jakiegoś potwora, nie wiadomo jakiego, jednakże jeśli fundował to burmistrz miasta i sołtysi kilku okolicznych wsi, to pewnie nie była to pospolita bestia.
Vader:
Za pomocą liczby odpowiednich palców, uświadomił Cię, że cena wynosi trzydzieści złotych krążków.
Zero:
Trafiłeś wreszcie do Linest.
Wziął więc ogłoszenie. I ruszył do burmistrza. Dalej coś nie jestem pewien, ale niech Ci będzie.
Zapłacił więc 40 złota.
-Troszkę więcej, na potrzeby poza biznesem.
Poszukał "czerwonych" mikstur leczniczych.
Właściciel
Max:
Elf milczał, więc drogę do tutejszego, dość skromnego, ratusza pokonałeś bez problemów. Zaś brak straży pod drzwiami tylko ułatwiał sprawę.
Vader:
Daleko szukać nie musiałeś, miał je ten sam Krasnolud.
Wszedł więc tam i skierował się wprost przed pomieszczenie rzeczonej wyżej osoby.
Nie wiedząc za bardzo, co zrobić kieruję się w stronę wejścia do miasta.
Spytał się o cenę tych mikstur. Nie pamiętam nazwy, dlatego tak ;-;
Właściciel
Max:
Właśnie ucinał sobie drzemkę w bujanym fotelu, oczywiście gdy tylko wszedłeś, gwałtownie obudził się i całkowicie rozbudzony zasiadł dla odmiany na fotelu za biurkiem.
- Tak?
Zero:
Może i Ty nie wiedziałeś, co masz zrobić, to strażnicy wiedzieli doskonale, zaś jeden powiedział:
- Imię, nazwisko, status społeczny, miejsce pochodzenia i cel przybycia do miasta.
Vader:
//KKK, bywa.//
Tutaj już liczba palców zatrzymała się na tuzinie.
12 złota.
-Za jedną? W sumie nieistotne, wezmę dwie.
Pokazał mu ogłoszenie. To niemożliwe, żeby nie umiał czytać. No, chyba że woli wygłaszane.
Właściciel
Vader:
Obok pierwszej fiolki postawił drugą, teraz tylko czekając na zapłatę.
Max:
- I...? - spytał. - Chcesz się tego podjąć?
-Czemu nie? Skoro jest za to dużo pieniędzy...
- Nie jestem nikim ważnym.. Chciałem tylko na moment zajść kupić mapę, moja została zniszczona, a jest ona mi niezbędna w dalszej podróży.
Właściciel
Max:
Pokiwał głową i wyjął spod biurka kałamarz z atramentem, pióro i kartkę pergaminu.
- Do kogo wysłać list kondolencyjny, gdy nie wrócisz?
Vader:
Teraz nic nie stoi Ci na przeszkodzie, żeby wziąć w swoje posiadanie owe mikstury.
Zero:
- Odpowiadaj na pytania, albo wypi**dzielaj, bo takie gadanie to mi podejrzanie wygląda. - odwarknął, dla podkreślenia swych słów unosząc także włócznie, aby wycelować jej grotem w Twoją pierś.
-Ummmm... Raczej nie ma do kogo... Idę sam, tak?
A więc je zabrał. W sumie, coś tak na oko jeszcze potrzebował?
Właściciel
Max:
- Nie będę marnował miejskiej straży na straceńczą misję dopóki mam łasych na złoto fraj... - odparł i zatrzymał się w pół słowa, aby odkaszlnąć. - To znaczy: Najemników. Tak, to właśnie miałem na myśli.
Vader:
Raczej nie, zapasów masz pod dostatkiem.
-Dobrze, że nie dokończyłeś, bo wtedy władzę tutaj sprawowałby ktoś ostrożniejszy. - Powiedział zimnym, lodowatym tonem, niczym duch bez życia, co w sumie było absurdalne, bo przecież tutaj stał i oddychał.. oj, nie oddychał. - Co to za potwór?
//Mam nadzieję, że ta wzmianka o oddychaniu go nie zabije. Bo nie pamiętam czy jest w karcie. Najwyżej zmienię.
A jeszcze poszukał kogoś, u kogo może kupić bełty.
Właściciel
Vader:
Ano, znalazłeś takowego człowieka ze swoim straganikiem.
Max:
- Problem jest taki, że nie wiadomo. Terroryzuje okoliczne wsie i drogi zabija ludzi oraz zwierzęta, boję się, że niedługo przerzuci się na to miasto, a ja mam inne problemy.
//*Geralt wiedźmin Mode on*//
-Gdzie go ostatnio widziano?