Właściciel
Max:
//Właśnie Wiesław mnie do tego zlecenia zainspirował, na początku to nawet miała być Mantikora, ale zmieniłem zdanie.//
- Grasuje w promieniu kilkunastu kilometrów od Linest, więcej nie wiem.
Vader:
- Sztukę złota do kuszy jednoręcznej i dwa jak bełt do dwuręcznej.
//Kuroliszek wokół Wrońców? Jakiś duch?//
- Są jacyś świadkowie?
-Poproszę 30 bełtów do dwuręcznej.
Dał 60 złota.
Konto usunięte
//Max, to jest mgi... A dobra, bo jeszczę bana dostanę :v
- Ja mówię prawdę. Mogę nawet pokazać tą mapę, jeżeli mi nie wierzycie. - Odpowiedziałem spokojnie, lekko czułem się nieswojo w takiej sytuacji. Normalnie bym się wkradł, ale tutaj byłoby to trudniejsze.
//Kotałke, pisz sobie. Dopóki jakaś z twoich postaci mu tego nie powie, to nie będzie wiedział.
Właściciel
Max:
//:)//
- Są. - odparł i po chwili uściślił: - No cóż, są martwi.
Kotalke:
//Nie umiesz się bawić, wiesz?//
Przeliczył złoto, a gdy wszystko się zgadzało, odliczył tyle bełtów, ile chciałeś i Ci je wręczył.
Albert:
Zbliżasz się do bram miasta.
Zero:
- Imię i nazwisko! - warknął, widząc, że chyba nie rozumiesz.
//Muszę się spieszyć.//
- Dziękuję za te jakże przydatne informację. Oczywiście biorę to.
Powiedział, po czym wyszedł i skierował się do bram miasta. Twoim zdaniem gdzie powinniśmy zacząć?
spróbował wyczuć położenie maga, jeśli się udało to ruszył w jego stronę
Właściciel
Vader:
No i stałeś tak, z bełtami w łapie i uśmiechem na mordzie.
Max:
//Hmmm?//
Poza miastem - odparł, jakby zwykle lakonicznie, Elf.
Albert:
Jak nic był w tym mieście. I nawet bez swoich zdolności określiłbyś to bez większych problemów.
//Z dokopaniem albercikowi. On jest w formie wilkołaka, czy drowa? //
Wiedziałem, że nie warto się pytać. Wyszedł więc z miasta i rozejrzał się za jakimś laskiem, lub innym miejscem dobrym na zasadzkę. Ta bestia może robić ataki z ukrycia, dlatego warto przeszukiwać takie miejsca. Chociaż z drugiej strony samemu można oberwać...
A więc i ruszył i w stronę maga
// człowieka //
Sprawdził, co jeszcze przydatnego miał aprzedawca.
//Zmienił rasę je**niutki.
// moje niedopatrzenie elfem oczywiście ale w formie " elfów " //
//Co znaczy ta "forma elfów"?
// I nie dadzą spokoju, no bo moja postać ma dwie formy formę elfa ( normalna ) i bestie scigasciggnaną przez paladynów ( wilkołak ) //
//Ale ta liczba mnoga dziwnie wygląda.
- Jestem prostym podróżnikiem.. Nie posiadam żadnego z nich. Pracuję tylko pod pseudonimem "Drake"
Właściciel
Zero:
- No niech będzie. Właź. Ale nasi chłopcy będą mieć Cię na oku.
Albert:
Nie ma tak pięknie, najpierw to trzeba do miasta wejść, a żeby wejść, potrzebna jest znana i kochana przez wszystkich kontrola oraz standardowy zestaw pytań od strażnika:
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta?
Vader:
Poza amunicją do kusz oferował też same kusze.
Max:
No to miłych kilku dni roboty, bowiem lwią część poboczy drogi z Linest porasta las.
//Wyszedł i nic o elfie?//
No to zaczął chodzić po okolicy, szukając takich miejsc jak powyżej.
//Oby spotkał albercika.
Czyli nic szczególnego.Ruszył ku bramie miasta, by je opuścić. W sumie po drodze wstąpił do jakieś karczmy na posiłek.
///Dawaj tę samą bramę, przy której jest Albercik.
//Twój mag go zna jako elfa?
// dokładnie dokładnie oby ta sama brama, szykuj maga //
- Gorthaur Białowołosy
- Przyszedłem kupić prowiant ( wymówka musi być)
- Eee tam ja ino zwykły wsiok jestem
// Vaderku Vaderku ja to spróbuje załatwić sneaky fakersko
Właściciel
//Przestańcie robić spam, dzikusy.//
Albert:
//Jeden myślnik i wymienianie od przecinków by wystarczyło.//
- Na zwykłego wsioka to Ty nie wyglądasz. W tej zbroi? Skąd na to złoto miałeś?
- Ukradł pewnie!
Vader:
//Jest tylko jedna brama :V//
I tak trafiłeś do jedynej karczmy w okolicy, typowa karczma, ale może z niekoniecznie typową klientelą, gdyż przy kontuarze zauważyłeś Elfkę, której piękno przekraczało wszelkie znane Ci standardy.
//Tak, to postać Rafaela.//
Rafael:
- Taaak... Takie myślenia pomaga. - dodał, dopijając swój napój i odstawiając kufel.
Tymczasem do karczmy wszedł sobie nowy przybysz, sądząc po ubierze, nie jest ani tutejszy, ani to zwykła osoba.
Max:
W sumie każdy metr kwadratowy tego okazałego lasu nadawał się na zasadzkę.
//Czyli ten mój też widzi tego elfa?
Przypominam. Elf nie wglądu tylko do tego co jest kursywą,//
No to dużo przed Nimi, albo raczej przed nim. Zależy jak na to spojrzeć. Ale mniejsza. Szukał teraz jakiegoś najwyższego punktu w tym lesie. Możliwe, że bestia wypatruje ofiary z wysokiego punktu.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Przybysz wszedł i od razu zwrócił sobą uwagę Elisy. Jednakże nie taką, że ta uważnie by się w niego przypatrywała. Tak robią tylko amatorzy. Takich gagatków obserwuje się kątem oka i cząstką myśli resztę skupiając na poprzedniej czynności.
- Działo się tu ostatnio coś niedobrego? Bandyci, wyłudzenia, złodzieje, cokolwiek tego pokroju? Czy tylko sielska atmosfera i leniwe, dostatnie życie? - Zapytała karczmarza upijając kolejny łyk napoju. Ma czas. Ma mnóstwo czasu. Może to rozegrać jak jej się żywnie podoba.
//Epizod "crossover", czy jakoś tak?
Barman zajęty?
- Jak to skąd mam złoto, ciężko pracuje a zbroje kupiłem w innym mieście, na te zbroje to mój pra pra dziadek jeszce oszczędzał.
Lekko się spiesząc wchodzę do miasta.. Początkowo myślałem o jakimś innym miejscu, jednak udałem się na targ.. W sumie muszę znaleźć tą mapę.
Właściciel
Max:
//Co.//
Idąc drogą, ciężko taki ustalić.
Zero:
Targ leżał prosto jak w mordę strzelił, więc trafiłeś tam bez problemu.
Albert:
- No to ciekawe, że nie rozpadła się jeszcze ze starości.
Vader:
Tak, rozmową z nią.
Rafael:
- Wilkołak. - mruknął zdawkowo, rzucając wzrokiem na nowego przybysza i dolewając piwa jakiemuś Krasnoludowi. - Albo coś podobnego. Zwierdzoludź ogółem. - dodał, powracając do poprzedniego wątku. Zapewne pod nazwą "Zwierzoludź" krył się Łak.
A może najpierw jakaś wioska? Jest gdzieś jakaś bliska?Jak nie ma to wszedł do lasu, idąc koło traktu, szukał miejsc na zasadzkę.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
- Pewnie ludzi morduje albo porywa? - Zapytała spokojnym tonem spuszczając na chwilę wzrok.
- Ależ miłościwy Panie, dziad mój piniądze jeno zbierał, ja te zbroje 2 lata temu kupił w Gilgasz
//Nic tylko czekać aż strażnicy lub Kube stracą cierpliwość.//
// Nic tylko czekać aż dorwę was obydwoje //
Właściciel
Vader:
Udało się! Hura!
Rafael:
- Ta, jakaś maskara niby na drodze była, ale Elf ze strażnikami poszedł to załatwić.
Albert:
- No powiedzmy, że Ci wierzę. - westchnął strażnik, wpuszczając Cię do środka. Niemniej, mogłeś jeszcze wcześniej dosłyszeć o jakimś trzymaniu kogoś na oku, czy coś w ten deseń.
Max:
Idąc gościńcem, na pewno trafi na takową prędzej lub później.
Koło gościńca, koło. Bardziej w krzakach, żeby szukać jakiś kryjówek... a może lepiej będzie... właśnie sobie uświadomił, że zapomniał o jednej rzeczy. A mianowicie wypytać się o ty, czy potwór atakował jakieś konkretne ofiary, czy nie. Ale cóż... dojdzie do wioski, to wyjdzie na to samo.
Odpoczął, wsłuchując się w rozmowę.
Właściciel
Vader:
Czyjąś konkretnie?
Max:
Może i tak, bo rzeczywiście trafiłeś na jakąś wieść niedaleko drogi.
I dobrze. Podszedł do jakiegoś mieszkańca.
-Wiadomo coś o jakiejś bestii?
Właściciel
Vader:
Barman wspomniał coś o jakimś Wilkołaku, Elfie i polowaniu. Brzmi znajomo?
Max:
Jedynymi mieszkańcami byli obecnie starcy, kobiety i dzieci, którzy skryli się w domach na Twój widok, więc pytanie nie miało najmniejszego sensu.
Nie wyglądał jakoś groźnie. Poszedł do domu, gdzie najpewniej ukryły się młode osoby. Podszedł do okna, drzwi, zależy co mieli i powiedział:
- Przyszedłem tu wypytać Was w sprawie bestii.