Właściciel
Najbliżej tego miejsca to albo chata jakiegoś wieśniaka w wiosce albo będziesz leżeć w zbożu.
- Możesz, dobry najemnik zawsze w cenie, ale jeśli nie będą mieć funduszy lub zleceń to zwyczajnie Cię spławią.
Arion
Chata wieśniaka. Udał się do najbliższej. Anuż może zostanie ofiarą bestii?
Gylmir
- Przynajmniej jest jakaś szansa.
Powiedział, po czym ruszył na poszukiwania budynku straży.
Zdecydowałem się więc zawołać. - Czy ktoś tutaj zajmuje się tym sklepem? Wolałbym nie kraść widząc tamtego strażnika.
Właściciel
Rafael:
Szlachetny to gest, ale ten debil najwidoczniej wyzionął ducha, nie wiedząc, co traci.
Zero:
Za sobą usłyszałeś metodyczne stukanie drewnianej laski o drewnianą podłogę, co może sugerować, że ktoś (najpewniej właściciel tego przybytku) usłyszał Twoje wołanie i pobiegł jakoś temu zaradzić.
Max:
Wątpliwe, bo nawet najbliższa miejsca zbrodni znajdowała się dość daleko, do tego w obrębie zabudowań wsi, a tutaj potwór się, podobno, nie zapuszcza.
Ciężko było go nie dostrzec, właściwie wystarczyło wrócić się w okolice głównej bramy, którą tu w końcu wszedłeś.
Arion
Cóż. Musi liczyć, że bestia go wytropiła i ruszy za nim. W końcu nie wiadomo, czy jest rozumna, czy nie. Ruszył więc tam.
Gyolmir
Wszedł więc do środka, szukając wzrokiem osoby, która dowodzi tym budynkiem.
Moderator
// Z trucheł wilkołaków jest coś cennego na składniki alchemiczne albo coś tego rodzaju? //
Właściciel
Rafael:
//Kły, zęby, oczy... Niektórzy mogą chcieć kupić też futro, zawsze można wcisnąć im jakiś kit albo chociaż będą mogli opowiadać na starość, jak to właściciela skóry ubili.//
Max:
I wróciłeś, trafiając na tego samego wieśniaka, co wcześniej, który również kończył robotę.
- Łoch... Szybko się żeście z tym uporali, panie łowca. Co to było? - spytał, najwyraźniej uważając sprawę za zakończoną.
Na korytarzu to on stać raczej nie będzie, zaś sam korytarz... Kolejne miejsce, w którym nie dość, że musisz giąć kark, to jeszcze giąć kark idąc bokiem... Dlaczego ludzie są tacy cherlawi i robią wszystko na swoją miarę?
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Cóż, a mógł umrzeć w cudowny sposób o jakim nawet by nie śnił. Ale jego wybór. Niemniej stwór został ubity i wypada zdobyć tego jakiś namacalny dowód. Dlatego korzystając z tego, że już raczej nic mi nie grozi i mogę się skupić, staram się wytworzyć coś w rodzaju "dymnego ostrza", którego rozpędzone cząsteczki mogłyby zadziałać niczym ostrze kata i uciąć stworzeniu łeb. Bo trochę szkoda brudzić sobie dłonie. To takie nieeleganckie...
Arion
- Jeszcze do końca nie wiem. Wznowię sprawę jutro. Można jakąś kwaterę do spania?
Gyolmir
To akurat mu nie przeszkadzało. Rozumiał, że w miejscach wszystko robią pod miarę dominującej rasy.
- Przepraszam, gdzie znajdę kogoś, od przyznawania roboty? Najemnikiem jestem.
Właściciel
Rafael:
O ile stworzenie czegoś takiego większym kłopotem nie będzie, to już uzyskanie pozwolenie od miejskich strażników chyba tak.
Max:
- Ja sam mam chatynkę małą, ale spytaj pan, panie łowca, wójta. - wyjaśnił, wskazując chyba na jego chatę, bo i największą oraz najbardziej zadbaną.
Korytarz Ci nie odpowiedział, dość dziwnie jak na korytarz.
Arion
Skierował się więc we wskazane miejsce. Jeżeli wójta nie było na zewnątrz, to zapukał.
Gyolmir
//Oj, akurat nie wiedziałem/ zapomniałem o tym, że korytarz pusty.//
Skierował się więc w głąb korytarza, licząc, że albo spotka kogoś po drodze, albo że drzwi mają oznaczenia w języku, jaki on zrozumie.
Właściciel
Akurat był na zewnątrz, zajęty pracą w ogrodzie, a gdy Cię zauważył przerwał ją, oparł się na motyce i zapalił fajkę, czekając aż powiesz o co to znowu chodzi.
Głupio byłoby nie rozumieć wspólnej mowy, którą posługuje się tu każdy, ale to nie problem, gdyż za zakrętem spotkałeś jakiegoś samotnego strażnika, który prawie wyzionął ducha na Twój widok.
Arion
- Nie mam gdzie nocować, a śledztwo dalej trwa. Mogę więc się gdzieś tutaj zakwaterować?
[b[Gyolmir[/b]
Co tak wszyscy się mnie boją? Są groźniejsze stworzenia. Widać, że świata poza miastem nie widzieli. Ech... co za strać, co za straż... pewnie boją się też trochę większych niż normalnie pająków... chociaż... wyskoczyłem zza rogu bez zapowiedzi, ale mógł też słyszeć kopyta... hmmmm...
Po pewnym czasie milczenia, rzekł jednak:
- Gdzie tu jest szef tego budynku? Jestem najemnikiem i chciałbym wiedzieć, czy jest jakieś zlecenie.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Czyli nawet nie mogę zdobyć trofeum bitewnego? Cóż, rozglądam się wokół, bo pewnie nazlatywało się więcej strażników miejskich.
Właściciel
Rafael:
Zleciało się tylko dwóch więcej, zaś jeśli chodzi o trofeum: Nie, że nie może, a przynajmniej nie ma takiej pewności, dopóki nie spyta jakiegoś strażnika o zgodę.
Max:
Skinął głową i wskazał kciukiem za siebie, na drzwi, i profilaktycznie odsunął się, aby przylgnąć do ściany i dać Ci przejść.
- Siedmiu synów żem wychował, pokoje po najstarszych wciąż są, a że oni wyjechali albo na swoim to ta, pewnie, że się coś znajdzie.
Arion
- To dobre. Można jakikolwiek? Byleby nie za mały.
Gyolmir
Starał się więc przejść przez drzwi, niszcząc jak najmniej rzeczy po drodze i przy samym przechodzeniu.
//A mogłem dać mniejszego, a mogłem...//
Właściciel
- Żona potem zaprowadzić, ale najpierw niech pan, panie łowczy powie, co żeś pan już ustalił.
No właśnie. - zadrwił Elf Powiedz mu
//Ale Rafael kazał zrobić dużego Minotaura, ale kazał...//
Przeszedłeś przez nie bez probl... No nie, właściwie było sporo problemów i jeśli nie chcesz wykonać kilku dodatkowych zleceń, żeby pokryć szkody, to chyba musisz sprawić, żeby ta rozmowa odbyła się na zewnątrz.
- Póki co nic, chociaż mam podejrzenia co do leża, ale muszę jeszcze się upewnić.
//Czuję się od biedy jak inkwizytor.//
//Bardziej ja sam chciałem dużego, bo z nudów chciałem dać maszynkę do zabijania, a... wyszło jak wyszło...//
Ehhh... zawsze może pukać przez okno.Chociaż... z jednej strony to będzie dziwne, ale z drugiej genialne rozwiązanie. Ale dziś zapuka w drzwi, później- jeżeli zostanie na dłużej- będzie pukać w okno. A w nowych miastach.. może się zapytać jakiegoś strażnika. Pewnie będą zbyt przerażeni, żeby się pytać po co. Zapukał więc.
Właściciel
//Gdybyś był Inkwizytorem to już dawno opijałbyś sukces otoczony złotem, splendorem chwały i pięknymi paniami.
W tym momencie zdałem sobie sprawę, że mimo tego, iż ktoś zrobił postaci Kapłanów i Paladynów, to nikt nie stworzył jeszcze Inkwizytora...//
- No to nie trzymajcie mnie w niepewności, cóż to jest?
- Wejść! - usłyszałeś zza drzwi, jak gdyby nigdy nic. Cóż, on w sumie jeszcze nie wie.
//Mordimer Madderdin nadchodzi! Nie no, nie okaleczę go tworząc go tutaj.//
Arion
- Tego jeszcze nie wiem, ale najpewniej zrobiło tamtą wycinkę. Jest aktywny tylko w nocy?
Gyolmir
- Chyba: Wyjść! Za duży jestem. Od razu mówię: jestem minotaurem.
Odwróciłem się w stronę, z której dochodził dźwięk czekając az postać w końcu się ukaże.. Może coś mnie znowu tutaj zaskoczy.
Właściciel
Max:
- Nigdy w życiu nie widziałem Minotaura. - mruknął i zaraz wyszedł... Jeśli przy innych ludziach ten siwy i drobny staruszek wyglądał krucho, to co dopiero przy Tobie. - O co chodzi? Od razu mówię, że nie prowadzimy naboru dla Minotaurów.
- Coś się panu popie**oliło, panie łowczy. - odrzekł wójt, przerywając Ci wypowiedź i nie słuchając pytania. - Jestem pewien, że tamtą wycinkę zrobili moi ludzie, żeby mieć za co opłacić poborcę podatków.
Zero:
Z pewnością właściciel, bo wydawał się tak kuriozalny, jak sam sklep: Wysoki, opalony i jednocześnie o nielicznych, siwych włosach, odziany w długi, czerwony płaszcz i stukający sobie w rytm kroków drewnianą laską zakończoną złotym zdobieniem w kształcie gwiazdy.
- No proszę, proszę. - powiedział, cmokając i popatrując na Ciebie. - Kogo my tu mamy, hm?
Gyolmir
- Nie chcę na strażnika, co po prostu szukam roboty. Ma Pan coś do zaoferowania potrzebującemu?
Arion
- To w takim razie jeszcze nic nie wiem, ale jutro dokładniej się rozejrzę. Można wejść?
Właściciel
Max:
- No ku*wa, plaga obfitości się znalazła. - burknął. - Jak roboty do cholery było to z potworami i bandytami sami się żeśmy użerali. A jak wszystko wybite, ścięte i powieszone to nagle się zaczęli zlatywać najemnicy... Nie, nie mam nic, idź najwyżej do tablicy ogłoszeń albo do burmistrza.
- A proszę, proszę, żona akurat obiad robi. Dołączy pan może do nas?
Gyolmir
- Gdzie Ratusz?
Arion
- Czemu nie? Niech Pan prowadzi.
Rzekł, po czym wszedł do środka.
Właściciel
- No w centrum. Taki duży budynek, ciężko przegapić.
Skinął głową i odłożył narzędzia, aby później wkroczyć do domu i od razu zaprowadzić Cię do głównej izby, gdzie to było palenisko, nieco skór, futer i trofeów w postaci wypchanych łbów zwierząt na ścianach lub mniejsze, wypchane w całości, czy też poroża i rogi. Poza tym był tu też spory, drewniany stół, a przy nim sześć krzeseł. Z pomieszczenia obok dało się czuć niezwykle smakowity zapach pieczonej dziczyzny.
- No to pan tu zaczeka, a ja skoczę do kuchni. - powiedział wójt i tam też zniknął.
Gyolmir
- Dziękuję Panu. Żegnam.
Poczekał aż mężczyzna jakoś się z nim pożegna, lub coś takiego, po czym ruszył w stronę wyjścia. Jak już był na ulicy (przyjmując wersję że znalazł się tam bez niespodzianek) ruszył w poszukiwaniu ratuszu.
Arion
Kiwnął głową i zaczął przypatrywać się trofeom. No no, wśród trofeów były jakieś pokaźne rozmiary, lub jakieś niezwykłe okazy, jak na przykład biały jeleń?
Właściciel
Kapitan straży wiedział, co mówi i przekazał Ci odpowiednie wytyczne, które zaprowadziły Cię prosto pod bramy ratusza.
Nic takiego, jedynie zwykłe jelenie, sarny, lisy, wilki, dziki oraz mniejsze gryzonie i ptaki wszelkiej maści.
Gyolmir
Wpierw zajrzał do środka, aby zobaczyć czy się zmieści.
Arion
Trochę szkoda. Czekał więc.
Właściciel
Prawdopodobnie zmieściliby się tutaj Twoi znacznie więksi współplemieńcy, więc Ty nie miałeś z tym żadnego problemu.
Długo nie czekałeś, gdyż przybył wójt z małżonką, a wraz z nimi posiłek na stole składający się z kubka wina, młodych ziemniaczków ze szczypiorkiem, kiszonej kapusty i sporego kawałka pieczonej dziczyzny.
//A on przypadkiem nie jest z najwyższego szczepu?//
Gyolmir
Wszedł więc i zaczął się rozglądać za jakimś człowiekiem, lub inną istotą rozumną.
Arion
Zasiadł więc od razu do stołu, nie czekając na jakąś modlitwę, lub inną tego typu rzecz.
Właściciel
//Zawsze znajdzie się większy byk.//
Kilku, których dostrzegłeś kątem oka, uciekło na Twój widok, a innych brakowało.
I dobrze, bo wieśniacy zdawali się być tak prości, jak tylko się dało, od razu zabierając się za posiłek.
Gyolmir
Zaczął więc iść wprost, kierując się logiką, że do burmistrza, czyli ważnej osoby, do której często przychodzą ludzie i nie powinna ona być zawiła, co prosta.
Arion
Sam zaczął więc zajadać posiłek.
Właściciel
Było całkiem smaczne, a i Ty czułeś głód po długiej drodze i poszukiwaniach, więc szybko opróżniłeś talerz. Żona wójta zabrała talerze i udała się z nimi do kuchni, zaś on sam zapalił fajkę, aby zrelaksować się nieco po skończonym posiłku.
I w sumie racja, choć przy okazji musiałeś pokonać schody. Ale gdy znalazłeś się na górze i waliłeś wprost przed siebie, zdołałeś natrafić na drzwi prowadzące do jego gabinetu i strzeżone przez dwóch osiłków, choć nie wydawali się tacy silni w porównaniu z Tobą.
Arion
- Więc gdzie mam spać?
Gyolmir
- Można do burmistrza? Chciałbym wiedzieć, czy jest jakieś zlecenie.
Właściciel
- Na górze mam same wolne pokoje, wybierz pan sobie jakiś. - wyjaśnił, wskazując na schody.
- Burmistrz jest ten... No... - zaczął motać się jeden ze strażników.
- Zajęty. - poratował go drugi. - No właśnie, zajęty. Jakieś spotkanie służbowe. Czy coś.
Arion
Poszedł więc na górę i zaczął chodzić po pokojach, aby wybrać najodpowiedniejszy.
Gyolmir
- Poczekam.
Właściciel
Wybrałeś jeden, który był odpowiednio duży i miał meble dostosowane mniej więcej do Twojej kategorii wiekowej, a więc zapewne po najstarszym synu wójta. Nieco kurzu się tu nazbierało, ale masz dość wygodne łóżko i nieco prostych mebli.
- Że... Tutaj?
Arion
Jest jakaś szafa, lub stojaki gdzie mógłby odłożyć broń? Poza Acharnem, którego weźmie do łóżka.
Gyolmir
- Mogę na zewnątrz, jeżeli któryś z was wyjdzie, żeby mi powiedzieć, kiedy burmistrz będzie wolny.
Właściciel
Są, więc możesz złożyć tam bez problemu swój oręż.
Pokiwali głową, biorąc to za najlepszą opcję, acz nie śmieli zrobić nic więcej, bo widać, że się Ciebie bali.
Arion
Złożył więc, jaka była pora?
Gyolmir
Wyszedł więc i tam czekał.
Właściciel
Późne popołudnie.
Wzbudzasz sporą sensację, ale poza tym nic ciekawego się nie dzieje. I tak przez ponad godzinę, bo dopiero wtedy zaszczycił Cię swoją obecnością sam burmistrz we własnej osobie, a z nim dwóch jego ochroniarzy, których spotkałeś już wcześniej.
Arion
Czyli może się jeszcze rozejrzeć. Wychodzi więc i kieruje się w stronę lasu.
Gyolmir
Był lekko zdziwiony obecnością burmistrza, ale trudno. Najwyraźniej źle coś powiedział, albo gabinet burmistrza byłby za mały...
- Wolałbym to załatwić w środku, ale skoro już Pan tu jest... są jakieś zadania? Mógłbym przy czymś pomóc.
//Odnoszę wrażenie, że ty specjalnie piszesz tak, aby mi pokazać że wybranie największego byczka to był błąd.
Właściciel
Wróciłeś tam bez jakichkolwiek problemów.
- Mam zadanie, którego nikt nie chciał się podjąć. - odrzekł po chwili namysłu. - Dostałbyś oczywiście wsparcie, ale niewiele by tego było. Chodzi o pozbycie się sporej grupy bandytów, którzy od kilkunastu dni są zmorą całego miasta i okolic.
Arion
Rozglądał się dalej i dokładniej. Szukał głównie śladów na ziemi.
Gyolmir
- Mógłby Pan powiedzieć więcej o tych bandytach? Czemu są ta groźni, gdzie ich znajdę, czy nie są częścią jakiejś organizacji?
Właściciel
Śladów brak, ale dostrzegłeś rozmazaną sylwetkę jakiego zwierza opuszczającego las i wychodzącego na pole.
- Nie, nie są. Mają obóz jakieś dwa kilometry na północ stąd. A nikt nie chce się z nimi uporać, bo to Orkowie, Drakonidzi i Orkologi, a więc same twarde sztuki, a ja nie dysponuję zbyt wieloma strażnikami do pomocy.
Arion
Zaczął więc się skradać, idąc w tamtą stronę.
Gyolmir
Oho, będzie ciekawa walka.
- Można poznać tych ludzi, co to mają mi pomóc, czy dopiero ich Pan zbierze?
Właściciel
- To ciężka przeprawa, idą na ochotnika, choć zgarną sporo złota. Spotkacie się pod tutaj za godzinę, zgoda?
Dopiero teraz zauważyłeś szczegół, jakim jest zbierająca się wokół mgła... Poza tym zauważyłeś ogromne monstrum gabarytów Mantykory, acz wyglądające jak zlepek różnych zwierząt, choć nie tylko, gdyż poza głowami i kończynami jeleni, kóz, owiec, baranów, krów, borsuków, wilków, niedźwiedzi i innych zwierząt zauważyłeś też nieco resztek ludzkich... Bestia nie zwróciła na Ciebie jakiejkolwiek uwagi, gdyż zajęta była pożeraniem truchła jakiegoś zwierzęcia, przez stan rozkładu ciężko określić jakiego dokładnie.
//Mgielny Upiór, druga strona Bestiariusza.//
Arion
Co do? To były jego pierwsze i ostatnie myśli o tym,,, bycie. starał się podchodzić w miarę cicho do bestii.
Wiesz cokolwiek o tym czymś?
Gyolmir
- Zgoda. Żegnam więc Pana.
Powiedział, po czym poczekał aż ten również się pożegna i ruszył w stronę najbliższej karczmy.