Właściciel
//Michał przecież pracuje w Burdel Kingu, nie wiecie?
I żeście sobie znaleźli temat do wysyłania gejowskich foteczek...//
Abby:
Cała rodzina zeszła się na śniadanie, więc masz ku temu wręcz idealną okazję.
Michau, Ch*j Bóbr:
- Dobre i tyle. - odrzekł, wyciągając ku Tobie prawicę. - I nie zapomnijcie wpaść później do karczmy.
Konto usunięte
// Jednak nie ma, bo skasowałem, a moim ziemniakiem nie da zrobić się zdjęcia, bo wygląda jak czarna dziura :^)
Konto usunięte
// Przyłapał nas! Cytując znanego jutubera: Ku*wa, spi***alamy!//
Konto usunięte
Podał mu rękę.
-Pieniądze po robocie.
Uśmiechnął się.
Ale nie wiedział za bardzo co powiedzieć i siedział jak tępa strzała.
Właściciel
Abby:
Sądząc po ich zachowaniu, najwyraźniej uznali, że chcesz zostać na śniadaniu, a że nie mieli nic przeciwko, to również Tobie podano sztućce i naczynia.
Michał, Bóbr:
- Doskonale. - powiedział Elf z drapieżnym uśmiechem. - Zbierz swych ludzi pod bramą. Idziemy. - poleciał, a ostatnie słowo skierował rzecz jasna do młodego akolity, gdyż sam zaczął już iść w kierunku miejsca spotkania.
Wobec tego został na śniadaniu.
Konto usunięte
//co za cebulactwo. Tak nadużywać chłopską gościnność i za darmo się nawpierdzielać//
//a co ja poradzę, mi też ludzie dają rzeczy bez powodu
Konto usunięte
//Gdyby cię prawdziwy chłop przyjął jak Bogdyn to byś tydzień odrabiała w polu jedno śniadanie.
Właściciel
//Łofca, Janusz chłopstwa.//
Było tam to samo co na kolacji.
Konto usunięte
- Idę, idę. - Poszedł przyspieszonym krokiem za elfim myśliwym.
Zjadł podobną ilość tego co wczoraj, może trochę mniej.
Konto usunięte
A ten skierował się do koszar by zebrać ludzi.
Właściciel
Abby:
Cóż, no i po śniadaniu.
Bóbr:
Trafiliście na miejsce, pozostaje czekać na straż lub pogadać z myśliwym.
Michał:
Stał tam już tuzin w pełni wyekwipowanych i gotowych na wszystko strażników.
Konto usunięte
Taak, trzeba było zagadać, było zbyt nudno.
- Przepraszam, że pytam ale... Ile ty masz właściwie lat?
- Chciałbym bardzo podziękować za waszą gościnę i przepraszam za fatygę. - westchnął, wciąż nieco niepewny.
Konto usunięte
-Wyruszamy zapolować na zmiennokształtnego wraz z elfem chłopaki!
Bez owijania w bawełnę podniósł głos by każdy go usłyszał po czym machnął ręką sugerując, że mają iść za nim. Sam skierował się na miejsce spotkania.
Właściciel
Bóbr:
- A na ile wyglądam? - spytał, unosząc jednocześnie brew.
Tymczasem zauważyłeś zbliżającą się straż.
Abby:
Pan domu skwitował to kiwnięciem głowy i nic nie powiedział, podobnie jak reszta. Chyba tylko córka miała coś dodać, ale spojrzała się na ojca i zrezygnowała.
Michał:
Sam fakt, że wspomniałeś o pomocy Elfa zwiększył ich morale, dzięki czemu ochoczo ruszyli na miejsce, gdzie był już Kalandil i ten drugi Elf, o którego imię nie zapytałeś.
Zastanowił się, czy czasem nie umawiał się z owym gospodarzem o jakąś opłatę za nocleg.
Właściciel
Z tego co pamiętał, to nie.
Jeszcze raz grzecznie podziękował, się pożegnał i opuścił domostwo
Właściciel
Nikt Cię nie zatrzymał, pozostaje iść po konia i jechać do Linest.
Konto usunięte
Zbliżył się wraz z ludźmi.
-Możemy wyruszać?
Wobec tego poszedł ze swymi workami do konia.
Konto usunięte
- No... Ciężko powiedzieć. Setka?
Właściciel
Bóbr:
- Sto dwadzieścia. - odparł i spojrzał na straż, a następnie skinął głową.
- Ruszamy.
Michał:
Skinął głową.
- Ruszamy.
Abby:
Był on w stajni, widać że wyspany, napojony i najedzony.
- Wyruszamy w dalszą drogę, przyjacielu. Najwyraźniej bedizesz musiał trochę potaszczyć, wybaczysz?
Załadował swój dobytek i wyprowadził konia.
Konto usunięte
- Mhm. - Gdy tylko pozostali ruszyli on także to zrobił.
Konto usunięte
-Zaprowadzę w to miejsce.
Miał na myśli miejsce gdzie bestia rozszarpała kilku ludzi. Tam też się skierował.
Właściciel
Abby:
Koń prawie nie poczuł nowego bagażu, pewnie dlatego, że jest wypoczęty, najedzony i napojony, a i same suszone owoce wiele nie ważą.
Udało Ci się opuścić stajnię.
Bóbr, Michał:
Droga długo nie trwała i z powrotem trafiliście na miejsce masakry. Zmasakrowanych zwłok już nie było, ale to może i lepiej, jednakże powóz ciągle tam był, z tym że na poboczu.
Wsiadł na konia i pojechał w stronę miasta.
Właściciel
Droga była prosta i spokojna, bandytów nie ma tu wielu, więc powinno pójść gładko.
Nie przeszkadzał sobie, trwał w dumaniu i wędrowaniu.
Właściciel
Dumanie i wędrowanie trwało kilka godzin, nim nie dojechałeś do sporego zbiegowiska w postaci dwóch Elfów i wielu ludzi z miejskiej straży, którzy otaczali jakiś powóz w dość kiepskim stanie.
Obserwował z boku co się dzieje.
Konto usunięte
-No, jesteśmy. Coś wskoczyło na wóz i wyciągnęło ludzi przez dach po czym uciekło tam.
Wskazał tam gdzie ostatnio widział ślady.
Konto usunięte
Zawsze chciał pobawić się w detektywa. Odszedł od strażnika i elfa, podążył śladami ale tak żeby ich nie zadeptać.
Właściciel
Michał, Bóbr, Abby:
Zarówno straż jak i Elfy zauważyli jakiegoś jeźdźca stojącego z boku, który im się przyglądał. Jednakże Elf zaczął badać okolice powozu mając go gdzieś, drugi postąpił podobnie, ten jednakże odszedł dalej i znalazł bose ślady prowadzące do lasu.
Konto usunięte
Strażnik jednak zainteresował się jeźdźcem.
-Tu nie ma nic do oglądania wędrowcze, odejdź.
Postąpił niczym typowy strażnik przepędzając gapia ruchem prawej dłoni, gdy lewą trzymał na jelcu.
- Do miasta chcę wjechać, a z tego co widzę to panowie zajęci.
Konto usunięte
// Ja znalazłem te bose ślady?//
Właściciel
Bober:
//Tak.//
Abby, Michau:
//Ja się na razie nie wtrącam.//
Konto usunięte
/Ah, to abby. Dopiero teraz się skapnąłem//
-Złe czasy nastały, zapracowani jesteśmy. Do miasta trzeba jechać prosto tą drogą.
Pierwszą część zdania burknął pod nosem po czym wskazał drogę do miasta.
- Wobec tego życzę mniej pracy. - rzucił i pojechał do miasta.
Konto usunięte
Pożegnał się skinięciem głowy i spojrzał znowu na elfy, aby zobaczyć jak pracują.
Właściciel
Abby:
I trafiłeś pod jego bramy, gdzie dwóch strażników zadało standardowy zestaw pytań:
- Imię, nazwisko, stopień społeczny, miejsce pochodzenia i cel przybycia do miasta?
Michau:
Cóż, ten młodszy stał nad dobrze Ci już znanymi, bosymi śladami, Elf zaś badał ślady pazurów na powozie.
Konto usunięte
Przyklęknął i nabrał ziemi do rąk wcierając ją nie. Następnie wytarł rękę o rękojeść miecza jakby wsmarowywał ziemię. Miało to na celu zmniejszenie tarcia by miecz nie wypadł mu podczas walki. Następnie strzelił palcami i już nie spuszczał lewej ręki z pochwy miecza, trzymał ją tak, że w każdym momencie mógł wyrzucić do z pochwy i złapać prawą ręką. Podszedł do powozu, do starszego elfa.
-Możesz stwierdzić jak duży jest po takich śladach?
//kiedy nadal nie masz miejsca pochodzenia i nie znasz się na statustach społecznych
Do you see what an idiot you have here?