poszedł do karczmy, jeśli trafił to szukał maga, jeśli go zauważył usiadł jak najbliżej jego.
Jak cholera, przysłuchiwał się dalej. Przy okazji nasączył 10 bełtów trucizną.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
- Spokój każdego miejsca zakłóci zło niczym kamień wrzucony w wodę niszczy harmonię jej powierzchni. - Odpowiedziała barmanowi ważąc szybko w myślach potencjalne pozytywy i negatywy polowania na futrzaka.
Właściciel
Max:
- My nic o żodnej bestii nie wiemy. - powiedział jakiś stary mężczyzna, mimo że pewnie, to drżącym głosem.
Rafael:
- Ładne. - mruknął. - Poezja czy coś?
Vader:
Nasączyłeś ledwie cztery, gdyż resztę przerwało Ci wejście Twojego niedawnego kolegi z gospodarstwa.
Albert:
Zauważyłeś go, ale problemem było to, że on zauważył też Ciebie. Trzeba działać szybko.
-Masz niezły tupet, żeby tutaj przychodzić.
Załadował kuszę i wycelował z niej w potwora, żeby tylko przy pierwszej akcji go przestrzelić.
-Trucizna, bełt i kusza. Nie myśl sobie wilkołaku, że pozwolę ci się zbliżyć.
- Coś mi mówi, że jednak wiecie. Poluję na nią, a każda informacja przybliży mnie do zabicia jej.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
- Możemy uznać, że poezja. Ale równie dobrze to po prostu ładnie dobrane słowa. Zależy od punktu widzenia. - Skinęła pogodnie głową i poprawiła się na krześle.
// Cóż, żadnego infa że moja postać widzi akcję Maga Vadera nie ma więc uznaję że w tym odpisie jeszcze nic nie zauważyła. //
// stop Przecież jest w formie elfa
//Ale on go chyba też widział jako elfa. Plus Kube o tym wspomniał.
////Pancerz mordo. Mało kiedy do karczmy wchodzi ziomek w pełnym ciężkim pancerzu przygotowany tak, jakby chciał zaatakował wszystkich na raz. A dodatkowo pierwsze, co chciałeś zrobić, to się do mnie zbliżyć.
wilkołak gdzie!?
po czym wybiegł z karczmy
-Debil...
Zabrał kuszę i ruszył za nim w pościg. On ma zbroję, mag jest lepiej ubrany do biegania. A przede wszystkim: lżej.
Moderator
// Kube cuś? Bo nie wiem czy mogę się dołączyć? :V //
Właściciel
Albert:
No i wybiegłeś. Co dalej?
Vader:
Znalazłeś go niedaleko karczmy.
Max:
- Nie wiemy, ale tam we wiosce obok może i cuś wiedzo. A teraz idź no pan stąd.
Rafael:
Chyba Wilkołaki były tu dość powszechne, bowiem jakiś Elf usłyszał chyba o nim i wybiegł z krzykiem karczmy, a wcześniej przybyły mężczyzna ruszył za nim z kuszą w dłoni. Zapowiada się ciekawie, nieprawdaż?
- Idę, idę.
Ruszył więc w stronę innej wioski.
//Zabawne jest to, że ten tropiciel by się chyba lepiej na to nadał.
zaczaił się zaraz obok drzwi i wyjął miecz by urznac gardło magowi.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
- Przepraszam na chwilkę, zaraz wracam. - Odstawiła kufel z niedopitym miodem uśmiechając się szeroko do karczmarza. Po czym odwróciła się na pięcie i uważając że biegnąc teraz na widoku wszystkich jak pies z wywalonym językiem urazi jej godność użyła magii dymu by wykonać szybki "blink"* (albo i dwa jak jeden nie wystarczy) by opuścić karczmę. Oczywiście uważając na ewentualnych wchodzących. Jak już opuści przybytek (czyli ryzyko urażenia godności spadnie) to zachowując szczególną ostrożność śledzi dziwaczną dwójkę zachowując jednak margines odległości.
//*blink - coś takiego jak wtedy użyłem Rafaelem podczas "pojedynku" z twoim Drowem i jego Panterą. .//
Wystrzelił w niego zatrutą strzałą i odskoczył.
Właściciel
Max:
Szczęśliwie były one ułożone jedna obok drugiej, dzięki czemu trafiłeś do niej dość szybko, a fakt, że większość mieszkańców jest na zewnątrz lub w okolicznych polach nastraja pozytywnie, bo może w końcu zdobędziesz jakieś wartościowe informacje.
Vader:
Świetny strzał, ale że w pancerz, to gówno dał.
Albert:
Mag Cię zauważył i wystrzelił z kuszy, szczęśliwie pancerz wziął to na siebie.
Rafael:
Po opuszczeniu karczmy okazało się, że margines odległości wybitnie wielki nie był, bo obu znalazłaś dość niedaleko karczmy.
Dobrze że nie uciekają. Podszedł do jakiegoś parobka.
- Nie wiesz czegoś o bestii?
///I to jest wyjaśnienie, a on wpier*olił całą historię kusz.
Odskoczył do tyłu z przewrotem w tył, a następnie postarał się znaleźć poza zasięgiem broni tego debila.
-Wilka już sprzedałem, twój pancerz również sprzedam.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Zaciekawiona przyczajam się przy jakieś ścianie nieopodal czy czymś tego rodzaju pozostając w pełnej gotowości by w razie zagrożenia życia ulotnić się za pomocą magii dymu na bezpieczną odległość. Walka zapowiada się ekscytująco i naprawdę warto pooglądać zmaganie dwóch jakże odmiennych stylów. Dziki i nieokrzesany pancerny przeciwko zwinnemu kusznikowi. Znaczy się - tak profilaktycznie odpinam swoje wachlarze. Gorący dzień.
Więc poszedłem tam mając nadzieję, że wśród stoisk znajdę jakąś mapę.
Właściciel
//Ku*wa, jaki spam, ja pie**olę...//
Zero:
Mapy żadnej nie było, nikt też takowymi nie handlował.
Max:
- Ano, może. - odparł, opierając się na widłach i wpatrując się w Ciebie badawczo. - Może i wim coś o bestyji. A może i nie wim.
Rafael:
W okolicy nie było wielu gapiów, a dwaj walczący byli na tyle zaabsorbowani sobą nawzajem, że mieli Cię gdzieś.
Albert:
Gdyby nie unik, teraz miałbyś dwóch Magów w cenie jednego, a dokładniej dwie połówki jednego Maga.
Vader:
Udało się. O włos. Ale udało się!
A, czas trochę oszukać. Niewidzialność i wycofanie się z zasięgu Wilczusia, za budynki. Ale przed tym pozwolił sobie na rzucenie w niego 9 ostrzami Magii Mroku.
//Że też nie dałem mu tego chwytu...//
Zaczął powoli sięgać po miecz.
- Ano może cię zabiję, a może i nie? Mów.
Zaszarżował z furią na maga, jeśli ten zniknał użył swojego węchu by to określić i ciąć mieczem
"Ku*wa mać" Pomyślałem, jednak jest jeszcze jedno miejsce, gdzie mogą być takowe.. Co prawda będzie ciężko, ale podchodzę od pierwszej, napotkanej osoby i pytam o jakiś budynek, gdzie składowane są księgi.
Właściciel
Max:
Na widok dłoni na rękojeści miecza oraz twych słów zdał sobie sprawę, że raczej nie żartujesz, więc jedynie głośniej przełknął ślinę i poddał się.
- No wim. Wim o bestyji.
Zero:
- Antykwariat? - podsunął zaczepiony strażnik. - A może biblioteka?
Albert:
Zniknął, a podczas poszukiwań za pomocą węchu natknąłeś się na coś innego, czyli na dziewięć magicznych pocisków. Dwa chybiły, ale pozostałe siedem było u celu, trafiając w różne miejsca, szczęśliwie lwia część poszła w pancerz, a dzięki temu jakoś to przetrwałeś, choć kolejne pociski mogą nadwyrężyć pancerz tak, że nie wytrzyma.
Vader:
Dwa pudła, reszta w celu, ale pancerz zrobił swoje. Mimo to zdołałeś go uszkodzić i wycofać się.
A więc postarał się dostać gdzieś wyżej i z tamtej wysokości zregenerować siły i czekać na wilkołaka. Gdy to zrobił wrócił do wnętrza karczmy. Barmana trzeba powiadomić o tym. Jeżeli zastał w środku wilkołaka, to posłał w jego kierunku pięć pocisków Mroku krzycząc "Giń Wilkołaku"
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Spotkany wcześniej w karczmie osobnik znikł, ale został jego oponent w ciężkiej zbroi. Mając nadzieję, że przynajmniej ten gagatek nie zna magii uważnie obserwuję jego ruchy. Wysoce możliwe, że potyczka się jeszcze nie skończyła, a to był dopiero wstęp. Warto by zobaczyć całą pomimo faktu, iż na pewno nie jestem zaproszoną na widownię istotą. Póki nie ściągnę na siebie uwagi obu "aktorów" to mogę się szykować na cudowne widowisko. Oczywiście ostrożność nie zawadzi. Gotowość do ucieczki w razie zagrożenia zawsze w cenie.
Natychmiast schował broń.
- A co takiego wiesz? I nie pytaj się głupio co chcę wiedzieć. Mów wszystko.
wszedł błyskawicznie do karczmy, nie zamierzał dać się wciągnąć na teren wroga.
- karczmarzu ! jakiś wariat mnie zaatakowal, weź Pan zawiadom straż
//Wiesz ty co? Wszyscy pomyślą że jesteś jakimś wybrańcem i zgładzą za ciebie maga, oraz zostaną twoimi zwolennikami.//
- Tak, dokładnie o to miejsce mi chodziło. - Odpowiedziałem mu.. Nie miałem pojęcia, że oni mają takie coś tutaj.
Właściciel
//Ja naprawdę nie chcę wiedzieć, co Wy tutaj zrobiliście...//
Zero:
Cóż, najwidoczniej mają, a strażnik był na tyle uprzejmy, żeby nawet wskazać Ci drogę.
Max:
- No... Nikt nie wie, jak to wygląda, ale atakuje to to rano, zżera zwierzęta i ludzi straszy. Czasem też noco się pojawia.
Rafael:
O ile jeden chyba zniknął na dobre, to drugi minął Cię jak gdyby nigdy nic i wrócił do karczmy.
Vader:
//Wróciłeś nadal niewidzialny czy już może widzialny?//
Albert:
- A co ja jestem? - obruszył się tamten. - Sam pan zawiadom. Ja tu mam robotę.
wybiegł szybko z karczmy i pobiegł do strażników
- Stazniku strażnik ! jakiś wariat mag mnie zaatakował zniknął gdzieś pewnie sie na mnie czai
- Jakieś konkretne miejsce? Powtarza się coś w tych jego atakach poza porą, czy zawsze różnie?
//To jest lepsze od wiedźmina, bo nie ma się gotowych pytań. Ale w wieśku to to czasami miało ciekawą fabułę.//
////Widzialny. Czyli w sumie Albert jeszcze nie może wybiec, bo zignorowano moje ruchy .-.
Moderator
Purpurowa Wilczyca
Czując podświadomie że to jeszcze nie koniec wracam się pod karczmę, ale miast do niej wejść przystaję w okolicy wejścia. Tak by mieć na nie dobry widok.
Właściciel
Max:
- Zawsze różnie. A włazi gdzieś stamtąd. - odrzekł, wskazując dłonią na skraj lasu, nieopodal wsi i pól.
Rafael:
No i zauważyłaś jak Twój znajomy Mag potraktował Elfa w pancerzu pociskami Magii Mroku, a ten upadł. Niby wszystko fajnie, ale o co chodziło z tym "Giń Wilkołaku!"?
Vader:
Bało by brakowało, a wpadłby na Ciebie, lecz miałeś lepszy refleks, przez co wpakowałeś mu w pancerz dostateczną liczbę pocisków, aby padł na deski karczmy.
- Dziękuję.
Poszedł więc sprawdzić tamten rejon, mając się na baczności.
-Cholerne wilkołaki.
Stał się niewidzialnym i ruszył na piętro karczmy. Jeżeli go nie było, to po prostu wyszedł i ulotnił się z tej okolicy.
Najpierw mu podziękowałem, a następnie skierowałem się w tamtą stronę.. Same książki za bardzo mnie nie interesują, jednak mapy to co innego.
Właściciel
Max:
Idąc polami wzbudziłeś niezadowolenie wieśniaków, którym nie było na rękę deptanie ich upraw, ale to chyba mała cena za zabicie nękającego ich potwora, nieprawdaż? Niemniej, dałeś radę dostać się na skraj lasu, który w sumie niczym się nie wyróżniał, może poza sporą przesieką.
Zero:
Pierwszy był antykwariat, o dziwo strzeżony przez jakiegoś człowieka, który zasiadał na krześle przed wejściem i długim nożem kroił pętko kiełbasy na małe plasterki, jeden biorąc dla siebie, drugi rzucając dla psa leżącego obok, i tak w kółko.
- Czego? - spytał, mierząc Cię wzrokiem, a pies wstał i zawarczał nisko.
Vader:
Nie było piętra, więc skierowałeś się do wyjścia. Mniej więcej wtedy wypadłeś z hukiem z karczmy i uderzyłeś o ziemię, gdy od tyłu rzuciła się na Ciebie masa mięśni, futra, kłów, pazurów i wściekłości. Najwidoczniej Wilkołak jakoś to przetrwał, a później przemienił się i postawił wszystko na jedną kartę, rzucając się na Ciebie pod postacią bestii. Parą mocarnych łap przyszpilił Cię do ziemi, jednocześnie trzymając Twoje ramiona, abyś nie mógł użyć ich przeciw niemu, a potem otworzył paszczę, aby rozszarpać Ci gardło.
Wasza walka wzbudziła teraz ogólną panikę, zarówno to, jak i bliskość bramy mogą zasugerować, że jedynie kwestią chwili jest przybycie posiłków w postaci miejskiej straży. Ale czy na pewno masz tyle czasu?
Arion (później sprawdzę, czy dobrze)
Widzisz coś ciekawego? Spytał, po czym sam zaczął dokładniej przeszukiwać ten obszar.
Gyolmir
Minotaur znajdował się obecnie niedaleko bram miejskich. Gotów był na formułkę strażników.
Najłatwiej, to próbować przeżyć. Nawet rozpaczliwie. Więc nie można się hamować. Więc zaczął na szybko tworzyć i używać pociski mroku, by zapełnić czymś kły wilkołaka. Instynkt zwierzęcia, kontra pie*olona walka o przeżycie człowieka.