Konto usunięte
-50 powinno wystarczyć, kolejne 50 dam ze swojej kieszeni.
Właściciel
Michał:
Skinął głową i rzucił Ci małą sakiewkę.
- Ubijcie wreszcie tę bestię raz, a porządnie, dobra?
Vader:
- A kogo?
Sprawdził ile zostało do zmroku. Wolał nie kłócić się ze strażnikami miasta po nocy, ani w dzień zawracać głowy i tak zapracowanym wieśniakom.
Właściciel
Vader:
- Dokładniej? Jakieś dane czy coś?
Abby:
Było późne popołudnie, jak można było wywnioskować z położenia słońca na niebie.
-Niestety, prosi o anonimowość. Biznes legalny, ale robi za takiego szpiega w handlu. W sensie, pracuje u konkurencji.
Postanowił więc udać się do wioski. Akurat może uda mu się poprosić o nocleg.
Właściciel
Vader:
- To jeszcze powiedz, gdzie go możemy spotkać.
Abby:
Przydrożna wieś nie zaskakiwała: Drewniane chałupy z dachami krytymi strzechą, mniej lub bardziej zadbane obejścia, jakieś ogródki oraz budynki gospodarcze wszelkiej maści, a więc chlewy, stodoły i obory. W oddali widziałeś też pola, na których pracowali chłopi, las, na którego granicy wycinano drzewa i pasterzy powracających z trzodą do obór. Po obejściach biegały dzieci, bawiąc się i grając w najróżniejsze gry, ich matki siedziały w chałupach lub w ogródkach, gdzie zajęte były plewieniem, podlewaniem i sianiem. Niektóre dziergały lub cerowały, siedząc przed chałupami.
Westchnął, a blisko pierwszej z brzegu chałupy zatrzymał konia i zszedł z niego. Uśmiechnął się lekko sam do siebie i rozejrzał się wokół, starając się jednak sprawiać wrażenie mało ciekawskiego. Poszukał po prostu najbliższej kobiety przed chałupą. Bądź co bądź, z płcią piękną dogadywał się lepiej.
Właściciel
No i znalazłeś ją, jak dziergała na drutach coś z owczej wełny.
- Witam. - Powiedział to słowo dość wyraźnie, by kobieta zwróciła na niego uwagę, dalej mówił ciszej. - Czy znalazłoby się w tym domu miejsce dla strudzonego drogą zielarza, by trochę odpoczął?
-A bo ja wiem? Nie kontroluję tego, jak żyje.
Właściciel
Vader:
- Wybaczy pan ostrożność, ale ostatnio źle się w mieście dzieje, to szef kazał nam dokładniej każdego infiltrować. - wyjaśnił, a po chwili zobaczyłeś jak drugi strażnik zapisuje coś sobie, zapewne Twoje, i tak fałszywe, dane. Gdy skończył, ten pierwszy odezwał się: - Zapraszam do miasta.
Abby:
Przez chwilę patrzyła na Ciebie bez słowa, a później odpowiedziała:
- Może i ktoś będzie miał wolny pokój w chałupie, ale nic poza tym. A jak nie to zawsze może się pan na sianie przespać, w stodole.
-W pełni rozumiem, życzę spokoju na służbie.
Wszedł do miasta.
- Stodoła mi odpowiada. Czy dla konia znalazłoby się też miejsca?
Właściciel
Vader:
Wszedłeś.
Abby:
- No na pewno, ale nie chce pan najpierw poszukać normalnego pokoju?
- Zazwyczaj niechętnie biorą mnie do domu, a i targować o pokój się nie lubię specjalnie. Zbyt wielu już nie pasowały moje ziołowe zapasy. Sądzili, że wożę ze sobą jakieś trujące albo wywołujące koszmary rośliny.
A teraz rozejrzał się za czymś, co mogło nakierować go na jego cele.
Właściciel
Vader:
Nigdzie nie widział szyldu reklamującego Magów lub Stalowych.
Abby:
- W takim razie mogą i do stodoły nie wpuścić, dla chłopa trzoda to rzecz święta.
A to żółtodzioby, on by postawił mur z wyrytymi literami, gdzie można go spotkać. Szukał czegokolwiek nadzwyczajnego.
- To tylko złe słowa, nigdy takich ze sobą nie woziłem, wszystkie zioła jakie mam przy sobie są jak najbardziej bezpieczne.
Pół tego zdania była prawdą. Trucizny zgniły albo zostały sprzedane, a Aramis pozbył się wszystkiego, co aktulanie było trujące.
Właściciel
Vader:
A co uważał za nadzwyczajne?
Abby:
- Jeśli tak to ja mogę spytać się ojca, może pana przenocuje.
- Dziękuję. - odrzekł spokojnie, po czym odczekał chwilę, zastanawiając się, czy kobieta pójdzie zapytać teraz, czy później.
Coś, co mogło świadczyć o obecności istot wyżej rangi, czyli magów, stalowych itp.
Właściciel
Abby:
Nie ruszyła się, a jedynie wskazała na jakiegoś mężczyznę prowadzącego krowy z pastwiska do obory.
- Ojciec zaraz przyjdzie.
Vader:
Obszedłeś prawie całe miasto i mogłeś uznać, że nic nie znajdziesz, dopóki w oczy nie wpadło Ci trzech konnych rycerzy, każdy z emblematem Stalowych Ludzi na tarczach, chorągwiach lub pancerzach.
Skinął głową i cierpliwue czekał na gospodarza.
Właściciel
Vader:
Bez dwóch zdań szykują się do wyjazdu.
Abby:
Po odprowadzeniu zwierząt do obory wszedł do chaty, kobieta zaraz ruszyła za nim i zaczęła się tam toczyć burzliwa dyskusja.
Odsunął się nieco dalej od chaty. Nie chciał od razu doświadczyć tego, co mógł mu zafundować taki chłop w pierwszym momencie spotkania.
Właściciel
W końcu drzwi stanęły otworem.
- Ojciec się zgodził, pokój jest na poddaszu. - powiedziała kobieta.
- Niezmiernie miło mi to słyszeć. Jeśli to nie problem, to zaraz po odprowadzeniu konia się położę. - lekko się skłonił.
Właściciel
Vader:
W końcu, nie niepokojeni przez nikogo, wyjechali z miasta.
Abby:
Skinęła głową i wróciła do chaty, Tobie pozostaje już jedynie odprowadzić konia i iść spać.
Zajął się odprowadzeniem Miroira. Właściwie Mówiłby mu głośno, że się cieszy, ale nie chciał być przed snem uznany za szaleńca.
Właściciel
I słusznie, bo wtedy byłyby nici z noclegu nawet na sianku. Niemniej, kuń odprowadzony.
Wobec tego wrócił pod domostwo i wszedł doń, jak przystało na porządnego obywatela. Bądź co bądź zaraz po zamknięciu drzwi rozejrzał się za ową dziewczyną lub jej ojcem.
//dobranoc
Nie zaraz to źle. Odczekał kilka minut, a następnie sam opuścił miasto. Żeby było lepiej, pod nosem narzekał na swojego wymyślonego współpracownika.
Właściciel
Abby:
Zarówno oni, jak i jakaś kobieta oraz kilkuletni chłopczyk, siedzieli przy stole, zapewne szykując się do posiłku. Jedno miejsce pozostało wolne.
Vader:
Strażnicy to łyknęli, albo mieli gdzieś, niemniej się udało. Natomiast Stalowi mają konie, więc na pewno zostawią Cię daleko w tyle, jeśli tylko zechcą, bo póki co jadą wolno, najwidoczniej nigdzie im się nie spieszy.
//ok, przeczytałam on zamiast oni, mój błąd//
Zsunął torbę z ramienia i położył ją obok pustego miejsca, po czym usiadł tam. Jakoś mu tak głupich było, że nawet nie wiedział, jak się do swych gospodarzy zwracać, ale słowem się nie odezwał.
Podążał za nimi, jednak będąc w bezpiecznej odległości.
Właściciel
Vader:
No i idziesz, ale jak się nie ukryjesz to na pewną Cię zobaczą.
Abby:
//Pisałem, że siedzi tam córka, facet, jakaś kobieta i jakiś dzieciak, czyli cztery osoby. Piąte jest dla Ciebie :V//
O to chodzi. Szedł nadal.
Właściciel
Vader:
Zobaczyli i się zatrzymali, aby naradzić się co z Tobą zrobić. Później postanowili poczekać, aż do nich podejdziesz.
Abby:
Po chwili kobieta postawiła na stole to, co znaleźć się mogło w typowym chłopski jadłospisie, a więc chleb, kaszę, owoce, warzywa, ser, mleko i wodę. Dla pana domu wręczyła jeszcze spory kufel, zapewne wypełniony lokalnym piwem. Później razem z chłopcem zajęła swe miejsca przy stole.
//gdy największą twoja przeszkodą jest to, czy oni czasem zaraz nie zaczną się modlić
Na owy posiłek i tak się wprosił, więc naprawdę niedobrym czynem byłoby wzięcie czegoś od razu i jedzenie, jakby się nigdy wcześniej nie jadło. Odczekał moment, zgodnie ze swym tokiem myślowym nie chcąc zaczynać jeść jako pierwszy.
Właściciel
Vader:
Podszedłeś więc.
Abby:
Na szczęście nie zaczęli modlitwy, a jedynie ojciec pociągnął z kufla i z hukiem postawił go na stole, a dopiero wtedy wszyscy zaczynali brać sobie do jedzenia to, na co akurat mieli ochotę.
Wziął trochę tego i owego, po czym sam zaczął jeść. Właściwie nie miał na ten moment więcej do zrobienia, tak też nic więcej nie zrobił.
Właściciel
Wyjątkowo smaczne to nie było, ale najważniejsze, że było sycące. Gdy wszyscy skończyli jeść, żona posprzątała na stole, zmyła naczynia i dolała ojcu piwa, aby później odprowadzić chłopca spać. Starsza córka już pewnie miała odejść, ale zatrzymała się, gdy jej ojciec przemówił:
- Jakimi ziołami dokładnie handlujesz?