-A co niby mógłby umieć wróżbita i drobny handlarz?
Właściciel
Bóbr:
- A w jakim stopniu?
Vader:
- A machać mieczydłem chociaż umiesz?
-Machać umiem, ale pod walkę to nie podchodzi.
Właściciel
- To w sumie nie wiem, czy się nadasz.
-Można wiedzieć, do czego?
Były znawca tytoniu naprawdę się zainteresował.
Właściciel
- Tego się dowiesz później. Jak nie wiem, czy Cię przyjmę i to nie będę mówił, żebyś sobie głowy tym nie zawracał.
-Dobrze, rozumiem.
Łyknął piwa dla rozluźnienia atmosfery.
Właściciel
Krasnolud zrobił podobnie, z tym że on wypił od razu cały kufel.
Nic dziwnego, jednak wolał sam wybić w spokoju.
Właściciel
Także pijesz w spokoju, a brodacz ma już za sobą nie tylko drugi kufel, ale i trzeci, a obecnie zmawia czwarty.
Nie no spoko, mu to nie przeszkadza.
Właściciel
Po tych kilku głębszych język mu się nieco rozwiązał i powiedział;
- Sprawa ma się, ku*wa, tak.... No, ja mam, ku*wa, taką jedną bandę, nie? No i chodzi o to, że mi ludzi potrzeba.
-Ludzie zawsze potrzeba. Założę się, że nie powiesz mi do czego.
Właściciel
- Jak powiesz, że ku*wa wchodzisz, to ku*wa powiem...
Właściciel
- Ale pamiętaj, że teraz masz dwie drogi: Zostać w bandzie, albo opuścić ją. Ale z tym opuszczaniem sprawa ma się tak, że nie do końca byś przeżył.
-A kto umarł, ten nie żyje. Pozostanę.
Właściciel
- No to ku*wa świetnie! - krzyknął i zamówił jeszcze dwa kufle, jeden wręczając Tobie. Drugi uniósł do toastu. - Za ku*wa bandę! Zdrowie!
Właściciel
On również i po chwili zamilknął. Chyba niedługo dopadnie go sen.
Właściciel
Wzniósł głowę i spróbował sięgnąć po kufel, ale głowa znów mu opadła i zasnął.
Dokończył swój i pozostał przy nim. W końcu on płacił.
Właściciel
Godziny leciały, a karczma zaczęła powoli się wyludniać.
- Macie zamiar tu czekać do usranej śmierci, panowie? - spytał barman, gdy posprzątał i z klientów zostaliście tylko Wy dwaj.
-Jeżeli pan go obudzi, to wyjdziemy dość szybko.
Właściciel
- Obudzić pijanego Krasnoluda? - spytał i spojrzał na Ciebie z mieszaniną strachu i zaskoczenia. - Powaliło Cię?
Właściciel
- Jasne. Jak chcesz to dam Wam kluczyk od pokoju, pójdziecie jak się obudzi.
-Przyszliśmy się napić, nie nocować. Ale niech będzie, przynajmniej mój znajomy będzie miał kilka dobrych słów o tym miejscu.
Właściciel
Skinął głową i poszedł po kluczyk i rzucił go Wam na stół.
- Pięć złota, jeśli jeszcze nie przechlaliście.
Tym razem postanowił zapłacić z własnej kieszeni.
-Proszę.
Właściciel
Zabrał monety i wyszedł, zapewne by się położyć, z Wami został tylko jego pomocnik i karczemny wykidajło.
Teraz czekać, aż krasnolud się obudzi. Przy okazji starał się lekko drzemać.
Właściciel
Drzemka szybko przerodziła się w sen, ale ten nie trwał długo, gdyż obudziło Cię uderzenie pięścią o stół i krzyk Krasnoluda:
- Więcej, ku*wa, piwa!
Aż podskoczył i szybko się rozejrzał. Ktoś powinien go szybko obsłużyć.
Właściciel
Krasnolud jednak wyraźnie odpuścił sobie picie i wziął kluczyk, by pójść na górę i się przespać.
Ruszył za nim. Głównie po to, by go asekurować.
Właściciel
Zataczał się, ale trafił do pokoju. Były tam dwa łóżka, więc jeśli chcesz to też możesz się przespać.
Zajął jedno, chwilę poobserwował krasnoluda, zanim sen go dopadł.
Właściciel
To naprawdę była chwila, bo zasnął od razu po ułożeniu się na łóżku.
Czekać pozostało na poranek.
Oby odbyło się bez niespodzianek.
Właściciel
//A ten znów rymuje.//
Nadszedł ranek.
Obyło się bez niespodzianek.
Krasnolud wstał wku*wiony.
Widać, że z libacji niezadowolony.
- Ale we łbie mi je*ie.
Powiedział, spoglądając na Ciebie.
//Handluj z tym.//
///Szkoda że poza akcją
Nie dajesz już rymów
Ale nieźle z tą libacją
Choć nie podbiła serca milionów///
Abuyin i swój stan sprawdził
I te oto słowa prawił:
-Naprawdę masz mocny łeb
Mi to po tylu przydałby się pogrzeb
Następnie wstał i lekko się zachwiał
Bo choć mniej wypił to i tak niezły promil w sobie miał.
-Mniejsza, przy okazji do twojej bandy dołączyłem
może teraz się dowiem jakim przekonałeś mnie argumentem?
Właściciel
//Dobra, wygrałeś, nie mam czasu by spędzić kilka minut na rymowanie w jednym temacie.//
- Sam żeś dołączył. - powiedział. - No, a tak w ogóle to zaraz się zbieramy, nie?
-Nie mam nic innego do roboty. Jestem gotów do drogi.
Właściciel
- No i zarąbiście. - rzekł i ruszył na dół.
A on zanim, zamykając za sobą pokój.