Rycerz Dobra
-Nie
Rycerz Zła
Kobiety i dzieci też?
Ślepiec
-Niezbyt miłe.
- Bo nie chciałbym, aby ktoś tutaj zginął? I poza tym, przeczuwam że z tego wynikłaby tylko większa walka...
Arthur
-4 Mikstury Leczenia. -rzekł bez krótszego namysłu.
Właściciel
Killer:
Westchnął i odłożył książkę, aby po chwili odwrócić się do Ciebie plecami i ściągnąć z jednej szafek cztery fiolki zawierające ową miksturę.
- Coś jeszcze? - spytał, stawiając je na ladzie.
Taczka:
- Może i tak, ale chyba nie nam to oceniać.
Max:
- To zawsze jakaś rozrywka. - odezwał się po raz pierwszy od rozpoczęcia gry złotooki.
Vader:
Jak wszystkich, to wszystkich.
- No nie, ale tak musimy postąpić. Chyba że później znajdziemy jakiś dowód, że to bandyci, wtedy wypłacimy Ci należność. Lub, jeśli znajdziemy dowód, że to nie byli bandyci, to przyszykujemy dla Ciebie katowski topów. A teraz możesz odejść.
- Więc kto idzie?
Ślepiec
-Raczej to wy możecie odejść. Ja nie skończyłem. Nie mam jeszcze wszystkich bandytów załatwionych.
Rycerz Dobra
-Są chętni?
Rycerz Zła
Elo, elo. To lubił. Poszukał pochodni. Najlepiej więcej, niż jednej.
Arthur
-To wszystko. Ile płacę?
- Jak chcecie. Mnie w to nie mieszajcie.
Powiedział, po czym poszedł gdzieś w kąt, obserwując zajście.
Właściciel
Killer:
- Pięć złota za sztukę. - wyjaśnił, a później dodał dla pewności: - Czyli dwadzieścia złota.
Max:
Do owego zajęcia jednak nie doszło, bo karczmarz wrócił, a sama jego obecność (a raczej fakt, że wezwie kiziorów, którzy skończą zabawę i wywalą zabijaków na zbity pysk do rynsztoka) sprawiła, że postanowili poprzestać na rozegraniu dogrywki.
Vader:
Kilka się na szczęście ostało pośród ruin.
Problem był taki, że właściwie każdy był chętny, bo każda okazja na zwiedzenie świata po tylu latach jest miłą ewentualnością, nawet jeśli to tylko tak prozaiczna czynność, jak zakupy.
- To jakaś osobista wendetta czy co?
Podszedł więc do karczmarza, kiedy ten już się usadowił na swoim stanowisku.
- I jak z tym zleceniem?
Rycerz Zła
Zabrał się za podpalanie.
Rycerz Dobra
-Bądźmy szczerzy, przyda nam się godzina, dwie wolnego i zwiedzenie miasta.
Ślepiec
-Nie, przyjąłem zadanie.
Arthur
Zapłacił należną cenę, po czym schował ostrożnie fiolki i wyszedł z owego sklepu. Jako, iż nie było żadnych zleceń to zmył się z tego miasta.
Kiwnęła głową i szła za swoim towarzyszem dalej.
Właściciel
Taczka:
//Akurat ci NPC są na tyle elastyczni w wybieraniu dalszego celu wyprawy, że spokojnie sama możesz wybrać jakieś miejsce, w które chcesz się udać.//
Killer:
To już chyba na własnych nogach, bo w bramie minąłeś grupę wstrząśniętych i przerażonych ludzi, a chwilę później ujrzałeś Paladyna, który wycierał o futro Twojego Warga swój zakrwawiony miecz. Drugi trzymał łeb zwierzęcia i przyglądał mu się uważnie.
Max:
- Znalazło się tylko jedno, i to z trudem, bo im faktycznie nie potrzeba najemników. Tak średnio płatne, pewnie trudne. Ale pasuje? Mówić dalej?
Vader:
- I jak Ci idzie?
Pokiwali głowami i rozeszli się do pokoi na tę godzinę lub dwie, aby odpocząć.
I po chwili wszystko się ładnie fajczy.
Rycerz Dobra
Sam zajął się sprawdzeniem stanu miecza i zbroi.
Ślepiec
-Kilku samotnych wilków już zabiłem, a małą bitwę stoczyłem z jakimś gostkiem w masce, który dysponował łucznikami i goblinami. Wygrałem, ale on uciekł.
Rycerz Zła
Opuścił więc dworek i ruszył po tego posłańca, co go zawiązał do drzewa.
- Niech Pan mówi, zawsze to jakieś zajęcie.
Właściciel
Max:
- Jest taki jeden handlarz, znany, poważany i cholernie bogaty, złodziej jeden. No, ale tak poza tym, to jest prawdopodobieństwo, że trzyma z Demonami, Magami Zła lub innym szajsem. Dlatego potrzebny jest jakiś nie-Paladyn, żeby posłać go na przeszpiegi. Jasne?
Vader:
Wszystko w najlepszym porządku.
- W masce? Nic mi o takim nie wiadomo. Wtedy straciłeś wzrok?
Problem był taki, że jego już nie było.
- Można więcej rzeczy? Będę jego pracownikiem, czy ma to być bardziej tajne?
Arthur
Wściekł się.
- Coś Ty do cholery najlepszego zrobił!? - rzekł gniewnym głosem na Paladynów. Miał już chwycić za miecz ale powstrzymał się.
Ślepiec
-Jestem ślepy od urodzenia.
Rycerz Zła
Przegryzł jelita? Wytrzymały dupek jak ktoś, kto został przygnieciony przez konia. Zwrócił się więc do swojego rumaka.
-Widziałeś gdzie odszedł?
Rycerz Dobra
Zawsze jakieś pocieszenie.
//Lepiej sam wybierz jakiś cel podróży, bo ja nie umiem wybierać... :v //
Właściciel
Taczka:
//Coś ogarnę i napiszę na PW.//
Killer:
- To żądny krwi zwierz, czego się niby spodziewałeś? Zaatakował wóz kupiecki, więc musiałem interweniować. A że nie dało się inaczej, to skończy nad kominkiem w naszej kwaterze.
Max:
- Zrób to wedle własnej woli, bylebyś tylko to ustalił. Płacą dwieście sztuk złota.
Vader:
- To zmienia postać rzeczy. W takim razie powodzenia.
Chyba nie, a sądząc po śladach wokół drzewa, do którego go przywiązałeś, nie był sam. To by wyjaśniało, czemu w ogóle uciekł: Ktoś mu pomógł.
Dokładnie. Tobie chyba też wypadałoby choć chwilę odpocząć i się zrelaksować, nieprawdaż?
- Można więc poznać konkrety?
Arthur
-Łżesz. Miałem go od sporego czasu. A, i jeszcze coś. Skoro mój zwierz nie żyje, to przynajmniej domagam się prowizorycznego pochówku, bo nie pozwolę by on został waszym trofeum. Jeszcze tego by brakowało.
Rycerz Zła
Ruszył tropem.
Rycerz Dobra
Chyba każdy jest zrelaksowany, kiedy wie, że jego broń jest gotowa do walki?
Ślepiec
-Dziękuję.
Właściciel
Killer:
- Truchło nam niepotrzebne, a co to za różnica czy z głową, czy bez? Trup to trup. I mówię, jak było, Paladyni nie kłamią. Zapomniałeś?
Max:
- Gość nazywa się Nihlar Hede. Więcej nie wiem, ale pewnie wystarczy popytać o niego na mieście odpowiednich osób i czegoś się tam dowiesz.
Vader:
Skinął głową i wraz z oddziałem strażników miejskich ruszył w drogę powrotną.
Chyba tylko Ty, ale co kto lubi.
Urywał się w pobliskim lesie, a konkretniej nad strumykiem, gdzie ich zgubiłeś.
Arthur
Przeklnął coś pod nosem.
-Zakopcie go pod najbliższym drzewem. Ja tym się chlastał nie będę, bo to nie ja go zabiłem. -rzekł dalej rozwścieczony i wyszedł z miasta.
Ślepiec
A on dalej tropił.
Rycerz Zła
Przeszukał szeroki pas drugiej strony brzegu.
Rycerz Dobra
No cóż, taki klimat.
Właściciel
Killer:
Opuściłeś je bez problemu, Paladyn życzył Ci jeszcze dobrej drogi. Ale gdzie udasz się teraz?
Vader:
Tutaj już nic ciekawego wytropić nie mogłeś, może poza małymi zwierzętami.
I w takim klimacie minęła godzina odpoczynku dla reszty, więc można się zbierać.
Ślady były, ale zwierzęce. I nie, to nie koń.
Rycerz Zła
Czyli spie**olił.
Rycerz Dobra
A więc się zebrał.
-Tutaj wracamy. Nie sprzedać siebie nawzajem.
Ślepiec
No to zwiększył okrąg poszukiwań.
Arthur
Jakieś miasto gdzie można bez problemu znaleźć zlecenie?
Właściciel
Killer:
Nowe Gilgasz? O ile nie przeszkadza mu współpraca z Czarnym Słońcem. Lub Kasuss, jeśli nie przeszkadza mu współpraca z Kartelem.
Vader:
Na to wychodzi.
Skinęli głowami lub odpowiedzieli jakieś potwierdzenie i wyszli z budynku, rozchodząc się po mieście.
Wciąż nic, jedyną zmianą jest trop nieco grubszego zwierza.
///Terz zobaczyłem, że się temat wyludnił.
Rycerz Zła
A miał zabić wszystkich?
Rycerz Dobra
Sam zobaczył, czy ktoś został czekając na niego.
Ślepiec
Roślinożerca, czy mięsożerca?
Arthur
A jest jakieś miasto, w którym nie będzie musiał z nikim współpracować i znajdzie bez problemu zlecenia?
Właściciel
Killer:
Bardziej chodzi o to, że w tych miastach nie musisz z tymi organizacjami współpracować, ale wykonujesz zlecenia od nich. No, czyli w sumie na jedno wychodzi.
Max:
- Popytaj handlarzy. - powtórzył po Tobie karczmarz.
Vader:
Tak, ale jeden świadek to w sumie nawet lepiej, niech doniesienie o tym reszcie i niech się boją.
Nie, wszyscy się rozeszli.
Wilki, lisy, niedźwiedzie, borsuki, jelenie, łosie, sarny i tym podobne.
Arthur
A więc, do Kasuss.
Poszedł więc szukać rynku, lub handlarzy, jeżeli jacyś byli po drodze.
Rycerz Zła
Oby, zabrał się za drogę powrotną.
Ślepiec
Nic innego?
Rycerz Dobra
Nawet lepiej, sam sprawdizł, czy zostawili złoto i wyruszył na miasto.
Właściciel
Killer:
//Zmiana tematu. Zacznę, gdy będziesz na miejscu.//
Max:
Nie, wszyscy handlarze zgromadzeni byli na rynku, gdzie to kupowali, sprzedawali i zachwalali najrozmaitsze towary, a towarzyszyły im tabuny pracowników, ochroniarzy i klientów.
Vader:
//Zacznę w Zamku Qull, gdy będziesz na miejscu.//
Niestety, ale tak: Innych śladów brak.
Ruszyłeś, zaś złoto zabrali, choć Tobie zostawili na oko jedną trzecią lub jedną czwartą całości.
Podszedł do pierwszego lepszego.
- Dzień Dobry, szukam niejakiego Nihlara Heda(nie wiem czy dobrze odmieniłem), nie wie Pan, gdzie go mogę znaleźć?
Ślepiec
Zaczął szukać gdzieś indziej.
Rycerz
A więc ruszył na poszukiwanie nowości w Hammer.
Właściciel
Max:
- Ciebie też zatrudnił? Ciekawe skąd on na to złotniki bierze. - burknął brzuchaty kupiec. - Znaczy... Tak, znam. Z reguły tutaj handluje, ale od dwóch dni go nie widziałem.
Vader:
Właściwie to wszystko było tutaj nowe, może poza bielą budynków, kontrastującą czernią "Czarnoskdzydłego," jednej z lepszych karczm w mieście oraz siedziby Paladynów, która była tutaj chyba od zawsze.
Dopiero na gościńcu znalazłeś coś ciekawego, a mianowicie ślady pozwalające przypuszczać, że doszło tu do jakiejś walki, choć ciał lub innych dowodów brakuje.
- Gdzie go można zazwyczaj spotkać, kiedy tutaj nie przychodzi?
Rycerz Dobra
Czarnoskrzydły, zawsze coś. Pewnie tutaj mógł spotkać kilku ludzi ze swojego oddziału. Jednak wolał się w pierwszej kolejności udać na ulicę targową.
Ślepiec
Gdzie się ciągną? I czy nie było to jego wcześniejsze pole walki?
Właściciel
Max:
- W swoim domu, niedaleko "Szczękogryza," takiej karczmy. - odparł, wskazując Ci odpowiedni kierunek.
Vader:
Trafiłeś tam bez problemu, zaś ilość towarów, straganów, kupców, handlarzy, klientów, kieszonkowców, strażników i tym podobnych mogła przyprawić o zawrót głowy.
Zdecydowanie nie, a ciągną się gdzieś w las.
Rycerz
Zwłaszcza dla dowódcy, którego tak dawno tutaj nie było. Przechadzał się więc między tym wszystkim szukając zapasów dla oddziału. Pilnował jednak swego miecza i złota, bo złodzieje nadal grasują na całym świecie.
Ślepiec
Ruszył nimi.
- Dziękuję Panu.
Powiedział, po czym udał się we wskazanym kierunku.
Vernim
Vernim jechał powoli na swojej klaczy, coby jej za bardzo nie przemęczać, w stronę murów miasta. Ma nadzieję na jakiś zarobek oraz zwiedzenie tego pięknego miejsca
Właściciel
Max:
Karczmę, dzięki szyldowi, zlokalizowałeś bez problemu, o dom może być trudniej, bo w okolicy jest ich kilka.
Gaster:
Rzeczywiście, miasto już stąd robiło wrażenie, zwłaszcza te białe mury... Niemniej, klacz powoli doczłapała się pod bramę, gdzie to stało dwóch strażników w postaci samych Paladynów Srebrnej Dłoni.
- Imię, nazwisko, status społeczny, miejsce pochodzenia i cel przybycia do miasta?
Vader:
Mniej więcej w połowie drogi usłyszałeś świst, a chwilę później poczułeś ból, gdy w Twój bok wbiła się strzała z goblińskiego łuku, którego właściciel skrył się całkiem nieźle pośród gałęzi dorodnego drzewa.
Choć Hammer do Gilgasz daleko, to i tak straganów jest tak wiele, że spokojnie zaopatrzysz oddział we wszystko, co mu potrzebne, a może i w coś więcej.