Szedł powoli za Brookiem, uśmiechając się lekko. Też by się czegoś napił.
- Nie piję - to były pierwsze słowa Eiss, która postanowiła się w końcu odezwać, krzyżując ręce na piersi. - Nie tak, by schlać się w trupa.
Właściciel
Ekspedycja:
//No to pijecie tu, w Gilgasz, lecicie tam od razu czy jak?//
Taczka:
- A wiesz chociaż, jak to zrobiłaś? - spytał Kir, gdy uporał się ze swoimi Płaszczkami.
Max:
Akurat byli tacy, którzy grali w karty, choć z racji braku wolnych miejsc możesz tylko patrzeć. A żeby lepiej widzieć, wypada podejść.
Vader:
Znalazłeś ją ponownie... Taaak, to był zdecydowanie cud, że las się Wam nie zapalił.
- Macie fundusze na jedzenie czy niekoniecznie?
Żeby to określić musiałbyś sprawdzić resztę budynku.
Ślepiec
Aż tak źle?
Rycerz Dobra
-Nie.
Rycerz Zła
A więc wyruszył na badania stanu żywych ludzi w budynku.
Brook
///Gilgasz.
-Dźgnęłam, kiedy na mnie leciała. - Powiedziała obojętnie.
// Graig lubi pić, nie ważne gdzie//
Właściciel
Ekspedycja:
//Zacznę Wam, gdy będziecie na miejscu.//
Taczka:
- Sprawdź, gdzie trafiłaś. - poradził, ocierając miecz z krwi potworów za pomocą jakiejś szmatki.
Max:
Rozgrywka toczyła się właściwie wokół jakiejś fioletowookiej Elfki o bujnych, kasztanowych lokach, lecz odzianej jak łowca nagród, mężczyzny z łysą głową w kapeluszu z piórkami o szerokim rondzie, kapitana miejskiej straży oraz przeciętnie wyglądającego Stryita, choć miał specyficzne, złote ślepia.
Vader:
Jak na razie nikogo poza Tobą.
Zdecydowanie, w końcu las rośnie długo, a płonie szybko, zwłaszcza jeśli podpalisz go, no cóż... Pie**oloną Magią?
- Ile potrzebujecie?
Pewnie widzi nimi karty...
- W co grają?
Zapytał się najbliższą osobę.
Rycerz Dobra
-Mało, byleby wyżywić oddział.
Rycerz Zła
Szukał nadal.
Ślepiec
No ale do jaskini da się dotrzeć?
-Fuj. - Obejrzała ciało płaszczki w poszukiwaniu rany.
Arthur
Zastopował na chwilę razem ze swoim wargiem na jednym z pagórków, z którego mógł spojrzeć na Hammer, do którego miał zamiar dojechać w celu poszukania jakichś zleceń na potwory czy bandytów. Po chwili stania kontynuował jazdę do owego miasta.
Właściciel
Taczka:
Przebiłaś jej coś, zapewne jakiś ważny narząd przypominający nieco ludzkie migdałki, choć to pewnie migdałki nie były, zwłaszcza że położone są gdzieś w brzuchu.
Killer:
Miasto robiło wrażenie, niezależnie czy pojawiłeś się tu po raz pierwszy czy którykolwiek inny z rządu. Niemniej, trafiłeś pod bramę bez problemu, choć tam już się zaczęło, z racji stojących pod nią dwóch Paladynów.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - spytał jeden, wygłaszając standardową i znaną każdemu formułkę, zaś drugi przyjrzał się ze zmarszczoną brwią Twojemu wierzchowcowi.
- Tego czegoś do miasta na pewno nie wpuszczę. - mruknął, gdy Warg warknął na jego widok.
Max:
- Poker. - zbył Cię zapytany człowiek szybką odpowiedzią, nie chcąc przegapić choć chwili z rozgrywki, acz obecnie grający patrzyli tylko na siebie lub w karty i właściwie nic więcej.
Vader:
Skinął głową i rzucił Ci odpięty od pasa mieszek.
- Powinno wystarczyć, resztę zatrzymaj.
W końcu na coś natrafiłeś, a konkretniej to wyczułeś, choć poza pewnością, że żyje, wiesz niewiele więcej.
Jeśli ugasi się ogień? Jak najbardziej.
Ojej. Ależ to ekscytujące. Chociaż... Poczekam, może zrobi się ciekawiej?
Czekał więc.
Rycerz Dobra
-Tak jest, dziękuję sir.
Ślepiec
Można magią?
Rycerz Zła
-Kici kici.
Ruszył na dokładne poszukiwania.
-Wiem, gdzie trafiłam. Możemy wreszcie iść?
Arthur
-Arthur O'Horah, północne Verden, żonaty. //kurdebele zapomniałem o tym że on ma żonę//. Poszukiwanie pracy w postaci zleceń. A co do mojego Wilczka to nie gryzie. Chyba, że ma się złe zamiary czy intencje, to co innego.
Właściciel
Taczka:
- Może i wiesz gdzie, ale wiesz chociaż w co trafiłaś?
Killer:
//Status społeczny to coś innego, a przynajmniej tutaj. Po co niby mieliby pytać czy masz żonę lub nie? Tutaj chodzi o warstwę społeczną z jakiej pochodzisz.//
- W Hammer nie znajdziesz wiele, ale skoro chcesz... I nie, zdecydowanie to... coś musi zostać na zewnątrz.
W końcu wszyscy ujawnili swoje karty i wyszło na to, że wygrał złotooki. Kapitan straży zrezygnował, najwidoczniej pozbawiony złota, i skierował się do wyjścia, zaś dwaj pozostali gracze kontynuowali, gdy tylko krupier wydał im nowe karty.
Vader:
Zależy jaką i w jaki sposób.
Skinął głową i odszedł, wracając do swoich obowiązków.
- Idzie! - usłyszałeś nagle zza drzwi, do których się kierowałeś, co tylko uświadomiło Ci, że żadne zwierze się tam nie chowa.
To było do przewidzenia. Obserwuje dalej, głównie złotookiego. Powoli zaczął się też przesuwać, aby znajdować się za rzeczoną wyżej osobą.
//Aaa....jak tak, to uznajmy że był kimś w postaci Szlachty Zaściankowej. Czy jakoś tak.//
Arthur
-Dobra dobra, tylko sobie w pancerzyk nie nasraj. -zszedł z Warga na ziemię, a ten udał się gdzieś niedaleko w poszukiwaniu miejsca na schronienie. O wykarmienie Warga Arthur nie musi się obawiać, "Wilczek" potrafi również sam o siebie zadbać.
Rycerz Zła
A to sobie poszedł. Najlepiej tymi drzwimi, do których się kierował i które również zaczął niszczyć kulami śmierci.
Ślepiec
Jego magią.
Rycerz Dobra
A on wrócił do swoich.
-Jakieś migdałko-podobne cośki w brzuchu.
Właściciel
Taczka:
- Łowcy potworów mówią na to fachowo miękulce, ale tak, dobrze powiedziane. Zapamiętaj sobie i to miejsce, i tę nazwę. - powiedział Kir i wreszcie skierował się do wyjścia z jaskini.
Max:
Udało się, lecz co teraz? Spojrzysz mu do kart?
Killer:
//Spoko, choć będąc szlachetnie urodzonym możesz powołać się na swój rodowód i jakoś dyskutować oraz targować się z Paladynami.//
Nie było to takie proste, bo nim wkroczyłeś do miasta, Paladyn zatrzymał Cię zdecydowanym ruchem dłoni i postawieniem przed Tobą miecza.
- Nie tak prędko. - powiedział. - Kontrola nie została zakończona, a każdy, kto zechce wejść do Hammer musi zostać najpierw przebadany na obecność Magii Zła. Zgadzasz się na taką kontrolę?
Vader:
Niezbyt, ewentualnie Szybkim Wiatrem.
Wróciłeś więc.
- I jak? Mamy coś ubić, żeby mieć co jeść czy jednak okazali na tyle dobrego serca, żeby dać nam złoto?
Drzwi zniszczone, a z rozpędu wysłałeś tam kilka kul śmierci, które prawdopodobnie kogoś zabiły, sądząc po okrzykach bólu i cierpienia.
Ślepiec
No więc i tym spróbował.
Rycerz Zła
Wkroczył tam tworząc osłonę z własnych kul śmierci.
Rycerz Dobra
Pokazał im sakiewkę.
-Dla was powinno starczyć.
To chyba byłoby nieodpowiednie. W sumie, to spojrzałby gdyby znał mniej więcej zasady. Dobra, uczono go w domu tego typu gier "towarzyskich", ale nie przykładał do tego wagi, bo uznawał to za gry hazardowe, nie towarzyskie. Tak więc stał tylko.
-Nareszcie! - Ucieszyła się i poszła za nim. - Od tej wilgoci zaczynała mnie boleć głowa.
Arthur
-Skoro to konieczne...zgadzam się na to.
Właściciel
Killer:
- Dobry wybór. - powiedział Paladyn i zdjął pancerną rękawicę. Mamrotał coś chwilę pod nosem, a potem puknął Cię palcem w czoło. Na początku nic się nie działo, ale potem poczułeś rozlewające się z tego miejsca, przyjemne i kojące ciepło. Gdy Paladyn skończył, ponownie nałożył rękawicę i choć zmarszczył czoło, powiedział:
- Witamy w Hammer.
Po tych słowach odsunął się, abyś mógł wejść do miasta.
Taczka:
- Mnie bardziej drażni smród. - odrzekł i odetchnął pełną piersią, gdy wyszliście już na zewnątrz. - No, ale Płaszczki masz przynajmniej za sobą, dalej może być tylko trudniej.
Max:
Posiadanie w talii samych asów i królów, nawet jeśli nie zna się zasad, pozwala twierdzić, że jest się w dobrej sytuacji, co pewnie też uważał Złotooki, rzucając karty na stół. Jakże wielkie było zdziwienie jego, jego przeciwnika, Twoje i innych zebranych wokół gapiów, gdy na stole leżały dwa identyczne komplety kart.
Vader:
Byłeś jedynym Magiem w drużynie, więc to na Twoich barkach spoczęło to zadanie. No, przynajmniej je wykonałeś, a to już coś.
Osłona się przydała, gdy z dwóch stron, stojący przy wejściu, żołnierze próbowali się na Ciebie rzucić, ale dość szybko wrócili martwi na pozycje wyjściowe.
- Nas? A co z Tobą?
Arthur
Wszedł do owego miasta, patrząc na tutejsze widoki. Skierował się do miejsca, w którym mógłby dostać zlecenie na jakiegoś potwora, bądź bandytów czy inne wsio.
Rycerz Dobra
-Oddział na pierwszym miejscu, ja sobie poradzę.
Rycerz Zła
Rozejrzał się.
Ślepiec
Czyli do jaskini czas się udać.
Zadziwiające... przy tym rozdaniu dokładnie będzie obserwował złotookiego, jak i rozdającego karty. To na pewno magia, a jak nie ona to oszustwo. Ale teraz pytanie, czy jak to przyuważy, to czy warto o tym mówić? Nie wiadomo ilu ma tutaj ludzi, jaka będzie reakcja reszty... ale się zobaczy.
Właściciel
Taczka:
- Jak świat długi i szeroki, pełno na nim potworów i zapewne wiele z nich spotkamy na swojej drodze.
Max:
Reakcja była oczywista, bo obaj zaczęli wymyślać sobie nawzajem, że oszukują i zapewne niedługo dojdzie do rękoczynów, zaś zgromadzona tutaj widownia tylko na to liczy, podsycając atmosferę.
Killer:
Czyli chyba niezbyt dobrze trafiłeś, bo Hammer to miasto Paladynów, a po co wynajmować jakiegoś byle łowcę nagród, jeśli Srebrna Dłoń zajmie się tym za darmo? No, ale chociaż widoki z miasta ładne, nie?
Vader:
Dym i swąd spalonego ciała niezbyt do tego nakłania.
Łącznie sześć trupów, pięciu wyglądało na uzbrojonych po zęby strażników, szóstym był jakiś staruszek.
- Kupimy dla oddziału, Ty też jesteś częścią oddziału, szefie.
Buchnął płomieniem w górę tak, żeby nic nie uszkodzić, a co ważniejsze, nie podpalić, licząc, że się uspokoją.
//Dam sobie tutaj jakby tutaj ciąg dalszy tego, co by się stało, gdyby się uspokoili, bo później mogę zapomnieć.//
- A może by tak zagrać jeszcze raz, tyle że tym razem postawić neutralne osoby, najlepiej zawodowców, aby obserwowali czy ktoś oszukuje? A, no i zmienić rozdającego? Tak na wszelki wypadek...
Ślepiec
Ktoś musiał sprawdzić, kto ma rację.
Rycerz Zła
Jak to rycerz, kopnął staruszka.
-Gdzie rodzina cwele?
Rycerz Dobra
-No cóż, ale żeby nie było.
Arthur
Skoro nie ma żadnych zleceń to udał się do sklepu alchemicznego chociażby uzupełnić zapasy.
-A ty już zwiedziłeś cały świat?
Właściciel
Max:
Twoja zagrywka co prawda uspokoiła tłum, ale nie dwóch awanturujących się graczy, którzy darli na siebie mordy w najlepsze.
Taczka:
- Nie, na pewno nie, choć próbować zawsze warto.
Killer:
Najpierw to trzeba taki znaleźć.
Vader:
- To kto idzie na te zakupy?
Trup niewiele Ci powie.
Zajął się tym jakiś strażnik, lecz dość szybko się wycofał z racji gryzącego dymu i smrodu.
- Trupów tam pełno, ale są tak zwęglone, że ciężko ustalić, czyje. - wyjaśnił, gdy już się wykaszlał po kontakcie z gryzącym dymem.
Ślepiec
-Czyli kwestia sporna.
Rycerz Zła
Ruszył na kontynuację poszukiwań, ale dodatkowo zabrał ze sobą tylko głowę starca. Tylko to z tego pomieszczenia.
Rycerz Dobra
-Pamięta ktoś, gdzie były najniższe ceny?
No to obydwu lekko oparzył w bok ciała. Nie za mocno, tylko tak, żeby trochę poparzyło.
-Spokój.
//Szykuje się powtórka z Hunder...//
-A gdzie jeszcze nie byłeś?
Właściciel
Max:
O dziwo, posłuchali, czekając co masz do powiedzenia, choć sądząc po postawach i dłoniach na klingach broni nie są bliscy pokojowemu rozwiązaniu konfliktu.
Taczka:
- Na Trującym Szczycie, Wyspie Żelaznego Młota, Dekapolis, Archipelagu Sztormu i w kilku innych.
Killer:
Z racji tego, że większość społeczeństwa była analfabetami, szyld nad sklepem obrazujący wielki kocioł i fiolkę musi wystarczyć, choć stuprocentowej pewności, że to tu, nie możesz mieć.
Vader:
- W takiej sytuacji damy Ci odejść wolno i bez zarzutów, ale jednocześnie bez wynagrodzenia. No, chyba że masz ochotę na wykłócanie się, kto ma rację.
Przeszukałeś już cały budynek i nie znalazłeś nic ciekawego ani nikogo żywego.
- Jeśli to zmienia się z dnia na dzień, to co dopiero po ponad wieku?
- A może by tak zagrać jeszcze raz, tyle że tym razem postawić neutralne osoby, najlepiej zawodowców, aby obserwowali czy ktoś oszukuje? A, no i zmienić rozdającego. Tak na wszelki wypadek...
Arthur
Tak to jest jak jest się nieukiem i nie czyta, na szczęście Arthura ominął ten los. Wszedł do owego sklepu.
Ślepiec
///Da się użyć magii szybkich wiatrów, żeby wywietrzyć jaskinię?
Rycerz Dobra
-Zobaczymy.
Rycerz Zła
Czyli uciekli?
-A co to ta Wyspa Żelaznego Młota?
Właściciel
Taczka:
- Taka jedna wyspa, której nikt nie chciał, ale podbił ją Król Krasnoludów, ot tak.
Max:
- Dlaczego nie dasz im tego załatwić po swojemu? - spytał jeden z mieszczan obserwujących dotąd grę.
Killer:
Był to mały i ciasny sklepik, co nie było dobrym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę ustawione na licznych szafkach mikstury, eliksiry i składniki potrzebne do ich produkcji. Za ladą stał jakiś człowiek i czytał książkę.
- Co podać? - spytał, nawet nie patrząc na Ciebie czy przerywając lektury.
Vader:
//Nie, bo Szybkie Wiatry są stosowane właściwie tylko do walki, a tak mógłbyś użyć zwykłej Magii Powietrza.//
Czyli ubiłeś wszystkich, w ten lub inny sposób.
- Pójście tam całą grupą to dobry pomysł?