//Mam mały móżdżek. Tak w ogóle dojdzie tu do nocy?//
-Chyba się wrócę do Jamy, bo nie mam pomysłów... - powiedziała znużona zawracając.
Właściciel
Taczka:
//Zawsze możesz opuścić miasto.
Niemniej, zmiana tematu. Zacznij.//
Hejter:
Zjadłeś.
Jayna
Jayna zazwyczaj budziła się w karczmie, ale dzisiaj obudziła na ulicy. Lekko zdezorientowana wstała i otrzepała się z kurzu.
-Aż żal mi, że nie pamiętam co się wczoraj działo... - powiedziała do siebie i zaczęła szukać karczmy.
Valeria
Teraz już biegła z płaczem do okna z którego wyskoczyła, żeby sprawdzić, czy jest tam jej miecz i torba.
Właściciel
Nadal tam były. W Hammer złodziei było niewielu, na jej szczęście.
Karczm było tu kilka, zależy czy szukała jakiejś konkretnej.
Jayna.
Szukała po prostu karczmy, bez konkretów.
Valeria.
Wzięła swoje rzeczy, pociągnęła nosem i poszła z płaczem gdziekolwiek tylko nie do tej karczmy.
Właściciel
Trafiła więc do "Czarnoskrzydłego."
No więc wałęsała się po ulicach.
Jayna.
Weszła do karczmy, stanęła przy ladzie i przywitała się ciepłym głosem z karczmarzem.
Valeria.
Zaczęła się kierować w stronę bramy do Hammer.
Właściciel
No i się przywitałaś.
//Dialogi nie bolą. Naprawdę.//
Trafiłaś do bramy bez problemu.
Jayna.
-Macie tu coś do wypicia dla takiej elfki jak ja? - spytała się.
Valeria.
Zastanowiła się jeszcze raz, czy chce wyjść i wyszła z miasta kierując się do domu wuja u którego mieszkała.
Właściciel
- Mamy tu coś do wypicia dla każdego. - odparł niedbale karczmarz.
No więc poszłaś.
//A wuju gdzie mieszka?//
// Ok. 1 km od Hammer, czyli czeka ją dosyć długa droga.//
Jayna.
-A coś, co by wprowadziło mnie w trans? - spytała się przyglądając się przy tym karczmarzowi.
Valeria.
Szła co jakiś czas jeszcze pociągając nosem. Wiedziała, że trochę czasu zajmie jej wędrówka.
Właściciel
//To właściwie nie tak dużo, więc mogę przyspieszyć czas podróży, a Ty mogłabyś pisać ciągle w tym temacie.//
Trochę najpewniej, ale kilometr to nie tak wiele.
- Czyli? - spytał z lekkim zniecierpliwieniem w głosie.
Był to mężczyzna w okolicach czterdziestki, barczysty, o kwadratowej szczęce, bujnych wąsach, bródce i bokobrodach koloru miedzi. Miał przenikliwe, ale nieco mętne, zielone oczy.
//Niech tak będzie.//
Jayna.
-To ja tu się pytam, nie ty. - powiedziała lekko zdenerwowana.
Valeria.
Szła nadal do wuja.
Właściciel
- Pff. - mruknął pod nosem. - Więc nie mogę zapytać "co podać," zgadza się?
Po jakiejś godzinie trafiłaś do jego domu.
Jayna.
-Teraz to już jesteś chamski... - odpowiedziała.
Valeria.
Więc weszła do domu wuja, nie witając się z nim poszła do swojego pokoju.
Właściciel
- Taka moja natura, skarbie.
Wuj prawdopodobnie już spał, więc faktycznie nie miałaś się po co witać i trafiłaś do pokoju.
Jayna.
-'Skarbie'? - spytała się powtarzając ostatnie słowo faceta.
Valeria.
Skoro wuj spał, to i ona położyła się na łóżku i spróbowała zasnąć.
Właściciel
W odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.
Byłaś zmęczona, więc usnęłaś szybko.
Jayna.
-Faceci... - cicho się zaśmiała. - Nawet nie wiecie, co mówicie...
Valeria.
Obudziła się?
Właściciel
- Kobiety... - odbił piłeczkę. - Nawet nie wiecie, co zamawiacie, ani czego chcecie...
Owszem, obudziła się następnego dnia.
Jayna.
-Do czego Ty w ogóle dążysz? - spytała się poddenerwowana.
Valeria.
Wyszła ze swojego pokoju i sprawdziła czy wujek już wstał.
Właściciel
- Do tego, żebyś powiedziała, co zamawiasz, do cholery, bo mam też innych klientów!
Wstał, właśnie czytał książkę i palił przy tym fajkę.
Jayna.
-To daj mi kieliszek wódki, albo całą...! - krzyknęła zdenerwowana.
Valeria.
Valeria podeszła do wujka i spytała się go radosnym głosem:
-Co tam wujek czyta?
Właściciel
Wzruszył ramionami i postawił przed Tobą półlitrową flaszkę.
- Dwadzieścia złota.
- Książkę. - odparł. - O Czarnym Magu, jak go tu nazywają.
Jayna.
Rzuciła 20 złotych monet na ladę i spytała się jeszcze.
-Jak nazywa się wasza konkurencja?
Valeria.
-A on istnieje naprawdę? - spytała się zaciekawiona.
Właściciel
- Żył w tych okolicach, ale setki lat temu.
- Jesteśmy najlepszą karczmą w mieście. Stołują się tu goście, którzy tu przybywają, Paladyni i strażnicy. Nie mamy konkurencji. Są inne karczmy, ale nie dorastają nam do pięt. - powiedział i zgarnął monety.
Jayna.
-Widzę tą twoją obsługę i myślę, że jednak najlepsi nie jesteście... - powiedziała, schowała wódkę do torby i z uśmiechem wyszła z karczmy.
Valeria.
-A on był dobry czy zły? -spytała się.
Właściciel
Wyszłaś, a nikt Cię nie zatrzymywał.
- Pojęcie dobra i zła ciężko zdefiniować. - odparł z namysłem. - Ale według mnie bardziej podchodził pod zło.
Jayna.
-Ciekawe czy w innych karczmach też nie szanują klientów... - Powiedziała do siebie i zaczęła się kierować do innej karczmy.
Valeria.
-Zły jak orkowie, czy bardziej? - spytała się.
Właściciel
- Nie wiem, niedawno zacząłem czytać.
No i trafiłaś do "Szczękogryza."
Jayna.
-Uuu... Szczękogryz, ciekawa nazwa... - powiedziała do siebie i weszła do karczmy.
Valeria.
-Emm... Ja wrócę później, bo idę do Hammer. - powiedziała i wyszła z domu kierując się w stronę miasta.
Właściciel
Więc weszłaś, a karczma nie wyróżniała się na tle innych, jakich pełno w Elarid.
No więc poszłaś. Po godzinie trafiłaś pod bramy miasta.
//Na tej jednej lokacji świat się nie kończy :V//
Jayna.
Dziewczyna podeszła do lady.
-Poproszę kieliszek... - powiedziała do karczmarza.
Valeria.
Więc weszła do miasta rozglądając się na prawo i lewo. Właściwie przyszła do miasta, żeby przyjść.
Właściciel
Weszła bez problemu i rozglądała się. Miasto przez dzień się nie zmieni. Chociaż, jakby wziąć za taki przykład Ruhn...
Karczmarz był zajęty wieloma innymi klientami, więc musisz zaczekać. Ten czas możesz poświęcić na rozglądanie się po karczmie lub po jej gościach.
Jayna.
Rozejrzała się więc po karczmie.
Valeria.
Rozejrzała się w około i jednak nic jej nie ciekawiło, więc zaczęła się kierować w stronę bramy.
//To weź podaj jakieś bliskie lokacje od Hammer.//
Właściciel
//Kasuss, Gilgasz, Nowe Gilgasz.//
Więc wyszła.
Karczma, jak karczma: nic niezwykłego. Ale goście, to już coś innego. Byli to głównie mieszczanie, kupcy, podróżni, nieliczni strażnicy i kilku najemników. Z tej szarej i nieciekawej masy wyłowiłaś jednak dwie ciekawsze osobistości:
Przy jednym ze stołów siedział postawny mężczyzna, o wielkich muskułach i szeroki w barach, wysoki na przynajmniej dwa metry, choć mogło to być więcej. Nie miał na sobie żadnego pancerza, a nawet broni. Choć, gdy dobrze się przyjrzałaś, zauważyłaś młot bojowy obok krzesła i buzdygan przy pasie. Jego towarzysz był zgoła inny: Miał może z metr siedemdziesiąt wzrostu, nie był też tak postawny, ale ubrany w żółte i czerwone szarawary, tak charakterystyczne dla pustynnego Nirgladu. Również brak włosów na twarzy i czaszce pasowałby to do mieszkańców tego kontynentu, gdyż podczas wędrówek przez pustynie zarost jest niepotrzebny. O ścianę za jego plecami opierała się długa włócznia z barwnym proporczykiem i mała tarcza. Natomiast przy skórzanym pasie z wielką, srebrną zapewne, klamrą posiadał dwa bułaty. Jedyny co łączyło tych mężczyzn była skóra, gdyż każdy z nich był opalony i ogorzały. Jednak nawet trunki zamówili inne, gdyż mięśniak raczył się piwem, a ten drugi wybrał wino.
Jayna.
Przyglądała się zaciekawiona facetom, dokładnie temu mięsnemu mięśniakowi (masło maślane), choć najładniejszy nie był, to coś ją do niego ciągnęło.
Valeria.
Choć drogi dokładnie nie znała, to jakoś czaiła w którą stronę do Gilgasz, więc tam poszła.
Właściciel
//Zmiana tematu. Zacznę, gdy będziesz na miejscu.//
//Ten drugi jest ciekawszy, jeśli chodzi o fabułę.//
No więc gapiłaś się. Nirgaldczykowi nietrudno było to zauważyć, więc wykonał gest ręką, byś się do nich przysiadła.
Półelfka była dosyć zaskoczona i wykonała krzywy uśmiech, jednak po chwili się otrząsnęła i podeszła do facetów.
-Hej... - powiedziała nieśmiale do dwóch facetów i usiadła obok tego barczystego.
Właściciel
Niestety, było tylko jedno krzesło. Siadając na nim, byłaś naprzeciw obu mężczyzn. Obiekt Twojego zainteresowania jedynie skinął niezauważalnie, ale mężczyzna z pustyni wstał ukłonił się nisko. Gdyby miał włosy, pewnie zamiótł by nimi teraz podłogę.
- Witaj, piękna pani. - rzekł. - Jestem
Zimitarra Czerwona Klinga, a to mój ochroniarz i pomocnik, Rodo. - przedstawił się i wskazał na swego towarzysza, a ten znów lekko skinął głową.
Jednak, patrząc na jego arsenał i postawę prawdziwego wojownika (a także szlachcica i dżentelmena) ochroniarz nie był mu zbytnio potrzebny.
-Jayna Krisst... - Powiedziała do faceta. - Ale nie kłaniaj się przede mną, nie jestem osobą, która na to zasługuje...
Właściciel
- Wręcz przeciwnie, uważam, że każda piękna dama na to zasługuje. - odparł, ale wyprostował się i usiadł na swoim miejscu.
-Ja nie zasługuję... - powiedziała i spuściła głowę w dół.
Właściciel
Domyślił się, że to jakiś drażliwy temat, więc nie drążył.
-A tak w ogóle, to co wy tu robicie? - spytała się podnosząc głowę. - Bo nie wydajecie się tutejsi.
Właściciel
//Pisałem odpowiedź. Na stówę ;-; Ale nie ma. Podejrzane.//
- Owszem. - przyznał Nirgaldczyk. - Jesteśmy tu w interesach oraz by odwiedzić, że tak powiem,... starego znajomego.
//XDD//
-Znajomego...? - spytała się zdziwiona.
Właściciel
- Owszem, znajomego. - potwierdził, ale najwidoczniej nie chciał o nim mówić zbyt wiele.
Domyśliła się, że nie chce o tym mówić, więc milczała, lecz po chwili powiedziała.
-Wypiłabym coś...