Właściciel
- A co da Ci zabicie Demonów lub Nieumarłych? - kontynuowała niezrażona jakby była to jakaś lekcja.
-To, że nie będzie już drugiej sytuacji z Ruhn.- Skrzyżował ręce na piersi cały czas patrząc się na kobietę.
Właściciel
- Wyruszasz. Jedziemy za dwie godziny. Możesz odejść.
-Oczywiście, pani.- Ukłonił się w jej stronę, po czym opuścił pomieszczenie zamykając drzwi za sobą jak i potem cały budynek. No to pora przyszykować sobie wierzchowca.- Pomyślał, po czym udał się do stajni.
Właściciel
Stajnie były pełne pachołków zajmujących się różnymi wierzchowcami. Poza końmi, kucami i osłami znalazły się nawet dwa wielbłądy. Jeden boks pozostał też zamknięty na wielką kłódkę.
-Witam, dajcie mi proszę jednego konia, szykuje się wyjazd na bitwę, a pragnę wziąć w nim udział... W dodatku co tam trzymacie za tą kłódką? Byka?- Zaśmiał się nieco patrząc na zamknięty boks.
Właściciel
Uderzenie w jedną ce ścian dało Ci stanowczo do zrozumienia, że to coś znacznie większego.
Jeden z pachołów przyprowadził Ci konia. Dość duży, kary i umięśniony o niebieskich oczach.
-No to co tam trzymacie?- Powiedział głaszcząc otrzymanego konia po grzywie.
Właściciel
- Nie wolno nam powiedzieć. - powiedział pachołek odchodząc.
-No to się nie dowiem... Mogę liczyć najwyżej, że kłódka nie padnie, a to coś z środka nie wyjdzie na wolność.- Stał tak chwilę myśląc, po czym złapał konia za uzdę i wyszedł z nim ze stajni na plac gdzie zbierała się reszta.
Właściciel
Reszta była już gotowa do drogi, ale najwyraźniej jeszcze na kogoś czekała.
Skoro i pewnie cała reszta już dosiadła wierzchowca to i on tak postanowił zrobić, rzecz jasna o ile serio tak było. W innym wypadku podszedłby lub normalnie podjechał na koniu pytając.
-No to na kogóż jeszcze czekamy?
Właściciel
- Na dowódce. - odpowiedział wymijająco Paladyn.
-No to czekamy.- Stwierdził jedynie, po czym dla zabicia czasu nieco pogwizdywał w oczekiwaniu na przydzielonego do armii dowódcę.
Właściciel
Ten nie nadchodził, a Paladyni nadal czekali. Jednak usłyszałeś jakiś dziwny dźwięk ze strony stajni.
-Słyszeliście to?- Powiedział wskazując głową na stajnię, z której owy dźwięk właśnie dobiegł.
Właściciel
Niektórzy byli równie zdziwieni jak Ty, inni spokojnie oczekiwali tego co miało nadejść, a kolejni uśmiechali się tajemniczo pod nosami.
-Chyba niektórzy wiedzą coś o czym nie wie reszta... Chodzi o ten zamknięty boks w stajni? Co w nim jest?
Właściciel
Odpowiedzią na Twoje pytanie była Elfka, która chwilę później pojawiła się przy Was. Miała na sobie wspaniałą zbroję płytową, która lśniła w promieniach Słońca. Naramienniki były w kształcie głów drapieżnych ptaków. Takim też motywem była przyozdobiona tarcza - naprzeciwko uchwytu wiedziałeś taką głowę. Prz pasie miała szeroki miecz. Dosiadała wierzchowca równie wspaniałego co jej zbroja. To był wielki jaszczur, przerastający swych kuzynów z Mrocznej Puszczy. Również nosił pancerz, ale wydawał się całkowicie niegroźny. Nie licząc kostnej buławy na ogonie i pazurów na wszystkich czterech łapach. Pysk kończył się dziobem, jak u papugi.
-Doprawdy imponujące...- Powiedział cicho do siebie patrząc się na elfkę jak i wierzchowca. Po chwili odwrócił wzrok i czekał tylko na dalszy rozwój wydarzeń.
Właściciel
- Wyruszamy pod Ruhn. Po chwałę, sprawiedliwość i po to by pozbyć się wszelkiego plugastwa! - krzyknęła zadziwiająco donośnym głosem i ruszyła w kierunku bramy.
-Ciekawe jak to wszystko się potoczy...- Chwilę tak pomyślał, a następnie ruszył za całą resztą na swym koniu.
Właściciel
Ruszyliście, a konie dzielnie dorównywały jaszczurowi Elfki. Jadąc tak kierowaliście się do Ruhn.
//Powiem jak będziesz na miejscu.//
Idzie na spotkanie z mistrzem paladynów z nadzieją że go przyjmą w swoje szeregi.
Właściciel
Właściwie to dwójka owych Paladynów zatrzymała Cię już przed bramą.
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - zapytał jeden z nich, opierając się na wielkim młocie bojowym.
Jestem, to znaczy byłem oficerem w oddziale najemnym, mam ważną wiadomość dla waszego dowódcy
zaprowadzcie mnie do niego.
Właściciel
//Proszę o zaznaczanie dialogów myślnikiem.//
- Taa... Jasne. - mruknął jeden z Paladynów.
- Jakbyś chciał wiedzieć to nasz Mistrz jest pod Ruhn, na wojnie, a poza tym nie on przyjmuje byle jakich najemników.
-na wojnie przyda mu się każdy miecz. A tutaj dzieje się coś? Macie jakieś zlecenie?
Właściciel
- Paladyni nie przyjmują najemnej hołoty w swoje szeregi. - powiedział ten z młotem i po chwili przestał się na nim opierać, a tylko przełożył go sobie przez ramię. Nie wyglądało jakby ciężar samego młota czy nawet broni i zbroi robił na nim jakieś wrażenie.
-Jak mam ci udowodnić że się nadaję?
Właściciel
- Nijak. Naszych szkoli się niemal od dziecka. A Ty się już raczej nie nadajesz.
-Takiś hardy co? A ty ile orków zabiłeś? Masz jeszcze mlecznego wąsa pod nosem. Ile masz lat? 20? Słyszałeś o bitwie pod czerwonym stawem? Wiesz dlaczego tak się nazywa? Bo orków było tylu że ich krew zafarbiła go na taki własnie kolor. Wydarzyło się to 6 lat temu, nasz ledwo 20 osobowy oddział napotkał 200 bandę orków. I kto wygrał? My. Sam zabiłem 50. Więc nie mów mi że się nie nadaję, a jak chcesz dostać wycisk to choć na pięści, ciekawe czy bez tego młota jesteś tak potężny.
Właściciel
Dziwne, że gość ma ponad czterdzieści lat.
- Gówniana bitwa. Ja walczyłem w pierwszym szeregu pod Koros-Major. Ta bitwa zmieniła ten je**ny świat. A z resztą to wypi***alaj. Nie mam cierpliwości do takich gnojków.
-Idziesz na to solo czy srasz w gacie?
Właściciel
Jedyną odpowiedzią był cios pięści w pancernej rękawicy. Usłyszałeś dość wymowny dźwięk, który poinformował Cię, że masz złamany nos. Oczy i całą twarz miałeś we krwi, a i ubyło Ci kilka zębów. Do tego rozcięty łuk brwiowy i kilka mniejszych ran.
//GM'owanie sobie .. chyba tego nie ma w regulaminie//
Właściciel
//Paladyn ostrzegał? Ostrzegał. Na Twoim miejscu wycofałbym się.//
//Ale skąd przecież stałem twarzą do niego, co on ku*wa Chuck Norris jest XD\\
Właściciel
//No właśnie... Stałeś twarzą do niego i oberwałeś i to dość poważnie. A jeśli nie odejdziesz pewnie znów dostaniesz.//
Severus wyszedł na miasto.
Udał się w stronę swojego człowieka.
Właściciel
Swój człowiek pewnie gdzieś był.
Wrócił więc do gospody, w której wynajmował pokój.
Właściciel
Karczma jakoś się nie zmieniła od Twojego wyjazdu.
Wszedł do środka i udał się do swojego pokoju.
Jego towarzysz z podróży (ten inteligentny) miał wynająć te same pokoje.
Jak będą zajęte- miał przekupić.
Właściciel
Pokój nie był zajęty, więc możesz odpocząć.
Wszedł do niego, zakluczył drzwi i odpoczął.
Po odpoczynku wyszedł i udał się na parter.
Tam usiadł przy wolnym stoliku i czekał na swojego członka załogi.
Właściciel
I po chwili przyszedł i przysiadł się do Ciebie.