Właściciel
- Ale wiesz, że tych starych jest kilkaset?
-Co nie znaczy, że nie powinieneś znać przynajmniej rozpiski korytarzy.
Cholera Aleksander, rysujesz mapy od prawie 10 lat! I to głównie z pamięci!
Właściciel
- Nie mówiłem, że nie dam rady. To była taka dodatkowa informacja. - powiedział spokojnie, ale czułeś pewną urazę w tonie jego głosu.
-Wybacz Aleksander, te ostatnie kontakty z tym od orków... po prostu źle na mnie działają.
Właściciel
Kiwnął głową po czym zapytał:
- A jak ma wyglądać ta... akcja? Właściwie to w co nas znowu wpakowałeś?
Właściciel
//Średniowiecze. Średniowiecze ku*wa!//
- Czyli norma. Wiesz, że jeśli nas złapią to będzie po nas? Tortury, wyrok i śmierć.
//Kuhwa, usuń to XD
Pomyliło mi się z innym PBF'em XD
-Wiem, dlatego ci najemnicy pójdą przodem.
Właściciel
- Niech będzie. Kiedy ruszamy?
Właściciel
- A jest szansa na jakieś wynagrodzenie?
Właściciel
- Ile? - zapytał równie krótko jak Ty wcześniej odpowiedziałeś.
-Już się wytarguję o odpowiednią sumę dla każdego.
Właściciel
- Oby tak było. Byłem dziś w kuźni i widziałem wspaniały miecz. Do walki i szpanu.
Kiwnął głową.
-Powiedz, że ma go ostawić na zaplecze, kupisz go sobie.
Właściciel
- Świetnie. Jakieś inne dane na temat misji?
-My robimy za przewodników, oni załatwiają swoje i nam płacą.
Właściciel
- Ale pewnie wszystko się spieprzy. Jak zwykle...
Spojrzał na niego z uniesioną brwią.
-Nie zawsze, wizyty u tego od orków wychodzą całkiem dobrze.
Właściciel
- Ale nie zawsze bywało tak różowo.
-Masz rację, jednakże powinniśmy sobie poradzić.
Właściciel
- W to nie wątpię. - odparł krótko po czym skierował się do wyjścia. - Idę po ten miecz. Zaraz wrócę. - powiedział wychodząc.
Właściciel
Wrócił po chwili do pokoju.
- Miecz zamówiony.
Właściciel
W związku z tym, że wyprawa już jutro i to z rana, wszyscy poszli do pokoi i zasnęli.
Nazajutrz zabrali swoje rzeczy i udali się do tej (a nie innej) knajpy.
Właściciel
Kiedy trafiliście do karczmy najemnicy byli tam co wcześniej i popijali Kosy Śmierci, piwo i jedli najróżniejsze kawałki pieczonego mięsiwa i jajecznicę.
Właściciel
- Zauważyliśmy. - odparł jeden z Orków między jednym widelcem pełnym jajecznicy i łykiem piwa.
Oparł się o ścianę.
Czekał, aż te grube darmozjady łaskawie ruszą dupę.
Właściciel
Po skończonym posiłku jeden z najemników rzucił kilka złotych monet na stół i wyszli z karczmy na główną ulicę.
Udał się za nimi, jednakże trzymał dystans 5 kroków.
Właściciel
I trafiliście do stajni gdzie było dwanaście koni dla dwunastu najemników. Dla Was nie.
Zwrócił się do Aleksandra.
-Jedź po wóz, dokup konia.
Podał mu ok. 750 złotych monet na to.
Właściciel
Nie przedłużając zabrał monety i wrócił z wozem i koniem. A najemnicy wykazali się nieludzką cierpliwością czekając na Was.
-Gotowi. Aleksander, zajmujesz się lejcami.
Wsiadł na wóz, obok woźnicy.
Właściciel
Najemnicy ruszyli nie oszczędzając koni, a Aleksander gonił ich niewiele im ustępując.
Właściciel
Jechaliście tak dzień i w nocy musieliście zrobić postój. Na szczęście trafiliście na jakiś zajazd.
//Zmiana tematu. Ja zaczynam. Kontynuujesz w temacie "Zajazd konny Biały Jeleń." Znaczy jak go dodam ;-;//
Przed bramą zatrzymuje się Mateus, siedzi na czarnym koniu szlachetnej rasy. Widać było, że był to szlachcic, ponieważ przy jego siodle widoczny był herb jego rodu
a więc to tutaj stacjonują ci paladyni ... może oni mi pomogą w dążeniu do mego celu.
Właściciel
To z pewnością była siedziba Paladynów Srebrnej Dłoni. Tylko kompletny idiota wątpiłby w to patrząc na herby Paladynów na murach i wieżach miasta.
Właściciel
Brama oczywiście była zabezpieczona żelazną kratą, a przed nią stali dwaj Paladyni w pełnych zbrojach płytowych. Jeden dzierżył wielki topór, a drugi potężny młot.
- Imię, nazwisko, status społeczny, pochodzenie i cel przybycia do miasta? - topornik wygłosił standardową formułkę.
- Jak śmiesz nie wiedzieć, kim jestem ! Ale jeżeli muszę przypomnieć ... Jestem Mateus z rodu Palamecia, szlachcic z Argentu ... Przybyłem, by spotkać się z waszym mistrzem
Właściciel
- To się spóźniłeś. Mistrz jest na wojnie. - stwierdził ten z młotem opierając się na nim.