Febrione
- Całkowity przypadek. Szukam tego przeklętego medalionu od wczoraj, gdy dowiedziałem się o wysłaniu listu. Jak widać uprzedziliście mnie w odnalezieniu jego odbiorcy. A jeszcze bardziej uprzedził mnie w tym las - uśmiechnął się krzywo.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Jestem Febrione, to jest Mark. Czy wiesz jaką moc posiada ten medalion? - spytała. Może i nie warto się przedstawiać pełnym imieniem, ale w każdym razie dobrze, bo wiadomo od razu, że nic się nie stanie. Bo wie kim kto jest.
Febrione
- Ojciec Postęp. I owszem, wiem. Powiedziałem to już na początku naszej rozmowy. Trzeba było słuchać, młoda.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Ktoś wskakuje do twojego domu, z balkonu, a ty mieszkasz na dziesiątym piętrze. Ma dwie głowy i zieloną skórę, krzyczy "Heil Kremówka!". Na co zwrócisz uwagę? Bo mi rozsądek nakazuje zwracać uwagę na to kim jest przybysz.
Febrione
- Tylko, że to nie twój dom, a miejsce neutralne, gdzie każdy ma prawo być.
Właściciel
Mark
- o ile natura do tego czasu nie zginie - odparł Mark. - sam wiesz do czego zdolni są ludzie -
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Tylko, że nie odpowiedziałeś na pytanie.
Mark i Febrione
- Ta, wiem. Matka Natura ostatnio trochę choruje, ale wyjdzie z tego. Co nie zmienia faktu, że siedzi zamknięta w domu i prędko się nie wydostanie. Takie mamy czasy.
Odpowiedział Markowi, ignorując Febrione. Nie wyglądał na typa, co lubi się powtarzać.
Właściciel
Mark
- kto właściwie stworzył ten medalion? Jak dla mnie to był idiotyczny pomysł. Ten kto zyska kontrolę nad naturą, zyskuje boską moc. A ja nie lubię bożków.
Filizaneczkaherbaty
Febere
W takim razie pozostała analiza tekstu.
- Nie wiem jaki idiotą to stworzył, a jaki zrobił dla tego medalionu igrzyska śmierci.
Mark i Febrione
- Taki tam wariat stworzył ten medalion. Stwórca, Jahwe, Allah, Potwór Spaghetti, różnie na niego mówią. Miał pomagać Matce Naturze w kontrolowaniu jej daru, gdyż jej surowa moc, bez żadnego pośrednika była... Mało bezpieczna. Wszystkie potworne rasy powstały właśnie wtedy, kiedy próbowała coś stworzyć bez medalionu na sobie. Ja zresztą też mam swój talizman, ale w postaci srebrnego nieśmiertelnika. Jak go ostatnio na chwilę zdjąłem niechcący wywołałem taką tam 🅱etonokalipsę. Kojarzycie zdarzenie?
Właściciel
Mark
- ja nie. To u mnie normalne -
Mark i Febrione
- Natura na złość mi schowała ten medalion w lesie i kazała faunie i florze go pilnować. Obraziła się za ten pomysł z wycinką lasów w Kongo. Jakbym miał ten jej medalion poszłaby gładko i sprawnie. Ale nie, oczywiście musiała go ukryć. Niby jesteśmy małżeństwem, a jednak ta baba tak często robi mi na złość, że to się nie dzieje. Mści się za bomby atomowe czy co innego, w każdym razie od lat się do mnie nie odzywa, tylko krzyżując mi ciągle plany.
Filizaneczkaherbaty
Febere
Zaśmiała się.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że jesteś mężem Natury?
Febrione
- Mówiłem, że nazywam się Postęp. Ojciec Postęp. Oboje istniejemy od zarania dziejów, ale pomimo tego małżeństwa nie przepadamy zbytnio za sobą. Głównym powodem do kłótni są ludzie. Natura uważa ich za szkodników, niszczących królestwo, które dla nich stworzyła. A ja tam w pełni popieram rozwój ludzkości, przez co nie raz w domu mi robiła awantury. A to, bo ptaki w ropie toną. A to, że ludzie polują na inne zwierzęta bronią palną, którą ja pomogłem im stworzyć... Co za baba. Nie rozumie, że czasami potrzebne jest kilka poświęceń.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Ale masz nerwy, ohoho. Ale stanowicie umocowanie i kompromis całego świata.
Właściciel
Mark
- sam nie jestem za ludźmi, ale proszę cię, natura nie może zrozumieć, że ludzkość często popełnia fatalne błędy? To normalne. Taka jest kolej rzeczy. Pozwala to im uczyć się na błędach... A tak na serio to cytowałem treść jakiejś książki. Ja nie za bardzo lubię ludzi
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Także nie jestem ich fanką.
Mark i Febrione
- Ta, umocowanie tego świata stanowi patologiczne małżeństwo. To powinno wam wiele tłumaczyć - wywrócił wymownie oczami - Naprawdę nie rozumiem tej baby. Najbardziej to zaczęło jej odbijać, jak powstały ruchy obrońców praw natury. Dobra, to jak, pomożecie mi znaleźć ten jej medalion? Tylko wy i ona wiecie, gdzie on jest, a Natura prędzej utnie sobie język, niż się wygada. Dziwna kobieta, na dodatek zmienna jak pirun. Schowała go, rzuciła klątwę na cały las, a dopiero potem nagle wpadło jej do głowy, że koleżanka jej go może po prostu przechować. Jak widać ta 'koleżanka' nie przeżyła wymysłów szanownej małżonki - spojrzał na wisielca.
Właściciel
Mark
- jasne że pomożemy - odparł. - Im szybciej będę to miał za sobą, tym lepiej
Mark i Febrione
- Więc którędy do medalionu?
Właściciel
Mark
- nie do końca pamiętam, ale chyba w te stronę - wskazał kierunek w którym (chyba) powinien być medalion.
//Poczekamy na Filiżankę.
Filizaneczkaherbaty
//Jestem
Febere
- Ukatrupi mnie ^^. Więc, w głębi lasu jest medalion, niekorzystnie dla nas - ale jest za to w rzeczce. Schowany w rzeczce. To jak, idziemy? Przy wypływie jakby co.
Mark i Febrione
- Ta, chodźmy. Idźcie przodem, ja nie wiem gdzie to dokładnie jest. Mogę kryć tyły, jak coś nas zaatakuje zamienię to w 🅱eton.
Filizaneczkaherbaty
Febere
Przeładowuje rewolwer i idzie.
Właściciel
Mark
Idzie tuż za nią.
- hej, jesteś ojcem postępu, prawda? - zwrócił się do metalowego gościa.
Mark
- Można tak to nazwać. Niektórzy mnie samego nazywają uosobieniem postępu. To wszystko zależy chyba od definicji.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Chwila, to jest twoje prawdziwe imię?
Febrione
- Ojciec Postęp. Co z nim nie tak? Przy imieniu małżonki "Matka Natura" jakoś się nikt nie dziwi, mnie zawsze pytają czy serio się tak nazywam. To chyba normalne imię.
Właściciel
Mark
- umiesz robić pancerze? - zapytał z nadzieją w głosie.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Bo myślałam, że "Matka Natura", to tylko przydomek. A twoje imię też wzięłam jako przydomek, w końcu nie podałam nazwisk.
Mark i Febrione
- Umiem - odpowiedział na pytanie Marka, po czym zwrócił się do Febrione - Co do nazw, tytułem są tylko to "Ojciec" i "Matka". Postęp i Natura to nasze imiona naprawdę.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- W takim razie jakie macie nazwisko? Jeżeli w ogóle je macie.
Febrione
- Nie mamy. Nie jest nam do niczego potrzebne. Nie żyjemy jak zwyczajni ludzie.
Właściciel
Mark
- mógłbyś zrobić dla mnie pancerz? Tamten nadaje się do wywalenia
Filizaneczkaherbaty
Febere
Prowadzi ich w stronę rzeki.
Tam gdzie jej się wydaje.
Mark
- A jaki konkretnie byś chciał?
Febrione
Ptak usiadł jej nagle na ramieniu.
Ot niewielki wróbelek, nic specjalnego.
Filizaneczkaherbaty
Febere
Nijak tego nie komentuje i dalej idzie.
Febrione
Siada drugi ptak. Tym razem drozd.
Taki ładny drozd. Siedzi obok wróbelka.
Filizaneczkaherbaty
Febere zero reakcji. Dalej idzie.
Właściciel
Mark
- hmmm... Kojarzysz park Jurajski?
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Ja, czy Ojciec Postęp?
Febrione
Na głowie usiadł jej taki tam bielik.
Nieraz mylony z orłem, potężny ptak.
Mark
- Owszem, kojarzę.
Skoro to oni właśnie rozmawiali to prostym rozumowaniem uznał, że pytanie zostało skierowane do niego nie Febrione.
Filizaneczkaherbaty
Febere
Zero reakcji. Dalej idzie.
Właściciel
Mark
- no i tam były takie dinozaury. Takie rozmiaru człowieka. Wiesz co mam na myśli?
Mark i Febrione
- Ta. I co z nimi? Chcesz pancerz takiego dinozaura? - spojrzał na ptaki obsiadające Febrione - A tobie też ptaszyska nie przeszkadzają? - w tym momencie na ramieniu Febrione usiadł także kruk.
Filizaneczkaherbaty
Febere
- Nie, nie przeszkadzają. W sumie jak zacznę się wierzgać mogę je zdenerwować i w panice mnie podrapią czy dziobną... Zresztą zwierzęta są spoko :)
Febrione
Usiadł na niej jastrząb i dwie kukułki.
- Tak samo "spoko" jak tamte mrówki?