Właściciel
A Marty zaparkował motor.
-Mamy gorsze wyposażenie i nie mam biura.
-Biuro możesz zrobić sobie w namiocie. Wyposażenie możemy zabierać gangom i innym których się pozbędziemy.-
Właściciel
-Ta. Wielka operacja "Zbieranie sprzętu".
Właściciel
-Nie mam nic przeciwko przecież.
-Możemy też nawiązać współpracę z resztą sił, tych od tej granicy i tych od strony wodnej.-
-I to chyba na razie koniec moich utopijnych planów.-
Właściciel
-To dobrze. Od dzisiaj tutaj mieszkasz.
-A co z moim mieszkaniem w hotelu?-
-No dobra. A jak stoimy z ludźmi?-
-Będziesz w stanie ich wyprowadzić na środek? Chciałem przyjrzeć się im i ich sprzętowi.-
Wstał i spojrzał na zegarek: 7 rano. Za godzinę zaczyna rutynowy patrol po sektorze z towarzyszami z oddziału. Może tym razem coś się będzie działo? Nic się nie wydarzyło od czasu strzelaniny sprzed tygodnia, w której zabili jakichś gangsterów z rejonu północnego. O 7:45 był już na posterunku, w pełnym wyposażeniu.
Właściciel
Bat
Reszta pięcioosobowego oddziału również się tam zebrała.
Dustyy
-Nie, dopiero się zbierają.
Sowa wsiadł do opancerzonego pojazdu na miejsce za kierowcą. Była 7:58.
Właściciel
///Kto powiedział, że jest tam pojazd?
///A jak chcesz patrolować jedne z dolnych poziomów Metropolii? Na piechotę? Bo z tego co wiem, to gangsterzy w mieście są często dobrze uzbrojeni. No i lepszy nawet z grubsza zużyty pojazd opancerzony od O.H.S., niż żaden. Proszę?
Właściciel
///To ja decyduję, jasne?
Mała zmiana planów, gdyż na ten patrol został im przydzielony śmigłowiec. Pilot był im obcy, ale godny zaufania.
///okej, przepraszam
Kiedy powoli wzlatywali w powietrze, Sowa spytał swojego dowódcę:
-Który rejon naszego sektora odwiedzamy tym razem, sir?
-No dobra. Mamy jakieś rozkazy, czy na razie się ogarniamy?-
Właściciel
Baturaj
-Tym razem port.
Dustyy
-To drugie.
-Niech będzie. Co mamy do zrobiennia?-
-Świetnie, może znowu wrócimy na posterunek śmierdząc rybami, jak ostatnim razem po przygodzie w porcie- zażartował ironicznie Łukasz do reszty kompanów
Właściciel
Dustyy
-Rozłożyć komputery. Są przy namiocie.
Baturaj
Tylko dwóch prychnęło śmiechem.
-Nie ten port durniu. Lecimy nad port wojskowy.
-No ok.-
Poszedł w kierunku komputerów
Wyjął je z pudeł i rozłożył
-Port wojskowy, hmm? Nie wiem co się kroi, ale już nie mogę się doczekać.
-Zazwyczaj twardziele w mundurach sami sobie radzą, nie?-dodał Sowa i umilkł.
Właściciel
Baturaj.
-Zazwyczaj. To my teraz sprawdzamy ich.
Dustyy
Mnóstwo części, nie przyjechały jako gotowy sprzęt.
Zaczął je składać do kupy
Po jakimś czasie, kiedy Sowa przestał już dawno spoglądać na zegarek, dotarli do wojskowego portu. Spojrzał na rozległą przestrzeń portu.
Właściciel
Baturaj
Port wojskowy był znacznie dalej od cywilnych, więc lot się przedłużał.
Dustyy
Udało się złożyć blisko 11 sztuk.
Sowa czekał i czekał. To były momenty w których boleśnie uświadamiał sobie, że jest niecierpliwy. Ale oczywiście nie dawał tego po sobie poznać na zewnątrz. Każdy, kto by na niego teraz spojrzał pomyślałby, że jest wcieleniem opanowania. Tylko koledzy z oddziału wiedzieli swoje.
Właściciel
Baturaj
W końcu, po prawie godzinnym locie dotarli do portu wojskowego, gdzie wylądowali.
Dustyy
-Teraz to wszystko podłącz!
Podłączył je do najbliższego źródła prądu
Właściciel
Dustyy
Takowym okazał się być sporych rozmiarów generator.