Właściciel
Kuba
-Najprawdopodobniej.
-To wszystko było po to, abyśmy przestali pracować dla OHS. Ale jak nie dla nich, to dla kogo?-
-Dla nich...? Albo dla władz.-
- Trochę krótki był ten wypad.
Właściciel
Kuba
-Zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić.
- No i szkoda, że tylko tyle. W ogóle ważna była ta fabryka?
Właściciel
-Dla nich tak. I przy okazji zabiliśmy jednego z nich.
-Sęk w tym,że jeśli zrobimy coś co im się nie spodoba, do oni mogą tu znowu przyjść.-
- A był to ktoś ważny czy jakiś szeregowy trep?
Właściciel
Kuba
Francis niespokojnie sie ruszył.
-To był Bobo, jeden z naszych. Cholerny... cholerny zdrajca.
-Raczej ich już nie złapiemy.-
Właściciel
Kuba
-Ta
Dustyy
-Sprzęt był w fabryce, więc masz rację.
W takim razie kontynuował podróż do Dżungli.
Właściciel
Kuba
Wróciliście, po drodze zabierając Marcusa i Jacka.
//Zmiana tematu: Dżunglia Australia, czy Australia Dżungla. Ty zaczynasz.
Dustyy
-Miasto.
-Chodzi mi o to,żebyś nie podjął decyzji której będziesz potem żałował.-
Właściciel
-Możesz wracać do domu, ogarnę jakieś nowe lokum.
Wyszedł z auta i zaczął szukać swojego motoru,jeśli w ogóle przetrwał
Podszedł do auta
-Nie mam pojazdu.-
Właściciel
-Dobra, weź ten.
Wysiadł.
Wsiadł do auta i pojechał do hotelu
Wszedł do środka i od razu poszedł do swojego pokoju
Schował swoje rzeczy i położył się spać
Wziął swoje rzeczy i zszedł do restauracji
Właściciel
Była zapełniona. Miła odmiana.
Usiadł przy jednym ze stolików i czekał na kelnera
Właściciel
Dustyy
Ten podszedł.
-Co podać?
-Danie dnia.-
Odpowiedział mu krótko i zwięźle.
Właściciel
Kiwnął głową, zapisał i odszedł.
Właściciel
Wrócił. Pomidorowa, ziemniaki, sałatka, kotlety.