Nadal zbierał, a następnie wszystko oddał Luisowi.
- Co teraz?
Właściciel
Kuba
-Wysadzamy fabrykę?
Dustyy
-Od losu.
-Aha.Wracając do ofert. Naprawdę nie ma szansy aby się do was załapać?-
- Juhu! Czyli coś co tygryski lubią najbardziej. Dobra, to zbierajmy się stąd i wysadźmy ten pierdzielnik.
Właściciel
Dustyy
-Wybacz, ale nie.
Kuba
I w tej chwili ktoś za jego plecami wystrzelił. Francis upadł, a Luis starałsię wyszarpnąć nóż z pochwy.
-A co na to wasz przywódca?-
Właściciel
Dustyy
Zignorował to pytanie.
Właściciel
Dustyy
Nadal brak odpowiedzi.
Odwrócił się z karabinem w dłoni i wycelował w delikwenta, który strzelił, by zaraz posłać tam serię kilku pocisków.
Właściciel
Kolesia przebiła masa pocisków i nóż Luisa, przez co wypadł przez okno. Definitywnie trup.
Właściciel
Dustyy
Członek Vindictae odszedł, a opancerzony jeszcze raz kopnął Marty'ego i również odszedł.
Właściciel
Dustyy
-Cholerni... kim oni... kim oni byli?
-Szybko, musimy iść do fabryki.-
Wybiegł z budynku
Właściciel
-To za daleko, musimy mieć pojazd.
Wstał, chwiejąc się.
Starał się zatrzymać jakiś pojazd na drodze
Właściciel
Dustyy
W okolicy nie jechał żaden pojazd.
Właściciel
I ruszyli drogą. Dopiero po 10 minutach udało się zatrzymać pojazd i go odebrać.
- Szybka akcja, nie? Ale teraz lepiej się stąd zmywajmy nim przybędzie więcej przeciwników i to takich bardziej rozgarniętych.
Właściciel
Kuba
Luis sprawdził stan Francisa.
-Mocno oberwał, ale żyje. Wyniosę go stąd, a ty wysadź fabrykę.
Czekał aż dojadą na miejsce
- Detonator?
//Vładziu, mogę mieć jakieś okulary przeciwsłoneczne? Chcę to zrobić w zarąbiście epicki sposób.//
Właściciel
Kuba
Położył na stole.
///A miej je sobie.
Dustyy
Po drodze utknęli w korku. Grupa żołnierzy zamknęła ulicę.
W takim razie wziął detonator i opuścił fabrykę. Chwilę później założył okulary, i odszedł na bezpieczną odległość. Wtedy zwolnił kroku, nacisnął guzik detonatora i postarał się wyglądać tak zajebiście jak to tylko możliwe.
Właściciel
Kuba
No cóż, udało się. Fabryka wyleciała w powietrze, jeden ranny, jeden zabity. brak obserwatorów. Mozna wracać.
Ale wyszło zajebiście, tak?
Otworzył okno
-Przepuśćcie nas!-
Właściciel
Dustyy
Przepuścili, ale ze względu na papiery Marty'ego.
Kuba
Tak. A teraz do wozu.
Czekał aż dojadą do fabryki
Właściciel
Dustyy
Droga się dłużyła, gdyż Marty ze względu na swoje rany nie mógł jechać za szybko.
Właściciel
Dustyy
-Jestem ranny, ale sprawny.
Właściciel
Kuba
Dobiegli, Luis uruchomił i ruszyli inną drogą.
Dustyy
Zbliżali się do fabryki.
Właściciel
Dustyy
Jak na razie byli za daleko, ale widać było tylko kłęby dymu.
Właściciel
Dustyy
Dotarli do niej, to były już tylko płonące ruiny.