Właściciel
No niezbyt, po zarówno pilot jak i Jack leżą twarzami w piachu.
Właściciel
Okazało się, że pilot leżał ze strachu, a Jack ze śmiechu.
Właściciel
Jack wstał jako pierwszy, Pilot trochę później i od razu do łazienki.
-Trzeba było jakoś działać, postąpiłbyś podobnie.
- Z tą różnicą, że wcześniej. Ku*wa, napędziliście mi niezłego stracha. Myślałem przez chwilę, że spróbujecie spie**olić bez nas.
Właściciel
-Nikt nie zostawia swoich, omija go za duża zabawa.
Właściciel
-Powinienem powiedzieć to inaczej...
Właściciel
-Nie warto zostawiać swoich, bo wtedy omija się dużą zabawę.
Właściciel
-Teraz czekam na Luisa, który będzie próbował mnie skarcić.
Właściciel
-Tak, bo pójdę w połowie.
- Jasne. A co z dinozaurami? Gdy nie ma tych odstraszaczy, to może zlecieć się ich więcej.
- To niech ten ktoś lepiej zajmie się tym od razu.
- A tak poza tym, to co my będziemy w ogóle robić?
Właściciel
-Niedługo.
Później, znacznie ściszonym głosem uzupełnił wcześniejsze słowo.
-Zaraz po mojej egzekucji.
Pokręcił smutno głową.
- Całe życie z poje**mi.
Właściciel
-Ej, nie jesteśmy aż tak źli.
- A poza tym, to walczycie jeszcze z OHS?
Właściciel
-Ciągle. Prawie zgadłeś cel naszego jutrzejszego zaklęcia.
- Czyli w końcu jakaś większa akcja?
Właściciel
-Tak.
W międzyczasie usłyszeliście jakiś hałas ze wschodu.
- Powinniśmy się tym martwić?
Właściciel
Jack się wsłuchał.
-Nie, to tylko bombowiec.
- Tylko bombowiec? Tylko?!
Właściciel
-Odgłos tego silnika rozpoznam zawsze, sam go remontowałem. To mój bombowiec.
- Skoro Twój to kto nim leci?
Właściciel
-Mając na uwadze to, gdzie go zostawiłem... to w sumie nie wiem. Ale ktoś z naszych, skoro wie, gzie my jesteśmy.
Hałas był coraz większy, było już widać bombowiec, który zabierał się za lądowanie.
- Chodźmy, wypada tego kogoś przywitać.
Właściciel
Wstał i ruszył obok ciebie.
-Liczę na Pimpusia, fajnie byłoby z nim polować na dinozaury. Lub na Alicję, przydałaby się do cichych zadań. Ja jakoś... niespecjalnie.
- Z tym się zgodzę jak z niczym innym. - powiedział ze śmiechem i kontynuował wędrówkę do bombowca.
Właściciel
-Co nie znaczy, że nie umiem.
Bombowiec wylądował, jak na razie nikt nie wyszedł.
- Chciałbym to zobaczyć. - powiedział i czekał.
Właściciel
Yates wyciągnął swoją prawą dłoń ku tobie.
-Zakład?