- Jak rozumiem to z marnym efektem?
Skinął głową, wziął broń i udał się z nim tam, gdzie powinni iść.
Właściciel
Luis też ruszył, odbezpieczając skróconą dwururkę, którąś skądś zabrał.
On zrobił to samo z karabinem, z którego zastrzelił dinozaura, i zaczął się rozglądać.
Właściciel
Jacka na terenie bazy nie było.
-Wiesz co... te twoje polowanie to taki niższy poziom tego, co teraz będzie.
- Nie mam zamiaru się cieszyć.
- Lepiej powiedz, co my tam możemy spotkać.
Właściciel
-Ano racja, w końcu co to za płatki bez mleka?
- Nie pie**ol, tylko rozglądaj się. Im szybciej go znajdziemy, tym szybciej wyjdziemy z tego bagna.
Właściciel
-Dobra, dobra "szefie".
Luis odszedł w stronę dżungli, mrucząc coś pod nosem. Prawdopodobnie "moje bagno".
On także wszedł w dżunglę.
Właściciel
Gdy tam wszedłeś, skontaktował się z tobą Luis. Dość cicho.
-Dobra... spróbuj go wywabić najpierw słownie, później strzelając.
- Dlaczego brzmi to jak instrukcje podczas nagonki na jakieś dzikie zwierze?
Właściciel
-Jack nie różni się zbytnio od dzikiego zwierza, którego mam ochotę zaje*ać. Szkoda tylko, że Aion kazał mi go pilnować... ale nie wspominał, w jakim ma być stanie.
- Świetnie. - mruknął. - Jack, Jack, Jack! - zaczął krzyczeć. - Jack, chodź! Mam różne poje**ne giwerki, specjalnie dla Ciebie!
Właściciel
Nikt nie odpowiedział, a sam Alex poczuł się jak w Predatorze.
- Luis, Luis, Ty ch*ju, odbiór. - powiedział do komunikatora.
Właściciel
-Jestem. Co jest? Masz trop?
- Chciałem zameldować, że nie. A jak u Ciebie? A poza tym to mam ciary na plecach, jak nigdy.
Właściciel
-Też nic. I również się boję. Jestem świetnym żołnierzem, ale ta gnida ma kuloodporny pancerz i Bóg wie jaką broń.
- Ale nie zacznie do nas strzelać, prawda?
Właściciel
Luis odpowiedział dopiero po kilku sekundach.
-Chyba nie...
Właściciel
-To jest Jack, nie ma tutaj niczego pewnego!
- Świetnie. Więc skoro go zawołałem i to nic nie dało, to co teraz?
Właściciel
-Próbuj dalej.
Rozłączył się.
Właściciel
Nikt nie odpowiadał, a wyczerpały ci się już cytaty filmowe. Można próbować tekstami piosenek, lub rymowankami.
- Jack, ku*wa, chodź tu! - krzyknął, bo nic innego nie wpadło mu do głowy.
Właściciel
-Nie!
Po kilku sekundach padła druga wypowiedź.
-Niech to szlag.
//Obie wypowiedział Jack?//
- Hej, hej, hej, spokojnie! O co chodzi?
Właściciel
-Załatwiłeś mnie w najłatwiejszy sposób!
Jack wyszedł zza krzaków.
- Najciemniej jest zawsze pod latarnią. - mruknął.
- To wracasz z nami do bazy, tak?
Tak więc wrócili. Jack przodem.
Właściciel
Jack szedł obok, widocznie nie chcąc wychodzić pierwszy.
-Ten... Luis mnie zapier*oli.