Właściciel
Jako odpowiedź, Jack podał coś, co przypominało zepsuty zasilacz. Czy coś podobnego.
-To chroniło nas przed dinozaurami.
- Czyli w każdej chwili możemy spodziewać się ataku dinozaurów?
- To lepiej wracajmy. - powiedział i wywołał Luisa by przekazać mu, że znalazł Jacka.
Właściciel
Luis zjawił się dość szybko.
-Dobra, raportuj. A ty kupo gówna się nie odzywaj.
-Spoko.
- Znalazłem go, jestem zajebisty, a on zniszczył ten bajer, co odstrasza dinozaury, więc lepiej tu nie siedzieć i wrócić do bazy.
Właściciel
-Co.
-Węgiel tlen?
-Spier*alaj.
Luis odwrócił się i ppbiegł do bazy, natomiast Jack jak stał, tak stał.
-Mamy mu pomóc?
- Mnie to ani ziębi, ani grzeje, ale chyba tak. - powiedział i udał się do bazy.
Właściciel
Jack za tobą.
Na szczęście (wasze, ich, lub Bóg wie kogo) nic się tam jeszcze nie stało.
No to weszli.
- Co teraz?
Właściciel
-Prawdopodobnie Luis zacznie mnie wyzywać, a w tym czasie stanie się coś złego dla nas.
I rzeczywiście, w tym momencie podszedł do was Luis i odciągnął Jacka na stronę.
Miał resztki instynktu samozachowawczego, więc nie przeszkadzał.
Właściciel
Ochrzan Jacka się przrciągał, a Alex zobaczył coś dużego i białego na skraju dżungli.
Wycelował tam broń i patrzył się dalej przez lunetkę karabinu.
Właściciel
Prawdopodobnie jakiś dinozaur. Tylko jaki?
- Chłopaki! - zawołał, choć nie odrywał wzroku. - Mamy problem!
Właściciel
-Co znowu, właśnie Luis miał użyć czterysta siedemdziesiątego epitetu o mnie!
- A tam hasa sobie duży, biały dinozaur.
Właściciel
Luis i Jack odpowiedzieli jednocześnie.
-No ja pie*dole.
Popatrzeli po sobie, a następnie ruszyli po ciężką broń. Prawdopodobnie. Tymczasem reszta żołnierzy również zauważyła zagrożenie i przygotowała karabiny.
No, on też sprawdził jak stoi z bronią i amunicją.
Właściciel
Wytrzyma atak O.H.S'u przed godzinę, na jednego dinozaura wystarczy.
Niezbyt optymistyczne, ale musi wystarczyć.
Właściciel
Dinozaur się zbliżył. Okazał się być przerośniętym T-Rexem albinosem.
- Przygotować broń! - krzyknął. - Strzelać na rozkaz.
No to czekał, aż Luis i Jack wrócą. No, chyba że dinozaur zacznie wcześniej atak. Wtedy wszyscy mają strzelać.
Właściciel
Obaj wrócili jednocześnie. Luis miał rakietnicę, a Jack Karabin przeciwpancerny wz.35.
Właściciel
Obaj przygotowali broń, natomiast Luis rzucił ci jeszcze pistolet na flary.
-Zacznij w dobrym stylu.
- Ch*j w dupę dinozaurom! - krzyknął i odpalił flarę. Później zaczął strzelać ze swego karabinu.
Właściciel
Wszyscy, którzy stali na własnych nogach zaczęli strzelać, zmuszając dinozaura do upadku. Niestety, długo nie poleżał. Wstał, ryknął i powoli ruszył na pozycje strzelców.
//Ale chroni nas jakiś mur, drut kolczasty czy cokolwiek innego, nie?//
Właściciel
///Jedyna ochrona przed dinozaurami to była ta, którą zniszczył Jack. Bo tak na logikę, kto by się spodziewał z taką technologią, że dinozaurom uda się przedostać?
- Cofać się, cofać się! - krzyknął, sam jednocześnie cofając się i strzelając w łeb stwora.
Właściciel
Żołnierze oczywiście się wycofywali, niektórzy schronili się za chatami.
A on nadal strzelał, chcąc by to w końcu zdechło.
Właściciel
Niestety to nie miało ochoty spełnić życzenia i żyło dalej. No i było bardzo blisko.
Teraz przestał strzelać i wykonał taktyczny odwrót, jednocześnie przeładowując broń.
Właściciel
Udało się przeładować. W miejscu gdzie przed chwilą stałeś pojawiła się zamknięta szczęka dinozaura. Luis i Jack zniknęli.
- Ch*j Wam w dupy! - krzyknął pod ich adresem. - Znikacie akurat wtedy, gdy Was najbardziej, ku*wa, potrzeba! - darł się, jednocześnie strzelając do dinozaura.
Właściciel
Dinuś nie odpuszczał, był już na tyle blisko, że uderzenie ogonem zabiłoby.
- Odwrót! - krzyknął do swoich i sam zaczął się cofać, jednocześnie ładując odłamkowy do granatnika. - Odwrót! - wrzasnął jeszcze raz i wystrzelił pocisk celując w otwartą paszczę gada lub jego głowę (to drugie jeśli miał zamkniętą mordę).
Właściciel
Rex złapał w paszczę odłamkowy, który po chwili eksplodował. Niestety, dinozaur nadal żył. Na szczęście żołnierze zdążyli się wycofać.
- Ja je****, kiedy to w końcu zdechnie? - spytał, metodycznie pakując w niego granaty i pociski.
Właściciel
Cofnął się o krok, a ty zauważyłeś, jak na lądowisku za nim startuje śmigłowiec.
//Mamy tu jakieś lądowisko?//
Właściciel
///Tak. Najwidoczniej. Jack z Joshuą tak przybyli, z tego co pamiętam.