//Chyba nie zrozumiałem odpisu....
Właścicielka
- A ja żyje dzięki Ross'ainowi, chociaż czasem go nie lubię. Czyli w sumie to jest u nas podobne, Yukki~
//Lepiej już, gulaszku?
- To pytanie czy stwierdzenie? - Zapytał. - Bo jeśli pytanie, to z chęcią pójdę. -
Chłopak tylko parsknął cicho i zajął się swoim drugim naleśnikiem.
Właścicielka
- To i bardzo dobrze. Na co masz dziś ochotę, mój drogi? Może bie będę ci dziś gotować, ale spytam i tak. - rzuciła Kama.
W sumie każdy zajął się sobą. A konkretniej talerzem. Koniec końców, gdy Ross'ain zjadł wszystko... zauważył tamto zdjęcie, znalezione przez Yukkiego. Podniósł je i spojrzał, tak przez dłuższą chwilę. Następnie je odłożył.
- Podobno je spaliłeś za moją prośbą. - mruknął mimochodem.
- Cóż, coś nie wyszło. - zaśmiał się Eleazar, patrząc w końcu co na nim jest.
-Czyli to ty na nim jesteś? Świetnie... Nie wiedziałem i niepotrzebnie wyciągnąłem to zdjęcie... -westchnął okularnik.
- Ja ciągle coś wybieram. Teraz jak raz twoja kolej! -
Właścicielka
- Meh, nie mam ochoty wybierać. Zjem wszystko, poza wszystkim wegańskim. - westchnęła cicho. - No, dajesz.
- I co, teraz jesteś zły na siebie? - westchnął chłopak, odsuwając zdjęcie. - Nie ma przecież o co. Usmiechnąłbyś się.
-Czemu wszyscy tak mówią? Zupełnie jakbym nigdy się nie uśmiechał. -stwierdził cicho.
Właścicielka
- Sorki. - westchnął Rosie. - Elu męczył mnie tym odkąd się tu spotkaliśmy przez długi czas i tak mnie jakoś naszło.
- I tak fajne okulary. - upierał się Penemue.
- O szkoda, bo ja akurat zjadłbym sobie befsztyk z tofu i popił go sojowym late. - Powiedział z podłym uśmieszkiem.
Właścicielka
- Na to mnie nie nabierzesz, cwaniaczku. - uśmiechnęła się szelmowsko Kama i ruszyła dalej uliczką.
-A co Ty o tych okularach? Chcesz takie czy co?
- Warto było spróbować. - Uśmiechnął się.
Właścicielka
- A mogę wziąć. - zachichotał gargulec, wskakując na ramię Eleazara, a potem na stół, po czym podskoczył i zabrał Yukkiemu okulary.
- Nie warto, wiem jak smakuje pedalska krew i twoja tak nie smakuje. - odrzekła wesoło. - To pójdziemy na jakieś mięsiwo?
-E-ej! -Yukki zaczął machać łapkami. -Oddaj je! -burknął nieco obrażony.
- I to jakieś treściwe, może żeberka. - Odpowiedział
Właścicielka
Chwilę później Yukki spowrotem miał okulary na nosie.
- Nie zbieraj innym rzeczy, Penemue. Tyle razy ci mówiłem. - burknął Ross'ain. - Jedz i nie kombinuj.
Właścicielka
- Z kapustką! Och, już mi ślinka cieknie. A więc chodźmy! - zaprowadziła go do przytulnej knajpki. - A coś do tego jeszcze chcesz?
Yukki westchnął, wyraźnie zadowolony z tego, że odzyskał okularami.
- A po co? Żeberka są świetne bez zbędnych dodatków. -
Właścicielka
Po tym już było spokojnie. Ross'ain westchnął i pozbierał talerze. Wziął się za mycie naczyń i nic nie mówił.
- Hm, chyba mówiłeś Yukki, że coś ci się ciekawego śniło.
Właścicielka
- Ja tam wolę do tego jeszcze piwo. Jak uważasz. - zamówiła żeberka i rozwaliła się na krześle.
-Tak, tak. Wszędzie cukierki~ -uśmiechnął się szeroko, wyraźnie rozmarzony.
- No chyba że tak stawiasz sprawę. Myślałem że chcesz coś wsadzić do lub na żeberka. - Powiedział. - Jeśli tak stawisz sprawę, to ja też wezmę kufel piwa. -
Właścicielka
Kama gwizdnęła na kelnera, a ten skinął głową i od razu przyniósł dwa kufle piwa. Po jakimś czasie przyniósł także dwa talerze smakowitych żeberek.
- Bon apetit! - zachichotała wampirzyca i wzięła się za jedzenie.
- Mi za to śniła się taka wielka... koza. Nie wiem o co jej chodziło, ale za mną chodziła i kopytkami kruszyła ściany domów. - westchnął w zamyśleniu Eleazar.
Bez słowa zabrał się za jedzenie, zapijając od czasu do czasu piwem.
-Dosyć dziwny sen... -stwierdził okularnik, patrząc na wampira.
Właścicielka
Smakowało równie dobrze jak pachniało i wyglądało. Kama zajadała w ciszy, aczkolwiek dość łapczywie.
- Jak mam dobry humor to mam dziwne sny. Taka już przypadłość. - wzruszył ramionami.
Yukki zaśmiał się tylko po czym naciagnal rękawy i zaczął ostrożnie bujać się na krześle.
Po chwili odłożył na talerz ostatnią obgryzioną kość i dokończył piwo czekając na dziewczynę.
Właścicielka
Kama tymczasem już tylko wylizywała palce.
- No i fajnie było, nie? Nawpierdzielać się dobrego można było.
Rosie westchnął cicho i odłożył talerze. Następnie wyszedł na balkon.
- Zamierzasz się tak do końca świata nie odzywać? - westchnął Eleazar.
- Pewnie zastanawia się, kiedy powinien stąd wyjść. W końcu podobno wszedł tylko na chwilę. - mruknął cicho Penemue.
- A czy ja protestowałem? - Rzekł rozkładając się wygodnie w krześle.
Właścicielka
- Podsumowując to wszystko, jest zajebiście. - westchnęła Kama i przeciągnęła się. - Na co masz teraz ochotę?
- Ty już wiesz na co ja mam ochotę. - Zaśmiał się rubasznie.
Właścicielka
- A ty to masz siłę, tak co chwila? - zapytała krótko.
-Już chce sobie pójść? Przecież nikomu nie zawadza... -westchnął Yukki.
Właścicielka
- Będzie uparcie twierdził, że powinien nie wchodzić między was. - mruknął krótko Penemue. - Za dużo naczytał się i teraz bredzi, że musi usunąć się w cień, niezależnie od własnych uczuć. Przecież ten honor i tak mu nie wychodzi. - dodał z ponurą miną.
Eleazar westchnął w zadumie, nieporadnie rozkładając ręce.
-A-ale... jeżeli chce wrócić do Elusia to może, w takim razie tylko ja zawadzam. -westchnął poruszając się niespokojnie.
Właścicielka
Eleazar westchnął, i położył głowę na stole, a wtedy Penemue pacnął go zakrętką słoika.
- No co? - warknął. - Przecież, przecież nie mogę mieć ich na raz, prawda? - dodał z żalem.
Zapadła dłuższa cisza.
- Oczywiście. - Zaśmiał się. - Ale tak na serio, to przydałoby się jakiś smoking zakupić. Na slubie trzeba wyglądać dobrze, nawet jeśli nie jest to twój ślub. -
Właścicielka
- Udało mi się podebrać ciuchy mojej byłej ciotki, więc mam spokój. A smoking wypożyczymy. - wzruszyła ramionami. - Wiesz co, naucz mnie tak się wszystkim przejmować.
Yukki nie odezwał się ani słowem. Milczał wyraźnie nad czymś rozmyślajac.
- Po prostu pamiętam o istotnych rzeczach. Nic więcej. -
Właścicielka
- Myślałbyś sobie, że to dobry pomysł? - mruknął Ross'ain z balkonu. - Wątpię, żeby Yukki na to poszedł.
- A więc sugerujesz, że nie masz nic przeciwko? - mruknął mimochodem Penemue.
Właścicielka
- Mówię poważnie. Uważam, że na Świat jestem cholernie beztroska.
-Raczej nie mam nic przeciwko... -mruknął cicho.-Ale czy to nie będzie dziwne...
- Tego nie da się nauczyć. To przychodzi samo, z wiekiem. - Odpowiedział. - Jeśli nie nauczyłaś się tego po tych tysiącach lat życia, to wątpię by ci się to udało. -
Właścicielka
- Bzdura. Upadek walut i morali spierdzielił mnie, ale szybko się aklimatyzuję. Bywasz sztywny jak ja kiedy śpię. Na pewno znasz sekret tego tam czegoś.
- W Krainie nie ma dziwnych rzeczy. Z tego co wiem każdy was jest na to wystarczająco dziwny. - zachichotał gargulec.
- To nie jest sekret. Albo się przejmujesz, albo się nie przejmujesz. Tego nie da się "nauczyć". -