//Ja tak samo... I temu chciałam pominąć...
-Yhh... -przybity Yukki siedział patrząc na rozłożone karty. Nie dowierzał, przegrał... Westchnął cicho. -Strój jest w garderobie? -mruknął nadzwyczaj spokojnie. Podniósł się i ruszył do wcześniej wspomnianego miejsca. Musiał to przeboleć.
- Czyli to się powoli staje rodzinnym biznesem by przynosić jej wstyd? -
//Ja umiem w pokera! Nauczyć was?
Właścicielka
-Ich sprawa, że są sztywniakami z połykanymi kijami. Gdybym nie mogła być wolna, pewnie bym się zatłukła. Chodźmy.
- Możesz zrezygnować, jeśli chcesz. - westchnął Eleazar. - Naprawdę nie chcę cię do niczego zmuszać.
-A gdzie tam zrezygnować! -westchnął wchodząc do garderoby. -Ty wygrałeś więc muszę, tak było powiedziane na początku. -stwierdził rozglądając się za strojem.
Właścicielka
- To się nie drzyj.
Strój pokojowej był nieco schowany, ale Yukkiemu udało się go znaleźć.
-Nie drę się. -mruknął cicho i wyciągnął strój. Westchnął i zaczął się rozbierać. Okularki położył na bok i już po kilku chwilach, ubierał ciuszki pokojówki.
Właścicielka
Eleazar cierpliwie czekał na Yukkiego. Ubrania były nawet wygodne.
Chłopak założył zapaskę(nie wiem czy to tak się nazywało) i okręcił się wokół własnej osi. Cały zarumieniony wyszedł z garderoby i powoli wyszedł naprzeciw wampira.
-I ja-jak...? -mruknął niepewnie.
Właścicielka
- Nieziemsko i bardzo seksownie. - zamruczał Eleazar. - Bardzo ci ładnie. Co teraz porobimy?
- No to prowadź. - Udał się za dziewczyną.
Yukki podszedł do niego, lekko poruszając biodrami.
-Hmm... Nadal nie chce mi się spać... -westchnął machając łapką.
Właścicielka
- Nie mam czasu. - mruknęła, spoglądając na zegar, po czym od tak sobie wzięła Lawrenca na ręce i wyniosła z budynku.
- Widzę jednak w twoich oczach, że masz na coś innego ochotę... - westchnął Eleazar.
- To nieco... krępujące. - Stwierdził.
-No tak, tak. Taki przewidywalny jestem. -poprawił okulary rumieniąc się jeszcze bardziej.
Właścicielka
- E tam przewidywalny. Powiedzmy, że rozumiem cię bez słów. - westchnął i pocałował Yukkiego.
- Y, czy ja cię wiązałam? Nie, więc co cię krępuje?
- Ta sytuacja. Ta sytuacja jest krępująca. -
Yukki sam westchnął cicho i odwzajemnił pocałunek Eleazara.
Właścicielka
- Meh. - postawiła go na ziemi. - Łatwo było się domyśleć, że szybko spękasz. Bałeś się, że cię upuszczę?
Eleazar przyciągnął do siebie Yukkiego i posadził go sobie na kolanach.
- Muszę ci powiedzieć, że dobrze się w tym stroju prezentujesz, no ale bez tego stroju jeszcze lepiej. - szepnął.
//*wiezie Creepy na delfinie na priv*
No ale i tak wam obojgu dobranoc c:
- Nie, po prostu to dziwne gdy mnie tak niesiesz na rączkach jak dziewice z zamku smoka, czy coś. -
//Dobranoc :3
Właścicielka
- Do smoka to my dopiero pójdziemy, cna niewiasto. - zaśmiała się Kama. - W końcu nie wiadomo czemu, om też ma kartę, tak jak mój ojciec. - mruknęła, trzymając w palcach kartę. - Uwielbiam podrąbywać mu rzeczy.
- Dzięki. - Wziął od niej kartę. - Nie chciałbym go o nią prosić.
Właścicielka
- To chodźmy, bo nam Kolokwirum zaśnie. - zaśmiała się cicho. - Podobno lubisz przelatywać na smokach okolicę, prawda to?
- A jakże. Choć smoka nigdy nie przeleciałem. - Zaśmiał się.
Właścicielka
- Werona jest pewnie niepocieszona. - westchnęła krótko. - Może będzie mi zazdrościć~
- Może będzie. - Powiedział z uśmiechem. - Choć gdyby była w humanoidalnej formie, to kto wie. -
Właścicielka
Kama nie odpowiedziała, machnęła tylko ręką w sobie znanym geście. Poprowadziła Lawrenca trochę na przełaj, a im dłużej szli, tym było cieplej.
- Zauważyłaś że im dłużej idziemy tym jest cieplej? - Postanowił przerwać ciszę.
Właścicielka
- No ba, Kolokwirum ma leże w magmowym morzu. A tam właśnie zmierzamy.
- I wszystko jasne. - Odpowiedział.
Właścicielka
- No ba, jak złoto w banku. Kiedyś spierdzielę do Świata i zostanę pieprzonym kryminalistą. Ba dum.
- Z twoimi umiejętnościami może znalazłoby się dla ciebie miejsce w półświadku. -
Właścicielka
- Chyba w półświatku. Półświadka to chyba jest w kostnicy. - zaśmiała się cicho. - Hm, czarny suchar. Cóż, coś mi znowu odpierdziela.
Właścicielka
Po jakimś czasie, gdy Eleazarowi zdawało się, że Yukki zasnął, wstał z łóżka i prawdopodobnie wziął się za sprzątanie. W pokoju widać było tylko lekką łunę świecy, którą zapalił. Tymczasem ktoś zapukał do drzwi.
Szarooki oddychał spokojnie, zupełnie jakby spał, jednak tylko udawał. Tak bardzo spać mi się nie chciało, ale nie widział potrzeby, by przeszkadzać wampirowi. Zaciekawiony słuchał krzątaniny Eleazara. Z jeszcze większą ciekawością czekał, aż niezapowiedziany gość wejdzie do środka. Kogo mogło nieść o tej porze...
Właścicielka
- Elu... ekhem, Eleazarze, mógłbym w-wejść na chwilę? - odezwał się chłopak, dość niepewnie.
- Oczywiście, Rosie, znaczy Ross'ainie, zapominam tego, że cię to denerwuje.
- N-nie ważne. - westchnął, wchodząc do środka. Sądząc po cieniu, mógł być wzrostu Yukkiego.
Chlopak lekko otworzył jedno oko. Jeżeli dobrze wszystko rozumiał, był to jeden z tych, o których wspomniał mu wampir... Yukki westchnął cicho przysłuchując się ich rozmowie.
Właścicielka
- Co cię tak naszło, by przyjść... tak po pół roku omijania mnie bez słowa? - w głosie wampira wyczuć dało się poirytowanie. - Rozumiem, że wielki powrót do "normalności" Cię sporo kosztował, ale wiesz...
- Wiem. - mruknął chłopak, przesuwając krzesło. - Jestem do niczego. - dodał z bólem.
No i się potwierdziło. Szarooki nie miał teraz żadnych wątpliwości, że to ten ostatni chłopak.
Właścicielka
- Tego nie powiedziałem, Rosie. - westchnął Eleazar nieco pogodniej.
- No a co ze mną niby jest? Nikt mnie w całej Krainie mnie nie chce, moi bliscy mnie odrzucili dawno, dawno temu, a gdy... - tu nagle urwał.
- Czym ty się znowu zawstydziłeś? Wiesz, że nie lubię ci czytać w myślach. - tu nastała chwila ciszy. - "A gdy zapragnąłem przyjść i wypłakać ci się w ramię, ty masz kogoś, zapewne lepszego ode mnie." Rosie...
Yukkiego coś ścisnęło i nawet dość mocno zabolało. Ostrożnie przewrócił się na drugi bok, chciał wiedzieć jak zakończy się ta rozmowa. Może powinien tam pójść... Nie chciał się poruszać, przeszkadzać.
Właścicielka
Eleazar nie odezwał się przez dłuższą chwilę. Koniec końców to nie był łatwy temat.
- Blado wyglądasz, Rosie. - zmienił temat. - Jadłeś coś ostatnio?
- Coś na pewno. Trochę się spiłem...
- I pomyślałeś pewno, że spacer ci nie zaszkodzi. Szedłeś tu piechotą z Ervell? - spytał z lekką troską.
- A ten twój...
- Yukki. Śpi i na pewno nie ma nic przeciwko udzielania pierwszej pomocy.
Uśmiechnął się pod nosem i odgarnął włosy z twarzy. Gdzie on położył okulary... Przewrócił się na bok z powrotem i ręką, po omacku, zaczął szukać okularów. Nawet nie pamiętał kiedy już ich na nosie nie miał...
Właścicielka
- No Elu zostaw. Aż tak to mi źle nie jest.
- Rzeczywiście, humor ci wraca. A teraz bez kombinowania, zdejmij bluzę.
Podczas gdy Yukki znalazł okulary, Ross'ain z rezygnacją zdjął z siebie bluzę.
- Tak też myślałem. Sięgnę po wodę utlenioną.
- Musisz być mamą?
- Jak robisz głupstwa to co poradzę... - westchnął.
Szarooki podniósł się z łóżka i po cichu zakradł się do garderoby, tam gdzie zostawił swoje ubrania. Cały czas nasłuchiwał czy kto czasem nie zbliża się do niego. Oczywiście uważał na wszystko, by niczego nie strącić.
Właścicielka
Nikt mu nie przeszkadzał, a przez dłuższą chwilę słychać było jedynie krzątaninę Eleazara.
- I co? Może jeszcze mnie wycałujesz?
- Chciałoby się. - westchnął cicho wampir. - Co się tak naprawdę stało, Rosie?
- No już myślałem, że znalazłem tą jedyną, ale miała mnie gdzieś. Jak zwykle.
Yukki szybko założył swoje ciuszki i wyszedł z garderoby naciągając rękawy. Westchnął cicho i stanął w drzwiach patrząc na wampira i przybyłego. Szczerze powiedziawszy, czuł się lekko zazdrosny...
Właścicielka
- No już, pewnie była głupia.
- Nie, po prostu była lesbą. - wzruszył ramionami gość.
Ross'ain rzeczywiście był dość blady. Jego oczy wyglądały na czerwonawe, a na głowie miał nieułożone, czarne włosy.
- Tal myślałem, że wcale nie śpisz. - westchnął Ross'ain. - I pewnie słyszałeś, jak ci zazdroszczę, co?
//Dobranoc!
Chłopak skinął tylko głową i poprawił okulary. Westchnął cicho. Jeszcze nigdy się tak nie czuł... Wiedział, że Eleazar i chłopak znali się dłużej ale coś nie pozwalało mu się z tym pogodzić.
//Dobranoc~
Właścicielka
Ross'ain westchnął ze spuszczoną głową, mruknął pod nosem, że powinien iść sobie stąd, po czym... zemdlał. Eleazar złapał go za ramię i utrzymał na krześle chłopaka.
- A mówiłem, że to mu zaszkodzi, zawsze mu to mówiłem.