Właścicielka
- I o to chodzi. - wziął Yukkiego na ręce i wsadził do wózka. - Co chcesz jutro na obiad, kotku?
- No to prowadź. - Gestem dłoni zachęcił ją do prowadzenia.
Chłopak zaśmiał się cicho i rozejrzał dookoła.
-Hmm... Rybkę~ -wymruczał.
Właścicielka
Eleazar pogwzigdując sobie spokojnie popchnął wózek w stronę stoiska z rybami.
- Jakąś konkretnie?
Kama rzuciła kamyczek w kieszeń.
- To ścisz głos, bo jak cię usłyszą to kiła i mogiła. - mruknęła, wchodząc cicho po schodach.
-Raczej nie. Lubię wszystkie ryby. -stwierdził i lekko wychylił się z wózka.
Właścicielka
- Hmm... śledzie wyglądają na stare, łososie na półżywe. To może tak... pstrąga? - dumał nad stoiskiem wampir.
Okularnik skinął tylko głową patrząc na zamyślonego Eleazara. Wyglądał nawet uroczo, siedząc tak w tym wózku.
- Uwierz, to nie jest mój pierwszy włam. - Stwierdził podziwiając mieszkanie.
Właścicielka
- To siedź cicho. W tym momencie słyszę twoje tętno. Wampiry mają w Cholerę wrażliwy słuch.
- Dobrze. - wrzucił pstrąga do wózka, poczochrał Yukkiego po włosach i popchnął wózek dalej. - To teraz po jakiś ser.
-Rozumiem, że masz już pewnie jakieś przepisy... -chłopak zaśmiał się cicho, rozglądając się po całym sklepie.
Nie powiedział już nic, starał się też uspokoić jak najbardziej to możliwe.
Właścicielka
Kama też się nie odzywała. Wykonała jakiś gest dłonią, a jej strój nagle się zmienił. Miała na sobie bardzo gustowną, ciemnofioletową suknię, a jej włosy były ułożone i spięte. Najwyraźniej próbowała stworzyć wrażenie, że jej obecność tu jest całkowicie normalna. Ciekawe tylko, kogo miała zamiar oszukać. Szła spokojnym, prawie bezszelestnym krokiem, instyktownie wybierając odpowiednie korytarze rezydencji.
Właścicielka
- Nie, zdam się na książkę kucharską. Teraz mam na myśli coś do kanapek. Jaki lubisz dżem?
-Wszystkie lubię ale moim ulubieńcem jest dżem truskawkowy. -stwierdził przechylając lekko głowę.
Zaskoczyła go ta nagła zmiana ubioru, lecz dalej się nie odzywał.
Właścicielka
Wampir wrzucił do wózka dwa słoiki dżemu truskawkowego i dwa powideł.
- A ser jaki lubisz?
Minęli jakąś starszą babę w grubych okularach, której Kama lrkko się ukłoniła.
- Nie sądziłam, że ta pokojowa jeszcze żyje. - mruknęła pod nosem, aż w końcu otwarła jedne z drzwi i niemal wciągnęła Lawrenca do srodka.
- Życie potrafi zaskakiwać. - Odpowiedział rozglądając się po pokoju.
- Noo... Taki żółty. -mruknął przeciągając się w wózku.
Właścicielka
Pokój był w pastelowym odcieniu fioletu. Wszelakie zdjęcia wywieszone były w nim tył na przód, ale Kama poprawiała je. Większość z nich przedstawiała młodą dziewczynę, zapewne ją samą. Meble wyglądały na staromodne, ale za to dość drogie. Na dodatek czyste. Wampirzyca w pewnym momencie zaśmiała się.
- Znasz ten kawał, że seks jest jak gra w szachy?
- Okej. - wrzucił kilka serów i pojechał dalej. Powolutku wózek się zapełniał rzeczami. - Kupić ci lizaka albo coś innego na później?
-Mhm. Dużo lizaków. -mruknął najwyraźniej zadowolony.
Właścicielka
Wampir wziął pudełko z lizakami, popatrzył na nie, potrząsnął, przeliczył i w końcu wrzucił całe do wózka.
- Coś jeszcze?
-Raczej nie. -przechylił głowę chwytając w łapki pudełeczko lizaków. Zafascynowany nimi, nie zwracał już na nic uwagi.
Właścicielka
- Och, Eleazarze, nigdy nie mówiłeś, że masz syna... - mruknęła przechodząca obok kobieta. Sądząc po jej postawie i tonie, w jakim starała się mówić do wampira, wywnioskować można było, że chciała go poderwać.
- Może mam, nie wdawaj się, Revill. - westchnął z irytacją i poszedł dalej, pchając wózek.
-Umm...? -chłopak wychylił się lekko z wózka i obejrzał za siebie. -Kto to był...?
Właścicielka
- Adoratorka. Dla niej to nie do pojęcia, że wyższy wampir może być najzwyczajniej gejem.
- Tylko ten szczeniacki o tym jak to królowa wali konia. - Odpowiedział zdejmując płaszcz.
Właścicielka
- Ja znałam że albo posuwasz królową albo to drugie. Mniejsza, tak mi się przypomniało. - mruknęła, rozpuszczając włosy i przysuwając się do Lawrenca.
-Uhh.. No tak. -mruknął najwyraźniej zmieszany tą sytuacją. -A czemu tak nagle zmieniłeś orientacje? Jeżeli w ogóle zmieniłeś...
- A nie boisz się że nas usłyszą? - Zapytał delikatnie kładąc dłoń na jej talii.
Właścicielka
- Jakbym się bała, tobym tu kurna nie przyszła. - mruknęła cicho i pocałowała go, łapiąc go za rękę i naprowadzając go na zamek od swojej sukni.
- To nie jest coś o czym mam ochotę rozmawiać w sklepie. - westchnął i podjecgał do kasy, gdzie zamiast płacić podpisywał jakieś dokumenty i rozmawiał z kasjerem po niemiecku.
- Do dlaczego się skradaliśmy. - Złapał za suwak i wolnym ruchem pociągnął go w dół.
Właścicielka
- Żeby było ciekawiej. - westchnęła cicho, pozwalając, by suknia dość powoli się z niej zsuwała.
Yukki patrzył raz na kasjera, raz na wampira. Z ubolewaniem stwierdził, że niczego nie rozumie...
Pomógł sukni zlecieć z jej ciała i ułożył ręce na jej nagich biodrach.
Właścicielka
- Powinieneś ograniczyć przekleństwa, Brutusie. - westchnął Eleazar.
- Ale daj mi dokończyć. Potrzbujesz tyle słodyczy, bo będziesz razem ze swym... kochankiem... sporty ekstremalne? - kasjer chyba dusił w sobie mniej niewinne słowa.
- Na Trefl, siedźże idioto cicho.
Dziewczyna powoli i jego rozbierała, bezszelestnie. Z każdym ruchem można rzec, że się pokazywała.
//*Niesie gulasza na pw*
-Sporty ekstremalne..? -chłopak spojrzał uważnie na kasjera. -Co masz na myśli...? -mruknął po czym swój wzrok skierował na Eleazara. -Masz jakieś plany...? -wyglądał na zdezorientowanego.
Właścicielka
- Ty tak na serio? Nie wiesz o co? - kasjer zaczął chichotać jak hiena i nawet z krzesła spadł.
- I ty Brutusie przeciw mnie. Nie słuchaj go, Yukki. To taki zbok.
-D-dobrze... -westchnął cicho patrząc na Brutusa. Najwyraźniej nie był zadowolony z tego, że jest taki dziwny...
Właścicielka
//o co chodzi z tą dziwnoscią?
Brutus musiał się ogarnąć, bo zbliżał się kilejny klient. Eleazar ze znudzeniem popakował wszystko do siatek, po czym przerzucił sobie Yukkiego przez ramię i tak sobie szedł z nim do domu.
//w sensie, że się śmieje się z jego niewiedzy
Yukki westchnął cicho i naciągnął rękawy. Oczywiście w łapkach trzymał swoje lizaki, z którymi najwyraźniej nie chciał się rozstawać.
Właścicielka
- No a powiedziałbyś coś, kotku. - mruknął nieco zaniepokojony Eleazar. - Chyba się nie obraziłeś przez niego?
-Nie, nie... Czemu miałbym się obrażać? -mruknął poruszając się niespokojnie.
Właścicielka
- Nie wiem właśnie czemu. I to mnie martwi. Zawsze gdy myślę o rozmowach, boję się, że nie będę wiedział, vo kogoś obraziło. - westchnął i pocałował Yukkiego w policzek.
-Oj tam. Mną się nie musisz przejmować... -stwierdził potrząsając pudełkiem lizaków.
Właścicielka
- A właśnie, że muszę, kotku. Nie doceniasz się i muszę to zmienić, bo naprawdę przesadzasz.
Westchnął cicho rozglądając się dookoła.
-Zmieńmy może temat... Nie chce się o to kłócić.
Właścicielka
- A na jaki byś chciał, Yukki? - westchnął cicho, wchodząc nie wiadomo kiedy do twierdzy Trefl. W środku było jeszcze ciemniej niż na zewnątrz, ale wampirowi to nie przeszkadzało.
-No nie wiem... Od kiedy pracujesz dla Trefl? -zapytał cicho.
Właścicielka
- Odkąd weszła na tron. Chciała sług bez dzieci, to się znalazłem. - mruknął krótko. - Ogólnie chciała kogoś z tej mojej wielgachnej rodziny, ale mało komu się chciało.
Skinął głową i uśmiechnął się lekko.
-Pewnie nie miałeś niczego do roboty... -mruknął z przekąsem.