- Idziemy. - Odpowiedział krótko i wstał od stołu.
Właścicielka
- Przynajmniej tutaj. Uwielbiam to miejsce, a jest tak stare, że chodziłem tu jak byłem małym dzieckiem. Większość okolicy nie jest zbyt przyjemna, co?
- A więc chodźmy... - westchnęła, narzucając kaptur na głowę i ruszyła ku wyjściu.
-Racja... -wzdrygnął się lekko, przypominając sobie spotkanie z wampirami.
- Po co ci ten kaptur? - Zapytał widząc co robi dziewczyna. - Zimno nie jest, a jeśli ktoś cię zna to rozpozna cię i bez niego. Twoje włosy nie wyróżniają się specjalnie w tłumie. -
Właścicielka
- To jest ludzkie spojrzenie na sprawę, Lawrence. Przechodzimy do dzielnicy, gdzie są tylko wampiry, na dodatek wyższe. Rozpoznają mnie po przelotnym spojrzeniu na twarz. A włosy tym bardziej. - odrzekła chłodno, może kryjąc w tym własne nerwy.
- To nie łatwiej założyć maskę? - Zapytał, lecz po chwili postanowił odpuścić. - Dobra, nieważne. -
Właścicielka
Dziewczyna spuściła lekko głowę.
- Na maskę zwrócili uwagę, mam urokliwą bliznę z tamtego przypadku. - mruknęła cicho.
Budynki w dzielnicy, w którą wchodzili były widocznie w lepszym stanie i bardziej wyozdabiane. Poznikały też rudery i grafitti.
- Nuu... Yukki, zbladłeś. Wszystko dobrze? - westchnął, przejeżdżając dłonią po jego policzku.
-T-tak... Wszystko w porządku. -uśmiechnął się. Wyraźnie widać było, że wymusił uśmiech. Pewnie nie chciał niepotrzebnie straszyć wampira...
Właścicielka
- Widzę, że coś cię gryzie, Yukki. Już tak mam, że przede mną tego nie ukryjesz. - przytulił go lekko. - Możesz mi powiedzieć...
-To n-nie jest nic poważnego... Poprostu p-przypomniały mi się te w-wampiry. -wyszeptał cicho.
- Więc... Gdzie się włamujemy? - Zapytał by rozwiać ciszę.
Właścicielka
- Do tego domu na samym końcu ulicy. - odparła krótko. Wspomniany budynek był ogromny i przypominał bardziej wuelką rezydencję, niż jakiś tam dom. - Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Pozbyłbym się ich, gdybym tylko mógł, kotku. A niestety nie mogę. W takim razie Trefl pozbyła by się mnie od razu po czym poruszyła niebo i ziemię, by wrócili.
Skinął lekko głową mrucząc coś pod nosem.
-N-nie mówiłem, żebyś się ich pozbywał... -westchnął cicho. -Ale n-nie chcę ich już więcej napotkać...
- Masz może nóż i, lub spinkę? - Zapytał przyglądając się rezydencji. - I jak silna jest tu ochrona? -
Właścicielka
- Wiem wiem, to ja chciałbym się ich pozbyć. Doprawdy, czasem nie wierzę, że jesteśmy tego samego gatunku. - wzdrygnął się i skrzywił. - Co możemy porobić, żeby ci poprawić humor, kotku?
Kama wysunęła spod bluzy wisiorek z przedziwnym kamyczkiem. - Powiedzmy, że to coś w tym stylu. Ochrony brak, w końcu kto może zagrozić wyższym wampirom? - mruknęła kpiąco. - Snobizm.
-No nie wiem... -zamyślony wpatrywał się w kolorowe lampiony. -Może pójdziemy zjeść coś słodkiego ~?
Właścicielka
- A co konkretnie lubisz słodkiego, Yukki? - zapytał.
-Ciasteczka. -stwierdził radośnie a jego oczy zabłysnęły dziecięcą radością.
Wziął od niej kamyczek. - Jak rozumiem to coś na zasadzie magicznego wytrychu? - Zapytał. - Bo jeśli nie, to nie a opcji bym otworzył tym zamek. -
Właścicielka
- Nie znam się na zamkach, a to wisiorek mojej kuzynki. W przeciwieństwie do mnie, ona ma tu wstęp, więc ten niby wytrych jest dla niej legalny i w ogóle. Dla nas nie, dlatego nie nazwałam tego wielkim włamaniem, takie o, bawimy się magią. - wzruszyła ramionami. Po podejściu do bramy zaczęła robić dziwne gesty dłonią, które doprowadziły do otwarcia furtki. - Chodźże szybciej, to za długo działać nie będzie.
Właścicielka
- Niedaleko jest cukiernia, więc tam się wybierzemy. Jakie ciasteczka lubisz najbardziej, czy może wszystkie po trochu?
-Raczej wszystkiego po trochu. -zamyślony wydął lekko usta.
Właścicielka
Eleazar cmoknął Yukkiego w te wydęte usteczka, po czym poprowadził go do cukierni. Ciastek było tam mnóstwo, z cukrem, z lukrem, z czekoladą, z bakaliami, z owocami, ze śmietanką i galaretką... Do wyboru, do koloru.
Okularnik wybrał duże ciasteczko z lukrem. Wpatrywał się w nie jak małe dziecko w upragnioną zabawkę.
Właścicielka
Eleazar dla siebie wziął trochę mniejsze ciastko. Obaj usiedli na miękkich krzesłach i mogli wziąć się za jedzenie.
Rozpromieniony Yukki od razu zajął się swoim ciastkiem. Jakby świata poza nim nie widział... Po chwili uśmiechnął się szeroko i zaczął rozglądać się po cukierni. Oczywiście w buzi miał juz mniejszą połowę ciastka...
Właścicielka
W kącie siedziało starsze państwo, pijące sobie kawę i rozmawiające dość głośno, może byli przygłusi. Poza tym jedynie kelnerka tam była, wertująca jakiś romans.
Czyli w sumie nie było nic ciekawego, na czym chłopak mógł zwrócić uwagę wiec poprostu gapił się na swoje ciastko z lukrem.
Właścicielka
Ciastko w końcu jednak wyczerpało zapas radości jaką sobą wykrzesało i pozostał tylko talerzyk.
- Chcesz następne, kotku?
-Nie... Teraz jest mu za słodko. -uśmiechnął się błogo. A jednak oblizał palce z lukru...
Właścicielka
- Muszę cię tu zabierać częściej. Widzę, że ci się podoba.
Zaśmiał się kiwając głową.
-Racja. Ale zgrubne przez te ciasteczka... -burknął dźgając się w brzuch.
Właścicielka
- To wtedy będziemy chodzić na bieganie albo jakiś aerobik. - uśmiechnął się i zjadł swoje ciastko.
-Mnie tam pasuje! -machnął ręką i cmoknął go w policzek, uśmiechając się jak dziecko.
Ruszył pośpiesznie w ślad za dziewczyną.
Właścicielka
- A popatrzyć na ciebie w aerobiku to już bym chciał. - zaśmiał się cicho.
Brama zatrzasnęła się z jękiem.
- Zabawę czas zaczać. - zamruczała.
-Chciałbyś, chciałbyś. Ciekawe muszę stwierdzić.-mruknął. Przechylił lekko głowę patrząc uważnie na wampira.
Właścicielka
- A co jest takie ciekawe, Yukki?
-To, że ja akurat nie lubię się zginać a z tego co wiem, mniej więcej o to chodzi w aerobiku. Więc na nic byś nie popatrzył~ -zaśmiał się cicho. -Gdzie teraz pojdzieeemy~?
- Lepiej znasz teren. Prowadź. - Odpowiedział.
Właścicielka
- Nie mam za bardzo pomysłu, dokąd iść. Zamierzałem pójść na zakupy, o ile masz ochotę, to możesz pójść ze mną. A jeśli chodzi o aerobik... Cóż, są inne ciekawe rzeczy, w których chciałoby się cię zobaczyć, kotku.
Właścicielka
Dziewczyna otworzyła frontowe drzwi i bez słowa weszła do środka. Byli w holu, z którego wychodziło mnóstwo korytarzy, a także schody na dół i na górę.
- Fiu fiu, nieco to rozbudowali w ostatnich dniach. - mruknęła w końcu.
Yukki zarumienił się po raz kolejnym westchnął cicho naciągając rękawy.
-Weź przestań... Moja wyobraźnia troszeczkę mi zawadza, gdy o takich rzeczach mówisz. -stwierdził cicho. -A co do zakupów to możemy pójść razem...
Właścicielka
- Więc chodźmy, skarbie. - westchnął Eleazar. - Wstyd się przyznać, ale w lodówce to już prawie nic nie mamy..
-Wszystko dobre, co sie kiedyś kończy. -uśmiechnął się pogodnie i chwycił rękę wampira swoją łapką.
Właścicielka
- Czyli ciastka z lukrem? - zaśmiał się Eleazar.
Wspólnie ruszyli do sklepu spożywczego. Wampir chyba zastanawiał się, czy brać koszyk, czy lepiej wózek.
-Co tak rozmyślasz, hmm? -Yukki stanął obok niego po czym uśmiechnął się szeroko. -Może weźmiemy wózek? Nie wiem ile tych zakupów potrzebujesz...
- Czyli nie wiesz gdzie idziemy? -
Właścicielka
- Wiem dokąd, po prostu trasa mogła się lekko zmienić. - wzruszyła ramionami i podrzuciła kamyczek. Wypłynęło z niego niebieskie światło, formujące się w mapę. - Przesadziłam, z tego co widzę to tylko rozpierdzielili palarnie i przerobili na klatkę schodową. Czyli idziemy na górę.
- Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po wzięciu wózka cię powiozę nim po sklepie. Masz ochotę?
-No wiesz... -mruknął zamyślony. -Zajmę pewnie połowę ale niech będzie.