Właściciel
Dark:
Karczm było pod dostatkiem, w przeciwieństwie do potencjalnych ofiar kradzieży. W sumie próba przywłaszczenia sobie tutaj czegokolwiek to głupi pomysł, straże kręcą się wszędzie, a za kradzież sakiewki mogą uciąć palec. Lub całą dłoń... Więcej potencjalnych celów będzie z pewnością na głównym targu.
Taczka:
Nie za wiele poczytałaś, bo po chwili usiadł obok.
- Znalazłem Ci nowy, bezpieczny dom. A przynajmniej tak myślę. Co Ty na to?
Max:
Rzeczywiście, mimo gorzkiego posmaku w ustach płyn zrobił swoje i w ciągu kilku chwil postawił Cię na nogi.
Abby:
Westchnął i udał się na górę, być może w celu ocenienia szkód wywołanych walka między Tobą a Drowami, tudzież w poszukiwaniu chwili samotności na przemyślenie tego wszystkiego.
Andrzej:
Większość osób uznała Cię za wariata, kilku wyśmiało, a reszta zignorowała lub, jak to mówią, zlała ciepłym, rzęsistym moczem. Na całe szczęście nie dosłownie.
Concordia:
Nie było to zbyt przyjazne miasto, tak więc ciemnych uliczek nie brakowało, choć z drugiej strony niewielu pewnie się tam zapuszcza. Ale za to karczm było pod dostatkiem, a to już zawsze coś.
Przeciągnęła się. Jaka była pora dnia?
Wstał więc.
- Kiedy powinny pojawić się efekty, lub możliwe skutki uboczne?
Arthur
Zaczepił jakiegoś niezbyt napi*rdolonego zielonka i spytał się, czy nie widział owego Orka, którego ma zabić. Nie podał mu po co jest mu owa informacja.
Fu, że też musi gadać z tym zielonym gównem.
Mag obrzydzony ignorancją wieśniaków ruszył do karczmy w celu znalezienia kogoś chętnego na podróże,niebezpieczeństwo i napieprzanie we wszystko co stanie na drodze.
-A... Gdzie jest ten dom? - Zapytała cicho.
Właściciel
Taczka:
- Tutaj, mam znajomego który o nim słyszał, a że mu ufam to nie powinnaś się zawieść.
Andrzej:
Zastałeś typową karczmę jakich w Elarid mnóstwo, może z ta różnicą, że było tu same szemrane towarzystwo. W sam raz, aby zacząć werbunek.
Max:
- Skutków ubocznych nie przewiduję, a efekty są natychmiastowe.
Abby:
Wczesne popołudnie.
Killer:
//Fu, że też nie wiesz, do czego działa taka bajerancka kreseczka i określenie "dialog."//
Ot tak na pewno Ci nic nie powie.
- A jest jakiś inny powód tej... niedogodności, jaka mnie spotkała, poza tym, że nie trenowałem, nie przykładałem się po naukach, udziwniałem zaklęcia, i tym podobne?
//jak ostatnio pytałam, mówiłeś, że późne
-Tylko szkoda mi zostawiać Verofa... Ale skoro pan tak mówi, to się zgadzam. - Uśmiechnęła się.
Mag stanął na środku karczmy i zaczął mówić tak,by słyszała go cała karczma:
-Chłopi!Najemnicy!I wszyscy którzy są w tej karczmie!Mam dla was propozycję nie do odrzucenia!Możecie wyruszyć ze mną na wielką przygodę!Jest to doskonała okazja do odpoczynku od tego całego zapie**olu i waszych żon,bo co za dużo to i ork nie lubi!Możecie też porządnie się wzbogacić i ustawić do końca życia!Tam gdzie będziemy każdy będzie mógł zagarnąć coś dla siebie-rzadkie składniki alchemiczne dla lekarzy i alchemików,wiedza starożytna dla magów,oraz potężna broń dla wojowników!Tylko głupiec przepuści okazję na zdobycie tego wszystkiego i przede wszystkim stosów złota!To wszystko może być wasze!Wystarczy tylko,że pójdziecie ze mną!KTO ZE MNĄ IDZIE?!
- Hm... - zastanowiła się chwilę, gdzie najlepiej byłoby się teraz udać. Zważywszy na to, że prawdopodobnie nie tak łatwo byłoby teraz kogoś zaskoczyć w ciemnej uliczce, zdecydowała się na pójście do karczmy, ale nadal pozostawało pytanie - do której? W końcu jednak uznała, że to bez znaczenia. Niezależnie gdzie pójdzie, będzie mniej więcej tak samo, skoro żadnego z tych miejsc na razie nie zna. Z tą myślą weszła do pierwszej lepszej karczmy z zamiarem zamówienia sobie piwa i poobserwowania ludzi, w oczekiwaniu na jakiekolwiek interesujące zdarzenie. Przede wszystkim Sophie nie chciała się nudzić, więc miała nadzieję, że faktycznie będzie się coś dziać.
Właściciel
Abby:
//Jeśli pytałaś przed pobytem u Drowów to jest tak, jak napisałem, bo trochę u nich posiedziałaś. A jeśli pytanie o porę dnia zadałaś już po przybyciu kawalerii i uratowaniu to może być i późne.//
Max:
- Powinieneś się cieszyć, że pozbyłem się Twojego problemu, a nie truć mi teraz dupę. Jeśli to wszystko to możesz iść, bo ja jestem zajęty, nie wiem jak Ty.
Concordia:
Swoje piwko otrzymałaś, a i wolne miejsce, z którego możesz obserwować klientelę się znalazło. Tak właściwie to nie można o niej dużo powiedzieć: Kilku kupców, garść miejskiej straży, a przede wszystkim Ci, którzy oferują swoje usługi za pieniądze - łowcy nagród, najemnicy, łowcy głów. W tłumie znalazłoby się też pewnie nieco kieszonkowców, złodziejaszków, bardów, handlarzy bronią i używkami no i tak dalej.
Ale zanim weźmiesz się za dokładniejsze oględziny to musisz zrobić coś, o czym łatwo zapomnieć: Zapłacić dwie sztuki złota za piwo, które to zamówiłaś i dostałaś.
Andrzej:
Odzew był praktycznie żaden, większe efekty odniósłbyś wypytując poszczególne osoby lub grupki, a tak to nikt nie miał zamiaru się zbytnio afiszować. Cóż, dobrze że to nie jedyna karczma w mieście, prawda?
Taczka:
Pokiwał głową i od razu ruszył do wyjścia, opuszczając budynek.
- Jak Pan sobie życzy. Żegnam więc.
Powiedział, po czym wyszedł i zaczął się kierować, w stronę swojego terenu treningowego.
Mag niezrażony postanowił zmienić taktykę- chodził od knajpy do knajpy i proponował to samo co w swojej przemowie,tylko że do każdej osoby oddzielnie i dostosowywał to co mówił do wykonywanej przez nią profesji.
Poszła za nim, czy miała zostać?
Właściciel
Killer:
//Nie wiem... Przekup go, podpuść jakoś, wejdź na ambicje, cokolwiek?//
Taczka:
Zdecydowanie pójść za nim. Gdy byliście na miejscu, Nord załomotał pięścią w drzwi.
Max:
Tak an dobrą sprawę, to mógłbyś też iść do roboty, ale trening nie był złym pomysłem, także trafiłeś na swój mały poligon bez problemu.
Andrzej:
Udało Ci się zwerbować hobbickiego najemnika, który mimo niepozornego wyglądu mógł być (a zapewne to był) profesjonalistą, na co wskazywał przedni pancerz, liczne uzbrojenie w postaci noży do rzucania, dwóćh sztyletów, trzech mieczy i tarczy, oraz jego towarzysza, czyli posępnego Styrica, najpewniej Maga, jak to w ich rasie bywa, oraz niezwiązanego z dwoma pozostałymi Hobgoblina z własnym wilkiem, który służył mu za towarzysza, tropiciela i wierzchowca.
Abby:
Długo Twój odpoczynek nie trwał, gdyż po kilku chwilach usłyszałaś walenie do drzwi tak mocne, że mogłyby przez nie wpaść do środka... Kogo to znowu niesie?
//On ma trzy dni wolnego, więc... czy ja to źle zapamiętałem? Bo jeżeli źle, to mógłbym dać inny odpis? Sprawdzić?//
- Dethan idź otwórz. - Rzuciła niezbyt głośno, ale na tyle by usłyszał.
Czekała aż ktoś te drzwi otworzy.
Mag był zadowolony ze swoich nowych kompanów.Zaczął rozmowę:
-Kimże jesteście panowie?
Arthur
Tu wstaw tekst przekupywania, gdyż autor nie umie w opisy.
//Skoro autor nie umie w opisy, to co autor tutaj jeszcze robi?
Właściciel
Max:
//Jest okej, ale miałem na myśli odpoczynek w swojej kwaterze i te sprawy.//
Killer:
//Tu wstaw tekst wulgarnej odpowiedzi pod adresem użytkownika, którego login zaczyna się na "T," a kończy na "hePolishKiller."
A na serio to dawaj normalny odpis, a nie wkuriwasz.//
Abby:
Z głośnym westchnięciem ruszył do drzwi.
Taczka:
Otworzył Wam jakiś mężczyzna.
- Zajmij się nią, Dethan. - powiedział Nord, podając mu jedną dłoń, a drugą kładąc na jego braku.
Mężczyzna pokiwał głową i odwzajemnił gest, aby później zaprosić Cię do środka, gdy ten odszedł.
Andrzej:
- Gromash, gwałty na zlecenie, bez zlecenia zresztą też. Brawurowa walka toporem. - wyjaśnił Ork.
- Melsh, Mag Bólu, najemnik z wieloletnim stażem, mistrz trucizn i gotowania. - odparł Hobbit.
Tylko ten trzeci milczał.
//A ja już się bałem ;-;//
Pora zobaczyć, jak to teraz pójdzie, skoro efekt jest natychmiastowy, a skutków ubocznych nie ma. Pora na coś innego. Próbował stworzyć miecz z ognia. Nie w swojej dłoni, lecz przed sobą, aby latał w powietrzu.
Nie przerywała swojego zajęcia.
Mag powiedział do nich:
-Doskonale.Drużyna jakiej mi potrzeba i której nie będą przeszkadzać moje...Pasje.W dodatku doświadczeni i bezwzględni.Nareszcie powiew świeżości w tej zatęchłej dziurze.W dodatku z praktycznyni umiejętnościami!Nareszcie zjem coś,co nie jest jagodą albo spalonym mięsem.
Następnie podał im lokalizację jaskini ze swoją bandą szkieletów i dodał:
-W tej jaskini będą zapasy jedzenia i picia na tydzień.Udajcie się tam,a ja do was dołączę jak tylko załatwię jeszcze jedną sprawę.Dodam,że w tej jaskini będą szkielety,ale nie martwcie się-będą was ignorowaly,bo są moje.Tylko ich nie drażnijcie.Najlepiej zachowujcie się jakby ich nie było.Więc jeśli chcecie to możecie ruszać tam,ale nie poganiam.
Następnie wręczył każdemu 30 sztuk złota i ruszył do pobliskiej karczmy w poszukiwaniu kogoś,kto nie ma nic przeciwko nekromancji i umie leczyć-w jakikolwiek sposób.
Właściciel
Abby:
- Mamy nową podopieczną! - zawołał Dethan, zamykając drzwi.
Max:
Stworzyłeś prosty płomień, czyli do miecza mu daleko, ale jak na pierwszą próbę to jest całkiem nieźle.
Andrzej:
Banda ruszyła wspólnie do owej jaskini, zaś szukanie było problematyczne... Niby znalazłeś kilku medyków lub Magów Leczenia, ale pytanie wprost czy mają coś przeciwko Nekromancji jest złym pomysłem.
Próbował więc bardziej uformować płomień, w kształt prostego miecza.
Mag wpadł na pomysł-nie pytał się wprost.Mówił:
-"A jak już rozmawiamy to mam jeszcze jedną sprawę.Gildia Magów kazała mi przeprowadzić ankietę na temat "Co społeczeństwo myśli o nekromancji?".Jakie jest twoje zdanie?",a dla wiarygodności udawał że coś zapisuje.
Podniosła się i poszła do niego, by sprawdzić o cxyn on gada.
Arthur
Spytał się innego orka o owego typka, którego miał zabić. Podał szczegóły wyglądu, i powiedział że jest w stanie zapłacić kaskę.
Weszła do budynku.
-Jak pan ma na imię? - Zapytała się od razu.
Właściciel
Max:
Kilka prób i nieco solidnego wysiłku, a w końcu Ci się udało.
Killer:
//Po pierwsze: Dialogi. Po drugie: Pisz tak, żebym Cię zrozumiał, bo z tej wypowiedzi nie można nawet wywnioskować czy wspominasz zielonoskóremu o swojej misji czy nie.//
Taczka:
- Dethan. - odparł krótko i odszedł, uśmiechając się do jakiejś kobiety, zapewne ciesząc się, że już ma Cię z głowy.
Abby:
Cóż, przedstawił się jakiejś dziwnej dziewczynce i odszedł, uśmiechając się przy okazji do Ciebie. Co ciekawe, Twa nowa podopieczna nie była zwykłą osóbką, bo miała dość specyficzne uszy i zęby, jakby u Łaka, o których kiedyś słyszałaś od swego kompana.
Andrzej:
//No i na ch*j ten cudzysłów? Wypowiedzi postaci pisz normalnie.//
Dostałeś takie odpowiedzi, jakich mogłeś się spodziewać: Każdy nienawidził Nekromantów. Ciężko określić czy była to prawda, ale sam fakt wspomnienia, że to ankieta dla Gildii Magów zrobił swoje, w końcu zawsze mogli przekazać to dalej, a wtedy pechowcy zobaczyliby pod swoimi drzwiami miłych panów w białych pancerzach lub płaszczach...
//W Anglii podobnie zapisują dialogi.//
Teraz próbował nim machać w powietrzu.
Trochę jej się przykro zrobiło, że tak szybko ją spławił, więc stała po prostu z opuszczoną głową.
Ostatnim celem maga przed wyruszeniem w takim przypadku był targ.Postarał się kupić jak najwięcej zapasów ograniczając się do wydatku 100 sztuk złota.Przy okazji zobaczył jak bardzo ludzie boją się Gildii Magów i Paladynów.
Cóż, przynajmniej ma zęby, bo niektórym dzieciom ich w ogóle brakuje. A uszy? Przeżyjemy. Ukucnęła przy dziewczynce i przyjrzała się jej, oceniając jej wiek i ogólny stan zdrowia. No i to, jak bardzo przydałaby się jej jakaś kąpiel.
- Witaj, jestem Sylvia. Masz jakieś imię?
-Mia... Chyba. - Odpowiedziała cicho.
Arthur
Przypomniał sobie, że ten domniemany Ork miał być na Głównym Rynku obok Ślimaka. Wewnętrznie dostał wku*wa, ale na zewnątrz nie dał po sobie to znać i udał się na owy rynek.
Właściciel
Abby, Taczka:
Cóż, wbrew pozorom nie była jakoś szczególnie brudna czy zawszona, więc to zawsze coś, ale profilaktyczna kąpiel też nie zaszkodzi.
Max:
//Daj mi znać, jak przeniesiemy ten pie**olnik do Anglii.//
Było to łatwiejsze niż jego stworzenie, choć i tak wymagało odpowiednio dużo skupienia. Ale trwonienie energii na machanie ognistym kijem wychodziło Ci jak najlepiej.
Killer:
Trafiłeś tam bez większych problemów, bo tak właściwie to wciąż na nim przebywasz...
Andrzej:
Zdobycie zapasów nie było szczególnie trudne, więc za wspomnianą sumę zdobyłeś zapas sucharów, suszonego mięsa, suszonych warzyw, owoców, wody, wina i garść jakichś przypraw, które to powinny starczyć Wam na tydzień, może kilka dni dłużej, jeśli będziecie je ostrożnie racjonować.
Jeśli chodzi o drugą czynność, to nikt nie mówił o tym głośno, ani nie chodził z plakietką "Boję się Paladynów i Gildii Magów, pomocy!," więc ciężko byłoby Ci to określić. Ale biorąc pod uwagę fakt, że obie organizacje z reguły zwalczają zło, a to miasto je uosabia, do tego będąc tak blisko Hammer to raczej niezbyt się nimi przejmują.
//A to zależy. Wzorowałeś jakieś miasto lub coś, na Anglii, lub na dziele jakiegoś anglika?//
Pomachał sobie. Teraz tarcza z ognia. Planuje ćwiczyć magię, przez te trzy dni.
Arthur
Szuka owego rzezimieszka. Nie da bydlak za wygraną.
- Miło mi cię poznać. Jesteś głodna? - zapytała z troską.
Trayus wyruszył do jaskini.
// Zrobić jaskinię jako oddzielny temat?//
-Tak... Zjadłabym coś. - Odpowiedziała, już mniej nieśmiało.
- Wobec tego chodź za mną. Zmajstrujemi ci coś.
Podreptała do kuchni.
//Prowadzimy dialog or czekamy aż kubke zrobi odpis??//