Arthur
Udał się do środka, tak jak sam narrator poleciał a następnie rozejrzał się wzrokiem za czymś w stylu pokoju zatrudnień czy coś w ten deseń. W końcu gdzieś jest pokój czy gabinet, gdzie zatrudniają się najemnicy, nie?
- Nie wiesz może, gdzie ci (idioci) panowie poszli?
-A ja mam zajęć za mało i nudzę się...
Właściciel
Max:
- Za tyle to ja mogę Cię co najmniej stąd wyprosić. - burknął i podliczył sumę w myślach. - Musisz dać co najmniej dziesięć razy więcej.
Taczka:
- A tak w ogóle to czemu wyglądasz... Tak? - spytał, nie mogąc najwidoczniej ubrać tego w słowa.
Abby:
- Po te Elfy. - odparł prosto, ale że nic Ci to nie mówiło, wskazał też na jedne z drzwi, prowadzące do innego pomieszczenia w budynku.
Killer:
Najlepsze w tym wszystkim było to, że całe pomieszczenie, do którego wszedłeś, spełniało taki charakter: Liczne stoliki, a przy nich potencjalni zleceniodawcy i zleceniobiorcy.
Wyciągnął więc 100 złota.
- Tyle, tak?
- Wrócą, czy będziesz dochodził do nich?
Arthur
Cóż, to uznajmy, iż nie poszedł szukać w sumie nie-istniejącego gabinetu, tylko wzrokiem przebiegł za jakimś zleceniodawcą, który wyglądał dosyć groźnie. Groźny wygląd = niezbyt bezpieczne zlecenie, a co za tym idzie - kasa.
Właściciel
Max:
Bez odpowiedzi zabrał sakiewkę.
- Wróć za kwadrans, muszę dokończyć posiłek i wszystko przygotować.
Abby:
- Pan Gereth kazał tu czekać, czyli Bolg będzie tu czekać. Nigdy nie łamie się rozkazów Pana Geretha. Nigdy.
Killer:
Znalazłeś kilku takich, a mianowicie Orka, Drowa i człowieka.
- Mógłbym jakoś pomóc? Bo w zasadzie nie mam co robić.
- Kapuję. Długo dla niego pracujesz?
Właściciel
Taczka:
- No uszy i cała reszta... Ludzie takich nie mają.
Abby:
- Odkąd Bolg pamięta... Pan Gereth przygarnąć, dać dom, jedzenie, gorzałkę, przyjaźń... Tego, czego Bolg nie mieć wcześniej i pewnie nie mieć bez niego.
Max:
- Doceniam, ale wolałbym, żebyś stawił się tu dopiero za kwadrans.
- Jak chcesz.
Powiedział, po czym udał się do pobliskiej, karczmy, jeżeli jakaś była.
Uśmiechnęła się pod nosem.
- Aż zaczynam ci zazdrościć.
-A tak... To chyba po mamie, ale nie jestem pewna, bo nigdy jej nie widziałam.
Właściciel
Max:
Była, zawsze były, więc wszedłeś do niej bez problemu.
Taczka:
Pokiwał głową i zamilknął, postanawiając nie drążyć już tematu.
Abby:
- Hę? - spytał, drapiąc się po głowie. - Czego? Gorzałki?
- Ta, w ustach mi zaschło.
Podszedł więc do lady, usiadł, jeżeli były wolne miejsca.
- Poproszę coś taniego, ale nie ma to być chleb z wodą.
//Tak, mimo tego, jak długo już w to gram, dalej tak piszę.//
-Wiesz może, gdzie mogłabym się położyć? Bo chcę trochę odpocząć...
Arthur
Prędzej wolałby zjeść krowie gówno niż wziąć zlecenie od Orka. Podszedł do człowieka ws. tego zlecenia i cóż, omówił z nim czy ma on jakieś zlecenia.
Właściciel
Abby:
Ponownie podrapał się po głowie i po chwili wręczył Ci sporych rozmiarów bukłak, opróżniony do połowy. Pytanie tylko czy warto odmówić? W końcu nie jednego pędzona dla Orków gorzałka zwaliła z nóg, więc co z taką, która jest produkowana dla Orkologów?
Max:
Karczmarz wręczył Ci kufel piwa, najbardziej standardowe ze wszystkich zamówień w praktycznie każdej karczmie, życząc sobie w zamian jednego złotnika.
Taczka:
Ruchem głowy wskazał na jakieś drzwi, zapewne pokój.
Killer:
//Dialogi nie bolą.//
- Gdybym nie miał, nie siedziałbym tu. - burknął w odpowiedzi. - Na czym się znasz?
Położył więc.
- A coś do jedzenia, zrobione na szybko, ale nie od razu bardzo tanie?
Cóż, Sylvia miałaby wątpliwości, gdyby nie to, że już kiedyś piła coś podobnego. Pociągnęła łyka i podziękowała.
No to weszła do tego pokoju.
Arthur
-Walka wręcz, leczenie, znajomość roślinności i te pierdoły.
Właściciel
Max:
- Gdybyś złota nie miał, to bym Cię na zbity pysk do rynsztoka kazał wypie**olić. - burknął i krzyknął coś do kucharzy. - Pięć złota.
Abby:
Z podziękowaniem miałaś spory kłopot, niemalże od razu gardło i przełyk zaczęły palić Cię żywym ogniem, a do tego zaniosłaś się kaszlem.
Taczka:
Znalazłaś tam dwa łóżka i kojec, a także nieco mebli jak szafa, kufer, stolik, krzesła i tym podobne.
Killer:
- Nie uważam, żebyś mi się przydał, potrzeba mi kogoś innego, prawdziwego wojownika i zimnokrwistego mordercy.
Położył ową sumę i czekał.
Wiedziała, że tak będzie, więc oparła się o coś i kaszlała dalej.
Położyła się na łóżku i spróbowała zasnąć.
Arthur
-Służenie w wojsku swoje zrobiło, także o wojaczkę i zimnokrwistość się nie bój. Cóż, a więc co mam dla ciebie zrobić? -rzekł swoim naturalnie bez emocji tonem.
Właściciel
Abby:
W końcu przeszło, dzięki wypiciu sporych ilości tego trunku wcześniej, poczułaś ulgę szybciej niż za pierwszym razem. No i nie padłaś też na deski pomieszczenia.
Max:
Po chwili otrzymałeś swoje zamówienie, czyli pół pajdy suchego chleba i kawał smażonego mięsa.
Taczka:
Udało się, obudziłaś się później, przez drapanie do drzwi.
Killer:
- Zabójstwo, porwanie, wymuszenie, zastraszenie... Znalazłoby się sporo zadań. Co wybierasz?
Lepsze to niż nic. Zaczął więc zajadać.
Wstała, przetarła oczy i poszła sprawdzić, co tak drapie.
Uśmiechnęła się nieznacznie i tym razem podziękowała.
Właściciel
Max:
Nie była to jakoś szczególnie wielka porcja, więc szybko się z nią uporałeś.
Taczka:
Pies, który od razu wszedł do środka, aby położyć się w swoim kojcu. Za nim wszedł też chłopak, wyraźnie zmęczony.
Abby:
Bolg pokiwał głową ze zrozumieniem i sam pociągnął łyka, aby później schować bukłak na miejsce.
- Wrócili! - krzyknął nagle zadowolony, wskazując na Geretha i Dethana wychodzących z głębi budynku.
Killer:
- Cóż... Szef pewnego gangu zbytnio mi się stawia, a nic innego nie pozostaje, więc musisz go wyeliminować... To Ork z charakterystyczną fryzurą i blizną przechodzącą przez całe oko, znajdziesz go, lub jego gang, na głównym rynku, niedaleko karczmy "Pod Złotym Ślimakiem."
Posiedział więc tak jeszcze z parę minut, aby odpocząć, po czym ruszył na ponowne spotkanie magiem.
Nie spieszyli się. Przewróciła oczami.
-Źle wyglądasz, stało się coś? - Zapytała się chłopaka.
Arthur
-Ile złota dasz za to? Wiesz, chcę wiedzieć za ile ktoś ma kopnąć w kalendarz.
Właściciel
Taczka:
- Po prostu jestem zmęczony. - odparł siadając na łóżku i głaszcząc psa.
Killer:
- Maksymalnie sto sztuk. Ale ma zginąć tylko on, reszta może być później jeszcze użyteczna.
Max:
Zastałeś go z kilkoma świecami, książkami i zamkniętym kuferkiem.
- Gotowy? - spytał, zapalając ogniem z palca świeczki, jednocześnie kartkując jedną z ksiąg.
Abby:
Gereth od razu skręcił i zajął się rozmową z Bolgiem, zaś Dethan podszedł do Ciebie i przeczesał dłonią włosy.
- Ech... Wiem, to moja wina. Skrewiłem.
- Raczej tak. Co mam robić?
Arthur
-100 sztuk pasuje. Nie zdziw się jak przyniosę ci z sobą jego głowę na dowód. Do zobaczenia. -rzekł, a następnie udał się dorwać nowego gagatka.
Skrzyżowała ramiona na piersi i roześmiała się.
- Bywało gorzej. Trochę mnie wszystko boli, ale to jak zwykle. A ty? Cały?
-A czemu jesteś zmęczony?
Właściciel
Abby:
- Wszystko mam całe, może poza złamaną dumą.
Taczka:
- Gdy Ty spałaś, ja pracowałem.
Max:
- Oddychać, odprężyć się i milczeć. - wyjaśnił, wskazując dłonią na miejsce, w którym masz się ustawić.
Killer:
- Bez głowy nie wracaj! - usłyszałeś jeszcze, nim opuściłeś lokal. Później już prostą drogą trafiłeś na miejsce, teraz musisz tylko odszukać tego konkretnego Orka w całym tym tłumie.
Wykonał więc powyższe czynności.
- Aż dziw, że jeszcze jakąś masz. Zwijamy się?
Arthur
Szuka owego orka wzrokiem.
-A... No to odpoczywaj. - Uśmiechnęła się i poszła pochodzić po budynku, bo nic innego nie mogła robić.