Westchnęła mentalnie i do listy w umyśle dopisała pieprz w oczy. Zmrużyła oczy i zacisnęła dłoń na rękojeści, blokując ataki, których odruchowo się spodziewała. Co właściwie odpi***alali jej przeciwnicy, zdążyli ją zauważyć?
-Na pewno najlepiej by było jakbyście nikogo nie zabili.
Właściciel
Max:
Blisko, wyku*wisty Nord z innego oddziału, oficer, jeśli dobrze pamiętasz.
Taczka:
- A czemu niby, hę? Oni ośmieszyli szefo i zabili Danqzila i Kwiza, a to dobre chłopaki były!
Abby:
To kwestia dyskusyjna, bowiem idą w Twoją stronę, ale dym utrudnia określenie czy jesteś dla nich widzialna, czy może jednak nie.
Cholera, miał dylemat. Powiedzieć że to on[ork] zaczął i liczyć, że elf go poprze,czy czekać aż elf coś powie. Po przemyśleniach, milczał i czekał na elfa. On jest osobą trzecią, to może mu bardziej uwierzy.
//właściwie to skąd był ten dym?
//twój poziom mnie dobija
-Na pewno byli, ale sobie zasłużyli.
Właściciel
Abby:
//Z dziury w dachu, wpuścili go tutaj najpewniej magicznie.//
Taczka:
- Ja Ci dam moje mordy obrażać! - warknął i uderzył Cię w twarz, co nie było zbyt bolesne, jednakże później cofnął dłoń, a ta była zaopatrzona w nóż, więc pociągnął jego klingą poziomo po Twoim policzku, z efektem wiadomym.
Max:
- Który ku*wa zaczął, sku*wysyny? - spytał Nord, kierując pytanie do całej Waszej trójki. Jak na razie wszyscy milczą.
- Ja powiedziałem, że chciałbym się przekonać o jego sile - wskazał orka - w walce z jakimiś bandziorami. Popatrzyłbym jak ich rozwala, a ten się na mnie rzuca. Ailas potwierdzi, prawda?
Spojrzał na wyżej wymienionego elfa.
Właściciel
- Nic nie widziałem, nic nie słyszałem. - odparł, najwyraźniej chcąc pozostać bezstronnym i nie narażać się na gniew Orka.
Cóż. Na gniew Orka, który nie zna magii się nie naraził, gorzej z kimś kto ją zna. Zaczął szukać innych świadków.
Zamachnęła ponaglająco mieczem. Jak ją widzą, to ruszą skostniałe zadki, jak nie, to przynajmniej będzie wiedziała, że jej nie widzą.
Pisknęła głośno, żeby choć trochę zwrócić uwagę swojego pana. Próbowała unikać goblina.
Właściciel
Max:
Poza Elfem? Raczej nikt, a nawet jeśli ktoś widział bójkę straży miejskiej, to nie miał zamiaru interweniować w jakikolwiek sposób.
Abby:
I ruszyli obaj, bardzo szybko, trzymając jatagany w pionie, gotowe zarówno do ataku, jak i do obrony.
Taczka:
Nie zwróciłaś co prawda jego uwagi, ale czyjąś ogółem już tak, a mianowicie Norda, którego topór wbił się w Goblina, zaś po wyrwaniu z niego ostrza, pozostał na nim spory fragment kręgosłupa.
Odbiła lekko do tyłu. Rzuciłaby nożem, ale pewnie wtedy nie mogłaby trzymać pokrywki. Trzech rąk nie miała, a szkoda. Odgrodziła się na kilka chwil pokrywką od jednego z nich, a na drugiego naskoczyła z mieczem. Spróbowała ciąć go w rękę, co by upuścił swą broń.
Właściciel
Max:
- Cała trójka ma wypi***alać do koszar najkrótszą drogą, tam się z Wami policzymy.
Abby:
Osłona powiodła się, atak już nie, bo Mroczny Elf zdołał zrobić unik i wyprowadzić kontrę w postaci dwóch pchnięć.
Szybko wstał i pobiegł najkrótszą droga do koszar.
Szybko zablokowała te pchnięcia. Gdyby nie noga, pewnie z chęcią kopnęła by go tu i ówdzie. Tak to tylko zamachnęła ponownie mieczem i spróbowała celować w brzuch.
-Och... Dziękuję za pomoc. - Kiwnęła głową i spróbowała się uśmiechnąć.
Właściciel
Taczka:
Tobie się udało, on niezbyt miał na takowy ochotę, bowiem ciągle trwała walka, w której zaczął brać czynny udział.
Abby:
Wykonał unik i zaatakował ponownie. Aż dziwne, że ten drugi nic nie robi, prawda?
Max:
Znalazłeś się tam przed innymi.
Pi***alnęła tego drugiego w głowę. Pokrywką.
Właściciel
Abby:
Usłyszałaś najpierw głuchy dźwięk, który wywołała pokrywka w zetknięciu z jego czaszką, a później syk, którym stłumił ryk bólu.
- Suka. - mruknął i dodał coś w swoim języku, wycofując się za swojego kompana, który zaatakował Cię z jeszcze większą zajadłością, poprzez młynek jednym ostrzem i pchnięcie drugim.
Tymczasem Ty usłyszałaś jeden z najbardziej przerażających dźwięków, jaki może usłyszeć wojownik w takiej sytuacji: Odgłos napinania cięciwy jednoręcznej kuszy Drowów.
Max:
Po chwili wrócili, znaczy się Ork i Elf, bo reszta miała najwidoczniej inne obowiązki.
Pojawił sobie na dłonachi ogień, jako znak dla orka, żeby nie zaczynał.
Ból może odwrócić uwagę, więc zaatakowała obolałego intruza, broniąc się pokrywkaą przed tym drugim.
Wzięła nóż, który miał goblin i przyglądała się walce, bo nic innego nie mogła zrobić.
Właściciel
Max:
Wyczerpanie fizyczne i psychiczne oraz liczne rany sprawiły, że z Twoich placów strzeliły liche iskierki, na widok których żaden z innych strażników nawet nie zareagował.
Abby:
No niestety, dostępu do tego z guzem i kuszą blokował jego kompan, skutecznie zasypując Cię lawiną ciosów, przed którymi musiałaś się bronić, a próba dostanie się do drugiego Drowa mogłaby poskutkować popełnieniem błędu, utworzeniem luki, która prowadziłaby do Twojej śmierci.
Taczka:
Gdyby się tak nad tym zastanowić...
Niemniej, walka trwała w najlepsze, dziesiątki mniej lub bardziej poharatanych zwłok Goblinów i Hobgoblinów zaściełały podłogę, ale wcale nie przeszkadzało to tabunom innych w nacieraniu przez drzwi, okna i dach.
Trudno. Pewnie ork jest w nie lepszym stanie, więc go nie musi się obawiać. Chyba.
//Ta walka to chyba nie na moje nerwy
///Instrukcja jak do jedzenia Oreo, tutaj tylko podmień Oreo na odcięte głowy.
Wpadła na jakże genialny pomysł i rzuciła w jednego goblina nożem.
- Co za popie**olony koleś. - broniła się dalej, czekając na jakiś jego słabszy moment.
Właściciel
Max:
Jego nie, ale on ma kumpli, Ty już niekoniecznie.
Taczka:
Twój jakże genialny pomysł poskutkował pierwszym w życiu zabójstwem, gdy Goblin usnął się martwy, z nożem w okolicach serca.
Abby:
Gdy nadeszła pora na żegnanie się z tym okrutnym światem i ostatnie przemyślenia, kiedy to Drow miał nacisnąć spust swojej kuszy i zakończyć Twój żywot nagle w miejscu, gdzie stał, zauważyłeś dwa błyski światła, zielonego i niebieskiego, a potem usłyszałaś jak pada z okrzykiem bólu na podłogę. Nim ten drugi zrobił cokolwiek, jego pierś została przeszyta mieczem o klindze otoczonej zieloną poświatą. Posłał Ci ostatnie spojrzenie, zawierające bardziej zdziwienie niż ból czy smutek, a potem usunął się na ziemię, gdy właściciel miecza wyrwał go z jego klatki piersiowej. Po upadku Mrocznego Elfa zauważyłaś, że stał za nimi nie kto inny jak Gereth.
//>Kube próbuje podbudować moją samoocenę
>Kube nie pozwala mi dobić debili samodzielnie
>Kube took arrow in the knee
Gereth nie wyglądał jej na kogoś kto oczekiwał od niej wielkich podziękowań, więc nie powiedziała nic. Jednak jego pomoc, cóż, przydała się, więc Sylvia nie zgromiła go swym niesamowitym sarkazmem. Wsunęła swój miecz za pas i skrzyżowała ramiona na piersi.
- Witam ponownie.
//Achiement get. "Goblin slayer". :v//
W sumie ucieszyło ją to i zarazem obrzydziło. Schowała się za kanapą i czekała aż ta walka się skończy.
Właściciel
Max:
Na razie możesz uważać, że są na patrolu, ale równie dobrze mogą siedzieć na placu koszarowym, w budynku lub w swoich pokojach.
Abby:
//No bywa, wybacz.//
- Tylko tyle? - spytał niemalże autentycznie obruszony, jedynie jego oczy nieskryte za maską, ujawniały jego rozbawienie.
Taczka:
Jak na przekór trwała w najlepsza, tymczasem za kanapą pojawił się również jeden ze strażników, nie Nord, ale ten drugi, który był już ranny i obficie broczył krwią z wielu większych i mniejszych, acz niezagrażających życiu, ran.
Długo jeszcze mają tu siedzieć?
- No widzisz, trza było wcześniej przyjść, może miałbyś więcej do roboty.
Lekko odsunęła się, byle dalej od dziury. Kto wie, może się tam ktoś jeszcze pojawi?
-Em... M-mogę jakoś pomóc? - Zapytała się.
Właściciel
Taczka:
- To wszystko Twoja wina! - krzyknął, wskazując na Ciebie sękatym paluchem. - Jakbyś dała im się kupić, to by do tego nie doszło!
Max:
A gdzie chce iść z takimi ranami? Nigdzie, chyba że do medyka.
Abby:
- Więcej roboty to było na zewnątrz.
- A, to trza było mówić, bym ci pomogła. - Wzruszyła ramionami.
- Może zupy chcesz?
W sumie. Próbował sobie przypomnieć, po co tu siedzą.
Spojrzała się na niego z wyrzutem i odwróciła wzrok w inną stronę.
-Nie zrobiłam niczego złego... - Powiedziała cicho.
Właściciel
Taczka:
- Najlepiej by było, jakbyś wyszła stąd razem z Goblinami, wszystkie nasze problemy by się skończyły.
Max:
To dobre pytanie: Po co siedzą w koszarach? Bo są ranni? Nieee... Bo zostali ukarani za bójkę przez oficera? Nieee... Bo koszary to ich dom? Nieeee...
Abby:
- Nie mam czasu na zupę, ale Bolg pewnie skorzysta, on jest zawsze żarty.
Ale dokładniej. Z tego co sobie przypominał, to tak chciał bodajże oficer? Nie był za dobry w tych rangach.
Wobec tego w milczeniu poszła sobie do kuchni podgrzać zupę. Sama też zgłodniała, to akurat jak znalazł.
Właściciel
Max:
Siedzenie na dupie to nader dobry pomysł, ponieważ na pewno wyciągnie on co do Was konsekwencje wynikające z bójki.
Abby:
Dzieci najwidoczniej nie były głodne, bo nie domagały się posiłku, jedynie Dłoń chwycił za jakieś wolne krzesło i usiadł na nim.