Amir obudził się w swoim pokoju w koszarach miejskich. Od razu jak wstał, zakrył chustą głowę. Następnie ubrał się w codzienne odzienie. Ciekawe kiedy dzisiaj będzie mieć patrol. Z samego rana? Może za dnia? Niestety zapomniał, lub nie wiedział. //zależy czy strażnicy mają stały harmonogram, czy nie// Kiedy się ubrał, to wyszedł z pokoju, upewniwszy się, że nic "niewłaściwego" nie jest na widoku
Właściciel
Abby:
Po chwili czatowania na poddaszu zauważyłaś jak wbija się w nią klinga jakiejś broni siecznej, aby później przystąpiła do piłowania i wycinania otworu w dachu.
Taczka:
Nikt nic na to nie odpowiedział, właściwie to wszyscy wydawali się tak zmęczeni, że od razu poszli spać.
Ten Dłoń to pewnie jest z nimi. Oczywiste. Dobił Dethana a teraz... a teraz pewnie to on mi, idiota, na dachu siedzi.
Pożałowała, że nie ma czasu przygotować na nieproszonego gościa żadnej pułapki. Unormowała oddech i wyciszyła się najbardziej jak tylko mogła.
Właściciel
Po chwili w dachu ukazała się linia w kształcie sporego okręgu, zaś wycięty fragment dachu, zamiast upaść na poddasze i wzbudzić hałas, został wciągnięty na górę. Teraz przez owy otwór zaczęło wlewać się do środka światło słoneczne, ale tylko przez chwilę, bowiem szybko zastąpił je dym, zapewne magicznie wytworzony.
Skoro nikt nie chce na nią zwrócić uwagę, to sama poszła spać do salonu na sofie.
Zginę, czy nie zginę? Kurna, jak ja nie lubię dymu.
Zmrużyła oczy i zakryła usta wraz z nosem rękawwem. Nie traciła gotowości do ataku.
Zginę, czy nie zginę? Kurna, jak ja nie lubię dymu.
Zmrużyła oczy i zakryła usta wraz z nosem rękawwem. Nie traciła gotowości do ataku.
Właściciel
Abby:
Po chwili usłyszałaś cichy stuk, a po nim dwa kolejne. Oznaczało to, że masz do czynienia z przynajmniej trójką przeciwników i prawdopodobnie każdy z nich był Mrocznym Elfem, nawet perfekcyjnie wyszkolony ludzki skrytobójca nie mógłby wylądować tak cicho.
Taczka:
I tam zasnęłaś.
O dziwo, nie obudziłaś się rano, ale jeszcze tego samego dnia, a to przez dziwne odgłosy przypominające majstrowanie przy zawiasach drzwi, okiennicach i chodzenie po dachu.
Ziewnęła i przetarła oczy. Wstała z łóżka i poszła rozejrzeć się po kwaterze.
///...................
Nawet ładnego nekrologu mieć nie będę, bo moje dziecki pewnie pisać nie potrafią
//umrę szybką śmiercią u boku dziwnego alberta z internetu
Właściciel
Abby:
//Pls, zabicie postaci gracza nie jest takie łatwe wbrew pozorom, a ja postaci zabijać nie lubię.//
Taczka:
We wnętrzu jak najlepiej i w ogóle spokój.
Max:
Wszystko jest dobrze, zaś teraz wypada udać się na zbiórkę.
Podrapała się po głowie i poszła do pokoju swojego pana.
Szybko więc się tam udał.
//ja sobie nie poradzę ;_; przecie kurde nie załatwię trzech lepszych durni wałkiem
//Kube nie skumał ukrytego w karcie motywu z Wieśka, więc się wkurzył i mi dobije postać na starcie
Ale się nie przyzna :^
//Mogłaby coś na co wróg ma uczulenie rozpylić. Ale tego nie wie, prawda? A ucieczka?
Moderator
// Ja pieldykam, grasz kobitą, która może użyć magicznego gazu pieprzowego, to to zrób :V Jak dostaną pieprzem po ryjach to przestaną się skradać :) //
// ... idk what i excepted
Właściciel
Abby:
//Dobrze mówią, dywersja, potem wykorzystaj dym i zbiegnij na dół, po broń. To Twój dom, oni go nie znają, a Ty tak, masz przewagę.//
Max:
Jak najbardziej panuje tam spokój.
Max:
Akurat zdążyłeś i tam zaczęła się zbiórka, Tobie przypadło odliczenie ostatniej liczby, jaką było czterdzieści.
-Czterdzieści.
Odliczył i czekał na jakieś słowa ich szefa.
Właściciel
- Czterdzieści? - spytał dowodzący Wami sierżant. - No to gleba i czterdzieści, ale raz!
//Trochę dziwnie to dla mnie wygląda. Na taki kiepski mało zabawny żart, albo ja wtedy coś źle zrozumiałem.//
No to padł i zaczął robić. Raczej nic innego nie mógł zrobić.
Zrobiła tak, jak mądre głosy w jej głowie powiedziały. Załatwienie pieprzem pewnie za długo się nie utrzyma, więc śpieszyła się. Broń nie była skitrana specjalnie głęboko, więc dozbrojenie się potrwa tylko moment.
Tak więc spróbowała obudzić swojego pana, jeśli w ogóle spał, szturchając go w ramię
Właściciel
Max:
//Jeśli masz na myśli te czterdzieści pompek to wiesz... Trzeba się rozgrzać, zresztą ten typ to klasyczny aż do bólu, gburowaty sierżant, więc nie masz się czemu dziwić.//
Zrobienie czterdziestu pompek w pełnym rynsztunku to nie lada wyczyn, ale jednocześnie dla Was nie była to pierwszyzna, więc każdy odbębnił swoje.
- Panowie, pora na podział zadań. - wyjaśnił sierżant. - Dziś macie służbę na murach miejskich, przy bramie i patrole. Zajmiecie się tym sami czy mam Was rozdzielić?
Taczka:
Udało się dopiero za trzecim podejściem, poza legendarnymi umiejętnościami układania wierszy, był znany przede wszystkim z mocnego snu.
- Co...? - spytał, wyraźnie zaspany, lecz gdy zdał sobie sprawę, że go budzisz oraz, że nie jest jeszcze na to pora, spytał: - O co chodzi tym razem?
Abby:
Uciekłaś na dół, żegnana przez kichanie napastników oraz dwa zatrute bełty z lekkich kusz, które wbiły się w ścianę za Tobą. I rzeczywiście, uzbrojenie się trwało tylko chwilę.
Arsenał za wielki to nie był, profilaktycznie też zakryła się pokrywą od kotła jak tarczą. Takie bełty to nie przelewki.
Mu w sumie było obojętne. Wolałby aby sierżant rozdzielał. Ale zobaczy, co powie reszta. Ponadto bał się odezwać. To mógłby być podstęp.
//Ten uczuć, kiedy tworząc pół wilka, w zaletach pomijasz wzrok, dając zamiast niego węch i słuch ;-;
-Spacer. Tak, chcę iść na spacer. - Uśmiechnęła się.
Właściciel
Max:
//Ale jaki to problem? To nie tak powinno aby być?//
Ostatecznie większość sama wybrała sobie zadania, Ty zaś, jako niezdecydowany, zostałeś przydzielony do patrolu, które to wykonujecie trójkami.
Taczka:
- Spacer? Teraz...? - spytał, a wyraźnym było, że nie ma to najmniejszej ochoty.
Abby:
Słyszysz powolne kroki, więc Drowy ruszyły, ale powoli, nie chcąc narazić się na atak na nieznanym dla siebie terenie.
Kogo dostał?
//Teraz, jak był wybór, to sobie pomyślałem, że sprawdzę jak dobry wilki mają wzrok. Wchodzę na losową stronę i tam znajduję jakieś info o tym, że wilki mają dobry wzrok, następnie słuch, a na koniec węch. Wierząc tej stronie, to trochę głupio zrobiłem dając mu dobry słuch i węch. Natomiast przed chwilą sprawdziłem też inne i na jednej z nich było na odwrót. Jak jest naprawdę? ;-;
Właściciel
//Myślę, że węch jest najważniejszy, jak u innych psowatych, ale za eksperta w tej dziedzinie się bynajmniej nie uznaję.//
Elfa, którego nie mogłeś uznać za przyjaciela, ale co najmniej za znajomego, oraz gburowatego Orka, który szczerze Cię nienawidził, jak każdego innego człowieka, Elfa czy członka innej rasy, niż Orkowie.
No cóż. Udał się z nimi na miejsce/część miasta, do patrolowania.
//Imiona tych towarzyszy?
-Tak, tak. - Kiwnęła głową z wyraźnym uśmiechem.
Właściciel
Max:
//Elf zwie się Ailas, zaś Ork to Dumag.//
Trafiliście do centrum, czyli całkiem nieźle. Tutaj prawdopodobieństwo skończenia z sztyletem w plecach jest stosunkowo małe.
Taczka:
- Idź, zaraz dołączę. - powiedział i położył się jeszcze na chwilę.
//A prawdopodobieństwo skoczenia na złodzieja z mieczem?// No cóż. Patrolował ulice, razem z "kolegami" //Czy jego węch może wyczuć jakieś narkotyki czy inne takie?
Właściciel
//Jeśli był do tego szkolony to tak, może wyczuć. I tak, prawdopodobieństwo całkiem spore.//
Patrol jak na razie nie wskazał nic ciekawego, może by tak zagadać do swych kompanów, żeby jakoś zabić czas?
//Szkolony nie był.//
-Jak sądzicie, natrafimy na coś ciekawego?
Rozejrzała się, czy drzwi prowadzące do dziecięcych pomieszczeń nie są czasem otwarte, dla pewności zamknęła je na klucz.
Właściciel
Max:
//To prędzej smażone mięcho wyczujesz, niż narkotyki.//
- Tutaj zawsze jest ciekawie. - odparł beztrosko Ork.
Abby:
Tak się stało, zaś pierwszy Mroczny Elf zszedł ze schodów. Był to typowy przedstawiciel swojej ras, ubrany w ciemne szaty, płaszcz z kapturem i chustę zasłaniającą twarz. W dłoniach dzierżył dwa bliźniacze jatagany. Na Twoją korzyść przemawia brak tarczy czy pancerza, co czyni go podatnymi na ataki.
//Czyli w sumie to w mieście to raczej jego zdolności od łaka są bezużyteczne.//
-Co masz na myśli? Rzadko kiedy tu bywałem.
Posłuchała się i poszła pod drzwi wyjściowe, gdzie czekała na swojego pana.
//Te dziwne dźwięki nadal się utrzymują?//
Właściciel
Max:
//Słuch?//
- W całym mieście jest ciekawie. - uściślił.
Taczka:
//Owszem, a nawet się nasilają.//
No cóż... Czekasz. Co dalej?
Poszła sprawdzić skąd się biorą te dźwięki, bo są co najmniej denerwujące.
//Chusta zakrywa wilcze uszy. Czekaj, jak to z tym jest? Bo on ma cztery uszy. Na każde słyszy jednakowo?//
-Mogę spytać o wasze wyszkolenie?
Właściciel
Taczka:
Czyli musisz otworzyć okno, drzwi lub wyjść na dach, bo to stamtąd dochodzą.
Max:
//Yyy... No... Nie wiem. Chyba tak.//
- Jestem zajebisty. - odparł Ork, gdy Elf postanowił milczeć.
//Ja miałem o to zadbać czy ty? Bo patrząc na twoje "chyba", sądzę, że polegałeś na mnie, lub nie przewidziałeś tego.//
Zmierzył wzrokiem go jak i jego wyposażenie.
-Przekonany się przy najbliższych zbirach.