Zajęła się tym, w myślach wyobrażając sobie jak go kroi. (Gościa, nie Dethana) Nie wierzyła w moce ziółek, ale co teraz innego może zrobić?
Właściciel
On zaś zaczął wylewać na otwarte rany miksturę, aby później z powrotem je zabandażować.
Może by się rzpłakała, ale nie potrafiła, czekała więc na to, co nastąpi.
Właściciel
Dłoń wstał i spojrzał na Ciebie zza maski.
- Posłuchaj, jedno zagrożenie zostało zażegnane. - powiedział, wskazując na Dethana. - Trucizna go nie zabije, to pewne. Ale ktoś, kto go zatruł, na pewno spróbuje to naprawić. Nie wiesz kto to był?
- Nie wiem, ostatnio jest mało rozmowny. - skrzyżowała ramiona. - Mimo wszystko woli sobie sam radzić.
Ale Dethan chwalił mnie dla jaj jako posługaczkę, czy na poważnie byle pie**ole z ochroną opowiadał o mnie? Właściwie to co jest gorsze?
Właściciel
- Na pewno o nikim nie wspominał?
Z rezygnacją pokręciła głową, nie potrafiła sobie nic takiego przypomnieć. Choć jednak w pewnym momencie zmarszczyła brwi i spojrzała na swego nieproszonego gościa.
- Teraz mi wpadło. Zazwyczaj jak pieprzy jak pijany to go nie słucham, ale teraz mówił coś o Drowach.
Właściciel
//Wspomniał o Drowach od razu, jak wrócił do domu :V//
//dla niej jedynie coś majaczył no :d po nocy nie umiem w myślenie
Właściciel
Dłoń potarł maskę w miejscu, w którym zakrywała ona podbródek.
- To źle, a wręcz bardzo źle. - powiedział po chwili. - Oznacza, że wszyscy jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie.
Obejrzała się, czy w pomieszczeniu nie przypałętało się żadne z dzieci. Po tym zapuściła soczystą wiązankę.
Właściciel
Wszystkie omijały to pomieszczenie szerokim łukiem, aby dać spokój Tobie i Dethanowi, więc ulżyłaś sobie, a Dłoń zapewne był pod wrażeniem, tak jak i niejeden Ork czy Krasnolud.
- Kontynuuj. - rzuciła do Dłoni.
Właściciel
- Mroczne Elfy to rasowi płatni mordercy, bycie skrytobójcą mają we krwi. I nie tolerują porażek, a za porażkę na pewno uznają żywego Dethana. Mamy więc kilka opcji: Pierwsza - nie opuszcza on tego domu, jakby nigdy nie istniał, a słuch o nim zaginie. Druga - Opuszczamy miasto i nie wracamy, licząc, że Drowy sobie odpuszczą. Zaś trzecia, i zdecydowanie moja ulubiona, - zabijemy ich, zanim oni zabiją nas.
- Druga odpada od razu. - skwitowała Sylvia. - Pierwsza pewnie nie wypali. Cóż... ilu ich może być?
Właściciel
- Dobre pytanie. Mam iść zasięgnąć języka, czy może Ty chcesz to zrobić?
Czekała, wraz z handlarzem i ochroniarzami obok niej, na podróżnika, który miał przybyć.
Właściciel
//To jest ta niewolnica, tak?//
- Lepiej ty idź, orientujesz się w tym.
Właściciel
Abby:
- Muszę wziąć Bolga ze sobą. - powiedział tuż przed opuszczeniem pomieszczenia.
Taczka:
Takowy jednak się spóźniał, a widać, że nie było to na rękę Twojemu panu, który co chwila nerwowo spoglądał na niebo, aby ocenić porę dnia, lub tupał nogą.
- Przyjęłam. Idźcie już. Byleście nie wrócili z ogonem. - Sylvia odrzekła stanowczo, choć w głębi była kłębkiem nerwów.
-Ile jeszcze? - Wymamrotała pod nosem.
Właściciel
Abby:
- Nie jestem nowicjuszem. - odrzekł, zamykając drzwi, może nieco gwałtownie.
Taczka:
- A co Cię to obchodzi? - warknął opryskliwy człowiek bez lewego ucha, będący jednym z ochroniarzy Twego pana. Widać, że miał ochotę Cię teraz uderzyć, ale rzut oka na drugiego kiziora sprawił, że stracił animusz. Ten ponad dwu i pół metrowy Nord z wielkim toporzyskiem już kilka razy hamował jego zapędy, choć nie wiesz czemu. W sumie nic o nim nie wiesz, może poza tym, że nazywa się tak dziwnie, chyba Kjartan. Ogółem milczący, małomówny gość.
Spuściła głowę.
-Nogi mnie bolą. - Mruknęła pod nosem.
Właściciel
- Wreszcie! - krzyknął Twój pan, a nie była to bynajmniej reakcja na Twój ból nóg, lecz na nadchodzącego Hobgoblina w obstawie dwóch Goblinów.
Podniosła głowę i kiedy tylko zobaczyła Hobgoblina, chciała się rzucić do ucieczki, ale gdy tylko przypomniała sobie, że stoją koło niej agresywny gość bez ucha i gigantyczny Nord z toporem, uspokoiła się. Czekała na rozwój wydarzeń.
Ten brzydal na pewno nie będzie moim nowym panem. - Pomyślała.
Właściciel
Zieonoskóre trio podeszło do Was, zaś Hobgoblin bez żadnych wstępów wypalił:
- To ona?
Gdy Twój pan skinął głową, tamten podszedł bliżej Ciebie, Ty zaś czułaś jego odór, gdy oglądał Cię, chodząc wokół.
Odwróciła głowę, choć pewnie to i tak nie zmniejszy smrodu, który się wokół niej unosi. Jej uszy znowu oklapły.
Właściciel
Zakończył oględziny, klepiąc Cię w tyłek i zadając pytanie:
- Ty jesteś pół kobita i pół zwierz? - spytał, nieco zdziwiony, a nieco uradowany tym faktem.
Zaczerwieniła się do koloru dojrzałego pomidora.
-Ja... Nie wiem... - Odpowiedziała cicho.
Właściciel
- Jak ni wiesz? To kto wie?
Po kilku chwilach zachichotała. Ach, wku..rzanie innych miała we krwi. Właściwie to gdyby nie miała obaw o swe pociechy, to prawdopodobnie dobrze by się bawiła. Przetarła czoło dłonią i zaczęła nasłuchiwać. Krzątała się po pomieszczeniu, czekając na cokolwiek podejrzanego.
//lel co ja pacze
Właściciel
//Mogło być gorzej.
Albo będzie.//
O dziwo, nic podejrzanego nie nadeszło, więc możesz to brać za dobrą monetę. Chyba.
//ciii
Niegdyś zdarzało się jej czuwać na kogoś kilka godzin, więc te parę minut znieść potrafiła i dalej czekała. Podsumowywała w myślach swą nieszczególnie bogatą wiedzę na temat przeciwnika.
Właściciel
Mroczne Elfy... Zwane też Drowami. To mistrzowie skrytobójstwa, walki sztyletem oraz jataganem (naprzemiennie, osobno lub razem), warzenia trucizn i podchodów, podobno poruszali się bezszelestnie niczym sama śmierć.
-Pewnie moja mama, ale nigdy jej nie poznałam. - Powiedziała.
Oblizała wargi, właściwie znów miała ochotę wyrzucić wszystkie ciskające się jej na usta słowa , ale wolała nie zwracać tym niczyjej uwagi. Oczekiwała, przeciągając się.
Właściciel
Taczka:
- Biorę ją. - powiedział, odwracając się do Twego pana. - Ile chcesz?
Abby:
I w momencie, gdy skończyłaś się przeciągać, usłyszałaś dziwny odgłos nad sobą, jakby... kroki? Na dachu?
Teraz zostało jej jedynie czekać.
Właściciel
- Dwadzieścia złota. Nie mniej.
- Poje**ło Cię? Dam dychę i spi***alaj.
- Uważasz, że zejdę z ceny? Albo że się wystraszę?
W odpowiedzi Hobgoblin wyjął zza paska małą maczugę, zaś jego towarzysze unieśli włócznie. Jednakże nim ktokolwiek z tria zielonoskórych zdołał wykonać jakikolwiek ruchy, pozbawiony ucha strażnik walnął szefa szajki pięścią w głowę na odlew, nabijając mu sporego guza, zaś Nord chwycił parę Goblinów mu towarzyszących, uniósł skrzeczące istoty nad głowę (czyli na około trzy metry), a następnie cisnął nimi przed siebie, a oni zatrzymali się dopiero na ścianie najbliższego budynku.
Ze strachu zrobiła trzy kroki do tyłu.
Przypomniała sobie, czy w dachu była jakaś większa dziura. Chyba nie powinna, ale kto wie.
Właściciel
Abby:
Nie, a to może sugerować kroki. I to za duże jak na typowego dachowca.
Taczka:
Twój pan jedynie pokręcił z niesmakiem głową i wskazał na Waszą trójkę, że pora zbierać się do kwatery.
//Yaay! Odpis idealnie na czas. c://
-Teraz już nikt mnie nie zechce... - Mruknęła smutnym głosem i poszła za panem.
Właściciel
//Mam wyczucie czasu, ot co.//
I wróciliście do swej kwatery, czyli skromnego domku na przedmieściach. Zaś od Waszego wyjścia nic się tu nie zmieniło.
-Nudzi mi się. - Kontynuowała narzekanie.
//co za zrzędliwa baba :v
Skoro nie ma dziury w dachu, to nie powinien się za szybko tam dostać. Weszła jednak na górę, po drodze biorąc na w razie co wałek. Jak profesjonalna metoda zawiedzie, pozostanie ta prostsza.