Właściciel
Max:
//No nie przewiedziałem, zią.//
- Możemy się nawet, ku*wa, teraz przekonać. - odwarknął i chwycił Cię, aby później cisnąć Tobą kilka metrów.
Taczka:
I zauważyłaś tam bandę Goblinów, z czego jeden klęczał, drugi stał na jego barkach i grzebał w zamku wytrychem, a kilku innych, uzbrojonych, czekało na otwarcie drzwi. Warto dodać, że zaskoczenie było obustronne.
Zdziwiony, starał się szybko podnieść. Co go napadło? Czyżby jakiś szpieg? Może mnie przejrzał? Ailas nic z tym nie zrobi?
-Co cię napadło?!
//Oby nie przez literówkę...
Zamknęła drzwi i pobiegła do swojego pana.
//określenie mroczny elf kojarzy mi się niemal komicznie
Ktoś, kto do walki idzie bez pancerza, musi być cholernie pewny siebie, albo nie musieć go potrzebować.
Pewnie i tak ją zauważył, więc poczekała aż zejdzie.
Właściciel
Max:
- Chciałeś się przekonać co do moich umiejętności? Chciałeś?! To ku*wa dawaj!
Taczka:
Udało się, oni zaś zaczęli szturm na drzwi. Szczęśliwie, zarówno Twój pan, jak i jego ochroniarze, byli już na nogach i uzbrojeni, czekając na nieunikniony atak.
Abby:
//Dlatego pewien mądry pan wprowadził określenie Drow.//
I zszedł, kierując się ku Tobie powoli, wykonując niedbałe młynki swoimi jataganami.
-Nie na sobie! Na jakiś bandziorach! Czemu teraz mamy marnować siły?!
Jaki ma ekwipunek?
Właściciel
Posiada on Wielki Obuch Wpie**olu w jednej dłoni, drugą zaś może chwycić Wielki Topór Wpie**olu. No, a jakby nawet to zawiodło, posiada Wielki Młot Ostatecznego Wpie**olu.
- Boisz się? - spytał z taką łatwością, z jaką na jego szpetną mordę wstąpił radosny uśmiech, w którym okazał Ci komplet ostrych zębów.
//mogę mieć teraz nieco dłuższe ostrze niż wcześniej? Głupio iść ze sztyletem na takiego :#
Zastanowił się chwilę. Jakie są zasady tej "walki"? Dopóki drugi się nie podda? Do jakiegoś trwałego uszkodzenia?
-Jakie są jej zasady?
Schowała się gdzieś za nimi, żeby tylko jakiś goblin jej nie zaatakował.
Właściciel
Abby:
//Kubuś Łaskawy się zgadza.//
Taczka:
Skryłaś się więc za kanapą, dzięki czemu masz dobrą osłonę i równie dobry widok na walkę, która zapewne zaraz wybuchnie.
Max:
- Jak upuścisz broń albo się poddasz, to wygrałem. - wyjaśnił, i choć działało to w dwie strony, to o tym nie wspomniał, zapewne pewien swego zwycięstwa.
//niech Ci internet w mądrych użytkownikach wynagrodzi :3
Cóż, spojrzała, czy jego towarzysze jeszcze nie schodzą. Idiotycznie czuła się za tą tarczą, ale co zrobić. Obraziła go w sposób dla niego prawdopodobnie zrozumiały.
Cóż. Nawet go nie wyciągnął, więc dobył go i rzucił obok. Mimo to, był gotów na unik.
Więc oberwowała, bo nic innego jej nie zostało.
Właściciel
Abby:
//Wolałbym dwie wejściówki na "To," ale dzięki :V//
Nie schodzą, nie wiesz czemu, lecz ten zaczął powoli postępować ku Tobie, aby niespodziewanie i nagle przyspieszyć, znajdując się na odpowiedniej odległości do zadania ciosu, co oczywiście zrobił, wyprowadzając lewym jataganem poziomy zamach na wysokości Twojego brzucha i pchnięcie prawym, które zmierzał do serca.
Max:
//W sensie, że wyciągnąłeś broń i od razu ją odrzuciłeś, tak?//
Taczka:
Pierwsze Gobliny weszły ostrożnie do pokoju i zaraz jeden skończył z głową przebitą bełtem na wylot. Jego pozostali kompani rzucili się do szarży, lecz zaraz zmienili ją w bezładną ucieczkę, gdy szeroki zamach nordyjskiego topora ściął cztery łby za jednym zamachem, a właściciele pięciu pozostałych uciekli, ścigani przez wrzeszczącego Norda z pokrwawionym toporem.
//Wpadłem na coś innego.//
Próbował podgrzać rękojeści broni wroga. Jeżeli się nie dało, to chwycił tarczę i uderzył o nią mieczem, aby wywołać iskry, które następnie pośle w stronę wroga. Kiedy będą przy wrogu, to miały się zamienić w niewielki płomień, byleby tylko upuścił broń.
-Brawo! - Krzyknęła z radości.
Była praworęczna, więc cios ze swej prawej sparowała bronią, zaś ten z lewej zablokowała pokrywką.
Właściciel
Max:
//Skoro tak, to poprzednia akcja z odrzuceniem broni jest nadal aktualna czy już nie?//
Abby:
Metal starł się metalem z charakterystycznym dźwiękiem. Drow nie miał zamiaru trwać w tym impasie i blokować Cię, tak jak Ty blokujesz jego, ale zamiast tego oderwał się od Ciebie i odstąpił dwa kroki w tył, aby znów wykonać młynek swymi śmiercionośnymi klingami, tym razem dużo wolniejszy od poprzednich, i zaatakować ponownie, wykonując niemalże przyklęknięcie, gdy wyprowadził swe jatagany jeden obok drugiego, celując nimi prosto w Twoją pierś.
Taczka:
Twoje owacje były zdecydowanie przedwczesne, bowiem po chwili pojawiły się następne Gobliny, głównie przez okna. Twój pan jednym strzałem pozbył się aż czterech, zabijając bełtem dwa, kolejni dwaj zaś spadli z framugi okna na położony znacznie niżej chodnik. Na dodatek zaczęły też szturmować przez dach i po chwili w pomieszczeniu pojawił się tuzin zielonoskórych, otaczając ciasnym półkolem ochroniarza bez ucha, który własną piersią osłaniał swego pana przeładowującego kuszę. Nagle pojawił się i trzynasty Goblin, również spadając przez dziurę w dachu, lądując na kanapie obok Ciebie.
Odskoczyła w bok i spróbowała przywalić mu w głowę pokrywką. Pewnie to i tak nie wyszło, więc znów zablokowała mu te jatacośtam, nigdy nie pamiętała tej nazwy.
Właściciel
Max:
//KKK//
I upuścił zarówno obuch jak i topór, lecz dobył młota i rzucił się z nim na Ciebie, zupełnie ignorując iskry i płomienie.
Abby:
O dziwo to wyszło, nabiłaś mu pewnie niezłego guza, a do tego zamroczyłaś, jednakże nadal jest uzbrojony i gotowy do walki, choć przyjął obecnie pozycję defensywną.
Teraz spróbował podpalić mu dłonie, wykonując unik.
Pisknęła ze strachu. Spróbowała jakoś unikać goblina, jeśli ten się na nią rzucił.
Spróbowała ataku od dołu. Równocześnie obserwowała jego zachowanie i w razie co broniła się pokrywką.
Właściciel
Taczka:
Twój pisk jedynie go zwabił, a unik poskutkował tym, że wylądował nie na Tobie, ale na pobliskiej ścianie.
//Statek, pls.//
Abby:
Zamiast blokować Twój cios, zwyczajnie wykonał unik i natychmiast przeszedł do kontry, oba jatagany skierowały się w Twoją dłoń dzierżącą broń, jeden poziomym zamachem drugi zaś prostym cięciem.
Max:
Potrzebna do tego była doza koncentracji, a ciężko się skupić na Magii i jednocześnie unikać zmiażdżenia młotem czachy.
Jeżeli wróg jest daleko, to powtarza manewr z tarczą, jeżeli blisko, to stara się odskoczyć na jak najdalszą odległość.
//z mojej totalnej niewiedzy w końcu umrę :3
Właściwie z mojej winy to jeszcze mi postać nie umarła ~
Sylvia będzie pierwsza ~
Samą rękę osłoniła pokrywką i szybko wyprowdziła porównywalny do tarana atak, celując idiotę w brzuch. Cięcie cięciem, to on będzie musiał się cofnąć.
//nie umiem walczyć tak absolutnie :3
Walczę tylko dlatego, bo Kubuś ładnie poprosił
Zaśmiała się pod nosem. Nadal była gotowa do uniku, jeśli goblin miał zamiar dalej szarżować.
Właściciel
Max:
Po każdym Twoim odskoku on wykonywał zamach i przybliżał się. I tak dalej, i tak dalej, i tak bez końca...
Abby:
Twój blok nie był doskonały, nie zasłoniłaś całej ręki i klinga jatagana wbiła się w nią, acz lekko. Czemu tak, a nie głębiej lub czemu nawet nie odcięła ręki? Ano nagle w Mrocznego Elfa wstąpiło zdziwienie, niedowierzanie, a później ból i śmierć, gdy Twoje pchnięcie dosięgnęło jego trzewi, a nie miał jak go zablokować z racji braku pancerza i wykorzystania obu ostrzy do ataku.
Taczka:
Był mocno zamroczony, ale jakoś odzyskał tyle trzeźwości umysłu, aby skierować się powoli w Twoją stronę z paskudnym uśmiechem na szpetnej gębie i z mieczem w dłoni.
Rzucił broń na bok. //Teraz ostatecznie.//
Kiedy tylko zobaczyła, że trzyma ostrze w ręce, zaczęła trochę panikować. Jak on robił jeden krok w jej stronę, ona robiła jeden krok do tyłu.
-Nie chcesz mnie dźgnąć tym mieczem, przecież twój szef chciał mnie kupić. - Powiedziała szybkim i zdenerwowanym głosem.
Właściciel
Max:
Widać, że Ork chciał Ci w tym momencie zmiażdżyć łeb, ale powstrzymał się i skończyło się na chwyceniu Cię i rzuceniu o kilka metrów.
- I co? Warto było?
Taczka:
- Czyli szefo mnie awansować, jak ja Cię przynieść żywą! - ucieszył się Goblin i chyba porzucił zamiar zabicia Cię.
Podniósł się, podszedł do orka i podpalił mu dłonie.
- Warto było?
//Tekst powie, jeżeli podpalenie wypali.
//lekko to znaczy na ile?
Właściciel
Abby:
//Mało, nawet nie do kości.//
Max:
Zamiast odpowiedzieć, wrzasnął jednocześnie z bólu i wściekłości, a później wypuścił z płonących dłoni młot, aby później zacząć okładać Cię razami ognistych, orkowych pięści.
Jeżeli mógł, to zrobiłby unik i zaczął uciekać.
Cofnęła się lekko i bezgłośnie odetchnęła. Nie było czasu... właściwie na cokolwiek. Adrenalina świszczała jej w żyłach, postarała się poszukać pozostałych włamywaczy, którzy pewnie już coś narobili. Ich trzeba pokroić, najlepiej żywcem.
Właściciel
Max:
Nijak mogłeś uciekać, jego ciosy w większości Cię dosięgły i teraz bynajmniej nie tylko on czuł ból.
Abby:
Było ich minimum dwóch i są zapewne nadal na poddaszu, chyba że wrócili na dach, aby stamtąd wkroczyć jakimś innym wejściem, choć nie wydaje się to szczególnie prawdopodobne.
Próbował otoczyć się ognistą tarczą, ewentualnie podpalić grunt pod wrogiem.
//Źle coś napisałem, że się zaczęła ta bitka? Mi chodziło o to, że chciałbym zobaczyć tego orka, w walce wrogiem, aby wyrobić sobie pełną opinię.
Poszła więc po cichutku na górę.
-Tak... Znaczy nie! Pewnie chciałby żebyś zostawił mnie w spokoju.
Właściciel
Taczka:
- Szefo nam kazał przyjść po Ciebie, a resztę zabić. - zaoponował Goblin, mając wyraźny mętlik w głowie z racji sprzecznych poleceń.
Abby:
Dym co prawda mocno zrzedł, jednakże nadal krył on w mniejszym i większym stopniu dwie humanoidalne sylwetki.
Max:
//On Cię nie lubi, a do tego to Ork. Uznał to za świetną okazję do obicia Ci mordy.//
Podpaliłeś mu grunt pod nogami, zaś nim którykolwiek z Was zrobił kolejny ruch, Ty otrzymałeś cios w tył głowy tak silny, że przewróciłeś się na bruk, Ork zaś otrzymał uderzenie o podobnej sile, lecz w brzuch.
Spróbowała szybko sobie przypomnieć, czy tego typu durnie nie mają jakiejś słabości, czegoś w deseń wrażliwych uszu czy kij wie co.
//Już myślałem, że ja coś źle pisałem... //
Próbował się podnieść.
Właściciel
Max:
Wszystkie miejsca, w które trafił Cię Ork, bolały jak cholera, ale poza tym udało się i jest nieźle.
Abby:
Nie słyszałaś o słabościach Mrocznych Elfów, może poza intensywnym, jaskrawym światłem w krótkich rozbłyskach.
Rozejrzał się, któż to mógł go uderzyć? Czyżby ten elf?