Zatem Strażnik wraz ze swą radosną drużyną teleportował się do Kryjówki Łaków niedaleko od miasta Gilgasz !
Właściciel
//Zmiana tematu. Zaczynasz, bro.//
Sylvia w końcu zaczyna istnieć
W sporym kotle kręciła się w koło gotująca się zupa. Sylvia nie raz przyrównała się w takim momencie do czarownicy z bajek, jednak dla odmiany poprawiała innym życie, zamiast je niszczyć. Po pomieszczeniu rozchodził się calkirm przyjemny zapach warzyw i przypraw. Byłoby też mięso, ale akurat go nie miała. Kątem oka spoglądała też na bawiące się niedaleko dzieci, najmłodsze, które potrzebowały opieki i obserwacji najlepiej cały czas. Dziś była nawet w dobrym humorze, a wśród dzieci panował względny spokój. Dethan był w mieście, ponoć coś załatwiał. Sylvia zamiast jednak się zastanawiać, skupiła się na dokonczeniu zupy. Posiłek już niedługo.
Właściciel
Cóż powiedzieć więcej? Dzieci przeważnie się bawią lub czytają, nieliczne śpią. Zupa zaś jest już prawie gotowa, a dzieci tylko na to czekają.
Wciąż kończyła zupę. Otrząsnęła się z przemyśleń i zawołała kilka dzieci, by zaczęły rozkładać talerze do posiłku.
Właściciel
One tylko na to czekały, więc gdy skończyły, zupa również była gotowa.
Rozlała więc zupę do talerzy. Patrzyła na swoje małe pociechy.
- Smacznego. Nie pobrudźcie się za bardzo.
Właściciel
W momencie, gdy napełniłaś ostatni talerz, a dzieciaki zaczęły Ci dziękować, usłyszałaś pukanie.
Otrzepała ręce i uspokoiła dzieci. Nie spodziewała się nikogo, nerwowo zacisnęła rękę na ukrytym w głębi kieszeni sztylecie. Jednak nie pokazała po sobie paniki. Podeszła do drzwi.
- Kto tam?
Właściciel
Zamiast odpowiedzi ktoś otworzył drzwi, a był to nikt inny jak Dethan, z twarzą wykrzywioną grymasem bólu. Cóż, miał do tego powód, bowiem w jego łydce tkwił bełt z kuszy, podobny miał między łopatkami, zaś jedną ręką tamował krwawienie z rany na głowie.
- Nie wszystko poszło tak... Tak jak... zaplanowałem... - wydusił, a nawet zdobył się na lekki uśmiech, a później nie wytrzymał i upadł.
- Idiota. - westchnęła i spróbowała go podnieść albo choć przeciągnąć w stronę jednego z posłań. - Słyszysz mnie? - zapytała, sprawdzając czy aby nie zemdlał.
Właściciel
Udało Ci się go pociągnąć, zostawiając na podłodze nieco krwawych śladów. W odpowiedzi an Twoje pytanie jedynie słabo skinął głową.
Poprosiła jedną ze starszych dziewczynek, by przyniosła jej ręczniki i wodę.
- Twoje ciuchy się nieco zmarnują. - powiedziała, rozcinając materiał jego ubrań przy bełtach. - Ciekawe, cożeś znów zmalował.
Właściciel
Jęknął cicho.
- Drowy. - wydusił, ponieważ najwidoczniej powiedzenie czegoś więcej sprawiało mu ból. - Nie chcieli się... dogadać.
Spojrzała za dziewczyną. Moglaby się pospieszyc.
- Nie mów już, cii. - rzuciła cicho. Wiedziała, że nie powinien teraz za dużo gadać, bo niepotrzebnie sprawi sobie ból.
Właściciel
Uznał to za dobry pomysł i milczał, co najmniej jęcząc od czasu do czasu z bólu.
- Oby... Oby nie były zatrute, bo wtedy... - wydusił mimo Twojego polecenia, ale nie dokończył. Może z bólu, ale może też dlatego, że przyszła dziewczyna z naręczem ręczników oraz miską wody.
- Nie będą. - Podziękowała dziewczynce i zaczęła od przemycia rany na jego głowie, spoglądając na bełty i na to, jak głęboko są w jego ciele. W końcu musiała się przygotować na krwotok przy usuwaniu ich.
Właściciel
Rana na głowie już jest czysta, a wygląda na zadaną na odlew jataganem lub mieczem. Bełty zaś siedzą mocno, zagłębione przynajmniej na jedną trzecią swojej długości, jeśli nie więcej.
//statystycznie jaką długość mają bełty?
Właściciel
//Miałem to opisać, ale nie chciało mi się szukać, a bałem się, że jak podałbym za dużą liczbę, to wyszłoby, że bełt przeszedł mu przez nogę na wylot ._.
No dobra, na potrzeby PBF'a uznajmy, że coś około dwadzieścia, dwadzieścia pięć.
Tsa, poprawcie, jak się mylę.//
Moderator
// Poszperałem w internecie (a łatwo o takową informacje nie jest :/) i wyszperałem, że bełty ciężkich kusz myśliwskich pod koniec średniowiecza miały 30-35 centymetrów długości :V ~ wasz Nadworny Grafik //
Właściciel
//No coś tak czułem, że jednak trzydzieści. Ale niech zostanie coś koło dwudziestu, w końcu to lekka kusza jednoręczna Drowów.
Niemniej dzięki.//
Sylvia niemo zaklęła, jedynie ruszając ustami. Rozejrzala się za alkoholem, który schowała z dala od dzieci w którejś szafce. Równocześnie próbowała się uspokoić i przypomnieć, co się robi z takim czymś, poza tamowaniem krwotoku po wyjęciu bełtu.
//teraz ja idę przetrząsać internet
Właściciel
Najpierw trzeba wyszarpnąć bełt tak, aby nic nie zostało. Później trzeba odkazić ranę, na przykład alkoholem, a następnie założyć bandaże i opaskę uciskową. I liczyć, że bełt rzeczywiście nie był zatruty.
//a opaski uciskowe jakieś wtedy funkcjonowały?
- Będzie boleć. W cholerę. - zapowiedziała Sylvia, po czym podniosła się i poszła po bandaże i ów pochowany po kątach alkohol. Następnie wróciła i sprawdziła, czy Dethan jest jeszcze przytomny.
Właściciel
//Wystarczy zaciśnięta odpowiednio mocno i w odpowiednim miejscu szmatka, pasek materiału, pasek skóry, cokolwiek w tym guście.//
Z trudem, mamrotał do siebie coś bezgłośnie. Ty zaś masz już wszystko i pora działać, bo jeśli bełty są zatrute, to im mniej przebywają w jego ciele, tym lepiej. A nawet jeśli nie są, to i tak lepiej, żeby nie tkwiły tam zbyt długo.
Wzięła się najpierw za ten między łopatkami i z ostrożnością i precyzją go wyjęła. Następnie oblanym alkoholem ręcznikiem odkaziła ranę, po czym nałożyła opatrunek. Podobnie postąpiła z tym na łydce.
Właściciel
Wszystko poszło na tyle sprawnie, jak mogło pójść, a więc bełty usunięte, rany odkażone, a opatrunki założone. Teraz, gdy najtrudniejsze za Tobą, a Twój pacjent daje oznaki życia, pozostaje zadać pytanie: Co dalej?
Przykryła go kocem i poszła umyć ręce od krwi. Dethanowi postanowiła dać trochę czasu. Zajrzała więc, co u dzieci, czy czegoś nie potrzebują i czy któreś czasem się krwi nie wystraszyło.
Właściciel
Były na tyle głodne, by poświęcić całą swoją uwagę zupie, dzięki czemu, gdy skończyły, krwi już w ogóle nie było, gdyż skończyłaś zabieg. Pozbyłaś się także krwi z rąk.
- Pan Dethan wyzdrowieje? - spytała Cię nagle ta sama dziewczynka, która przyniosła Ci wodę i koce.
- Nie w takie rzeczy zdarzylo mu się wpaść. Będzie dobrze. - odrzekła spokojnie, choć gdzieś wewnątrz wcale nie była tego taka pewna. Zagoniła dzieci do umycia buzi, po czym zaczęła sprzątać.
Właściciel
Gdy dzieci były zajęte myciem, a Ty skończyłaś sprzątanie, usłyszałaś cichy jęk Dethana.
- Wi... Widzę ich. - powiedział niewyraźnie i nagle sięgnął po broń. - Widzę! - krzyknął, strzelając wokół nerwowym wzrokiem.
//jak można strzelać wzrokiem ???
Podeszła do Dethana.
- Normalny pijak widzi białe myszki. Czemu nie możesz być normalny? - złapała go za nadgarstek, a drugą ręką wyszarpnęła mu broń.
Właściciel
//Supermena zapytaj.
Chodzi o to, że nerwowo i szybko zerka w każdym możliwym kierunku.//
- Odejdź! - warknął i wymierzył Ci cios pięścią w brzuch, szczęśliwie był tak osłabiony, że nie zabolał on Ciebie za bardzo.
- Uważaj, kiedyś to mnie ruszy. - Przycisnęła nieco ręką jeden z opatrunków, żeby zabolało. Miała pare sposobów na niego, ale nieszczególnie chciało się jej którykolwiek uskuteczniać.
Właściciel
- One tu są, wszędzie wokół! - krzyknął, kierując na Ciebie przerażony wzrok. - Otaczają mnie!
Sądząc po braku zapachu alkoholu w jego oddechu, można założyć tylko jedno: Przynajmniej jeden bełt nasączony był trucizną halucynogenną Drowów.
Przypomniała sobie, czy jest ona groźna dla życia. Najprostszym znanym sobie sposobem ustabilizowała go, coby się nie rzucał - usiadła mu na biodrach i wciąż trzymała go za ręce.
Właściciel
Odniosłaś taki efekt, że obecnie tylko mamrotał, a czasem też krzyczał, nic więcej. Ty zaś wygrzebałaś ze swojej pamięci informacje, iż trucizna ta powodowała tylko silne majaki, nic więcej, choć pod ich wpływem mógł sobie zrobić krzywdę.
Czekała więc, aż może od tego wariowania zaśnie. Uśmiechnęła się do własnych myśli, na temat tego, co to by się działo, jakby to była inna sytuacja. Siedziała cicho.
Właściciel
W końcu opadł z sił, choć nadal był przytomny.
Zeszła z niego, ale wciąż siedziała obok. Wyciągnęła z torby notatnik i zaczęła w nim pisać. Czasem lubiła zapisywać, co też się Dethanowi wydarzyło. Dopisała owe zranienia, a spisanie przyczyn zostawiła na później.
Właściciel
W końcu usłyszałaś, że przestał mamrotać. Stało się tak, gdyż opadł zupełnie z sił i zasnął. Jego oddech był urywany, a po twarzy spływał pot.
Sprawdzila więc, czy nie miał gorączki. To znaczy sprawdziła, jak bardzo miał gorączkę, bo samo jej wystąpienie raczej było oczywiste.
Właściciel
Czoło było bardzo gorące, więc gorączka mocna.
Nieszczególnie się znała na zbijaniu gorączki, więc zaufała organizmowi Dethana i położyła mu jedynie zimny okład na czoło. Następnie go zostawiła i poszła do dzieci.
Właściciel
Te zajęte były swoimi sprawami, nie zauważając lub starając się nie zauważać stanu Dethana.
Pobawiła się z tymi, które akurat miały na to ochotę, opowiedziała im też bajkę. Na koniec wyszła na moment na zewnątrz, odetchnąć. Profilaktycznie rękę zaciskała w kieszeni na sztylecie.
Właściciel
Ulica była w ciągły ruchu, w różne strony zmierzali typowi lokatorzy tegoż miasta: Żołnierze Kartelu, najemnicy, przemytnicy, handlarze nielegalnych dóbr, płatni mordercy oraz zwykli mieszkańcy i bezdomni.
Zarzuciła kaptur na głowę i ruszyła przez miasto. Szła jedynie na krótki obchód wokół kilku budynków, coby nogi nie zamęczyć.
Właściciel
Nikt nie zawracał Ci głowy, co można uznać za plus.