Wycofał się zatem do jadalni, i błyskawicznie przeniósł mężczyznę do dziury w ścianie którą stworzył już dawno żeby skrócić sobie podróże z jadalni do kuchni - wtrąciwszy ciało byle gdzie, na szybko wrócił do wyczekiwania nowego gościa, stojąc niewidzialny naprzeciw drzwi.
Właściciel
I drzwi się otworzyły, a on wszedł. Oczywiście Cię nie zauważył.
- Hej, jesteś tu? To nie jest zabawne! Wyłaź!
Blis postawił szybko kilka kroków, i przebił mężczyznę swymi długimi szponami na wylot, podnosząc go nad ziemię i wyciszając krzyki agonii magią dźwięku, jednocześnie zmienił zdanie co do stalowych ludzi..w końcu to nadal jedzenie..to nic że w puszce
I tak też otworzył drzwi wciąż niosąc mężczyznę w agonii ku jego kobiecie pozbywając się swej niewidzialności
Właściciel
//Ale jesteś widzialny czy niekoniecznie?//
Właściciel
Na jej twarzy odmalował się wielki strach, a po chwili jeszcze większa rozpacz. W końcu, zamiast uciekać, padła na kolana sparaliżowana strachem, od czasu do czasu tylko łkając.
Blis przybliżył mężczyznę do swojej maski i wydobył spod niej ogromną chmurę dymu która zabiłaby nawet rosłego orka w kilka sekund, i gdy ten przestał się już ruszać szerokim ruchem ręki rzucił nim o ścianę
Uciekaj..- stwierdził z pomocą magii dźwięku, zaskoczony dziwnym zachowaniem kobiety -.
Właściciel
Próbowała wstać, lecz upadła. Zaczęła więc się czołgać do wyjścia.
Tak słabe zachowanie go żenowało..odwrócił więc wzrok, zdjął maskę i rozpoczął pożeranie mężczyzny - rozpuszczając jego kończyny chmurami dymu.
Właściciel
I pożarłeś to, czego nie rozpuścił dym. Kobieta tymczasem już prawie cała wywlokła się na zewnątrz.
Tak też zostawiając ciało w miejscu w którym je pożarł ruszył do kuchni aby tam rozpocząć konsumpcję drugiego człowieka, a i powolne wyczekiwanie na noc - kiedy będzie mógł wyjść na ulicę i zapolować w innym mieszkaniu.
Właściciel
I zjadłeś, a kobieta Ci uciekła.
Zatem zadowolony ze swego dzieła ruszył na piętro, na którym przysiadł przy oknie na starym drewnianym krześle aby wyczekiwać nocy, lub nowych gości.
Właściciel
Nowych gości brak, ale słońce wreszcie zaszło.
Tak też kierując się schodami jeszcze wyżej dotarł wreszcie na dach..z którego przemieniając się w niewidocznego zeskoczył - kierując się na budynek obok, dla normalnego człowieka skok byłby niemożliwy..ale on w końcu normalnym raczej nie był i tak też jednym machnięciem skrzydeł pozwolił sobie na dostanie się do willi obok.
Właściciel
I rzeczywiście, udało się.
Tak też Blis zaczął poszukiwania jakiegoś wejścia którym mógłby przedostać się do budynku, a w nim rozpocząć polowanie.
Właściciel
Były wielkie, dwuskrzydłowe wrota na froncie, mniejsze drzwi z tyłu i kilkanaście okien.
Rozejrzał się za otwartym oknem, a nawet jeśli takiego nie znalazł to po prostu poszukał takiego w którym byłoby zgaszone światło i wpie**olił się przez nie na siłę - cały czas niewidzialny.
Właściciel
No i wpie**oliłeś się, nie było innej rady. Narobiłeś hałasu i stwierdziłeś, że jesteś w okazałej jadalni, której sporą część zajmuje długi, dębowy stół z krzesłami po bokach i na obu końcach.
Wykorzystał że w pomieszczeniu nie ma żadnego światła i pozostał niewidzialny, czekając aż jedzenie samo do niego przyjdzie.
Właściciel
I zauważyłeś sędziwego lokaja ze świecznikiem w dłoni. Ogółem teraz paliło się siedem świec, a on zaczął rozglądać się po pomieszczeniu.
- Wandale. - mruknął, gdy zaważył zbitą szybę. Później jednak tylko wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia.
On natomiast podążył za nim aby, Blis uważał ludzi za raczej stadne istoty - tak też spodziewał się iż ów starzec wskaże mu większą ilość potencjalnych ofiar.
Właściciel
Teoria chybiona, bo lokaj poszedł do swojego pokoju i zasnął w samotności.
Potwór postanowił to wykorzystać, i po prostu poderżnął mu gardło. Gdy ciało przestało się już ruszać pożarł je i ruszył dalej, wciąż niewidoczny rozglądając się za jakimś światłem.
Właściciel
Uczyniłeś to, ale poszukiwania światła spełzły na niczym.
Tak też stanął w miejscu, pozbył się niewidzialności i posłał wiązki Magii Mroku w każdą stronę, szukając żywych istot.
Właściciel
Idąc dalej prosto trafisz na rozgałęzienie, a tam będzie już ciekawie, bo po obu stronach czułeś sporo istot żywych.
Tak też skierował się tam powoli stawiając każdy krok - aby hałas nie zdradzał jego obecności i gdy znalazł się przy pierwszych drzwiach..powoli je otworzył wchodząc do środka - wciąż widzialny aby nie marnować niepotrzebnie energii.
Właściciel
I trafiłeś do sypialni dzieci, gdzie było kilka szaf, kufer na zabawki i dwa łózka piętrowe.
Upewnił się magią co do obecności życia, powoli zbliżył się do łóżka i..walkę zaczęła w nim ludzka część jego duszy..nie mógł wysilić się na pozabijanie młodych, wycofał się więc z pokoju i..ruszył do kolejnego.
Właściciel
Kolejny pokój dziecięcy, tym razem tylko jedno łóżko, lecz jest pusty. Za to słyszysz kroki, których właściciel zapewne się tu kieruje.
Cofnął się powoli w ciemność, nie mógł przecież teraz wyjść - zderzyli by się. Z całego tego pośpiechu zapomniał o stąpaniu powoli i nacisnął na jedną nieszczęsną deskę swoim całym ciężarem wywołując niewielki, ale zapewne łatwo słyszalny hałas.
Właściciel
Owszem, ledwo słyszalny, lecz osoba się tym nie przejęła. Do pokoju weszła rudowłosa nastolatka, ze świecznikiem w jednej dłoni, a szklanką wody w drugiej.
Ruszył zatem do drzwi, cały czas jej się przyglądając - a gdy się przed nimi znalazł najzwyczajniej w świecie je otworzył i spróbował wyjść.
Właściciel
Odwróciła się jak użądlona na dźwięk zamykanych drzwi, ale Ty jesteś już na korytarzu, a ona chyba nie wyjdzie.
Tak też szybkim krokiem ruszył do kolejnego pokoju, szukając dorosłych którzy stanowiliby dla niego ofiary których by nie odrzucił
Właściciel
Wychodząc zza zakrętu korytarza od razu zauważyłeś pokojówkę. Pech chciał, że i ona zauważyła Ciebie. Krzyknęła i rzuciła się do ucieczki, oczywiście w przeciwnym kierunku. I ciągle wrzeszczała.
Rozpędził się stawiając tym razem dalekie kroki - każdy podobny do dalekiego wyskoku - a gdy znalazł się blisko niej ciął ją szponami przez tył głowy licząc że to wystarczy aby ją powalić i ogłuszyć
Właściciel
Udało się i padła na podłogę może i nie bez życia, ale na pewno bez przytomności. Choć jej krzyki zaraz mogą sprawić, że pojawią się inni lokatorzy.
Szybko zaciągnął ją do najbliższego pomieszczenia wyważając drzwi z bara, tam rzucił ciało w kąt i przyczaił się niewidzialny przy wejściu.
Właściciel
Udało się, ale ona nadal żyje, jak coś. A Ty, szczęśliwym trafem, znalazłeś się w jakimś składziku czy też magazynku.
Zamknął drzwi i zaczął je podtrzymywać, licząc że ktoś w końcu podbiegnie i zobaczy ślad krwi - tym samym pozbył się niewidzialności i wyciszył krzyki kobiety.
Właściciel
Nie miałeś zbytnio jak ich wyciszać, w końcu była nieprzytomna. Do tego nikt nie nadchodzi, jak na złość.
Tak też podszedł do ciała i poderżnął jej gardło, zdejmując maskę i zaczynając pożeranie jej.
Gdy skończył założył czaszkę ponownie i ruszył na korytarz. Był już najedzony i zostało mu tylko skierować się ponownie do jakiegoś pomieszczenia i wyjść najlepszym sposobem - czyli przepie**olić się przez okno.
Właściciel
Wróciłeś więc do jadalni.
Tak też wyskoczył przez okno, zamachnął się skrzydłami i powoli opadł na ziemie co rusz powtarzając ową czynność. Będąc już na ziemi ruszył ku swej zniszczonej rezydencji.
Właściciel
Wszystko się powiodło i trafiłeś tam bez problemów.