Właściciel
Całkowicie nie uniknąłeś, bo nagle wchłonął nieco więcej piasku i wydłużył swoje ramiona. Oberwałeś po klatce piersiowej, ale nie było to zbyt groźne, choć odrzuciło Cię o kilka metrów.
-Może by tak nieco nawodnić ten piasek... Powinno to go spowolnić...- Pomyślał, po czym prędko wyjął zza pasa róg i zagrał na nim by jego mistyczna moc mogła go wspomóc w walce z piaskowym golemem.
Właściciel
Jak na razie nic wielkiego się nie dzieje.
Natomiast stwór ruszył do ataku ponownie wymach*jąc ramionami.
Tym razem zamiast zwykłych odskoków postanowił wykorzystać akrobatykę, która pozwalałaby mu odsunąć się znacznie dalej w znacznie szybszym tempie.
Właściciel
Szybko zwiększałeś dzielący Was dystans, ale potwór był na swoim terenie, więc nie za wiele to zmienia.
Dlatego dął w róg jak głupi do czasu aż woda nie rozwali tego zamku z piasku cały czas uciekając pierw przed nim.
Właściciel
W końcu olbrzym zatrzymał się. Gdyby miał oczy widziałbyś w nich przerażenie. Ku plaży zmierzała wielka fala, która zmyje nie tylko potwora, ale pewnie i Was wszystkich.
-Dobrze radziłbym wszystkim postronnym się wycofać, samemu jeszcze zdołam z tego wyjść cało...
Właściciel
Kapitan zrozumiał i zachęcił innych do biegu, tubylcy poszli w ich ślady i tylko ten cherlak, który przyniósł szafir stał niewzruszenie w miejscu.
Próbował wykalkulować wysokość fali oraz tego czy da radę ją przeskoczyć z użyciem swojej magii, rzecz jasna warto byłoby też w miarę chronić się przed golemem.
Właściciel
Stworem nie musisz się przejmować, bo sam szuka wyjścia z tej sytuacji. A co do fali to raczej jej nie przeskoczysz, nawet przy użyciu swojej mocy.
-Powodzenia chłopaczku.- Rzekł, po czym wypuścił energię całym swoim ciałem starając się uformować kulistą tarczę dookoła siebie, która miałaby nie dość że utrzymać go w miejscu to jeszcze trzymać wodę poza jej obrębem.
Właściciel
Stworzyłeś coś takiego tuż przed uderzeniem fali. Czekałeś dobrych kilka minut nim woda wróciła na stare miejsce.
Jeżeli już cała woda wróciła do normalnego stanu to rzecz jasna wyłączył takową tarczę, rozejrzał też się po ewentualnych zniszczeniach okolicy.
-No to mocy na jakiś czas się chyba naużywałem...
Właściciel
Cherlaka nie było widać, zniknęło też sporo palm i innego zielska rosnącego na plaży. Widziałeś też szafir, wokół którego zbierało się sporo piasku.
Postanowił czym prędzej do niego podbiec i unieść ku górze by ten piasek możliwie przestał się formować. Jeżeli piasek dalej się formował to postarał się go skruszyć, a jak to już nie dawało efektu to pozostawało to rzucić do morza.
Właściciel
Pierwsza opcja wystarczyła, ale teraz trzeba trzymać kamień z dala od piasku.
-No dobra, to chyba jest wygrana... Chudzinę fala zabrała pewnie do morza.- Rzekł do siebie rozglądając się jeszcze dookoła. To już koniec walki!- Krzyknął głośniej licząc iż zaczną wszyscy wracać.
Właściciel
Najpierw wrócił kapitan, a później marynarze. Po nich dopiero pojawił się król ze świtą.
-Wygląda na to, że wygrałem.- Rzekł obracając w dłoni szafir.
Właściciel
Z okrzykiem radości poznali to też marynarze, a król miał zgoła inny pogląd w tę sprawę. Umowa to umowa, więc nawet taki dzikus jej dotrzyma.
-Może nawet wezmę sobie ten kamyczek jako dowód zwycięstwa, może kiedyś zrobię z niego użytek.- Zaśmiał się nieco. No to jak kapitanie? Co teraz skoro wygraliśmy?
Właściciel
- Nie zabijemy go, jeśli pozwoli odejść części swoich poddanych i nam wraz z towarem. Poza tym mamy tu nie wracać, ale są tu setki podobnych wysepek.
-Groźnie jak widzę, że dyktuje warunki... No to zabierajmy się stąd, zawsze przecież można popłynąć na inną wyspę.
Właściciel
- Nieee... - zaprzeczył. - Teraz na kontynent. Pamiętasz co mówiłem o tym wielkim sztormie, nie?
-Ach tak, sztorm... No to lepiej czym prędzej stąd odpływać niż wracać w trakcie.
Właściciel
- Właśnie dlatego wypływamy jeszcze dziś. - rzekł kapitan, a marynarze i część tutejszej ludności ruszyła na okręt.
-Część z nich nie była zbyt lojalna ich królowi czy zwyczajnie kapitan ich wziął w ramach nagrody?- Zapytał idąc obok mężczyzny.
Właściciel
- Trochę to i trochę to. - powiedział dość wymijająco.
Podróż na okręt minęła spokojnie i szybko trafiliście na galerę, a ta zaczęła szykować się do drogi.
-Rozumiem... To ja wracam na bocianie gniazdo w razie czego.- Rzekł wchodząc tam już w normalny sposób, wolał aż jego energia się uzupełni.
Właściciel
Na pewno uzupełni się przez długą i nudną podróż powrotną.
//Ja nic po drodze nie planuję, więc jak chcesz to możemy przejść do oczekiwania na dotarcie do celu.//
//No to czekajmy, zawsze to tylko 4 miejsca do odpisu będą przez jakiś czas :v //
Rozglądając się co jakiś czas ze swojego miejsca czekał, aż dotrą do miejsca przeznaczenia jakim było krasnoludzkie miasto.
Właściciel
//Jeśli nie masz ochoty na rozmowę z kapitanem lub innymi marynarzami czy użycie swoich zabawek to możesz przeczekać, aż dopłyniecie do Hunder.//
//Można przeczekać, bo raczej piratów nie będzie po drodze :v//
//Jak będą to można pisać.//
Właściciel
FD_God:
I znów zaczął się kolejny, nudny dzień na bocianim gnieździe.
Nudny czy nie, musiał go w pełni wykonać, dlatego też stał gotowy i obserwował morze przez lunetę.
Właściciel
Morze jak zwykle, całkiem ładne. Zauważyłeś też, że zbliżacie się do zatoczki położonej obok kamienistej wyspy. Do tego wypatrzyłeś jakiś punkt na horyzoncie, wygląda na statek.
Postanowił przyjrzeć się banderze statku, taka mogła wiele mówić o tym kto tam rządzi.
-Widać coś na horyzoncie!
Właściciel
Bez wątpienia był to okręt, wielkością przypominał "Jastrzębia." Ma jego banderze widać było czarne miecze, a między ich klingami widniała czerwona klepsydra.
- Jaka bandera? - krzyknął kapitan, który pojawił się na pokładzie.
-Zgaduję, że czarne miecze i czerwona klepsydra nie wróżą kupców handlowych!
Właściciel
- Nie wiem! - odkrzyknął dowódca. - Ta bandera zupełnie nic mi nie mówi.
-Zaraz przyjrzę się załogantom, ich wygląd też może o sobie co nieco powiedzieć.- Powiedział jeszcze, a następnie z pomocą lunety oglądał osoby na statku.
Właściciel
Widziałeś głównie ludzi, czasem Orków i Gobliny. Wszyscy martwi, a na całym pokładzie pełno było krwi...
-Kapitanie, co do ku*wy! Na pokładzie wszyscy nie żyją!
-No normalnie. Umarli, a po całym pokładzie rozsmarowana jest krew. Pośród tej martwej załogi widziałem orków, ludzi i goblinów, może doszło tu do jakiejś paskudnej walki?
Właściciel
- Albo ich ominiemy, albo podpłyniemy. - zastanowił się na głos kapitan. - No dobra. Sternik! Kurs na ten okręt. A Ty, Szkarłatku, wypatruj wszystkiego wokół, coś mi tutaj śmierdzi.