Właściciel
- To nie byłoby zbyt... imponujące gdyby po przejściu takiej drogi ktoś ukradł by mi wszystko w jakimś zajeździe. Ty mógłbyś się przydać. Oczywiście, jeśli chciałbyś bujać się z nami dalej.
-Cóż, czemu by nie. Chociaż nie gwarantuję takich efektów jak na tutejszych, ale tak to sobie poradzę z prawie wszystkim poza magiem, tylko taki mi może sprawić problemy.
Właściciel
- Magów raczej nie spotyka się w szeregach zbójeckich band.
-Bywają renegaci, więc istnieje cień szansy na to. Jak takich jednak nie będzie to poradzę sobie sprawnie z ochroną ładunku.
Właściciel
- I na taką odpowiedź liczyłem. - powiedział usatysfakcjonowany kapitan.
-No to warto odpływać, nie przepadam tak bardzo za tropikalnym klimatem.
Właściciel
- Jeszcze dwa, góra trzy dni i jesteśmy gotowi.
-Oczywiście, byleby nie miała znowu przelać się krew...
Właściciel
- Przystopuję naszych, ale nie mogę obiecywać, że tubylcy czegoś nie odwalą.
-Za wiele oni też zdziałać nie mogą, najwyżej zasadzka byłaby u nich minimalnie skutecznie, choć niekoniecznie udana.
Właściciel
- Nie zapominaj, że są też fanatycznie wierni temu królowi.
-Dla niego dobrze, przynajmniej jego lud jest mu oddany, ale raczej nie poprowadzi on ich w jakąś złotą erę.
Właściciel
- To dzikusy. Złotą erę będą mieć jak wymyślą koło, albo klin.
-Jak widać objęli priorytet w kiepskiej jakości broni, więc do żelaza jeszcze im daleko.
Właściciel
- Nie są zagrożeniem. Chyba, że zbiorą się w kupę i zaatakują nas w nocy, czy coś.
-Czyli tylko zasadzka daje im jakąś możliwość, zawsze możemy mieć jakiegoś wartownika czy kilku.
-No to jeśli nagle nie wykonaliby zmasowanego ataku to przynajmniej jeden zdąży wrzasnąć raz czy dwa na statku i obudzi wszystkich, a wtedy biada ich królowi.
Właściciel
- Właśnie o to chodzi. Nie chciałbyś zostać kapitanem straży? Potrzeba mi pewniaka. Wiesz... Kogoś kto na pewno nie zaśnie, ani się nie urżnie.
-Mogę być, raczej nic nie powinno umknąć mojej uwadze.
Właściciel
- Zaczynasz od dziś. - powiedział i dodał po chwili. - A tak poza tym to nie zabierasz stąd nic? W ogóle?
-Mam przecież magiczną muszlę, czego mi więcej potrzeba. Wiedza to największe bogactwo.
Właściciel
- Jakby moi chłopcy tak mówili to bylibyśmy najszczęśliwszą gromadką pływającą po morzach Elarid.
-Zwyczajnie życie klasztorne zdołało nauczyć mnie, że skarby materialne nie są aż tak ważne, choć się rzeczywiście często przydają.
Właściciel
- Ta... Jak już będziesz od nas odchodzić to strzelimy Ci jakiś prezent na drogę, czy coś.
-O ile rzeczywiście zadecyduję o swoim odejściu.- Zaśmiał się nieco.
Właściciel
- Takie podejście dodaje mi otuchy. - powiedział wsiadając na szalupę. - Płyniesz czy zabierzesz się innym razem?
-Oczywiście, że płynę, kapitanie.
Właściciel
- Wsiadaj. - rzucił rozsiadając się wygodniej na dziobie.
Wszedł zatem na statek stając obok kapitana.
Właściciel
I tak dopłynęliście na galerę.
-No to co teraz, kapitanie?
Właściciel
- Rób co chcesz. Warta zaczynasz po kolacji.
-No dobrze.- Rzekł wzruszając ramionami, po czym znalazł sobie jakieś wygodne miejsce gdzie przyjął postawę do medytacji oddając się temu zajęciu.
Właściciel
Medytację przerwał dzwonek obwieszczający wszem i wobec, że czas na posiłek.
Czas jeść zatem, zebrał się i ruszył do kantyny czegoś podjeść.
Właściciel
Tym razem było nieco mniej mięsa, serów i pieczywa, ale wody, wina, mleka, ryb i owoców pozostało pod dostatkiem.
-Trzeba będzie powoli wracać na stały ląd, bo nieco kończą się nasze zapasy.- Rzekł powoli zajadając się posiłkiem. Wolał jednak nie pić mleka zważywszy, że najczęściej pożywiał się owocami.
Właściciel
Zjadłeś. Część marynarzy została oddając się rozmową, piciu, grze w karty, mordobiciu lub spaniu, a kilku wyszło na pokład.
Skoro raczej nie miał jak grać w karty z resztą załogi to tak udał się na pokład.
Właściciel
Pozostali wartownicy stali lub siedzieli wpatrując się w ląd. Bocianie gniazdo zostawili Tobie.
Skoro tak postanowili to zatem zostało mu tylko na nie wejść i obserwować okolicę.
Właściciel
Spokojne morze, lekka bryza, światło gwiazd i Księżyca. Całkiem przyjemna ta fucha, nieprawdaż?
Brzmi pięknie, ale nie pierwszy raz ma taki widok. Wolał jednak przyglądać się bardziej okolicom statku.
Właściciel
Tu również cisza i spokój.
Jako, że miał wartę to jego zadaniem jest coś takiego, w sumie lepiej jak nie nastąpi żaden atak. Kontynuował rozglądanie się, może stanie się coś ciekawego.
Właściciel
Raczej nie, niemniej zauważyłeś grupę miejscowych idących w stronę morza.
Postanowił nieco zawiesić na nich oko przy okazji co jakiś czas rozglądając się dookoła.
Właściciel
Zapakowali się do dwóch małych łódek i zaczęli wiosłować. Pewnie nocny połów.
O ile rzeczywiście będzie to połów to zagwizdał do swoich i wskazał im łódki by ktoś miał je obserwować, samemu postanowił bardziej skupić się na okolicy niż na nich.