Właściciel
- Dokładnie. Poza tym niektórzy chłopcy zadurzyli się w miejscowych pannach lub na odwrót i boją się, że król każe je zabić. Mają dodatkową motywację do walki.
//Niech się bardziej o AIDS boją.//
-Zawsze to jakiś powód do walki, no to szybko to załatwmy.
Właściciel
//Pójdę im na rękę i uznam, że czegoś takiego tu nie ma :V//
Zbliżyliście się do pałacu. Wrota zabarykadowano wszystkim co było pod ręką i stał tam tuzin strażników - po sześciu na jedną stronę. Sześciu z łukami i tyle samo z włóczniami i tarczami. Stali gotowi do walki. I pewnie do śmierci.
-Warto uważać, nie muszą to być zaraz wszyscy.- Przyjął gardę okrywając część twarzy oraz piersi dłońmi.
Właściciel
Kapitan wystąpił przed szereg i powiedział coś co pewnie znaczyło "zejdźcie nam z drogi." Krótka odpowiedź jednego z wojowników poskutkowała kolejnymi słowami. Tym razem pewnie to było: "Zejdźcie nam z drogi, albo przejdziemy po Waszych trupach. Taka sama odpowiedź i kapitan wrócił do swoich, a wojownicy przyjęli postawę bojową.
-Czyli pora na kłopoty jak mniemam?- Rzekł generując już magię w obu dłoniach.
Właściciel
Odpowiedzią były wystrzały tubylczych łuczników, które nie zdały się na wiele, gdyż zablokowały je tarcze marynarzy. Ci szybko i bez pardonu przeszli do kontrataku i zastrzelili wszystkich z kusz. Nie chcąc bawić się w walkę wręcz to samo zrobili z resztą.
-No dobra, to skoro ci już załatwieni to wystarczy przekopać się przez te śmieci co blokują drzwi, rzecz jasna warto też uważać na to czy nas nie zajdą z którejś strony.
Właściciel
- A może Ty to zrobisz a my będziemy osłaniać? - zasugerował jeden z marynarzy.
-W sumie na to głównie liczyłem.- Uśmiechnął się nieco, po czym podszedł bliżej tej sterty, którą zablokowali drzwi i szukał w niej szczelin.
Właściciel
Barykada budowana na szybko. Takich było wiele.
Nie przedłużając postanowił czym prędzej przerąbać się przez nie używając swoich rąk oraz nóg.
Właściciel
Z barykady nie zostało już nic, choć wrota były z mocnego dębu, okute brązem i sprawiały nieco większy problem.
Jednak takie drzwi miały swoją wadę w postaci zawiasów. Postanowił pierw takowe jakoś odnaleźć.
Właściciel
Było ich osiem. Niezbyt duże, ale mocne.
Lepiej było raczej usunąć zawiasy niż bezustannie walić w drzwi. Skupił się zatem koncentrując energię, po czym takową wypuszczał wewnątrz zawiasów by je rozsadzić. Jeżeli byłoby to energochłonne to zwyczajnie zrobiłby to tylko z jedną stroną drzwi.
Właściciel
Osiem to sporo, zwłaszcza, że są dość mocne. Niemniej wysadziłeś cztery i lewa część wrót opadła.
-Uff... Można już wchodzić, drugą stronę zwyczajnie się otworzy...
Właściciel
No i powoli zaczęli wchodzić, a po chwili otworzyli drugą część drzwi.
-No to teraz zobaczymy co tutaj przygotowali.- Rzekł idąc wraz z drużyną.
-Warto uważać na rozwidleniach, nie wiadomo czy wtedy zwyczajnie nie zaczekają dość by się nimi poruszyć i nas otoczyć.
Właściciel
Jak na razie spokój i zbliżacie się do sali tronowej władcy.
-W środku albo będzie pusto albo się otoczy tam całą armią.- Począł powoli generować magię w dłoniach.
Właściciel
Lepszym określeniem byłoby "otoczy tam całą ludnością." Rzeczywiście tak zrobił. O ile z przodu stali jego wojownicy, to wokół pałacu wiele było kobiet i dzieci.
Czyli właśnie wynaleźli technikę żywej tarczy.
-Doprawdy tchórzostwo, starajcie się przynajmniej tych osób postronnych nie zabijać. W końcu niektórzy z was mają tu swoją miłość.
Właściciel
Póki co trwał impas i nikt nie miał zamiaru się ruszyć.
-Trzeba w końcu się ruszyć i dobrać do tego księciunia... O ile rzeczywiście dalej siedzi na swoim tronie.
Właściciel
O dziwo sam do Was przyszedł i zaczął rozmawiać o czymś z kapitanem.
Uważnie obserwował rozmowę patrząc czy zaraz coś komuś nie miałoby się stać.
Właściciel
Obaj wrócili na swoje miejsca, a kapitan przywołał do siebie Ciebie i innych marynarzy.
-O cóż chodzi kapitanie? Mamy się niby teraz rozejść w pokoju?
Właściciel
- Nie. - zaprzeczył. - Według lokalnego prawa możemy uniknąć krwawej jatki w prosty sposób: Ja wystawiam najlepszego wojownika, on wystawia swojego najlepszego i walczą. Ten który wygra zapewnia też zwycięstwo swoim towarzyszom.
-Raczej nagle nie wystawi maga skoro uważali mnie tutaj za kogoś rzekomo boskiego.
Właściciel
- Obstawiam jakiegoś napakowanego gnojka z dzidami. Poradzisz sobie. - stwierdził kapitan, a kilku marynarze klepało Cię po plecach.
-No dobra, raczej sobie poradzę.- Uśmiechnął się nieco. Niech wystawia tego swojego najlepszego wojaka.
Właściciel
Po kolejnej wymianie zdań król i jego orszak oraz kapitan z Tobą i marynarzami ruszyli na plażę. Po drodze kapitan wyjaśnił Ci, że tam zawsze odbywają się ich pojedynki.
Obie grupy stanęły naprzeciw siebie i nic tylko czekać, aż najlepsi z wojowników je opuszczą.
No to zwyczajnie wyszedł przed szereg czekając aż król plażowiczów wystawi swojego wojaka.
Właściciel
Z tłumu tubylców wyszedł jakiś cherlak niosąc w dłoni spory szafir lub inny kamień szlachetny.
-Coś mi się tutaj nie podoba...- Rzekł jakoby do siebie obserwując dziwaczny kamień, w razie czego zaczekał aż rozpocznie się niby ta walka.
Właściciel
Chucherko położyło kamień na piasku i uciekło.
-Albo kamień wyssie ze mnie moc albo wyłoni się z niego jakaś maszkara...- Rzekł powoli podchodząc do kamienia by szybko go złapać i rzucić gdzieś hen daleko.
Właściciel
Nawet nie miałeś szans by go złapać. Po chwili wokół kamienia zaczął krążyć piasek i po chwili uformował się w ciało, którego sercem był ten kryształ, teraz na głowie piaskowego monstrum.
Jeśli przeżyjesz walkę możesz wspomnieć, że piaskowe olbrzymy żyją poza Nirgaldem.
-Ciekawe rzeczy mają na tej wyspie...- Rzekł odskakując nieco od przeciwnika.
Właściciel
Twój przeciwnik również, póki co, bada teren i nie wygląda, że w chwili obecnej się na Ciebie rzuci.
-Trzeba jakoś zabrać ten kryształ, zgaduję że nie będzie to najprostsza robota...- Pomyślał, po czym przyjął pozycję bojową powoli generując w dłoniach magię.
Właściciel
Dopiero tym zabiegiem uświadomiłeś potworowi, że jesteś problemem, który trzeba zlikwidować. Wyciągnął do przodu łapy i przygotował się do ataku.
-No chodź, koleżko.- Rzekł, po czym wypuścił jeden pocisk energetyczny w klejnot potwora.
Właściciel
Szybko uchylił się i strzał przeszedł obok głowy. Odpowiedział zamach*jąc się swoimi długimi łapami.
Postanowił szybko od niego odskoczyć by uniknąć obrażeń.
-Szybki i duży. Ciekawe połączenie.