Właściciel
Max:
Blizny pozostaną, przez jakiś czas będzie też bolała, ale poza tym jak nowa.
Vader:
- Mam zwołać chłopaków czy sami pofatygujecie się do naszego obozu?
Spojrzał się na swoich kompanów.
-Jeden z was może zawieść towar, a drugi ze mną ruszyć, jeżeli chcecie.
Właściciel
Kusznik wzruszył ramionami i pokierował wóz do fortu, więc Ork dobył profilaktycznie broni i udał się wraz z Tobą i tamtym mężczyzną do obozu.
Była to typowa banda wypadowa bandytów w postaci namiotów, wielkiego ogniska w środku i prostego ostrokołu, który miał stanowić barierę przed konkurencją i dziką zwierzyną. Towarzysze Waszego nowego kompana w liczbie dziewiętnastu zajęci byli jedzeniem, piciem, przygotowywaniem posiłku, staniem na warcie, rozmawianiem i tym podobnymi czynnościami. Co ciekawe, każdy miał identyczne, jak ten spotkany wcześniej, wyposażenie.
Właściciel
Tylko dlatego, że przyprowadził Was tu jeden z nich, nie rzucili się na Was w celu wiadomym. Owy mężczyzna oddalił się od Was i poszedł do jednego z namiotów, po chwili wracając ze znacznie wyższym i lepiej zbudowanym od siebie mężczyzną.
- Jestem Ulrest, dowódca tych ludzi. - powiedział, mierząc i Ciebie, i Orka wzrokiem. - A Wy to kto?
Właściciel
- Jesteś w stanie zaoferować nam coś, co na przekona?
-Więcej złota, niż zdobyliście do tej pory i jakakolwiek perspektywa przyszłości w dobrze rozwijającej się firmie.
Właściciel
- A zemsta na Cesarstwie?
-A kto wam w jej zabroni? Wraz z lepszą siedzibą i większą ilością złota będziecie mogli kupić miksturki i lepszy sprzęt do tej zemsty.
Właściciel
- Jesteśmy byłymi żołnierzami, mamy sprzęt po byłych żołnierzach, więc czuję, że jesteśmy dobrze wyekwipowani... Jeśli podnosi to nasze referencje, to znamy się też na kamieniarstwie i obróbce drewna.
-Bardzo podnosi, a sprzęt zawsze można wzmocnić. Powiedźcie jednak słówko o tej zdradzie.
Właściciel
- Zostaliśmy skazani na kilka lat robót za niewykonanie rozkazu, po kilku miesiącach mieli nas przewieść dalej, ale zbuntowaliśmy się, zabiliśmy strażników, zabraliśmy im sprzęt i uciekliśmy.
-Moralnie wam to zadanie nie pasowało?
Właściciel
- Między innymi. Jeśli masz zamiar drążyć temat to radzę w tym miejscu się zatrzymać.
-Przed chwilą zadałem ostatnie pytanie, więc mnie to już dalej nie obchodzi. Wyjątkiem jest pozwolenie wam w przyszłości na kontynuowanie zemsty z lepszymi środkami.
Właściciel
- Daj nam kwadrans na zebranie obozu i prowadź do siebie. - powiedział, a po chwili poszedł do swoich ludzi, aby przekazać im rozkazy oraz pomóc w ich wykonywaniu.
- Nooo... Tego się żem nie spodziewał. - powiedział Ork, drapiąc się po łbie. - A Ty?
-Załatwiłem ekipę, to chyba też było na liście?
Właściciel
- Było, tylko machin nie zdobyliśmy. - potwierdził Ork, a po kilku chwilach Wasi nowi kompani byli gotowi do drogi.
-Gotowi? To ruszamy.
Po prawdzie to miał zamiar ich gdzieś zostawić, bo im nie ufał.
Właściciel
Mimo to bandyta jest bandytą, a Wam jakichkolwiek uzupełnień brakuje...
//Zmiana tematu, zaczynam.//
Po jakimś czasie trafiłeś pod główną bramę miasta, gdzie przywitał Cie standardowo strażnik z równie standardowym zestawem pytań.
//Chwilę mi to zajęło, dopóki nie zorientowałem się, że chodzi o Zielonego.
-Oktawiusz Bencjusz Fliopottevium, Wędrowny Uzdrowiciel, odwiedziny rodziny.
Właściciel
- A o jaką rodzinę chodzi? I skąd jesteś? - drążył temat strażnik, dając jednocześnie chwilę drugiemu na spisanie tego, co już powiedziałeś.
-Odwiedzam siostrę, pochodzę z Hammer.
Właściciel
Widać, że miał już zapytać, jak ta siostra się nazywa, ale z racji zbliżającej się karawany wozów kupieckich postanowił sobie darować i posłać Cię wprost do miasta, żeby nie tracić czasu.
Właściciel
//Tak ździebko więcej informacji o niej?//
///Zwykła mieszczanka, średniej klasy społecznej, zamieszkująca dom z bogatą biblioteką w piwnicy.
Właściciel
Jej dom odnalazłeś bez kłopotu, w końcu ciężko, aby stał gdzieś indziej, niż zwykle.
Podszedł do drzwi, do których zapukał.
Właściciel
O dziwo: brak odpowiedzi.
Właściciel
Ponownie to samo... Możliwe, że właśnie przebywa w swojej bibliotece i Cię nie słyszy lub zwyczajnie wyszła do miasta na zakupy lub w calu załatwienia jakiejś innej sprawy.
Wróci później, teraz więc udał się na obiad do miejscowej karczmy.
Właściciel
Karczma jak to karczma, nie wyróżniła się niczym. W środku, poza jedną z ulubionych osób niemalże wszystkich w całym Elarid, czyli karczmarzem, świeciła pustkami, było tu ledwie kilku mieszczan, stary mężczyzna w zbroi i mundurze strażnika miejskiego, kilku kupców... Wszyscy byli oczywiście ludźmi, może z wyjątkiem Elfa siedzącego w rogu karczmy, który spokojnie popijał czerwone i białe wino ze stojących na stole kieliszków.
Pewnie jakiś dobrze działający pracownik fizyczny. Raczej nie najemnik, ale może łowca głów? No nic, zbliżył się do barmana.
Właściciel
Nie miał akurat żadnego innego klienta, który zawracałby mu głowę, więc przyglądał Ci się już jakiś czas, oceniając Cię jak każdego innego klienta. I tak, jak każdemu innemu klientowi, na początek zaoferował kufel piwa za trzy sztuki złota.
Zapłacił, lecz jeszcze dokupił obiad.
Właściciel
Z trzech zrobiło się piętnaście, ale w zamian dostałeś nie tylko kufel pieniącego się trunku, ale też solidny kawał smażonego mięsiwa z sosem grzybowym i ziemniakami.
Świetnie więc, zasiadł do posiłku przy wolnym stoliku.
Właściciel
Wolnych stolików było pod dostatkiem, posiłek był smaczny, a Ty głodny, więc dość szybko opróżniłeś talerz do czysta.
Misja wykonana, tylko chyba czasu za mało minęło.
Właściciel
Niestety, głodni ludzie nie zwykli jeść powoli i z rozmysłem, żując każdy kęs, więc nie zajęło Ci to wiele... Zawsze możesz zamówić więcej piwa lub kolejny posiłek, tudzież znaleźć sobie jakąś rozrywkę albo chociażby z kimś porozmawiać, żeby zabić ten nadmiar czasu.
A z kim, skoro jedyna osoba wydająca się mieć ciekawe zajęcie, to ten Elf, który raczej nie robi sobie specjalnych wyjątków do rozmów? Chociaż, te ślady, które odkrył...
Właściciel
Z pewnością przydałaby Ci się porada jakiegoś myśliwego, tropiciela czy łowcy, na którego Elf wygląda, a więc możesz się do niego udać, tudzież najpierw, dla pewności, wypytać o nieco karczmarza.
Podszedł więc do niego.
-Ten Elf jest tropicielem?
Właściciel
Karczmarz wybałuszył na Ciebie oczy z niedowierzaniem, ale szybko zreflektował się, zapewne uznając, że jesteś przyjezdnym. Odchrząknął i wskazał na niego dyskretnie kciukiem.
- Ten tam? - zapytał dla pewności, ale uznał, że nie ma tu innych Elfów, więc zaraz kontynuował: - To Kalandil, najlepszy myśliwy, tropiciel i łowca potworów jakiego widziało to miasto... Podobno zwiedził całe Verden wzdłuż i wszerz, mordując różne bestie, a teraz osiadł tutaj... Niedawno sam zabił gigantycznego Warga, a później razem ze strażnikami utrupił Wilkołaka... Teraz to zbytnio nie słyszałem, żeby się czymś zajmował, więc jak masz do niego zlecenie, to wal śmiało... Tylko zadbaj o dobre maniery i zawartość swojej sakiewki.
-O to można być pewnym. Dziękuję.
Położył na ladzie pięć złotych monet, a nastepnie dosiadł się do Elfa.
-Więc to ty jesteś Kalandil. Miło poznać.
Właściciel
Rzucił na Ciebie okiem, ale szybko wrócił do swojego kieliszka wina, na nim poświęcając swą całą uwagę.
- Nawzajem, panie...? - odparł, licząc że przedstawisz mu się, bo widział Twoją twarz po raz pierwszy i właściwie vice versa.