Oczywiście, że będzie nic i to duże, ale do tego zadania potrzeba cierpliwości, jak będzie trzeba to nawet są gotów czekać tutaj do wieczora.
Właściciel
I wieczór w końcu nadszedł. Twoi się nudzą, Ty zresztą też.
-Czekamy jeszcze czy powinniśmy już wracać do bazy z pustymi rękami?
Właściciel
- Może innym się poszczęściło? - wysunął przypuszczenie Thrall.
- Wracajmy. - rzucił Marszałek. - Nikt nie jest tak głupi, żeby jeździć w nocy z wozami pełnymi kosztowności. Jak szef chce, to wezmę kilku chłopaków i przejdziemy się po okolicy, może znajdziemy jakiś nocny obóz, albo coś.
-Nie bawmy się w to, sprzątnijmy jeszcze te kłody, by mieć je na później, a teraz do bazy.- Powiedział udając się po jedną z kłód, by ją podnieść i odłożyć gdzieś za drogę.
Właściciel
Byłeś rosłym Nadludziem, więc zrobiłeś to bez problemów, tak jak pozostali.
-Dobra, niestety trzeba wrócić z niczym, a szkoda, bo liczyłem na jakiś wpie**ol. Może chociaż po drodze się coś upoluje to będzie jakaś skóra i kolacja.- Powiedział dosiadając swojego wierzchowca i razem z resztą wrócili do obozu.
Właściciel
Po drodze jedynie Widmo i Nieśmiertelny upolowali po parze królików. Lepsze to niż nic, choć większości faktycznie nie w smak jest dzisiejszy wynik. Cóż, możecie tylko liczyć, że następnego dnia będzie lepiej, a grupa Centaura nic nie trafiła, żeby nie mieli czym Wam dogryźć.
-No to widzę panowie, że ogólnie jest dosyć ch*jowy dzień, może jutrzejszy dzień przyniesie nam coś lepszego. A teraz trzeba podjeść co jeszcze mamy i do spania.
Właściciel
Wróciliście do obozu, a tam przy kilku ogniskach Gobliny, ludzie i Orkowie wyraźnie świętowali, jedząc wszelkiej maści mięso. Nad głównym ogniskiem smażył się na rożnie potężny świniak, a nieco dalej ustawiono trzy beczki piwa, z pewnością już nie pełne, ale na pewno coś się jeszcze dla Was znajdzie.
-No panowie, wygraliście dzisiejszą rundę!- Powiedział do grupy Centaura śmiejąc się nieco. Najedzcie się chłopaki i zbratajcie z nowymi kolegami.- Powiedział to już do swoich, a samemu udał się pierw, by odnieść ogara do tej zagrody.
Właściciel
Pozostali zrobili to samo i, wolni już od wierzchowców, zaczęli się bawić.
Samemu rozejrzał się jeszcze za kobietą, może stoi sama, a może bawi się wraz z resztą.
Właściciel
Nie było jej w tłumie, ani nawet w pobliżu obozu. Centaura oraz kilku ludzi i Orków też brakuje.
-To mi się bardzo nie podoba...- Powiedział do siebie udając się pierw do wieży, wampirowi tutaj mógł raczej najbardziej zaufać, a szkielety pewnie co nieco wiedziały na temat tego zniknięcia. Krwiopijco, gdzie zniknęła kobieta, w końcu twoje szkielety miały jej pilnować.
Właściciel
Wampir znów majestatycznie zleciał z góry by stanąć przed Tobą.
- Owszem, pilnują. Gdy Twoi... hm, towarzysze zaczęli tę hulankę odnalazła w sobie odwagę by tu przyjść i zacząć ze mną miłą pogawędkę. Nie, nie miałem czelności jej tknąć, spokojnie. A jeśli Cię to zaciekawi, to całe te zasoby Centaur i jego banda zrabowali chłopom, a on i kilku jego wojowników nie wróciło, gdyż szukają kilku osób, które mogłyby roznieść pogłoski o napadzie.
-Odważna dziewczyna, uczysz ją czegoś czy to tylko rozmowa? Mówiąc, że zabrali te towary chłopom, masz na myśli z okolicznych wiosek czy z wyznaczonych dla nich tras karawan?
Właściciel
Wampir zaśmiał się, a po raz pierwszy od Waszego spotkania usłyszałeś w jego głosie autentyczne rozbawienie.
- Może i ja mógłbym ją uczyć, ale ona silnie się przed tym wzbrania. A co do tych towarów, to musisz spytać kogoś z jego bandy, nie mnie. Wiem tylko, że wrócili z nimi z zasadzki.
-Spokojnie, niedługo zmieni się nie do poznania.- Uśmiechnął się cwanie w jego stronę. No to pogadam jeszcze z nimi, a tobie życzę miłej rozmowy, jeśli nadal tutaj siedzi.
Właściciel
Prawie, że niezauważalnie skinął głową i odszedł, a i Tobie opuszczenie wieży się powiodło.
Dołączył się zatem do całej tej biesiady przy ognisku, ale pierw spojrzał po wojakach Centaura.
-Udana napaść jak mniemam, co? Ile karawan tak napadliście?
Właściciel
Zagadany człowiek podniósł wzrok znad kufla i odpowiedział:
- Jedna karawana, ale spora i bez obstawy. Pewnie wieźli te zapasy dla ich pana, czy coś.
-Ich strata, nasz zysk jak widać. Dobra robota, panowie. Mam nadzieję, że wkrótce się wam zrewanżujemy z czymś niezłym, co będzie na naszym terenie... Przy okazji, kto spośród waszej grupy jest najmądrzejszy? Potrzeba mi tu kogoś kto opracuje z moimi chłopakami pułapki.
Właściciel
- Jest Skerch, taki jeden Goblin. Może i cherlak, ale potrafi czytać, pisać, zna się na Magii i podobno konstruował coś w swoim plemieniu i robił w Czarnej Górze.
-Ważne, że we łbie ma. Jest tutaj czy wasz szef zabrał go gdzieś ze sobą?
Właściciel
- Gdzie tam, szef brał tylko wojów i tropicieli. Ja go ostatni raz widziałem przy ognisku. A jak nie tam, to przy piwie.
-No to dzięki za pomoc.- Powiedział rozglądając się za właśnie tym goblinem, o ile był tylko jeden to jego robota była prostsza, jak nie to zwyczajnie powiedział głośniej jego imię, by liczyć, że może sam się zgłosi.
Właściciel
Był sam, siedział przy ognisku i pisał coś w małej książeczce oprawionej w wyblakłą skórę.
Ustał zatem przy nim i zaczął rozmowę.
-Słyszałem od kogoś, że znasz się całkiem dobrze na wszelakim majsterkowaniu, przyda nam się przy napadzie ktoś taki jak ty, bo moja wiedza jest przy tym nie tak zaskakująca, a co dopiero wspomnieć o moich ludziach.
Właściciel
Dokończył pisanie, postawił kropkę i odłożył książeczkę.
- Wilcze doły, kłody, zasieki? - zapytał, podnosząc na Ciebie wzrok. - Mogę też zrobić pułapki aktywowane ruchem.
-Kłody już rozstawione mamy na drodze. Wilcze doły też wypada wykopać, ale do tego trzeba podejść wcześnie, Myślałem też, żeby ustawić jakieś kłody w piramidę i zrzucić je na nich, ale na terenie nie ma wzniesień. Tak samo o użyciu jednej kłody jako tarana przy pomocy drzewa i lin... A co masz na myśli z tymi aktywowanymi ruchem? Jakieś na żyłkę?
Właściciel
- Rozciągnąć żyłkę przez drogę, a jak ktoś ją ruszy, to nagle je**ie go kłoda! - powiedział i zaczął uradowany zacierać łapska. - Ha! Chciałbym zobaczyć miny tych mend, jak któregoś je**ie. Zawsze mi wesoło, jak jakiegoś człowieka coś je**ie.
-Ograniczmy to do wrogów, mamy przecież ludzi w tej kompanii. No, ale pomysł mi się podoba. Zależy mi też bardziej na zatrzymaniu powozu z dobrami w środku, resztą już damy radę się zająć.
Właściciel
- Jak mi dasz zwykłego człowieka i coś, co przypomina wóz, to wyliczę, jak powinny być zawieszone kłody. I nie, nie je**ę w niego, spokojnie.
-To już przy normalnej budowie to trzeba wziąć poprawkę na to, by je**ęło. Może ktoś od waszych się zgłosi do tego testu... W sprawie wozu może być już trochę ciężej.
Właściciel
- Nasi zgarnęli kilka, przecież nie nieśliby tego wszystkiego na grzbietach, nie?
-Dla mnie możecie nawet beczkę na głowie przenieść. No to gdzie to przetestujemy?
Właściciel
- Gdzieś na drodze najlepiej.
To najlepiej zróbmy to z rana, o tej porze raczej już nie ma po co się w takie coś bawić. Możesz się jakoś do tego czasu przygotować rozrysowując to w swoim notesiku.
Właściciel
Goblin prychnął z oburzenia.
- To nie jest notesik! To moja Księga Wiedzy. Mam tu wszystko, czego się w życiu nauczyłem. Jak się dzieci dorobię, to im to oddam, żeby zamiast robić za mięso armatnie, robiło za tych mądrych.
-Jestem pewien, że kiedyś sobie znajdziesz tę goblinią żonę i z nią narobisz dzieciaków, ale kobiecie serce to najbardziej skomplikowana maszyneria.- Zarechotał krótko patrząc się jeszcze na niego. No to cóż, do jutra.- Powiedział i ruszył do reszty, by w końcu móc się czegoś napić i najeść.
Właściciel
Z napitków miałeś jedynie piwo, a do jedzenie sporo warzyw, owoców, mięsa, serów, pieczywa i jajek.
To i tak nadto co mieli w posiadaniu zwykle, razem z resztą biesiadował jedząc i pijąc.
Właściciel
Biesiadowałeś, jak wszyscy, aż kątem oka zauważyłeś powrót Centaura.
Skoro tak nieco sobie podjadł i podpił to wstał od całej tej zabawy i podszedł do Centaura.
-No, muszę wam złożyć szczere gratulacje, wygraliście tę rundę.
Właściciel
- Chodź na stronę. - rzucił, a po jego niezbyt wesołej minie zauważyłeś, że nie cieszył się do końca z tego zwycięstwa.
-No to mów o co chodzi.- Powiedział odchodząc z nim gdzieś na bok, gdzie będzie w miarę ciszej i nikt ich nie będzie słyszał.
Właściciel
Hulanka była na tyle głośna, że nie miałeś się co martwić, że ktoś Was usłyszy.
- Z karawany uratowało się kilku wieśniaków: facet i dwie kobiety. Pierwszego zabiliśmy na miejscu, dwie pozostałe wzięliśmy ze sobą, moi mają je na tyłach, bo najpierw chciałem zapytać się Ciebie, czy mogą zostać. Były jeszcze dwie kobiety. Jedną pogoniłem i również schwytałem, ale ostatnia tak się ukryła, że za cholerę nie mogliśmy jej znaleźć. Jak już któryś ją wytropił, to pognałem galopem, ale gdy ją zobaczyłem to już niknęła za bramą grodu pana tych ziem. Jeśli jej wysłucha, i uwierzy, to nie będzie wesoło.
-No to teraz mamy zabawę z niszczeniem grodu. A na co wam jeszcze te kobiety?