-Do zobaczenia.
Wstał od ogniska i skierował się w kierunku Ur.
Właściciel
King:
Już zmierzcha. Czy to na pewno dobry czas na tak długą wędrówkę?
//Je**ąć Ci na drodze bandę Gnolli, czy nie je**ąć, oto jest pytanie....//
GD_God:
Już ciemno, więc rozkazów pewnie nie będzie.
Rozmyślił się i powiedział.
-W sumie się ściemnia, będę musiał tu spędzić noc. A tak w ogóle, jak się zwiesz? Bo ja jestem Balthazar.
-Ja jestem Arlond, tyle.- Powiedział nieco ziewając. Wybacz, to już jakiś czas jestem w podróży i dosyć się zmęczyłem, a teraz i tak nie ma cóż robić...
-Ja muszę znaleźć miejsce do spania, o świcie będę musiał wyruszyć.
-Cóż, ja w namiocie mam tylko jedno miejsce, ale wokół ogniska jest w miarę bezpiecznie.
-Powodzenia i do zobaczenia, pewnie wyruszę tuż przed świtem... Do następnego spotkania.
-Wzajemnie, Balthazarze... Do następnego.- Powiedział powoli udając się do swojego namiotu.
Siedział przed ogniskiem...
Właściciel
FD_God:
Dotarłeś do namiotu.
King:
Siedziałeś przy ognisku.
To co miał zrobić, spać polazł.
Właściciel
Obaj obudziliście się rano.
Pozostało mu wyjść z namiotu i powitać nowy, wspaniały dzień.
Właściciel
King:
//Zmiana tematu. Zacznę, gdy będziesz na miejscu.//
FD_God:
Dzień rzeczywiście zapowiadał się wspaniale. Jak na razie panuje też spokój.
-Chwalmy słońce!- Powiedział do siebie nieco się uśmiechając, postanowił zaraz rozejrzeć się za swoją przełożoną, może już wróciła z tego miejsca, w którym była.
Właściciel
Jej nie było widać, ale Paladyni, Kapłani, żołnierze i Magowie wychodzili ze swoich namiotów.
-Ciekawe czy w końcu zaczniemy gdzieś się przemieszczać czy nadal będziemy się przegrupowywać...
Właściciel
Jakoś nikt nie kwapił się by odpowiedzieć na Twoje pytanie.
Któż wie z jakiego powodu, może był sam, może mówił do siebie... Różnie to bywa. Postanowił pospacerować po tym całym wielkim obozie.
Właściciel
Spacerowałeś, aż usłyszałeś trąby z centrum obozowiska.
-To raczej musi znaczyć coś ważnego.- Pomyślał i zaraz ruszył do centrum.
Właściciel
Ustawili się tam już najwyżsi rangą Paladyni, wyraźnie czekając na przybycie kogoś. W pobliżu ustawiali się zaciekawieni Paladyni, żołnierze, Kapłani czy Magowie.
-Czyżby zwiastowanie kogoś ważnego? Niech no sobie przypomnę... Może Uther?- Tak stał starając się spojrzeć na kogo to wszyscy czekają.
Właściciel
Pierwsza weszła znana Ci już Elfka. Po niej parami wkroczyły znamienite osobistości tej armii.
Pierwszą dwójkę stanowili zawsze śmiertelnie poważny Uther i idący obok niego Amhiranta z pewnym siebie uśmieszkiem na twarzy. Za nimi kroczyli Andiun, przywódca Kapłanów Straceńczego Słońca mający wygląd nastolatka i przewodzący Gildii Magów Anrobist w obszernej szacie z kapturem ukrywającej jego pulchną twarz i okazały brzuch.
-No to teraz niech powiedzą coś tam ważnego.- Stał tak oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.
Właściciel
- Żołnierze! - zagrzmiał Uther swym wysokim głosem. - Doceniam Wasz upór i poświęcenie w czasie walk o Ruhn, ale nasza misja jeszcze się nie skończyła. Mało tego: To dopiero początek. Nasza Armia Światła będzie maszerować dalej i zdusi wszelkie siły zła. Nie oczekuję, że wszyscy ruszycie. Ba, część z Was musi zostać. Ale Ci, którzy pójdą muszą wiedzieć, że poza chwałą i szansą na oczyszczenie naszego świata z wszelkiego plugastwa mogą też zginąć. Wybór należy do Was.
Stał tak dalej i słuchał co miał do powiedzenia Uther, przeto i tak nic innego robić na razie nie musiał.
Właściciel
Przywódca Paladynów nie miał już nic do powiedzeni, tak jak Anduin i Anrobist.
- Panowie, powiem tak: Jesteśmy udupieni. Każdy z nas zginie idąc na tę wyprawę. - rzekł Amhiranta występując przed szereg. - Niech każdy obieca sobie, że zginie ostatni.
-Ten to ma dopiero ducha walki.- Skrzyżował ręce na piersi średnio chcąc słuchać takiej gadki podbijającej morale.
Właściciel
Czwórka wodzów odeszła pod eskortą, niemniej Elfka została.
Czekał zatem, może panienka postanowi jakoś nas podbudować.
Właściciel
Nic nie mówiła tylko zaczęła wybierać tych członków Armii, którzy wyruszą na wyprawę.
Jak nie chce to niech sobie wybiera, stał tak z założonymi rękoma.
Właściciel
- Ty nie. - stwierdziła rzucając na Ciebie przenikliwe spojrzenie.
-Cóż, nie będę spierać się z rozkazami.- Wzruszył ramionami, po czym odszedł od tego całego przedstawienia.
Właściciel
- Ty nie zostaniesz. - dodała idąc w stronę pozostałych Paladynów.
Odwrócił się w jej stronę i rozłożył ręce.
-No, bo przecież lepiej jest się z kimś podroczyć.- Powiedział wzdychając ciężko.
Właściciel
Uśmiechnęła się pod nosem kontynuując wybór. Ostatecznie okazało się, że większość Paladynów wyruszy na misję.
-Pora rozprostować w końcu kości.- Przeciągnął się nieco i czekał może na jakie rozkazy.
Właściciel
- Jutro wyruszamy. Bądźcie gotowi przed świtem. - powiedziała do grupy wybranych na wojaczkę.
-No to sobie poczekamy... Mamy dopiero poranek. Co ja do licha ciężkiego będę robił do następnego dnia?- Zadał sobie to pytanie zaraz rozglądając się po obozie, może było coś do roboty.
Właściciel
Z pewnością trzeba było przygotować się do wyprawy, zebrać sprzęt, a i może coś dodatkowego się znajdzie.
W sumie ciężko będzie się nieco przygotować zważywszy na to, że trzeba będzie zwinąć namiot, tak to nie będzie za bardzo problemu, postanowił zostawić to sobie na później by obecnie pospacerować po obozie.
Właściciel
Wszyscy szykowali się do drogi. Ci wybrani na wojaczkę, a reszta do powrotu.
Skoro tak i wszyscy woleli mieć to z głowy tak i on wrócił do siebie i począł się pakować do drogi.
Właściciel
Przebiegło to szybko i sprawnie.
No i znowu nie miał co robić, postanowił poszukać Elfki, która przydzieliła go do jednego z oddziałów.
Właściciel
Była w tym samym miejscu co wcześniej.