Zamiast próbować poznać po twarzach, co mu z jakiegoś powodu nagle przyszło do głowy, jak wiele innych bezcelowych pomysłów. A że nie chciało mu się oceniać, czy nie ma nikogo, kto ,,prostowałby stopy". Zapytał się przechodzącego człowieka.
-Witam, gdzie znajdę ludzi, którzy ostatnio przybyli?
Właściciel
FD_God:
Takowego nie widać.
King:
Zapytany Kapłan Straceńczego Słońca wskazał na najdalszą część miasta namiotów i odszedł.
Sugerując się tym, że kiełbasy już się upiekły udał się do konia i wyjął z juk w miarę świeży chleb, najwidoczniej po drodze mieli okazję zahaczyć o jakąś wioskę, w której można było takowy kupić.
-Może przynajmniej będę w pełni sił, gdy nastanie jakaś walka.- Pomyślał zaczynając jeść.
Właściciel
FD_God:
Jadłeś, było całkiem smaczne.
//Teraz czekamy na Kinga, tak?//
//Zależy czy King chce akurat gadać z osobą, która przesiedziała większość życia w zamknięciu :v//
Właściciel
//Czyli czekamy, aż on coś napisze.//
Idzie do części namiotów, którą pokazał mu kapłan.
Przy takim spokojnym posiłku rozglądał się co jakiś czas szukając swojej przywódczyni.
Właściciel
King:
Zauważyłeś kogoś przy ognisku.
FD_God:
Nie widać jej.
-Może rozmawia z jakimś innym dowódcą... No nic.- Pomyślał wzruszając ramionami.
Przyjrzał się temu człekowi.
Właściciel
//Teraz sobie gadajcie.//
//To niech podejdzie czy coś :v
//;-; Jestem zbyt nieśmiały, nawet w PBF'ach ;-;
//On tylko je kiełbasę i sobie siedzi .-.
//Bez problemu mógłbym podejść i go dźgnąć, ale na zagadanie nie mam pomysłu...//
//To myśl, nie chcę tej postaci uśpić.
Właściciel
//Ja poczekam, mi się nie śpieszy.//
Podszedł do siedzącego:
-Nie będziesz miał nic przeciwko, jak usiądę obok?
//3 dni...//
-Skądże, przyjacielu. Jak mniemam jesteś jednym z tych co są tutaj już dłuższy czas, jak było w mieście?
//I co teraz powiedzieć...//
//No najlepiej to opisać to, mam cię za rączkę ciągnąć? :v//
//Poczekaj kilka dni...//
-W sumie też niedawno tu przybyłem...
-No to za wiele się nie dowiem, ale pewnie wcześniej było tu istne piekło...
-Może... ale wiem jedno, wróg zdobył to, po co tu przybył.
-Ciekawi mnie bardziej do czego wykorzystają Kamień z Ruhn.
-Z tego co pamiętam to mówiąc w skrócie wydzielał on aurę zdolną do zabijania nieumarłych i demonów... Zapewne zniszczyli go już dawno albo wykorzystają go przeciwko nam, kto wie...
-No świetnie... wolę nie myśleć, jakie będzie miał właściwości po jego spaczeniu.
-Liczmy na to, że mimo to zdołamy zwyciężyć tę wojnę. Wolę nie zaprzątać sobie głowy myślami na temat tego co zrobią z tym kamieniem.
-Trzeba albo znaleźć sposób na zniszczenie kamienia, albo powstrzymać ich, zanim uda im się odprawić rytuał...
-Już nieco czasu zdołało minąć odkąd go zabrali, nie jestem pewien czy jeszcze jest jakaś na to szansa.
-Rytuał spaczenia może trwać od kilku godzin, do kilku miesięcy... Poza tym skąd wiesz, kiedy go zabrali?
-Wystarczy wiedzieć kiedy zaatakowali, miasto zapewne długo nie dało rady się bronić, więc zakładam, że trwało to wszystko może jeden dzień.
-Wtedy by szybciej mogli opuścić miasto, kamień raczej miał jakieś zabezpieczenia.
-Jeżeli zabezpieczeniem idzie nazwać wysoką wieżę, w którym go trzymali...
-Świeże zaklęcia obronne i ludzie, którzy by się tam schronili, mogliby sprawiać problemy.
-Mogli, ale jak wiemy to raczej nie przyniosło to zbyt oczekiwanego efektu.
-Nieważne ile go mają, trzeba działać...
-Obecnie nie mamy rozkazów i tylko czekamy na pójście jeszcze dalej, a gdzie? Nawet mi nie powiedzieli.
-Pogadaj o tym z waszym dowództwem, ja nie jestem żołnierzem, więc mam wolną rękę.
-Moje dowództwo obecnie gdzieś zniknęło, w dodatku wcześniej pytałem i uzyskałem dokładnie taką samą odpowiedź.
-Ja muszę pogadać z wujem, na pewno jego wiedza okaże się być użyteczna. A jedynym czego bardziej nienawidzi od przerywania mu pracy, to nieumarli i nekromanci.
-Ciężko by ktokolwiek akurat lubił nieumarłych i im podobnych.
-Ta nienawiść jest wyjątkowo duża...
-Zapewne jak u każdego kto coś stracił z ich powodu, jedni dom, inni rodzinę...
-Nigdy nie mówił, czemu ich tak nienawidzi, ale wolałbym nie być na miejscu nekromanty, który by go spotkał.
-Z pewnością, sam chciałbym w końcu mieć możliwość jakiejś prawdziwej walki. Przyjechaliśmy tutaj myśląc, że jeszcze nie udało wam się odbić miasta w pełni, a tutaj już po wszystkim.
-Cóż, powodzenia. Ja muszę wyruszać...
-Wzajemnie, przyjacielu. Może nasze drogi jeszcze kiedyś się przetną.