Więc wyszli dość szybkim tempem, a kiedy znaleźli się już porządniejszy kawałek za miastem zwolnili .
- Ehh, ten wypad mogę policzyć na straty . Ale co tam szkielety się nowe zrobi..
//Melkor dotarł już do Fortu w Verden ?
-Cóż, ja w nekromancję się nie bawię to nie pomogę już z tym, dziękuję zaś za ratunek z zabraniem stamtąd, samemu pewnie za daleko bym nie poszedł.
- Nie ma za co, możemy jeszcze cię zebrać do Fortu Barona, bo będziemy wracali okolicą do domu .
-Jeżeli jest tam medyk to ułatwi mi to powrót do własnej posiadłości, z pewnością poradzę sobie wtedy z tym czym natknę się po drodze.
- Nie wiem czy jest, ale mają tam całkiem sporą wioskę, a jak w wiosce nie ma to może jest w samym forcie .
-Nadzieję warto mieć, może jakiś się trafi.
- W takim razie ruszajmy
I poszli, w stronę Fortu .
Właściciel
Bilo, FD_God:
//Jeszcze nie.//
A więc poszliście. Poinformuje Was kiedy dotrzecie na miejsce.
Konto usunięte
//Skasowałeś mój post?Bo wydaje mi się, że już napisałem ;-;
-Cholera...
Rzucił ostatnią kulę ognia w bestię.
Właściciel
Michał:
//Ja nic nie kasowałem. To Ty nie napisałeś.//
Ponownie brak efektu. Bestia stoi nad Tobą. Wznosi w górę łapę zakończoną toporem.
Konto usunięte
-Cholera...
Uśmiecha się lekko i opuszcza broń, gdyż wie, że nawet jakby próbował to nie udałoby mu się zablokować ataku.
//Więc to jednak ja nie napisałem, lel//
Właściciel
Michał:
Topór spadł na Twoją czaszkę. Siła i impet ciosu były tak wielkie, że ostrze topora zatrzymało się dopiero na Twoich zębach. Zginąłeś na miejscu, bestia odeszła w tylko sobie znanym kierunku, a Nieumarli rzucili się na Twoje zwłoki.
Lunaaax
Elfka, tkwiąca na szczycie wieży, poczęła szukać swojego miecza. Uważając oczywiście na Nieumarłych i inne bestie.
Właściciel
Lunaaax:
Na szczycie wieży nie było nikogo poza nią więc nie miała problemu z szukaniem miecza. Leżał na podłodze, kilka metrów od niej.
Lunaaax
Zatem chwyciła go. Potem wyjrzała za okno (Jeśli takowe było) by zobaczyć, co się dzieje w mieście i w pobliżu wierzy.
Właściciel
Nie było okna. Wieża była w całości odsłoniona. Bez ścian czy dachów. W pobliżu wieży kręciło się tylko dwóch Nieumarłych. I jeszcze trzech jedzących czyjeś zwłoki w pobliżu.
Lunaaax
Sprawdziła, czy jej łuk i strzały są całe. Jeśli były, to wzięła jedną, napięła łuk i wycelowała w głowę pożerającego zwłoki Nieumarłego.
Właściciel
Lunaaax:
Były. Strzała przebiła jego czaszkę. Upadł na bok, a jego towarzysz zajęty konsumpcją nie zwrócił na to większej uwagi.
Lunaaax
Powtórzyła to, ale przedtem przeliczył, ile jej strzał zostało.
Właściciel
Lunaaax:
Nie licząc tej, którą wystrzeli zostanie jej pięć strzał.
Lunaaax
Wystrzeliła do tego, który delektował się mięskiem.
//Nie ma to jak zostawić Luunax ;v, ale o Melkorze sobie przypomniałem ;v//
Lunaaax
//Nie trzeba się o Lunę martwić. I tak często ją zostawiają samą :^
//Może dlatego, że nie pisze nic przez kilka tygodni? .-.
Właściciel
//Bilolus. Ma dwie postaci w jednym temacie, który sam założył. Zapomina o tym. Janusz, kurde, PBF'ów :V//
Lunaaax:
Ten też padł. Zostało dwóch chodzących luzem.
Lunaaax
Zrobiła z nimi to samo co z poprzednikami.
//Nie pisałam nic przez kilka tygodni nie tyle z braku kreatywności, ale też w szkole i w domu nie dają mi spokoju :v A teraz właściciel słusznie mnie przynaglił :P
Właściciel
Lunaaax: Pierwszy wyszedł poza zasięg Twojej broni najzwyczajniej w świcie odchodząc, a drugi dostał w plecy. Padł na ziemię, ale nie masz pewności czy jest definitywnie martwy.
Lunaaax
Postanawia ostrożnie zejść z wieży i dobić swoją ofiarę. Uważa, czy aby na pewno nie idą w jej stronę przeciwnicy. Wyciąga miecz i postanawia odciąć nim głowę leżącego na ziemi Nieumarłego.
Właściciel
Lunaaax:
Był ranny więc nie miałaś z tym problemu. Nikt nie nadchodzi więc nie masz się czego obawiać.
Lunaaax
Ostrożnie, cały czas zachowując czujność, udała się do głównej bramy, by opuścić to spustoszone miasto.
Właściciel
Główna brama nadal była pełna Nieumarłych. Było tam też kilka Demonów.
Właściciel
Dark Lord, Liszaj:
Cała armia przeszła przez portal we wzorowym porządku. Ustawiliście się na sporym wzgórzu, niedaleko miasta Ruhn.
Konto usunięte
-Czas na walkę.
Powiedział do niego krótko.
Właściciel
Dark Lord:
Jak mówiłem przed przejściem byliście na osobnych końcach armii i teraz jest tak samo.
Właściciel
Dark Lord:
Ciężko podążać za armią, która stoi w miejscu.
Liszaj
Po przejściu przez portal, tak jak mówiłem, wspiął się na wóz i wytężył wzrok - chciał dokładnie zobaczyć miasto Ruhn - i co ich czekało...
Właściciel
Dark Lord. Liszaj:
Miasto nie było takie jak dawniej. Mury i wieże leżą w gruzach, wiele budynków nadal się pali, a w mieście nie ma prawie nikogo żywego.
Paladyn Vikar zebrał oddział i mówił:
- Przed nami trudne zadanie. Musimy odbić Ruhn. Nie ma tu teraz tak wielu Demonów, ale kręcą się tu setki Nieumarłych i kilka Demonów oraz Mutantów. Nasz oddział wejdzie do miasta jako jeden z pierwszych. Medycy pójdą z nami, aby pomagać na miejscu. Jako wsparcie dostaniemy oddział łuczników i trzech wojowników Inkwizycji Światła. Jeśli ktoś nie wie kto to... najkrócej opiszę ich tak: To Ci w białych płaszczach. Przygotujcie się. Ruszamy za kwadrans. Naszym priorytetem jest zdobycie tylnej bramy i oczyszczenie jak największego terenu. Musimy szukać ocalałych choć pewnie niewielu przeżyło.
//Ku*wa. Tu miała się pojawić Lunaaax, ale postanowiła odejść ;-;//
Właściciel
Dark Lord:
Nie miałeś czego słuchać. Wasz dowódca odszedł na naradę z trójką Inkwizytorów.
Liszaj
- Ma się rozumieć, panie chorąży - postarał się ukryć uśmiech. Podczas wyprawy miał się zwracać do niego tytułem, jak wszyscy, co go niejako bawiło
- W razie czego będę na tyłach i będę was opatrywał, panowie. Gdy sytuacja się pogorszy, możecie na mnie liczyć również na polu walki -
Właściciel
Dark Lord, Liszaj:
Minął kwadrans, a oddział przygotowuje się do drogi.
Liszaj
Liszaja tchnęło, żeby zapoznać się z kimś tam, bo zdał sobie sprawę, że przyjdzie mu patrzeć na większość z tych ludzi, gdy ci będą umierać, a nawet nie znał ich imion. Postanowił to zmienić.
Zahaczył więc jakąś dwójkę paladynów, z którymi był w oddziale i spytał.
- Witam, panowie. jestem Liszaj, wasz medyk - ukłonił się lekko - Jak samopoczucie przed bitwą? -
Właściciel
Liszaj:
- Nie jest źle. W końcu po to nas szkolono. Żeby zabijać takie stwory. - powiedział jeden.
- Mieszkałem w Ruhn. Miałem tam rodzinę. To sprawa osobista. - odparł smutno drugi.
Liszaj
- To mnie cieszy. Widzicie, wielu ludzi mówi, że paladyni to zgraja ludzi szkolonych do mordowania, kogo tylko Wielki Mistrz wskaże palcem. Dosyć raniące, wiem. Wiem też, że mimo błyszczących zbroi i mieczy, mimo odważnego serca każdy paladyn odczuwa te emocje, co zwykły człowiek. W tym też strach. Nie ma w tym nic złego. Powiedziałbym, że to nawet potrzebne do walki z wypranymi z uczuć łotrami. Dlatego też chciałem się upewnić, jako medyk, że strach nie przyćmiewa wam umysłu, że jesteście w stanie dzisiaj walczyć... Mam nadzieję, że jeszcze będziemy wspominać tę walkę razem w karczmie... Jak wam, panowie, na imię? -
Liszaj
//delikatnie przypominam, Dżejkob, że jeszcze tutaj jesteśmy ;)//
Właściciel
Liszaj:
- Atin.
- Hes, ale po tym co się stało mówią na mnie Darman. "Dar" to w języku Pradawnych nie, a "man" znaczy człowiek.
Dark Lord:
Jeszcze nie wyruszyliście, ale to kwestia czasu.