//Należy? Nie wydaje mnie się.//
Podała szklankę wody temu, który się obudził.
Właściciel
Vader:
//Przewijać? W sensie zacząć, jak założę jakiś nowy temat związany z dawnym Księstwem Hobbitów?//
Gabinet był dość mały, właściwie poza dwoma oknami, biurkiem oraz krzesłem i fotelem po jego przeciwnych stronach nic tu nie było. Do tego oczywiście sam kapitan straży, w reprezentacyjnym pancerzu i z mieczem u pasa. Przechadzał się po gabinecie, w zadumie głaszcząc swoją siwą brodę.
Na dziedzińcu było sporo trupów, a poza nimi wiele drzwi, stajnia oraz przysadzisty budynek wyglądający na dworek oraz kwaterę mieszkalną Twego celu.
Taczka:
//Wcale nie uratowali Cię przed zgrają banditos. Wcale :V//
Przyjął ją z wdzięcznością i opróżnił jednym haustem.
-Jeszcze? - Upewniła się.
Rycerz Śmierci
Spróbował zablokować wszystkie drzwi, a następnie wejść do przysadzistego budynku.
Żołnierz
//Okay
Ślepiec
-Dzień dobry.
Właściciel
Taczka:
Skinął głowią i podał Ci z powrotem kubek.
Vader:
Udało Ci się to zrobić za pomocą broni martwych żołnierzy, im się już przecież nie przyda. Niemniej, podchodząc do okutych metalem, drewnianych wrót z ciężkimi zawiasami, odkryłeś, że i one były zamknięte.
Tym krótkim przywitaniem wyrwałeś go z zadumy, on zaś wskazał Ci na krzesło, samemu siadając na fotelu.
- Witam. Tak więc... O co chodzi?
Ślepiec
Zasiadł na wskazane miejsce.
-Ja w sprawie szefów band, które grasują w okolicy Hammer.
Rycerz Śmierci
Da się otworzyć Halabardą, czy trzeba szukać innego wejścia?
Właściciel
- O którego dokładnie chodzi?
Prawdopodobnie potrzebowałbyś bojowego młota, dodatkowo zaklętego przez Krasnoludy i dzierżonego przez Ogra, aby je otworzyć, więc niekoniecznie.
Ślepiec
-Informacje o wszystkich trzech.
Rycerz
Westchnął i otworzył inne drzwi, by tam się rozejrzeć.
Właściciel
- Masz zamiar porwać się na nich wszystkich?
Poza zamkniętymi przez Ciebie drzwiami nie ma innych, acz budynek wcale nie jest jednopiętrowy.
Ślepiec
-Nie, wybiorę najlepszą opcję.
Rycerz Śmierci
Jak sytuacja z oknami?
Właściciel
Na drugim piętrze ich nie ma, ale jest taras, na trzecim już są.
-No więc Krasnolud, Lordu, Zuggurdok Miażdżyciel, Ork, oraz pewnien człowiek, nie wiemy o nim nic. Więc o którym powiedzieć coś więcej?
Ślepiec
-Po kolei, od najmłodszego. W sensie od tego, który pojawił się jako ostatni.
Rycerz
Spróbował dostać się na taras.
Ponownie nalała wody do kubka i podała człowiekowi.
Właściciel
Vader:
- Ork. Przybył w sumie znikąd, razem z bandą swoich ziomków. Ciągle jest w ruchu, nie ma obozu, ale zawsze można go spotkać w okolicach Hammer.
Cóż, zbroja może to utrudniać.
Taczka:
Znów wypił.
- Słyszałaś wieści? - spytał, podając Ci ponownie kubek.
-Wieści? Nie, nie słyszałam. - Odpowiedziała.
Rycerz
Nie zdejmie jej.
Ślepiec
-Rozumiem.
Właściciel
Taczka:
- Pakuj manatki. - powiedział ze słabym uśmiechem. - Idziesz z nami.
Vader:
No to musi znaleźć inny sposób.
- Krasnolud ma fort, armię i układy z Gildią Kupców.
Ślepiec
-Rozumiem...
Rycerz
Poszukał czegoś, co mogłoby slużyć jako torba.
-Naprawdę? Ale gdzie? - Zapytała się z entuzjazmem.
Właściciel
Vader:
- Więc...?
Najlepiej nadawała się do tego (nie zgadniesz!) skórzana torba jednego z żołnierzy, którego zabiłeś kulami śmierci.
Taczka:
- Twój wujek stwierdził, że już niczego Cię nie nauczy, więc powłóczysz się z nami, nauczymy Cię machać mieczem, zabijać potwory i w ogóle przeżyjesz sporo przygód i zwiedzisz kawał świata. Co Ty na to?
Ślepiec
-Ostatnia znana lokalizacja człowieka?
Rycerz
A już miał wycinać im wątroby i jelita. Schował najcięższe elementy pancerza do niej, zabrał ją i rozpoczął wspinaczkę.
-A wujek też idzie z nami?
Właściciel
Taczka:
- No nie.
Vader:
- Nie wiadomo, tak jak wielu innych rzeczy o nim.
Trochę to trwało, bo akrobata z Ciebie żaden, ale dałeś radę dostać się na taras.
Ślepiec
-Dziękuję więc za informacje.
Rycerz
Najpierw trzeba ubrać zbroję.
Właściciel
- Powodzenia.
No i ją ubrałeś.
Ślepiec
Wstał i podał dłoń.
Rycerz
Sprawdził, czy może dostać się siłą.
Właściciel
Vader:
Możesz, ale między tarasem i korytarzem nie ma żadnych drzwi, ścian, straży czy innych barier, więc może obejść się bez tego.
On zaś podał Ci swoją prawicę, a gdy je uścisnęliście, ten zapytał:
- Jesteś Magiem, nieprawdaż?
Taczka:
Wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Nie powiedział.
Rycerz
A więc przygotował swoje skrócone kosy i ruszył do środka.
Ślepiec
-Jestem.
-Rozumiem... A kiedy wyruszamy?
Właściciel
Taczka:
- Jak wytrzeźwiejemy na tyle, by iść prosto.
Vader:
Udało się, korytarz był prosty i pusty, rozgałęział się na końcu w dwóch kierunkach, pod kątem dziewięćdziesięciu stopni.
- Domyśliłem się, bo nikt bez magicznych zdolności nie podjąłby się tego zadania.
Rycerz
Jakiś hałas? Dźwięki?
Ślepiec
Zaśmiał się.
-I tu się zgodzę, choć są jeszcze szaleńcy.
Właściciel
Nie, i to jest podejrzane jak cholera i z kilometra zalatuje pułapką.
- Obyś do nich nie należał. Powodzenia. - powiedział i wskazał na drzwi, zapewne miał jeszcze coś do roboty i uznał, że czas przeznaczony dla Ciebie się skończył.
Rycerz
Oparł się o ścianę i czekał.
Ślepiec
Opuścił i gabinet, i budynek. Sprawdził swoje wyposażenie.
-No to wyjeżdżamy za tydzień. - Powiedziała pod nosem i poszła ugotować coś do jedzenia dla chrapiących niedźwiedzi i niedźwiedziątka, które śpi na stole. Zaczęła więc gotować gulasz wieprzowy.
//Możemy pominąć proces?//
Właściciel
Taczka:
//Pominąć gotowanie czy przewinąć od razu do dnia wyjazdu?//
Vader:
Czekasz więc, a nikt ani nic nie nadchodzi.
Udało się. Wszystko na miejscu i gotowe do użycia.
Rycerz
Cierpliwość, to po pierwsze. Choć postarał się zrobić 50 kul śmierci.
Ślepiec
Opuścił miasto.
Właściciel
Taczka:
//Jak chcesz.//
I gdy Twoje kulinarne dzieło było gotowe, wszyscy byli mniej lub bardziej przytomni. A właściwie: Mniej lub bardziej martwi.
Vader:
Jeśli chce kontrolować je wszystkie, to raczej walka odpada, przynajmniej dopóki się ich nie pozbędzie.
Opuściłeś je. Gdzie teraz się udasz?
Ślepiec
Udał się w okolice Hammer, prawdopodobnie licząc na to, że trafi na coś.
Rycerz
Podzielił je na dwie grupy, a następnie kontrolując je wysłał po 25 w każdą odnogę korytarza. Tak, żeby zajmowała całą szerokość. Wyskoczył na korytarz zaraz po tym.
Po kolei porozdawała każdemu talerze z gulaszem.
-Smacznego. - Powiedziała i sama zaczęła jeść.
Właściciel
Taczka:
Zjadłaś, oni robili to mniej lub bardziej chętnie, ale przynajmniej każdy był na siłach by mówić i stać prosto.
Vader:
Tak jakby już po opuszczeniu miasta znalazłeś się w okolicach Hammer, więc może coś dokładniejszego?
I zastałeś zniszczone gobeliny, rzeźby, obrazy i ściany, lecz żadnych trupów lub żywych wrogów.
Rycerz
Jak wygląda sytuacja po obu stronach?
Ślepiec
No cóż, pochodzić po drogach do miasta w promieniu półtorej kilometra.
Właściciel
Taczka:
//Właśnie dlatego chciałem przewinąć do dnia wyprawy :V//
Vader:
Właśnie tak, jak to zostało opisane wcześniej?
I nic, minąłeś jedynie chłopa, który jechał wozem pełnym płodów rolnych do miasta.
Ślepiec
Nie widział problemu, by kontynuować.
Rycerz
Poszukał otwartych drzwi?
Właściciel
Taczka:
Kilka dni minęło, a Wasza czwórka, szczodrze zaopatrzona na drogę przez Twego wuja, była gotowa do drogi. Teraz nastąpiła ta chwila, w której musicie się pożegnać, na nie wiadomo jak długo.
Vader:
Może i nie widzisz, ale na pewno słyszysz trzask gałęzi po Twojej lewej.
Prawa czy lewa?
Rycerz
Najpierw wyeliminujmy lewicę.
Ślepiec
Wsłuchał się, ogladając się na tamtą stronę.