Ścigał nadal, możliwe że przez to przemęczy swojego konia.
Sam Ślepiec również przygotował broń.
Właściciel
Po chwili z lasu wysypało się kilka strzał, ale na szczęście trafiły w wóz lub spadły gdzieś obok.
No i koń się męczy, ale dzielnie stara się dotrzymać kroku tamtemu.
Ta, pogoń trwała.
-Szybciej, na wóz! Zdążycie jeszcze uciec!
Właściciel
Kupiec schował się za wozem, a tarczownik wszedł na niego. Po chwili dołączył do niego kusznik i wystrzelił jeden z bełtów na ślepo w kierunku łuczników, schował się i przeładował. Ork i Warg również schowali się za wóz, czekając zapewne na atak bandytów.
Tak, pogoń trwa, ale powoli Twój koń zaczyna zwalniać.
-Nie teraz, tylko nie teraz.
(Mój tak, jego nie? Co je ku*wa, Krew Kebabów?
Sam się schował za wozem.
Właściciel
//Je**ij Magią!//
Zwalnia, ale nadal biegnie.
Schowałeś się, a strzały przestały się sypać.
- Wyjdźcie i się poddajcie albo zginiecie! - krzyknął ktoś.
- Spi***alaj! - rzucił Ork.
Starał się go trafić Kulami Śmierci. Jak nie jego, to jego konia.
-Nie widzę powodu, żeby poddać się w tej sytuacji. Trzeba zaryzykować i spróbować uciec.
edit:
Ezgi dzień jak w dzień trenowała. Chwilę przed przerwą na obiad wbiła w drewnianą tarczę buławę.
-Ciągle to samo.
///Psiamać, przejrzałem wszystkie tematy. Zastanawiałem się nad Miasterm Gibelest.
Właściciel
//Vóder, to chyba nowy rekord. Trzy postaci tego samego gracza w jednym temacie. Do tej pory miałem zawsze maksimum dwie.//
Prawie wszystkie pociski spudłowały. Prawie, bowiem jedna kula trafiła konia prosto w tylną kończynę, a ten przewrócił się, przygniatając sobą jeźdźca.
- Lepiej walczyć. - odparł Ork. - Jesteś Magiem, je**ij w nich, czy coś.
Niestety, ale tygodniowy urlop od służby w armii trwa dopiero drugi dzień, więc jest trochę musi się pomęczyć i ponudzić.
///Nieee Severus, Jonathan i mój ork byli pierwsi. Ale to pierwsza sytuacja, kiedy gracz prowadzi trzy fabuły w jednej lokacji.
Rycerz Śmierci:
Zatrzymał konia i podszedł do gońca pieszo.
Ślepiec
Na próbę cisnął kilka fal cieplnych w las.
Ezgi
Zabrała swoją buławę, a następnie ruszyła do jakiejś najbliższej karczmy na obiad.
-No tak... Rzeczywiście. - Uśmiechnęła się. - Jedziecie do Hammer, prawda?
Właściciel
Vader:
//Ach, no tak. Już się zapomniało. I chyba jako jedyny doprowadziłeś do pojedynku między swoimi postaciami :V//
Na ten widok jedynie usilniej starał się wyszarpać spod końskiego truchła, niestety bezskutecznie.
Nie dało to żadnego efektu poza okrzykami bandytów:
- Ku*wa, Maga mają!
Szczęśliwie Czarnoskrzydły był niedaleko.
Taczka:
- Można tak powiedzieć. Mamy przyjaciela niedaleko miasta Hammer, ale resztę drogi możemy pokonac razem z Tobą.
Rycerz Śmierci
Podszedł i uklęknął obok niego na jedno kolono.
-Bądź ze mną szczery. Ilu z was ruszyło jako posłańce?
Ślepiec
-Przepraszam, że ciskam swoją magią podstawową! Jednak magię, której jestem Arcymagiem zamierzam zachować na koniec!
Ezgi
I tam również wszedła.
Właściciel
I weszłaś do typowej karczmy, jakich w Elarid pełno.
Po tych słowach chyba uciekli, a Ork dosiadł Warga i pognał za nimi.
W odpowiedzi splunął Ci prosto w hełm.
A on w zamian zabił konia.
Ślepiec popatrzał za nim.
-On zamierza ich ścigać? Wszystkich?
Ezgi rozejrzała się za barmanem.
-Cóż, czułabym się bezpieczniej idąc z wami.
Właściciel
Vader:
Zabiłeś go.
- To Ork. Dziwisz mu się? - spytał kusznik i posłał jeszcze bełt w kierunku uciekających bandytów, a chwilę później usłyszeliście głośne "Na pohybel sku*wysynom!"
Stał za ladą. Dziwnie, jak na barmana, nieprawdaż?
Taczka:
Człowiek i Krasnolud zaczekali chwilę, nim z lasu nie wyszedł jakiś Elf, dołączając do nich. Ubrany był w skórzane buty, zielone spodnie, koszulę i płaszcz z kapturem, na plecach miał kołczan pełen strzał, w dłoni łuk, a za paskiem dwa sztylety i tyle samo jednoręcznych mieczy.
///Robienie ze mnie idioty nie jest zachęcające.
-Słuchaj mój przyjacielu. Zdechniejsz jak pies, jeżeli nie odpowiesz mi na moje pytania.
-Ruszamy dalej?
Podeszła do niego.
-Jaki obiad dzisiaj oferujecie?
Patrzyła się tylko na nich, bo nie wiedziała za bardzo, o czym mogłaby z nimi rozmawiać.
Właściciel
//Nie robię z Ciebie idioty. Proste działanie - prosta odpowiedź. Zrobiłbym z Ciebie idiotę, gdybym napisał, że zabiłeś swojego konia, a nie konia gońca.//
- A jak odpowiem to co? Zdechnę lepiej?
- Wypada na niego zaczekać. - odparł kupiec.
- Kotlety i ziemniaki, do tego jakieś piwo i sałatka.
//Zdałem sobie sprawę, że dopóki Bilo nie zrobi pewnej akcji Gorinem, to będziesz się nudzić tą postacią :V
Może wymyślę wątek zastępczy...//
Rycerz
-To jedna z opcji.
Ślepiec
-Może być.
Żołnierz
-Za ile?
Właściciel
Taczka:
I trafiliście pod dom Twego wuja. Co dziwne, trio najemników również się tam kierowało.
Vader:
- Śmierć to śmierć.
Orkowi przegonienie i tak zdemoralizowanych bandytów nie zajęło wiele, ale i tak zauważyłeś krew na pysku jego Warga oraz taką samą na mieczach. No i radość na szpetnej mordzie.
- Z sześć złota.
Ezgi
Zapłaciła tyle.
Rycerz Śmierci
-Szybka, a wolna. Długa, a krótka. Bolesna i bezbolesna.
Ślepiec
-No cóż, wystarczy pogratulować. Ilu?
-Przepraszam, skąd wiecie gdzie ja mieszkam? - Zapytała się.
Właściciel
Vader:
No to pozostaje jej czekać na posiłek.
- Ja swego pana nie zdradzę, więc się odwal. - odparł i znów spróbował splunąć Ci w twarz, ale nie dał rady.
- Czterech ludzi, pedalski Elf i Goblin. - odparł i zaczął za pomocą szmatki czyścić broń z krwi, a po chwili cała reszta ruszyła dalej, w kierunku białych murów Hammer.
Taczka:
Spojrzeli po sobie zdziwieni.
- Tak się składa, że w tym domu mieszka nasz przyjaciel, chyba że coś się zmieniło i mieszka gdzie indziej. - wyjaśnił człowiek.
Ezgi
Poszukała wolnego miejsca.
Rycerz Śmierci
-No dobra, inaczej. Wybierz jakąś cyfrę od 1 do 21.
Ślepiec
-Gratuluję.
Czekał, aż dotrą do miasta.
Właściciel
Większość stolików była wolna, gdyż w karczmie nie ma za bardzo ruchu.
- Trzynaście.
No i w końcu dotarliście.
- Tutaj kończy się nasza droga, chyba że któryś chce mi jeszcze towarzyszyć w drodze powrotnej. - powiedział kupiec, patrząc kolejno na każdego z Was.
Ezgi
Usiadła gdzieś w rogu, tak by widzieć wchodzących gości.
Rycerz Śmierci
A więc odliczył i odciął trzynasty palec. W tym wypadku to był ten od stopy.
Ślepiec
-Nie widzę w tym korzyści, ale poczekam na decyzję innych.
Właściciel
Usiadłaś tam, a po chwili otrzymałaś swoje zamówienie.
Problemem był koń, który przygniótł mu nogi, wliczając w to stopy...
Poza Tobą odmówił tylko Ork, dwaj pozostali mieszkali w Gilgasz, więc było im to na rękę. Wy zaś otrzymaliście po sporej sakwie złota.
- Sto sztuk, ale przeliczcie, jeśli nie jesteście pewni lub mi nie ufacie. - rzekł kupiec.
Ezgi
Zabrała się za posiłek.
Rycerz Śmierci
A to problem, jednak od dłoni.
Ślepiec
-Było ciekawie. Złoto nawet w mniejszej ilości mi starczy. Trzymaj się.
Po tych słowach pozdrowił ich i ruszył w stronę jakiejś karczmy na obiad.
Właściciel
Całkiem smaczny i sycący, toteż talerz dość szybko pozostał pusty.
No i uciąłeś go, wywołując ból człowieka, który zaczął przez niego krzyczeć.
Najpierw to trzeba wejść do miasta.
Ezgi
Teraz wypada wrócić do siebie i kontynuować trening walki.
Rycerz Śmierci
-Ciesz się, że to jeden z dwudziestu, a nie dwudziesty pierwszy.
Ślepiec
I tam się skierował.
Właściciel
Teraz bardziej miała ochotę na sen niż na trening.
- Tak Ci nic nie powiem! - warknął mimo bólu, jakby wzmagał on jego gniew. Spróbował nawet ruszyć truchło konia, niestety, nie udało mu się.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - spytał jeden ze strażników, a właściwie to nie byle jaki strażnik, bowiem był nim Paladyn Srebrnej Dłoni, podobnie jak drugi.
Ślepiec
-Ozel Golton, jestem podróżnikiem i przybyłem do miasta, gdyż jest to najlepsze miejsce, by znaleźć pracę.
Rycerz Śmierci
-A w sumie i tak mnie to nie obchodzi.
Znokautował go, a następnie spróbował go wyciągnąć spod konia. I poszukał liny.
Ezgi
A więc udała się do swojego pokoju i spróbowała zasnąć. Drzwi zamknięte na klucz, bo inaczej nie da rady.
Właściciel
- Czy masz coś przeciwko przebadaniu na obecność Magii Ciemności?
Wszystko się udało, tylko liny brak.
Drzwi zamknięte, a i sen przyszedł szybko.
Ślepiec
-Nie widzę problemu, proszę bardzo.
Rycerz Śmierci.
Więc wyciął jelito konia. Posłuży jako lina.
Ezgi
Czyli spała tak długo, aż się obudziła. Co jest oczywiste.
Właściciel
Dość obleśna lina, ale tak, nada się.
Obudziła się nazajutrz. Co jest oczywiste.
Paladyn zaśmiał się i stuknął Cię palcem w czoło, uprzednio ściągając rękawicę. Po chwili w miejscu tym poczułeś dziwne mrowienie oraz ciepło, które zaczęło rozchodzić się po całym ciele. Gdy efekt ten ustąpił, Paladyn powiedział:
- Witamy w Hammer.
Rycerz Śmierci
Zaniósł go do lasu przy dworku celu. Tam związał go do drzewa, a dodatkowo związał mu usta.
Ezgi
Czyli zaczęła od porannej rozgrzewi.
Ślepiec
Kiwnął głową i wszedłdo miasta.
-Mieszkam z wujkiem, wy idziecie do niego? - Zapytała się wchodząc do domu.
Właściciel
Taczka:
- No to wychodzi. - odpowiedział człowiek i wszedł za Tobą.
Vader:
Udało się. Pytanie co Rycerz zamierza zrobić teraz?
Wykonała ją bez problemów.
Miasto jak miasto, od innych, w których już byłeś, różni się białym kolorem większości budynków oraz wielką czystością ulic, chodników i całej reszty.
Rycerz Śmierci
Obserwacja miejsca pobytu celu.
Ezgi
A więc czas na trening.
Ślepiec
Poszukał karczmy.
Właściciel
Niewiele się zmieniło.
No to niech trenuje.
Czarnoskrzydły wyróżniał się najbardziej, bowiem był pomalowany na czarno, ale były też inne karczmy, na przykład jakaś tam Smocza Jama.
Ezgi
Trenowała więc.
Rycerz Śmierci
Strażnicy również?
Ślepiec
Udał się do Czarnoskrzydłego.
Właściciel
Tak.
Trenujesz, dopóki do sali nie wszedł jeden ze służących.
Typowa karczma, jakich w Elarid wiele, tylko szumowin mniej.
///Ulubiona zabawa. Zgadnij, do kogo jest odpis. Będą jaja, kiedy zaczniesz dawać odpisy do postaci, których tutaj nie ma.
Rycerz Śmierci
Postarał się zrobić jak najwięcej kul śmierci, ale jeszcze ich nie puszczać do ataku.
Ślepiec
Zbliżył się do barmana.
-Oferujecie obiady, prawda?
Ezgi
Przestała ćwiczyć.
-Coś się stało?
Właściciel
Twoje zasoby magiczne były tak wielkie, że nie zmęczyłeś się, a miałeś ich prawie pół setki.
- Jak każda karczma. - odparł tamten i wzruszył ramionami, jednocześnie nie przerywając czyszczenie ścierką jakiegoś kufla.
- Ktoś do panienki.
Rycerz śmierci.
Czyli grubo ponad ilość strażników. Rozdzielił je na dwie grupy: na strażników na dole i na strażników na murach. Włożył sporo wysiłku w to, żeby kule doleciały do każdego strażnika i go uśmierciły.
Ślepiec
-Ile złota?
Żołnierz
-Mówiłam ci Robercie, że jesteśmy na "ty".
Ruszyła do gościa.
Sprawdziła, czy wujek jest w domu.
Właściciel
Taczka:
Był na górze i na widok Waszej trójki, kolana się pod nim ugięły.
Vader:
Kul było aż nadto, a strażnicy nie mieli wystarczającej osłony, więc mury i teren przed bramą usiane były trupami.
- Dziesięć złota.
Robson skinął głową i ruszył za Tobą do głównej sali, gdzie zapewne czekał już gość.
Rycerz Śmierci
Dobył miecza, a następnie ruszył po swój cel.
Ślepiec
Zapłacił.
Ezgi
Udała się więc tam.
Właściciel
Problemem może być zamknięta brama.
Karczmarz zgarnął złoto i przekazał kucharzom zamówienie.
W głównej sali stał jakiś mężczyzna, obecnie odwrócony był do Was plecami i pewnie Was nawet nie zauważył, tak skupiony na podziwianiu jednego z obrazów.