Właściciel
Krwawiący Minotaur z mieczem w dłoni nie był zbyt pospolitym widokiem, więc straż przed bramą wycelowała w Ciebie broń, oczekując ataku.
Właściciel
No i przechadzasz się, a Twój oręż i dłoń na mieszku skutecznie odstrasza złodziei.
Jednak ewidentnie odczuwał znudzenie, może warto byłoby poszukać jakiejś zwady przez ten czas. Tylko gdzie...
- Nie strzelajcie! - schował broń, i czekał aż żołnierze zrobią to samo. - Jestem okolicznym kowalem, potrzebny mi medyk. Może nie jestem w stanie umierającym, ale zgaduję że do miasta nie wejdę.
Mężczyzna postanowił wstąpić do jakieś karczmy. Bo czemu by nie? Zaschło mu nieco w ustach i zatrzymałby się gdzieś na chwilę, by odpocząć. Może na kogoś znajomego trafi. Kto wie.
Właściciel
FD_God:
W sumie tu, choć straż zawsze mogłaby zareagować. Może więc jakaś karczma?
Creepy:
Pierwszą lepszą karczmą, na którą trafił była ta o nazwie "Pijany marynarz." Wchodzi więc czy szuka dalej?
Wiewiur:
- Ta, jasne. - mruknął dowódca straży.
- Szefie, ja go znam. - powiedział inny strażnik.
Gdy reszta pokiwała głowami, tamten kazał otworzyć bramę i Cię wpuścić.
Taczka:
Po nie tak długiej podróży dotarł wreszcie do miasta.
Niby czemu nie, ale przecież raczej chciałby tutaj upuścić sporo krwi. W tym celu lepiej chyba wyjść przed miasto czy też poszukać jakiegoś zlecenia od kupca, który skarży się na bandytów na trakcie.
Nie myślałem, że pozwolą wejść mi do miasta
- Można jeszcze wiedzieć gdzie znajdę jakiegoś lekarza? Nie znam za dobrze tego miasta.
Właściciel
FD_God:
Pomysł dobry, pora wcielić go w życie.
Wiewiur:
- Ja też nie wiem, popytaj. - odparł gwardzista.
Zaczął błądzić po mieście w poszukiwaniu lekarza. Ilekroć spotkał na ulicy kogoś, kto się go nie wystraszył to pytał, o miejsce pobytu medyka.
A czemu by nie? Omiotnął wzrokem wszystko jeszcze raz po czym wszedł do karczmy, szukając jakiegoś wolnego miejsca, z boku, gdzie nikomu by krzywdy, bądź kłopotu nie narobił.
No to migiem do tablicy ogłoszeń, a stamtąd poszukać takowego.
Właściciel
FD_God:
Było jakieś zlecenie o ochronie kupca podczas drogi stąd do Dekapolis, ale nie miałbyś zbytnio jak się tam wybrać, a do tego zadanie już ktoś wziął. Inny zadań tego typu niestety brak.
Creepy:
Przywitał Cię zapach smażonego mięsa, tytoniu i różnych alkoholów. Karczma była dość duża i nie grzeszyła jakoś klientami, więc bez problemu znalazłeś sobie wolny stolik, który spełniał te wymagania.
Wiewiur:
Wystraszyłeś wszystkich poza jakimś Krasnoludem, ten tylko zaklął i pokazał jakiś budynek niedaleko.
Natychmiast rozpoczął podróż tam. Ciekawe czy lekarz też się go wystraszy. Nie miał zbytnio powodu żeby zapraszać go do swej kuźnie.
-Noż ku*wa...- Pomamrotał do siebie, a potem skierował się do bram miasta. Jak nie ma zadań, to sam je sobie znajdzie.
-Nie chcę wyglądać jak Ty. - Wymamrotała cicho.
Właściciel
Taczka:
- Jestem aż tak szpetny? - spytał z uśmiechem.
//Druga postać też tu już dotarła, trzecią miałaś ruszyć w Hammer.//
FD_God:
Trafiłeś pod bramy miasta. Chcesz wyjść czy może zapytać o coś strażników?
Wiewiur:
Trafiłeś pod jego dom. Wypada zapukać, nieprawdaż?
Zapukał. Wyjaśnił w jakim celu przybył.
Jayna
-Nie to miałam na myśli! - Szturchnęła lekko szlachcica.
Alek
-Ładna mieścina, może spędzę tu więcej niż jedną noc. - Powiedział do siebie i pokierował się w stronę bramy.
Zdecydowanie wyjść i tak wróci tutaj wieczorem. Rozejrzał się co jeszcze znajduje się w całej okolicy, a następnie ruszył głębiej w las.
Właściciel
Wiewiur:
Zapukałeś, a drzwi powoli się otworzyły.
- Ale duży sku*wiel. - powiedział człowiek, który w nich stanął, a gdy Cię wysłuchał, dodał: - Obawiam się, że nie wejdziesz mi do domu.
Taczka:
- W takim razie przydałoby Ci się nabrać nieco opalenizny. - odparł, odwzajemniając gest.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - wyklepał strażnik, dobrze każdemu znaną formułkę, gdy zatrzymano Cię pod bramą.
FD_God:
I ruszyłeś w las, choć tu większe szanse na spotkanie wilków, niż bandytów. Może lepiej iść traktem?
No to warto iść traktem, po drodze, by zwabić do siebie jeszcze bandytów postanowił gadać głośno ile to on ma złota i jaki jest bogaty.
- Jeśli moje obrażenia nie są jakieś zagrażające życiu, lub można je wyleczyć na dworze to czemu nie. Jeśli potrzeba panu pomieszczenia, to można udać się do jakiegoś Kościoła czy coś. W ostateczności do mojej kuźni niedaleko miasta.
Alek
-Alek Rakitar, najemnik z Kasuss. Jestem tutaj tylko, żeby wypłynąć statkiem.
Jayna
-W sumie to nic nie mam do opalenia się trochę.
Westchnął cicho, z ledwo doslyszalną ulgą. Usiadł w cieniu, szybkim spojrzeniem omiotając gości, by znaleźć kogoś ciekawego, na kim mógłby zawiesić wzrok.
Właściciel
Taczka:
- Pewnie następny do Archipelagu Sztormu. - powiedział jedynie gwardzista, machając ręką. - Właź.
- Cóż, dokończmy rozmowę w innym miejscu, dobrze? - spytał, kładąc dłonie na rękojeściach bułatów i wskazując ruchem głowy na sporą grupę dość nieprzyjemnych typów.
Creepy:
Goście to przeważnie mieszczanie, kilku kupców i garść najemników, nic specjalnie ciekawego. Ciekawy mógł być natomiast inny przybysz, który dopiero co wszedł do karczmy. Nosił on biały płaszcz z kapturem, dokładnie pokryty różnymi tajemnymi symbolami w kolorach złota i srebra. Był bardzo dobrze uzbrojony i nie krył się z tym, gdyż na widoku trzymał dwa miecze jednoręczne przy pasie, tuzin noży do rzucania w przewieszonym ukośnie przez pierś bandolierze oraz okazały, również pokryty tymi symbolami, miecz dwuręczny na plecach. Jak zauważyłeś był to człowiek o zielonych oczach i łysej głowie, z trójką blizn na twarzy, łudząco przypominających te, jakie mogły zadać pazury jakiegoś dużego drapieżnika, i to za jednym zamachem. Skierował swe kroki do lady, nie zaszczycając nikogo spojrzeniem. Cóż, wygląda na rasowego Inkwizytora Światła, nieprawdaż?
Wiewiur:
//Nie kościół tylko świątynia, jeśli już o tym mowa.//
- Nie no, zaczekaj na tyłach domu, nie będę leczył Cię na ulicy. - powiedział, wskazując kierunek, w którym masz się udać. - Pójdę po leki i zaraz wrócę. - dodał jeszcze i zamknął drzwi.
FD_God:
Jak na razie brak odzewu, może bandytów odstrasza Twój miecz, może czekają oni na lepszy moment lub też nie ma ich jeszcze w pobliżu.
Nie pozostało mu nic jak tylko wykonać polecenia lekarza, i udać się na tyły. Ciekawe, czy umiałby mu jakoś pomóc. Swoją drogą, Minotaura powinno się leczyć jak zwierzę, czy jak człowieka, czy może jeszcze inaczej.
Właściciel
Jest to dobre pytanie, odpowie na nie zapewne sam lekarz. Na tyłach domu nie było nic specjalnego, ba nie było nic. Pozostaje teraz już tylko czekać.
Właściciel
W końcu wyszedł medyk z naręczem maści, bandaży i innych medykamentów.
- Siądźże gdzieś. - powiedział, rozkładając to wszystko na ziemi.
Skoro nie było tutaj niczego, to usiadł na ziemi.
- Minotaury leczy się jak ludzi, czy jak zwierzęta? A może są jakieś inne specjalne środki?
Trochę ciężko odstraszać kogoś mieczem skoro nawet go nie wyciągnął, a tym bardziej jest on schowany w pochwie, no ale ma cały dzień na to, żeby poszukać zaczepki ze strony bandytów, więc kontynuował swoją super metodę przyciągnięcia ich.
Uśmiechnal się pod nosem, śledząc go bezczelnie wzrokiem swoich fioletowo-niebieskich oczu. Ta oto postać go najbardziej zafascynowała, nie spodziewał się takiej osobistości tutaj.
Właściciel
Wiewiur:
- Jeśli mam być szczery, to jesteś pierwszym Minotaurem, którego spotkałem i którego leczę. - powiedział, rozcierając jakieś składniki na papkę w swym moździerzu.
FD_God:
Po jakimś czasie usłyszałeś trzask gałązki łamanej gdzieś w krzakach po Twojej lewej.
Creepy:
Inkwizytor zasiadł przy ladzie i zamówił piwo, rzucając kilka sztuk złota za ladę. Po chwili otrzymał swój trunek i zaczął sączyć go w milczeniu.
Nie zarzucał od razu, że mogli być to bandyci, zawsze mogłoby to być jakieś słodkie zwierzątko, ale dla pewności osłonił się jeszcze niewidoczną barierą z wiatru, która miałaby zablokować nadlatujące pociski.
Właściciel
Osłoniłeś się, a po chwili zza jednego drzewa wyskoczył człowiek uzbrojony w kuszę, warto dodać, że do Ciebie celuje. Natomiast po drugiej stronie pojawił się ludzki łucznik, również ma Cię na celowniku. Jakby tego było mało, to przed Tobą pojawił się Krasnolud z wielkim toporem i człowiek uzbrojony w jatagan, a za Tobą Elf z dwoma sztyletami oraz duży facet z wielką maczugą.
- Teraz to masz, ku*wa, przesrane. - powiedział Krasnal. - Złoto albo życie!
Po chwili zabawy własnymi palcami, przysiadł się do niego, by również zamówić piwo. W końcu po to tutaj przyszedł.
Właściciel
- Dwa złota. - rzucił karczmarz, jednocześnie odchodząc, by nalać go z dużej beczki do kufla.
-Tak was mało? Wy biedni frajerzy... Zamiast złota mogę zapłacić czymś innym, stalą na przykład...- Powiedział szybko łapiąc za rękojeść i nieco ją wysuwając, by w tej chwili z każdej swojej strony posłać fale tnącego wiatru. Rzecz jasna bariera dalej stała, gdyby ci nagle chcieli strzelać.
Alek
Skoro już wjechał do miasta, to warto by było poszukać miejsca do odpoczynku, więc Alek pojechał do pierwszej lepszej karczmy.
Jayna
Spojrzała się w stronę grupy o której wspomniał jej kompan. Rzeczywiście nieprzyjemnie wyglądali.
-Boję się. - Powiedziała cicho, po czym schowała się za szlachcicem.
Właściciel
FD_God:
Fale te nie trafiły żadnego bandziora, wszyscy przezornie się odsunęli, aby rzucić się do ataku. Wcześniej pozwolili wystrzelić swoim kompanom, ale że ich atak nie przyniósł celu, to wszyscy rzucili się na Ciebie w tym samym momencie.
Taczka:
Pierwszą lepszą była "Mordownia," dość nieprzyjemny i obskurny lokal.
- Niepotrzebnie. - powiedział i nagle wyciągnął oba bułaty, a cała grupka pierzchła na sam ich widok. Następnie otoczył Cię troskliwie ramieniem i ruszył z powrotem do tych lepszych dzielnic miasta.
Skoro nie mógł uciec w bok, uciekł w górę. Dzięki swojej magii postanowił wznieść się w powietrze, gdy byli w zasięgu jego klingi, a w powietrzu zmienił swoją pozycję będąc głową w dół, a wtedy postanowił ciąć poziomo ostrzem tak, by wykonać pełen okrąg.
Moderator
Rafael
Podszedł więc do lady i zwrócił się do barmana.
- Macie tu jakiś napój dobry na kaca, albo w ogóle coś niebędącego alkoholem?
- W księgach czy gdzieś nie było żadnej wzmianki? Wiem że jestem w oczach ludzi zwierzęciem, ale ktoś mógłby go mieć jako niewolnika albo co.
Alek
Przywiązał swojego wierzchowca do jakiejś latarni lub czegokolwiek, co było w zasięgu i wszedł do karczmy. Po wejściu zaczął szukać jakiegoś wolnego stolika.
Jayna
-Hej, bo jesteś dla mnie taki miły i czasem nawet słodki, na swój sposób. - Wtrąciła cicho ostatnie słowa. - Dlatego mam do Ciebie jedno pytanie. Tym razem bardzo poważne.
Właściciel
Taczka:
- Słucham więc. - odparł, rzeczywiście zatrzymując się gdzieś, aby lepiej słyszeć.
//Ale wiesz, że mógł sobie znaleźć inną karczmę?//
Tak więc przywiązał konia do płotka i wszedł do karczmy. Od razu uderzył go zapach piwa, tytoniu, smród niemytych ciał, a także coś co mogło być odchodami i... trupem?
Akurat miał sporo stolików wolnych, gdyż nie było obecnie żadnej klienteli.
Wiewiur:
- Jak mówiłem, nic nie ma, ale obiecuję, że sam skrobnę jakieś notatki po naszym spotkaniu.
Rafael:
Barman był spity i jedynie spał na swoim miejscu pracy, więc nic Ci nie powie.
FD_God:
Wszyscy zatrzymali się, by podziwiać ten widok, więc nikogo nie trafił.
- Jakby pan chciał przeprowadzić jakieś niegroźne badania, albo co to zapraszam do kuźni wieczorami. I tak dziękuję za pańską pomoc. Oczywiście po wszystkim zapłacę.
-Wiecie co, naprawdę potraficie komuś zrobić przykrość.- Powiedział lecąc za nich tak, by mieć ich wszystkich w zasięgu, a następnie wykonał proste cięcie od góry do dołu chcąc tym samym posłać falę uderzeniową z ostrego wiatru w najbliższego nieszczęśnika.
Moderator
Rafael
Nieco zdegustowany zabębnił palcami w ladę i rozejrzał się dookoła, czy ktoś daje choćby szczątkowe oznaki życia.
Właściciel
Rafael:
Jak zostało już wspomniane, Drow siedział obok i popijał jakiś napar.
Wiewiur:
Skinął głową i podszedł do Ciebie, a następnie zaczął nakładać papkę na rany.
FD_God:
//Jak Ty niby chcesz mieć ich wszystkich w zasięgu?//