Czekał. Co innego mógł zrobić?
//Zasięgu wzroku, w końcu go otoczyli, a ten poleciał nad nimi i dalej w tył za nich wszystkich.//
Właściciel
Wiewiur:
- Nie ruszaj się przez jakiś czas. - upomniał Cię medyk, gdy już skończył.
FD_God:
Manewr ten był dość niespodziewany, a więc udało Ci się wlecieć na ich tyły.
I wyjął tyle, ile trzeba było, zerkając z zaciekawieniem na osobę, która tak bardzo go zafascynowała.
Właściciel
Creepy:
Karczmarz zgarnął złoto i postawił przed Tobą kufel zimnego, pieniącego się piwa. Natomiast obiekt Twojego zainteresowania całą swoją uwagę skupił na kuflu, a właściwie na jego zawartości.
Pokiwał głową na tak i czekał.
Alek
Rozłożył się na krześle i czekał. Może ktoś do niego podejdzie.
Jayna
-Jestem dla ciebie zwykłą znajomą, czy kimś więcej? - Spojrzała mu się w oczy.
Moderator
Rafael
- Przejdę się przewietrzyć - powiedział do Drowa Rafael po czym skierował się ku wyjściu. Miał ochotę na odrobinę ruchu i świeżego powietrza, by móc dobrze rozpocząć dzień. Albo południe.
Właściciel
FD_God:
//Dobra, dobra.//
Fala ta trafiła Elfa, z dość wiadomym skutkiem.
Wiewiur:
I czekasz.
- Co właściwie robisz w tym mieście? - spytał medyk, by jakoś zabić czas.
Rafael:
No i wyszedłeś poza karczmę, był dzień, około południa.
Taczka:
- Cóż... Znamy się dość krótko, ale przyznam, że zdążyłem Cię polubić. - wyznał szlachcic.
Niestety, najwyraźniej była to karczma samoobsługowa.
- Mam niedaleko kuźnie. Teraz tutaj przyszedłem, bo mnie wilki napadły. Przeżyłem już dość żeby się szlajać po świecie. Postanowiłem się gdzieś osiedlić. Gość co mieszkał niedaleko miał kuźnię, i mnie uczył fachu. Potem go zadźgano, a mnie sprzedano w niewolę, do cyrku. Nadarzyła się okazja to uciekłem. Dotarłem tutaj, warsztat dalej stał to się osiedliłem. Nawet miłe życie. Oby nic złego mnie nie spotkało. W sumie to po kilku latach pewnie znudzi mi się takie życie. Być może z przyzwyczajenia że często zmieniałem miejsce pobytu.
Chrząknął cicho, ale nic nie powiedział. Zajął się swoim piwem, jak gdyby nigdy nic. Przecież każdy może sobie chrząknąć, czyż nie? W głowie jednak już układał sobie odpowiednie pytania, jakie chciał zadać.
Właściciel
Wiewiur:
- No nie powiem, całkiem ciekawa historia. - powiedział i zniknął na chwilę w domu, by wrócić z narzędziem przypominającym nóż, którym powoli zeskrobywał zaschniętą już maść.
Creepy:
- Czego? - rzucił Inkwizytor, rzucając Ci krótkie spojrzenie.
Moderator
Rafael
Rozejrzał się dookoła, by ocenić okolicę. Głównie czy nie ma jakiś istot żywych. Wolał nie spotkać się z delegacją Rycerzy Zakonu Szeleszczącego Ortalionu, albo Klanu Sebixów Zagłady pytających każdego o to, czy jest za Prawdziwym Gilgasz, czy za FC Hammer. A już tym bardziej wymienić uprzejmości z Drużyną Czystości Wieprzowej, którą na szczęście łatwo poznać. Ano z powodu zawołania "Argent Gwinia, Kobieta Lekkich Obyczajów Świnia!".
- To już koniec leczenia? Ile się należy?- Spytał próbując sięgnąć woreczka ze złotem.
-Zapraszam serdecznie.- Powiedział układając miecz na barku i wystawił ku nich dłoń jednocześnie wykonując gest tego, by do niego podeszli. Może prowokacja się uda. Dla bezpieczeństwa przed pociskami nadal utrzymywał przed sobą powietrzną barierę.
Alek
Wstał niechętnie z krzesła i podszedł do lady.
-Dobry. - Przywitał się z karczmarzem.
Jayna
-Jak bardzo? - Dopytała się.
Właściciel
Taczka:
- Może i dobry. - odparł. - Czego?
- Myślę, że bardzo. Ale dlaczego pytasz?
FD_God:
Mieli oni wystarczający rozsądek, aby nie atakować. Jednakże prawie wszyscy, gdyż ten wielki facet z maczugą wzniósł ją w górę i rzucił się do ataku.
Wiewiur:
- Tak, to już koniec. Normalnie biorę za taki zabieg trzydzieści złota.
Rafael:
//Twój najlepszy post :V//
Na szczęście było spokojnie, widziałeś jedynie mieszczan śpieszących w różnych kierunkach, aby zająć się sprawami dnia codziennego.
-Widzę mięśnie nie są równe rozumowi.- Poczekał, aż ten podbiegnie nieco bliżej, a następnie wykonał gwiazdę w bok bez użycia rąk, a następnie ciął przeciwnika, gdy ten był ustawiony do niego bokiem.
Moderator
Rafael
Rozejrzał się więc ponownie, tym razem by uzyskać niezbędne dane przestrzenne na temat ulicy, na której się znalazł. Czyli po ludzku - czy jest to długa aleja, czy raczej droga pełna mniejszych rozwidleń. No i czy prowadzi w dwie przeciwne strony, a może się rozwidla?
- Proszę- Wyciągnął 50 sztuk złota i wręczył doktorkowi.
Alek
-Kufel piwa. - Powiedział krótko.
Jayna
-Tak po prostu. - Zaśmiała się cicho i rozejrzała się, żeby sprawdzić gdzie są, bo w sumie to już trochę idą.
- Co porabia tutaj taki ważny jegomość? - zapytał pogodnie, jakby mówił o pogodzie albo coś takiego.
Właściciel
//Pięć osób w jednym temacie, kurde, to już podchodzi pod rekord tej grupy...//
Taczka:
- Dwa złota. - odparł jeszcze krócej barman.
Właśnie wróciliście na główny rynek, daleko za sobą zostawiając gorsze dzielnice Gilgasz.
Creepy:
Dopił piwo i skrzywił się, choć możesz podejrzewać, że nie miało to związku z jego smakiem.
- Misja. - odparł krótko, jak na Inkwizytora odparło. Cóż, jest ten stereotypowy Inkwizytor - cicha, tajemnicza i poważna łysa pała z wielkim mieczem.
Wiewiur:
Wziął, odliczył odpowiednią sumę i oddał Ci resztę, w międzyczasie zaczynając sprzątać i chować wszelkie leki do domu.
FD_God:
Perfekcyjne cięcie, które przebiło jego ubranie, skórę i ciało, a z rany zaczęła wylewać się krew. Jednakże nie zniechęciło go to, wręcz przeciwnie, ruszył do ataku z większym zapałem, jedną ręką wymachując maczugą, a drugą trzymając się za ranę.
- Tylko ja nie chcę reszty. Dałem więcej złota w podzięce że mnie pan przyjął.
Właściciel
- A na co niby mi to dodatkowe złoto, hmmm?
- To panu nie potrzebne jest złoto?
Tym razem zamiast iść znowu w bok postanowił wykonać salto do tyłu lądując rzecz jasna na nogach. Lepiej nie dostać ciosu maczugą, a więc posłał w przeciwnika falę uderzeniową z powietrza posyłając ją na skos od lewej do prawej.
Alek
Położył na ladzie dwie sztuki złota i wziął kufel z piwem.
-Masz tu pokoje na wynajem? - Spytał się.
Jayna
-A więc gdzie teraz idziemy? - Spytała się szlachcica.
- Misja misją. Ciekawa chociaż? - zrobił dużego łyka swojego piwa.
Ślepiec zawitał do jednej z karczm, w celu zjedzenia posiłku. Jego "Oczy" miały wypatrzeć najlepszą drogę do barmana.
Właściciel
Rafix:
//Chodziło o pięć postaci, ale coś pomyliłem :V
Zresztą, teraz mam tu Vłądzia i jest pięć osób. I sześć postaci.//
Taczka:
- Gdzie tam. - odparł i zgarnął złoto. - Syf, szczury, bród i wszy, nikt tu nie chce mieszkać.
- Wracamy do karczmy. - odpowiedział i rzeczywiście tam kierowaliście swe kroki.
Creepy:
- Muszę przyznać, że nawet tak. - odparł i zamówił drugie piwo.
Vader:
Prosto jak w mordę strzelił, szczęśliwie nie musisz lawirować między stolikami i krzesłami.
FD_God:
Powaliłeś go w ten sposób, lecz zdołał wstać na chwiejnych nogach i przyjąć pozycję obronną.
Wiewiur:
- Nie uważam go za cel w życiu, a bardziej jako środek by ten cel osiągnąć.
Moderator
// I ZNÓW NIE MA ODPISU DLA MNIE NO CHOLIRO :v //
Podszedł więc prosto do niego.
-Dzień dobry.
-Twój zapał jest godny podziwu, ale niestety zbyt słaby.- Powiedział, a następnie swoimi mistrzowskimi umiejętnościami postarał się o wyciągnięcie mu powietrza z płuc i zablokowanie możliwości nabycia powietrza poprzez zabranie powietrza wokół niego.
- To jak mógłbym się odwdzięczyć za fakt iż Pan mnie przyjął?
Właściciel
Rafael:
//Nie byłeś wtedy godzien.//
Jest to długa aleja, która prowadzi w przeciwne strony.
Vader:
- Może i dobry. - odparł. - Czego?
FD_God:
I powoli zaczął się dusić, choć starczyło mu czasu, aby zorientować, że to Ty maczasz palce w braku tlenu, i rzucić się na Ciebie z wzniesioną maczugą.
Wiewiur:
- Nijak, dałeś tyle, ile chciałeś i po sprawie.
-Przyszedłem zamówić jedzenie i coś do picia.
Postanowił nie przerywać czynności, zaraz powinien paść z braku oddechu, ale w międzyczasie postarał się o jakieś odskakiwanie od niego.
- A weź pan opowiedz coś więcej. - zaśmiał się. - Potrzeba pomocy czy w pojedynkę? - zapytał z ciekawością.
- Jak tak to do widzenia.- wstał i ruszył ku głównej bramie, aby dojść do domu.
Właściciel
Vader:
Wyjął spod lady jakąś kartkę, ale zawahał się i schował ją z powrotem.
- A dokładniej?
FD_God:
Walczył dzielnie, to trzeba mu przyznać. Ale zginął jak każdy inny śmiertelnik. W tym czasie łucznik i kusznik wystrzelili, a pozostali bandyci, poza Krasnoludem, rzucili się na Ciebie kupą.
Creepy:
- Gdybym potrzebował pomocy nie byłbym sam. - odparł i napił się dolewki piwa.
Wiewiur:
Trafiłeś tam bez problemu. Pod domem czekał jakiś mężczyzna, widać że mu się spieszyło i był mocno zirytowany.
Alek
Odszedł bez słowa do swojego stolika, żeby wypić piwo. Jeśli już to zrobił, to wyruszył do innej karczmy, żeby wynająć pokój.
Jayna
Szła za Nilgardczykiem, bo w sumie co innego mogła robić.
-Zależy, co tutaj oferujecie.
Wie, że jest ślepy. Najprawdopodobniej. Ale nie wie o oczach, więc jest dobrze. Nie warto się tym chwalić.
-Myślałem, że jak załatwiłem wam kompana to zaraz się poddacie... No cóż...- Powiedział blokując strzały tą samą barierą, a następnie postanowił przelecieć nad nimi w kierunku kusznika, by będąc w zasięgu ataku ciąć go mieczem po szyi.
Właściciel
Wiewiur:
- A Ty gdzie się szlajasz? I gdzie mój miecz?
Vader:
- Zupy, mięso, piwo.
Taczka:
I wyszedłeś, innej karczmy póki co brak.
I wróciliście fo karczmy.
FD_God:
Padł martwy, obcicie brocząc krwią. Reszta uciekła, jedynie łucznik strzelił jeszcze raz i do nich dołączył.
-Jakąś zupę i lekkie mięso. I oczywiście piwo.
Wiadomym było, że zasłonił się on barierą.
-To teraz sprawdźmy ile warte jest czyjeś życie.- Powiedział przystępując do przeszukania kieszeni tej trójce poległych bandytów.