-Dobra jakość i zdobienia zrobią z ciebie bohatera... Zgaduję, że wasza broń też jest zwyczajna?
Właściciel
- No cóż, żaden z nas nie zna się na Magii, jeśli to masz na myśli, stepowy chłopcze.
-Zaraz tam chłopcze... Ten "stepowy chłopiec" jest mistrzem magii powietrza.
-Wiem, że to głupie. Bo ty jesteś taki ciemny i nie wiem, czy to od słońca, czy taki się urodziłeś? - Zapytała się.
Właściciel
FD_God:
- Jak zobaczę to uwierzę. - odparł szlachcic, zakręcając palcem swój majestatyczny wąs.
Taczka:
Zaśmiał się, bo widać, że takiego pytania się nie spodziewał.
- To wszystko wina słońca, jestem nie "ciemny," jak to ładnie ujęłaś, a po prostu opalony.
Postanowił bliżej przyjrzeć się ich stolikowi, może mieli tam jakiś kufel, talerz czy cokolwiek innego.
// Tutaj tak? //
Dzień w kuźni mijał jak każdy inny. Na spokojnej pracy. Właśnie kończył pewne łatwe zamówienie na miecz. Był trochę zniechęcony faktem, że ktoś osobie z jego talentami każe wykuwać byle jaki miecz. Oczywiście Minotaur włożył w prace całe serce, jak zawsze zresztą. Najmniej mu odpowiadał wygląd miecza. Prosty bez zdobień, oraz bez wyszukanego rodzaju metalu. Miał nadzieję spędzić wieczór na spacerze po lesie. Uwielbiał to spokojne życie po tylu przejściach. Kiedy ostatnio wykonywał jakiś dobry projekt? Miesiąc temu? Liczył, że takie zdarzą się częściej, ale nie mógł narzekać.
-A czym różni się Nilgardczyk od zwykłego człowieka?
Moderator
Rafael Rexwent
Zbliżył się więc do lady i zerknął, czy barman nadal trwa na posterunku, czy też może się spił jak reszta.
Właściciel
Rafael:
Połowicznie, bo trwa na posterunku, ale spity.
Taczka:
- W sumie to chyba niczym innym, gdyby taki młody Nirgaldczyk dorastał pośród ludzi z Verden to bardzo ciężko byłoby go od nich odróżnić.
FD_God:
Dwa puste talerze oraz dwa kufle, te akurat ani pełne, ani puste.
Wiewiur:
A więc kujesz tenże miecz, myśląc o nocnym hasaniu po lesie.
Ustawił zatem ręce za plecami i delikatnie poruszył palcem chcąc poziomo ściąć jeden z kufli za pomocą swojej magii, rzecz jasna na tyle, by nie ulał się z niego trunek w środku.
Co jest złego w myśleniu o spacerze? Miecz już prawie gotowy, to nie ma co o nim myśleć. Wczoraj cały dzień w kuźni przesiedział. Kiedyś trzeba tym powietrzem pooddychać.
Właściciel
FD_God:
Zrobiłeś to, a szlachcice byli pod niemałym wrażeniem.
Wiewiur:
Skończyłeś już miecz, pozostaje włożyć go do wody, by ostygł i w sumie to tyle.
Teraz tylko pozostaje zrobić porządek, zamknąć warsztat i pójść na spacer do lasu. Może znajdę tam coś ciekawego.
Właściciel
Tak więc opuściłeś miasto, pozostaje Ci kilkugodzinny spacerek, las jest dość daleko.
-W sumie nie jest to jakaś sztuczka godna prawdziwego mistrza, ale po co komuś wyciągać dech z piersi... Dosłownie.- Powiedział lekko się śmiejąc i gładząc po podbródku.
Pozostaje tylko zamknąć kuźnię, i udać sie do lasu. Nie ma to jak pooddychać świeżym powietrzem, niczym nie skażonym, będąc w pełni bezpiecznym.
Właściciel
Wiewiur:
Z tym bezpieczeństwem bywało różnie, w pobliżu Gilgasz zawsze kręcą się jacyś bandyci by upolować co lepsze kąski pośród kupieckich karawan, ale w sumie chyba nikt nie zaczepiłby Minotaura z wielkim mieczem, tak więc rzeczywiście możesz czuć się bezpieczny.
FD_God:
- A czy masz Ty aby jakieś zajęcie? - spytał drugi szlachcic. - U mnie Mag by się przydał, mam mały kłopot z Orkami.
Około po godzinie spaceru, Minotaur zaczął się wracać, ale niezbyt dobrze znaną mu drogą. Trzeba przecież poznać ten las co do milimetra( czy jakie są tu skale ).
Właściciel
Tak więc idziesz ową nieznaną, leśną drogą. Jak na razie nic ciekawego Cię nie spotkało.
Hmm... może trochę ziół na herbatkę wezmę, ostatnio nic odprężającego nie piłem. Po nazbieraniu paru ziół, które raczej nie powinny mieć toksycznego działania, bohater dalej kroczył nieznaną ścieżką. Ma nadzieję, że nie zabłądzi. Kierunek obrał taki, żeby dojść do warsztatu.
-Z orkami powiadasz... Zamieniam się w słuch.
-Chciałabym pojechać do krainy, z której pochodzą Nilgardczycy, ale chyba nie jestem przystosowana do ciepła.
Właściciel
FD_God:
//Wiedziałem, że złapie przynętę :V//
- Otóż mieszkam w pobliżu Gór Mglistych, a tam, jak wiadomo, kręcą się Orkowie. Żyje tam kilka sporych band i klanów, na początku wojowali między sobą, teraz uwzięli się na mnie. Jeden klan stanął po mojej stronie, ale reszta już nie. Po prostu toczę wojnę, liczyłem, że za zarobione złoto wynajmę jakichś profesjonalnych najemników i może jakiegoś Maga.
Taczka:
- Potrzebny byłby Ci inny ubiór, dużo wody, a od biedy mogłabyś i włosy zgolić. - powiedział, śmiejąc się po ostatnim zdaniu.
Wiewiur:
No niestety, po tych kilkudziesięciu metrach zdałeś sobie sprawę, że jednak zbłądziłeś. A jakby tego było mało, słyszysz wycie wilków w okolicy.
Wilki, co to dla mnie. Chyba, że w tych lasach żyją jakieś 3 metrowe mutanty, czy inne szkaradzieństwo. Sięgną po miecz, i podjął dalszą wędrówkę, licząc że znajdzie się na jakimś dobrze znanym szlaku. Być może człowiek, jeśli nie wróci, to człowiek chcący odebrać miecz powiadomi kogoś o jego zniknięciu.
Właściciel
Wycie się nasila, ale rzeczywiście, żaden z członków watahy nie ma ochoty na atak, przynajmniej nie teraz.
Hmmm... skoro nie teraz, to znaczy, że mają tajną broń. Gdurb czekał gotowy na atak z ich strony. Nie chciał wpaść w jakąś ich pułapkę. Może jak pójdę w krzaki, w kierunku gdzie powinien być mój warsztat to znajdę jakiś szlak .
// Mam nadzieję, że zrozumiałeś część z tym człowiekiem ;-; Brat mi uświadomił, że brzmi to jakoś dziwnie ;-; //
Właściciel
//Zrozumiałem, ale jakby co, to będę pytał, jeśli czegoś nie zrozumiem.//
No i czekasz, zachęcając je tylko w ten sposób do ataku.
Jaka szkoda, że nie miał nic prócz miecza i pieniędzy. Jaka szkoda, że wilki nie mają po co trzymać pieniędzy.
Pozostało mu tylko wchodzić w krzaki i czekać na atak ze strony wilków.
-Mając okazję rozbić kilka zielonych łbów jestem skłonny zrobić to nawet za darmo, będziecie mogli nająć dodatkowo większą pomoc.
Właściciel
Wiewiur:
Niespodziewanie jeden rzucił się na Twoje plecy i zaczął Cię gryźć oraz drapać, a osiem innych zaczęło otaczać Cię ciasnym półkolem.
FD_God:
- Skoro tak to umowa stoi. - powiedział szlachcic i wyciągnął ku Tobie dłoń.
Niegrzecznie byłoby nie odwzajemnić gestu, więc ochoczo uścisnął dłoń mężczyzny.
-To przejdźmy do jakichś konkretów, kiedy zamierzacie wyruszać?
Rzucił się na plecy chcąc zgnieść go swoim ciężarem. Szybko podniósł się z ziemi nie dając wilkom czasu na reakcję, i zaczął wyżynać je w pień.
Villesine jak zwykle błąkał się po tych ciemniejszych uliczkach ze swym kapturem naciągniętym na głowę. Nie miał zbyt wielkiego celu, a wręcz poszukiwał czegoś ciekawego, jakieś zwady, na którą mógłby sobie w cieniu popatrzeć. Ale nic nie dzieje się na życzenie...
Właściciel
FD_God:
- Jak uda się wynająć odpowiednio dużo najemników to może i jeszcze dziś, a jak nie, to zapewne jutro.
Wiewiur:
Położyłeś się i rzeczywiście zgniotłeś delikwenta, lecz pozostawił on Ci kilka ładnych blizn. No niestety, nie jesteś akrobatą i masz spore gabaryty, a więc nie powstałeś tak szybko i dwa wilki już dążyły Cię ugryźć, a drugi skoczył Ci na klatkę piersiową i próbuje dobrać się kłami do Twego gardła.
Creepy:
Ciemniejsze uliczki nie były zbyt interesujące, a przez to spotkałeś tam jedynie kilku żebraków i włóczęgów.
Próbuje wziąć wilka w garść i zrzucić go z piersi i przydeptać, rąbiąc wszystko dookoła. Ile ich tam zostało?
Właściciel
Udało Ci się go odrzucić i wstać, lecz nadal czuje się on dobrze. Wszystkie pozostałe osiem wilków zaatakowało, dzikie wymachiwanie mieczem dało jakiś efekt i zabiłeś jednego, trafiając go w czaszkę, ale siódemka innych dopadła Cię, gryząc i drapiąc Twoje nogi oraz dolne partie ciała, zwłaszcza brzuch i plecy.
Dobra koniec tej zabawy Gdurb zaczął z precyzją godną chirurga wycinać w pień wilki. Zaczął od tych, które były najbliżej gardła. W międzyczasie, starał się jakoś kopnąć czy zgnieść pozostałe wilki, gryzące go po nogach. Cóż jak wrócę będzie trzeba coś z tym zrobić. Mam jakieś lekarstwa?
Właściciel
Zdołałeś zabić jeszcze trzy, nim reszta uciekła, a Ty zostałeś sam, nie licząc trupów wilków. Jesteś rannym i obolałym zwycięzcą, ale zwycięzcą.
Zaczął wracać drogą którą tu przybył. Kiedy te szajsu wrócą zabiję ich jeszcze więcej. Gdurb przywykł do bólu i niewygód. Takie rany może i są uciążliwe, ale Minotaur nauczył się z nimi żyć.
Właściciel
Jednakże wszystkie krwawią no i wypada coś z tym zrobić, o ile o upływ krwi może martwić się za jakiś czas to o zakażenie już w każdej chwili.
-Najpóźniej jutro, co... Wiadomo, gdzie będę mógł was spotkać?
Mam nadzieję, że w tych ziołach jest cokolwiek czym mógłbym się tego zakażenia pozbyć Jeśli nie ma Gdurb zaczął przypominać sobie, czy nie znalazł gdzieś jakiegoś strumienia, żeby obmyć ranę, nałożyć na nia opatrunek z liści( jeśli są one jakoś specjalnie duże)
// Tak po za tym toż on jest silny jak byk... Kumasz hahahhaha to takie zabawne ;-; //
Właściciel
FD_God:
- Cały nasz pobyt mamy opłacony tutaj, ale jeśli nas tu nie zastaniesz to szukaj na rynku lub w pobliżu głównej bramy.
Wiewiur:
//Ahahahahahaha, przezabawne!//
Znalazł on strumyk i przepłukał rany raczej czystą wodą, również opatrunek z liści jakoś pomógł, ale szczególnie chłonne to one nie są, więc potrzeba by jakichś profesjonalnych medykamentów.
Zabrał ze sobą kilka garści liści, i dalej szedł drogą którą tu dotarł. Może dotrze do domu zanim stanie się coś gorszego. W najgorszym wypadku może wykorzystać podstawową wiedzę( // wiem nie ma w zaletach, ale ciii podstawy każdy powinien znać //) o ziołach i coś znajdzie na zmniejszenie szansy na infekcję.
-To pamiętajcie, by nie odjeżdżać beze mnie. Także do zobaczenia.- Powiedział i skinął głową do obu mężczyzn, a następnie opuścił karczmę i zaczął krążyć po mieście kierując swoje kroki ku targu.
Tak więc wyszedł z tych nędznych alejek, na główną drogę, nieco bardziej naciągając kaptur, który rzucał cień na jego twarz, pozwalając mu jednak patrolować wszystko dookoła.
Właściciel
FD_God:
Trafił tam bez problemu. Były tam przede wszystkim kramy i stragany oferujące najróżniejsze towary, kupcy i handlarze, cała masa klientów, a w ich tłumie dostrzegłeś nieco najemników, kieszonkowców, złodziei i strażników.
Creepy:
Tutaj było już bardziej czysto i nie śmierdziało tak, widziałeś patrole miejskiej straży oraz różnorakich mieszkańców zajętych sprawami dnia codziennego.
Wiewiur:
//No nie każdy zna, więc nie ma tu nic takiego. Trzeba było pisać.//
Po dość długim czasie zauważyłeś wreszcie główną drogę, która zaprowadzi Cię do miasta.
Może ktoś mi pomoże. Jak nie wpuszczą mnie do miasta, to chociaż niech medyka jakiegoś wyślą albo co Zaczął iść w stronę miasta, zmieniając od czasu do czasu opatrunki. Jeśli mógł to biegł, oczywiście z mieczem w dłoni.
Złodzieje i kieszonkowcy nie obchodzili go tak długo jak to nie mieli spróbować okraść jego sakwy. Trzymał swoją dłoń bezpiecznie na mieszku i przechadzał się bez większego celu między straganami. Nic mu przecież nie było potrzebne.