Gdy zjadł założył maskę, nie odezwał się do nich w ogóle tylko poprawił miecze.
Właściciel
Taczka:
- W sumie to chyba nawet lepiej, wiesz, Ci którzy skradli Ci sakiewkę, zapewne nie chcieliby oddać jej po dobroci. Gdzie ostatni raz ją widziałaś?
Vader:
I powoli wypłynęliście z portu. Tylko co teraz?
Ninja:
One się przysiadły, ale również milczały.
///Zmiana tematu na Bryg? ;-;
- Macie pieniądze za tamtego umarlaka?
Spojrzał na nie zimno.
//*Umarlak - Człowiek, na którego było zlecenie. Zlecenie takie się udało.//
- Macie pieniądze za tamtego umarlaka?
Spojrzał na nie zimno.
//*Umarlak - Człowiek, na którego było zlecenie. Zlecenie takie się udało.//
Właściciel
Vader:
//Miało być później, ale w sumie możesz wystartować teraz pierwszym postem.//
Taczka:
- I nic nie zauważyłaś?
Ninja:
Jedna skinęła głową i rzuciła sakiewkę ze złotem na stół, czym zwabiła ciekawe i chciwe spojrzenia klientów.
-Zauważyłam, ale nie wiedziałam jak odzyskać moje złoto...
Właściciel
- A masz przy sobie choćby jedną monetę, albo cokolwiek, co wchodziło w kontakt z ową sakiewką? Jeśli nie, to podaj mi dłoń.
-A jak ma to pomóc? - Podała dłoń Nilgardczykowi.
Właściciel
Nie odpowiedział, jedynie chwycił Twoją dłoń i wymamrotał coś pod nosem. Poczułaś mrowienie w dłoni, które po chwili rozeszło się po całym ciele, a sama dłoń zrobiła się cieplejsza.
-Dziwnie się czuję, na pewno to jest bezpieczne? - Spytała się trochę zaniepokojona o swoje zdrowie.
Właściciel
Nirgaldczyk nadal nie zwracał na Ciebie uwagi i ciągle mamrotał. Po jego twarzy zaczynał powoli spływać pot.
Schował pieniądze przy okazji pokazując ostrza i szybkość swych rąk.
- Idziemy.
Wstał i ruszył do wyjścia przy okazji trzymając dłuższy miecz za rękojeść.
- Prowadźcie do następnego klienta.
Nie odzywała się już, choć była zaniepokojona dziwnym zachowaniem szlachcica.
Właściciel
Ninja:
Po opuszczeniu karczmy stanęły jak wryte, bo najwidoczniej nikogo nie było.
//Zabrzmiało to przez chwilę jakbyś był burdel tatą :V//
Taczka:
W końcu przerwał i zabrał swoją rękę, a dziwne uczucie minęło. Oparł się o najbliższą ścianę i zaczął ciężko oddychać.
- Dawno tego nie robiłem. - wymamrotał. - Powinienem więcej ćwiczyć.
-To był jakiś dziwny rodzaj magii? - Spytała się zdziwiona.
Właściciel
- Nie Magia. - odparł i podniósł na Ciebie zmęczoną twarz. - Raczej dar. Albo i przekleństwo. Zależy, z której strony się na to patrzy.
-Jak działa ten "dar"? - Dopytała się.
Konto usunięte
Wstał, wyszedł z sypialni i zaczął szukać źródła kroków.
Właściciel
Bóbr:
Drzwi wejściowe były otwarte, więc intruz musiał już być w środku.
Taczka:
- Czytanie w myślach, odczytywanie przyszłości i przeszłości, telepatia, telekineza i wpływanie na umysły. Oczywiście w teorii, bo w praktyce opanowałem jedynie to drugie.
Konto usunięte
Chodził więc po pokojach w domu i rozglądał się.
-Skoro już coś tam wyczarowałeś z moją ręką, to co teraz?
Właściciel
Bóbr:
Dopiero w pokoju syna natknąłeś się na jakiegoś osobnika w płaszczu z kapturem.
Taczka:
- Muszę odzyskać siły. A poza tym, to wiem, kto ukradł Twoje złoto.
Konto usunięte
- Kim jesteś i co tu robisz? - Powiedział łapiąc za sztylet.
Właściciel
Zdawał się Ciebie nie słyszeć, nawet nie przerwał swego zajęcia.
-Naprawdę? Kto? - Spytała się zaskoczona.
Konto usunięte
Przyłożył mu sztylet do szyi.
- Odpowiedz na pytanie.
Właściciel
Taczka:
- Jakaś banda kieszonkowców, odebranie im pieniędzy, i to z nawiązką, nie powinno być trudne.
Bóbr:
Dopiero wtedy odwrócił się do Ciebie. Miał twarz pospolitego mieszkańca miasta, jedynie te fioletowe oczy, oczy przypominające otchłań obłędu...
Po chwili wahania zaśmiał się i chwycił Twoją dłoń, boleśnie ją wykręcając. Poczułeś ból i puściłeś sztylet, a on odepchnął Cię i go podniósł. Następnie, nie przestając się śmiać, ruszył w Twoim kierunku.
Moderator
- Macie tu jakieś pokoje do wynajęcia? - Spytał się Rafael karczmarza, czując że spędzi tu trochę czasu, nic Kulimon raczy wytrzeźwieć. Lub przynajmniej znów wrócić do świata żywych.
Właściciel
Karczmarz skinął głową.
- Dziesięć złota za dobę.
-A kiedy chcesz im je odebrać?
Właściciel
- Muszę chwilę odpocząć, przez to, że tak długo nie ćwiczyłem, cały proces zabiera bardzo dużo energii fizycznej i psychicznej.
Konto usunięte
- Ku*wa! - Krzyknął z bólu po wykręceniu ręki. Cofnął się. - Cholera, jesteś tym od burmistrza?!
Właściciel
Gdyby nie to oczy, to wyglądałby na typowego mieszczanina. Jednak po chwili zaatakował, a siła, szybkość i precyzja jego ciosów sprawiła, że zdałeś sobie sprawę, że nie jest on zwykłym człowiekiem. Zdążył Cię już kilka razy poharatać, ale na szczęście rany były powierzchowne i nie zagrażały Twojemu życiu.
Konto usunięte
Oddalił się od zamachowca i pobiegł w panice szukać broni.
Właściciel
Byłeś strażnikiem miejskim, więc nie mogłeś mieć w domu żadnej broni poza służbowym sztyletem. Ale głupi też nie byłeś. Swoje widziałeś, swoje przeżyłeś, tak więc pod łóżkiem w sypialni nadal leżał Twój miecz oraz dwa kolejne sztylety.
Przybył pod bramy miasta. Imponowała mu wielkość tej metropolii
Właściciel
A strażnikom imponowała wielkość Twego ochroniarza. Jednak i tak wygłosili standardową formułkę, chcąc wiedzieć jak się zwiesz, skąd pochodzisz, jaki jest Twój status społeczny i po co przybyłeś do miasta.
-Więc odpocznij, ja mogę zaczekać.
Konto usunięte
Pobiegł do sypialni, wyjął miecz spod łóżka i stanął do walki z przeciwnikiem.
Właściciel
Bóbr:
Szedł on za Tobą, ale dość wolno więc miałeś czas na dobycie broni i przyjęcie postawy. Po chwili napastnik wyprowadził proste pchnięcie na wysokości Twoich lewych żeber.
Taczka:
Czekaliście dobre pół godziny nim w końcu odzyskał siły. Ale gdy tak się już stało to od razu ruszył w jeden z zaułków.
-Masz w ogóle jakiś plan, żeby im to złoto odebrać? - Spytała się idąc za nim.
Właściciel
Nie odezwał się, a nawet nie odwrócił. Jedynie poklepał wiszące u pasa bułaty.
Szła za nim dopóki nie doszli do celu.
Właściciel
W końcu zauważyłaś jakiegoś Goblina, który skręcił w alejkę po prawej. To chyba tam miał zamiar udać się Nirgaldczyk.
- Zaczekaj tu. - powiedział i położył dłonie na rękojeściach swych miecz, a później wszedł powoli w mrok uliczki.
Posluchała się szlachcica i poczekała na niego opierając się o ścianę.
Właściciel
- Hej, a Ty to kto? - dobiegł do Twoich uszu krzyk jakiejś osoby.
- Tu ku*wa guza szukasz?! - warknął inny.
Po chwili usłyszałaś też szczęk broni i krzyk bólu.
- O Cię w ch*j! Uciekajta!
Po tych słowach z zaułka wybiegł Krasnolud, a za nim dwa Gobliny, człowiek i Ork. Ten ostatni trzymał się za krwawiący kikut dłoni, bowiem stracił dłoń. Po chwili zaułek opuścił również Nirgaldczyk, w jednej dłoni podrzucając Twoją sakiewkę, a w drugiej trzymając zakrwawiony bułat, z ostrza którego krew wciąż kapała na bruk ulicy.
- Oto Twoja zguba. - powiedział i rzucił Ci sakiewkę ze złotem.