Właściciel
Rafael:
- Każdy potrzebuje jakiegoś celu w życiu. - przyznał Drow. - Liczę, że Ty znajdziesz własny.
FD_God:
Szukanie było długie, gdyż najwidoczniej takie przybytki nie cieszą się wielkim zainteresowaniem, chociaż znalazłeś wreszcie jakiś budynek tego typu, na dodatek otwarty.
Vader:
Niewiele to dawało, dopóki nie spotkałeś łysego kupca z sumiastym wąsem i okazałym brzuszyskiem.
- Mag to Mag. - powiedział i zakręcił swego wąsa. - No dobra, powiedzmy że Cię wynajmę.
Creepy:
Piwo zostało dostarczone, a teraz pozostaje jedynie zapłacić, wypić i udać się na spoczynek, w końcu masz się z nim spotkać o świcie, a nie możesz też przysypiać w trakcie drogi.
Moderator
Rafael
- Miałem cel od dzieciństwa, ale udało mi się go osiągnąć. Za strasznie wielką ceną - Rafael potrząsnął głową, kiedy przed oczyma stanęły mu ciała współplemieńców przeszyte lodowymi kolcami. To było tragiczne wydarzenie.
Właściciel
Vader:
- To co chcesz wiedzieć na temat zlecenia, hm?
Rafael:
Drow zapewne doskonale wiedział, że istnieje tylko jeden sposób na wypowiedzenie posłuszeństwa Magowi, więc nic nie mówił, a jedynie dopił swój napój.
-Nic konkretnego wiedzieć nie muszę. Opisz to krótko.
To nie stał jak ten ch*j tylko wszedł do środka.
Moderator
Rafael
- A ty? Oczekujesz czegoś konkretnego od życia, czy dajesz się ponieść jego nurtowi? - Łak zwrócił się do rozmówcy nieco filozoficznie.
Postanowił kupić tyle stali, żeby zapłacić za nią gdzieś tak koło półtora tysiąca. Jeśli stali byłoby za mało, to niestety- żelazo.
Alek
Wszedł do karczmy i podszedł do karczmarza.
-Masz pan tu wolny pokój? - Zapytał się.
Jayna
-Już się nie mogę doczekać! - Wstała i wyszła z karczmy. No i teraz problem. Gdzie tu pójść, skoro wszędzie już była. Po chwili namysłu zdecydowała się pójść poza mury miasta. Poszła więc w stronę bramy.
Tak więc zapłacił i wziął jeden z kluczyków od pokoju. Nie chciało mu się zbytnio chodzić po innych karczmach w poszukiwaniu miejsca na wypoczynek.
Właściciel
Vader:
- Jedziemy do Hammer, po drodze mogą czaić się jacyś bandyci, Twoje zadanie to sprawić, żeby dostał się z ładunkiem w całości, z bandytami może być wręcz przeciwnie.
FD_God:
Przywitał Cię dość specyficzny zapach, towarzyszący każdemu takiemu przybytkowi. Na różnorakich meblach wystawione były najrozmaitsze przedmioty: Sztućce, lustra, zabawki, książki, broń, biżuteria i zapewne wiele, wiele więcej.
Rafael:
- Chciałbym po prostu przed śmiercią zobaczyć jak najwięcej i nic więcej. - powiedział, choć mogłeś zorientować się, że nie mówi raczej całej prawdy.
Wiewiur:
Za półtora tysiąca mogłeś kupić spory zapas stali, zależnie od tego co będziesz wykuwał, może starczyć na kilka lub kilkanaście miesięcy. Problemem byłby tylko przewóz tego wszystkiego do kuźni.
Creepy:
Tak więc pora jedynie udać się do pokoju na zasłużony odpoczynek, a później to już tylko przygoda, nieprawdaż?
Taczka:
- Pięć złota za noc. - odparł tamten krótko, ponieważ zbierał właśnie zamówienia od sporej grupy marynarzy.
Trafiłaś tam bez problemu.
- Mógłbym prosić pana(panią) o przechowanie tego wszystkiego? - zapytał się osoby sprzedającej. Wziąłby teraz tyle i zdołałby udźwignąć. Potem wynająłby jakiś powóz czy coś i załadował na to resztę. Najwyżej zrobiłby dwa kursy.
Naturalnie. Udał się do swojego pokoju i czym prędzej położył się na swoim posłaniu, by wypocząć.
-Proste. Powinienem dać sobie radę.
Moderator
Rafael
Drowy jak to Drowy mają swoje tajemnice i chociaż Drizzt wyróżniał się innym światopoglądem, to pewne cechy mrocznych elfów musimy u niego pozostać mocno zakorzenione.
- I dużo już się naoglądałeś Elarid? - Łak zapytał się nieco weselszym tonem.
Broń go najbardziej interesowała, ale nie był to czas, by ją kupować. Podszedł, więc do lady i rozpoczął rozmowę z handlarzem.
-Zgaduję, że skupujecie też wszelaką broń?
Właściciel
Wiewiur:
- Jak zapłacisz za jakąś konkretną ilość to mogę to bez problemu przechować. - rzekł ludzki sprzedawca.
Creepy:
Mimo wczesnej pory i ekscytacji wyprawą, zdołałeś zasnąć, aby obudzić się rankiem.
Vader:
- Wyruszam za godzinę, mam jeszcze trzech najemników do pomocy.
Rafael:
- Zwiedziłem całe Verden, spory kawałek Karak'Akes, obejmujący Dekapolis, Dolinę Lodowego Wichru, Grzbiet Świata i Winteredge. Wędrowałem też po większości Nirgalud, kawałku Plugawych Ziem i dostałem się do granic Mrocznego Królestwa. Swego czasu byłem nawet na Trującym Szczycie. - wyjaśnił, wymieniając wszystko, rzecz jasna z niemałą dumą.
FD_God:
- Nie wszelaką. - zaprzeczył jegomość w czerwonym płaszczu. - Tylko co lepsze okazy, nie mam po co hurtowo kupować broni i trzymać jej na zapleczu lub tutaj.
- Ile muszę dopłacić za przechowanie?
Właściciel
- No nic, ważne tylko żebyś dał kasę za to co chcesz kupić, a później jeszcze zabrał to dziś.
Zapłacił. Zabrał tyle ile był w stanie dźwignąć.
- Do kiedy Pan tutaj będzie?- Spojrzał na niebo próbując obliczyć która godzina. W razie problemu zapytał się sprzedawcę.
-Jeżeli nie będzie ci to przeszkadzać, będę czekał w pobliżu.
-Niektóre bronie mają użytek tylko w boju, ta pewnie tylko ładnie będzie wyglądać na półce.- Odpowiedział kładąc na ladzie elficki miecz.
Właściciel
Wiewiur:
- Niedługo południe, ja tu siedzę do wieczora i zwijam interes. Zanim to zrobię to zakupiona przez Ciebie stal ma mi stąd zniknąć.
Vader:
Pokręcił głową na znak, że nie i wrócił do interesów.
FD_God:
Mężczyzna zacmokał z podziwem.
- Prawdziwe dzieło sztuki, nie ma co...
-No to ile da się wykręcić złota z tego dzieła?
A on starał się przeczekać ten czas.
Moderator
Rafael
- Zaiste powinieneś się tytułować mianem "Obieżyświata" - z nieukrytym podziwem odparł Łak.
Sprawdził czy dużo jej zostało. Jeśli tyle co na powóz z koniem to zabrał stal do kuźni, i począł szukać jakiegoś powozu z końmi. Jeśli nie to trudno, zrobi dwa kursy.
Właściciel
FD_God:
- No cóż, zależy ile pan chce.
Vader:
W końcu do kupca dołączył kusznik rasy ludzkiej, tej samej rasy tarczownik z wielką tarczą, uzbrojony w miecz jednoręczny, nóż i włócznię. W przeciwieństwie do kusznika miał hełm, a dokładniej szyszak, i zbroję - kolczugę. Ostatnim najemnikiem był Ork, odziany w skórzaną zbroję i z dwoma mieczami u pasa.
Rafael:
- Bardziej wolę Samotnego Drowa i Bezgłośną Klingę. - odpowiedział z uśmiechem.
Wiewiur:
Cóż, jest tego sporo, a nawet mimo tego, że jesteś byczym (mrug) chłopem to uniesiesz sporo, jednakże towaru jest po prostu za dużo.
-Wolę wiedzieć ile też pierw może pan wypłacić, a za dzieła mogą iść całkiem spore pieniądze.
Właściciel
Vader:
Kusznik i tarczownik załadowali się na wóz, kupiec usiadł na koźle, a Tobie pozostaje siąść obok. Sam Ork wrócił po chwili prowadząc swego okazałego Warga.
FD_God:
- Na chwilę obecną maksymalnie dwa tysiące.
-Stoi.- Powiedział starając się trzymać pokerową twarz, raczej nie spodziewał się, aż takiej sumy pieniędzy.
Na co mi było tyle tego? Cóż przynajmniej mam zapas. Ruszył w stronę kuźni myśląc jakby tu przenieść to wszystko. Powóz chyba nie dałby rady tego zawieźć. Ewentualnie kilka, ale szkoda pieniędzy.
Właściciel
Vader:
I po chwili wóz ruszył.
FD_God:
Twój rozmówca już takiej miny nie robił, jedynie uśmiechnął się od ucha do ucha, a następnie wyjął spod lady spory kuferek i sięgnął po miecz. Teraz pozostaje zapytać: Cieszy się tak dlatego, że ma ten miecz, że na nim zarobi czy że w jakiś sposób Cię na nim orżnął?
Wiewiur:
No i pierwszy kurs zrobiony.
Dosyć niechętnie zwlókł się ze swojego posłania i przeciągnął się. Rozejrzał się po pokoju i w całkiem dobrym nastroju wyszedł, zamykając drzwi. Nie chciał się przypadkiem spóźnić.
Właściciel
Vader:
//Jak rozumiem mam Ci zacząć dopiero w okolicach Hammer, tak?//
Creepy:
No i opuściłeś pokój, a następnie pustą, z racji wczesnej pory, karczmę. Teraz już tylko udać się pod bramę i liczyć, że Inkwizytor rzeczywiście tam czeka.
Zabrał po raz kolejny tyle ile był w stanie udźwignąć. W drodze powrotnej szukał kogoś kto ma wóz z koniem do wynajęcia. Może nawet z dwoma końmi.
Właściciel
Zrobiłeś kolejną rundkę, ale po drodze do kuźni nie widziałeś ani wozu, ani koni. Pewnie na targu jakiś kupiec je miał.
Sprawdził ile jeszcze do wieczora. Po tym poszedł rozejrzeć się po targu. Może akurat znajdzie najtańszy wóz z końmi. Oczywiście wóz w dobrym stanie. Taki żeby dotrwał do kuźni.
Właściciel
No i znalazłeś kilka takich wozów, ale żaden nie jest na sprzedaż, co najmniej możesz spróbować jakiś wynająć.
W rzyci miał to co dalej stanie się z tym mieczem, dwa tysiące sztuk złota to dla niego całkiem uczciwa cena za bezużyteczny kawałek ozdobionej blachy. Celem sprzedania komuś czegoś i tak jest to, żeby później mógł kupujący na tym bardziej zarobić. Wziął zatem kuferek, skinął do mężczyzny głową, a następnie opuścił lokal kierując się do karczmy, w której zastał dwójkę mężczyzn.
// O wynajem mi chodziło. Chyba musiałem coś źle napisać :v //
Zaczął szukać takich na wynajem.
Moderator
Rafael
- Swoją drogą... czy można powiedzieć, że klinga jest bezgłośna? No bo przy wykonywaniu szybkich ciosów ostrze porusza powietrze, które wydaje przy tym dźwięk.
Alek
Położył na ladzie pięć monet.
-Wrócę tu później. - Pożegnał się i wyszedł z karczmy. Warto by było się dowiedzieć, kiedy najwcześniej wypłynie jakiś statek na Archipelag Sztormu, jednak to musi poczekać. Wyruszył na rynek miasta.
Jayna
Poszła do lasu, czasem trzeba odetchnąć świeżym powietrzem, a to przydałoby się jej najbardziej.
Tytus stanął przed bramą tegoż miasta. Nigdy nie widział strażników, więc nie wiedział jak się zachować.
-Dziń dybry panocki. Mojżna do sirodka? -
Właściciel
FD_God:
No i bogatszy o nowe doświadczenia oraz dwa tysiące sztuk złota wróciłeś do karczmy, gdzie zastałeś jedynie szlachcica z sumiastym wąsem, ten drugi zapewne już szukał najemników.
Wiewiur:
Nikt nie napisał tego wprost, więc pozostaje pytać.
Rafael:
- Magia. - odparł Drow i uśmiechnął się. - Błysk i Strażnik to zaklęte ostrza.
Taczka:
Karczmarz zabrał złoto, a Ty bez problemu trafiłeś na rynek.
Minęłaś więc bramę i trafiłaś do lasu bez problemów.
//Ale bym Ci chciał dać takiego fajnego NPC teraz, ale nie mogę, bo masz już wątek związany z innym ;-;//
Max:
- No można, powiedz tylko skąd jesteś, jak się zwiesz i po co do miasta przybywasz. - odparł strażnik.
Podchodził do każdego sprzedawcy i pytał czy może wynająć wóz z koniem.