Właściciel
- Facet na nadbrzeżu. - powiedział i wskazał na jakąś postać.
Wiedząc, że postać znajduje się za jego plecami, obrócił się bokiem do nieznajomego i starał się wypatrzeć go, ale i tak przysłuchiwał się, czy dobry ziomek z uliczki meneli nie zniknie.
Właściciel
Siedział tam, gdzie siedział i rzeczywiście na nadbrzeżu stał jakiś facet.
-Żeby to nie były jakieś jaja...
Ruszył w kierunku faceta.
Właściciel
Podszedłeś do niego, i on skrywał twarz pod kapturem.
-Dowiem się coś więcej o zadaniu?
-Nie chciałabym wybierać za Ciebie, więc musisz pomyśleć...
Właściciel
Vader:
- Co możesz mi o nim powiedzieć?
Taczka:
Skinął głową i udał się na rynek.
-Bryg jak bryg. W rękach lojalnej załogi jest w stanie zrobić wiele.
Konto usunięte
- W takim razie do zobaczenia. - Strażnik wyszedł z ratusza i poszedł do koszar.
Właściciel
Trafiłeś tam bez problemów.
///Bryg jest uzbrojony jak bryg. Tylko jak był uzbrojony bryg w tych czasach? ;-;
Konto usunięte
Zdjął pancerz i zostawił broń , wziął tylko sztylet. Udał się do swojego domu.
Właściciel
Vader:
//A rzuć coś, ja powiem, czy nie przesadziłeś.//
Bóbr:
Tam również trafiłeś.
///Kusza wałowa, Einarn, 6 skorpionów rzymskich, 4 balisty + taran na dziobie? ;-;
Właściciel
Bóbr:
Nie było jej w domu.
Vader:
//Poje**ło?
Kusza i skorpiony mogą być, taran również. Reszta do usunięcia, co najmniej jedna balista na rufie.//
Konto usunięte
Położył się na łóżku w sypialni i spróbował zasnąć
Właściciel
Nie dałeś rady. Tak wiele emocji w przeciągu tak krótkiego czasu.
-Kusza wałowa, 6 skorpionów, taran i balista.
///Dobrze? ;-;
Właściciel
//Edytuj na jedną balistę, a uznam z bólem serca.//
Konto usunięte
- Cholera... - Wstał i poszedł do kuchni szukać alkoholu.
Szła za nim i oglądała co robi. Sama niczego nie kupi, skoro straciła złoto.
Właściciel
Bóbr:
Dwa flaszki wódki i butelka wina.
Vader:
- Chyba wystarczy. - mruknął pod nosem.
Taczka:
Jakby czytając Ci w myślach, szlachcic zapytał:
- Gdzie Twoje złoto?
Konto usunięte
Otworzył butelkę wódki i wypił tyle ile mógł.
Spuściła głowę.
-Zgubiłam... - Powiedziała cicho.
Właściciel
Vader:
- A więc prowadź na pokład.
Taczka:
- Próbowałaś może je odzyskać?
Bóbr:
Zdołałeś osuszyć całą.
-Za mną.
Poszedł do Brygu, prowadzając klienta. Ale ostrożność i tak zachował.
Rzucił pieniądze na ladę po czym udał się w jakieś wolne miejsce i usiadł tam. Poprawił miecze i noże po czym zaczął się czujnie rozglądać.
Konto usunięte
Po wypiciu wódki spróbował ponownie zasnąć.
Właściciel
Bóbr:
Tym razem się udało.
Vader:
Trafiliście tam bez incydentów.
Ninja:
Karczmarz zgarnął z lady żądaną sumę i odszedł, zapewne by przekazać kucharzom, co mają podać. Twe czujne oczy nie wypatrzyły nic ciekawego.
Konto usunięte
A więc pozostało czekać aż coś go obudzi.
Najwięcej czasu poświęcał wpatrywaniu się w różne miejsca i trzymaniu broni blisko siebie.
- Muszę kupić kuszę...
Właściciel
Bóbr:
Odgłos otwieranych drzwi? Kroki?
Ninja:
Wpatrujesz się i trzymasz broń bardzo blisko. A i swobodnie pomyślałeś ową myśl. Jakkolwiek to brzmi.
Wszedł na pokład, wraz z klientem.
Ściągnął maskę, kaptur zakrywał jego twarz oprócz dość ostrego podbródka, który był w strzępach. Czekał na jedzenie uważnie obserwując otoczenie.
Właściciel
Vader:
Zostałeś przywitany przez kiwnięcia głową lub saluty załogantów.
- Zdyscyplinowani. - uznał mężczyzna.
Ninja:
W końcu je dostałeś, w końcu Twoja zamówienie nie było wybitnie trudne. Jednak karczma w ogóle się nie zmieniła.
-Z własnej woli. Jeżeli nie będę im przyjacielem i towarzyszem broni, to kto będzie?
Powoli zaczął jeść.
- Gdzie one są... mówiłem im aby tu przyszły...
Właściciel
Vader:
Kiwnął głową.
- Gotów do wypłynięcia.
Ninja:
Powoli zjadłeś, gdy drzwi karczmy się uchyliły i stanęły w nich Twoje towarzyszki. Niezbyt długo trwało, nim Cię zauważyły i ruszyły do Twojego stolika.
Bóbr:
//Obudził Cię odgłos otwieranych drzwi (trzeba by naoliwić, jak mówiła Twoja żona) i kroki po nim następujących.//
-To ruszamy.
Następnie zwrócił się do załogi:
-Wypływamy!
-Nie próbowałam... - Odpowiedziała po chwili namysłu.