-A jest teraz tutaj? - Spytała dodatkowo.
Właściciel
- No nie ma. - odpowiedział. - A co Cię to w ogóle interesuje?
-Chcę się z nim spotkać. - Odpowiedziała. - A wiesz gdzie mógłby przebywać teraz?
Konto usunięte
- Możesz sobie myśleć co chcesz. Ale ja mówię prawdę. I chętnie znajdę te bandę tych sku*wieli. Bo coś mi się wydaje że to nie jedna osoba jest w to zamieszana.
Właściciel
Taczka:
- A na ch*j Ci się z nim spotkać? - drążył temat Goblin. Najwidoczniej jest jego kumplem, a wśród tłumu może mieć wielu innych potencjalnych przyjaciół, więc lepiej nie chwalić się, że chcesz zdobyć nagrodę za jego głowę.
Bóbr:
- Więc masz wolną rękę. - odpowiedział. - Idź.
-Interesy. - Odpowiedziała krótko.
Konto usunięte
- A wiecie coś o tym cokolwiek? Muszę od czegoś zacząć.
Właściciel
Bóbr:
- A ku*wa niby skąd mam o tym wiedzieć?! - warknął. - Jak masz zadawać takie głupie pytania, to wypi***alaj!
Taczka:
- Kręci się po tych no... gorszych dzielnicach miasta. - odparł karczmarz.
Możesz więc iść go szukać, albo zaczekać tu na niego.
-Chyba wybiorę to pierwsze. - Uśmiechnęła się i wyszła szukać tych "gorszych dzielnic miasta".
Właściciel
Nikt Cię nie zatrzymał i po jakimś czasie błądzenia po mieście, znalazłaś je.
Więc zaczęła szukać Ponurego Opoja.
Właściciel
Niestety, nie wałęsał się głównymi ulicami. Choć zawsze możesz liczyć na to, że on znajdzie Ciebie pierwszy.
Dalej szła i rozglądała się, choć szukała teraz tych biedniejszych ulic.
Właściciel
Biedniejszych ulic nie było, ale mogła zajrzeć do zaułków.
-Trochę nudnawo tak szukać... - Powiedziała do siebie i szła dalej, dopóki jej coś nie zatrzymało.
Właściciel
Niestety, nic nie znalazła, nic jej nie zatrzymało. Może szukać dalej, przerwać poszukiwania, albo wrócić do karczmy.
Poszukała jeszcze chwilę, jeśli nie znalazła tego, czego szuka, to wróciła do "Mordowni".
Właściciel
Wróciłaś. Karczma w ogóle się nie zmieniła, jedynie klientów więcej.
Podeszła więc do karczmarza i spytała się.
-Nigdzie nie mogę znaleźć Opoja. Jest tutaj?
Właściciel
- A na ch*j Ci to wiedzieć? - zapytał, ale zanim odpowiedziałaś, usłyszałaś jak z tłumu klientów jakiś basowy głos mówi:
- Jest, ku*wa!
-To mógłby wyjść na zewnątrz? - Spytała się.
Właściciel
Tłum nagle rozstąpił się i wyszedł z niego Ponury Opój.
Był to Krasnolud o czarnej jak smoła brodzie, wąsach, włosach i brwiach. Przez okazały zarost widziałaś niewiele z jego twarzy, poza oczyma. Ubrany był w wytrzymały pancerz Krasnoludów, od stóp po szyję. W dłoni dzierżył długi topór dwuręczny, a przy pasie miał dwa jednoręczne.
- Spi***alaj. - odparł z uśmiechem na żółtych zębach.
-Jak spie*dalać, to Ty ze mną. - Uśmiechnęła się. - Chciałabym porozmawiać z tobą w cztery oczy.
Właściciel
- Za młoda jesteś. - odparł z ciągłym uśmiechem, a kilku jego kamratów ryknęło śmiechem.
-Aż tak boisz się małej dziewczynki? - Spytała się, żeby sprowokować krasnoluda. - Widzę, że wraz z wrostem rośnie też odwaga...
Właściciel
Bez słowa wyszedł z karczmy. Prowokacja się udała.
Właściciel
I tylko cudem nie padłaś wtedy trupem, gdyż mocny cios dwuręcznego topora, choć zarezerwowany dla Twojej głowy, trafił w drewniane drzwi. Ściął Ci nieco włosów, ale przynajmniej głowę masz na miejscu. Na dodatek cios był na tyle mocny, żeby ostrze topora utkwiło w drzwiach. Pozbawiony tej broni Krasnolud wyciągnął oba topory jednoręczne.
Wzięła w dłoń orkowy miecz, który niedawno kupiła i wyprowadziła pchnięcie w brzuch krasnoluda.
Właściciel
Niewiele to dało, z racji wspomnianego wcześniej pancerza. Z łatwością wytrącił Ci miecz.
- I co, ku*wa, teraz?
Odskoczyła trochę od krasnoluda i wyciągnęła swój drugi dwuręczny miecz.
Właściciel
Zaszarżował, wściekle młócąc toporami, by jak najszybciej zakończyć ten pojedynek.
Kiedy krasnolud się zbliżył, wykonała cięcie w jego szyję.
Właściciel
Jak zostało już powiedziane, młócił toporami, więcej jeden zatrzymał ostrze. Drugi dość mocno zdzielił Cię w ramię.
Do oczu spływały jej łzy, ale próbowała je blokować. Odskoczyła na bezpieczną odległość od krasnoluda i przygotowała się do kontrataku.
Właściciel
Niestety, obecnie to właśnie on miał inicjatywę, więc Tobie pozostaje tylko blokować i liczyć na jego pomyłkę, albo samemu go do niej zmusić.
Jeśli się dało zbliżyła się do ściany i czekała na jego atak.
Właściciel
I zaatakował. Może bez finezji, ale z siłą. Dzięki stanięciu przy stanie, jesteś przyparta do muru.
Próbowała zablokować ciosy krasnoluda.
Właściciel
Udaje Ci się, więc możesz liczyć na to, że go zmęczysz, bo machanie toporami w słońcu i takim pancerzu zmęczy nawet Ponurego Opoja. Choć, musi też być wojownikiem doświadczonym, więc nie będzie próbować przeciągać walki.
Spróbowała podciąć stopy krasnoluda tak, żeby upadł.
Właściciel
Niestety, nie udało się. Pozostaje Ci dalsza walka, ucieczka lub poddanie się i apel do jego sumienia.
Zdenerwowana faktem, że nic jej się nie udaje, zaczęła wymachiwać mieczem w każdą stronę, a najbardziej w krasnoluda.
Właściciel
Zdziwiłaś go, dzięki czemu drasnęłaś jego pancerz. Po tym manewrze przeszedł do defensywy, ale długo w niej nie pozostanie.
Dalej atakowała krasnoluda, póki się nie zmęczyła.
Konto usunięte
- Ty nawet ślepej owcy nie znajdziesz. - Powiedział cicho pod nosem i wyszedł z pomieszczenia i z koszar. Zastanowił się czy ktoś może coś wiedzieć. Karczmarze, lub może ktoś za odrobinę złota powie co nieco.
Właściciel
Taczka:
Zmęczyłaś się i nie mogłaś dalej walczyć. Teraz naprawdę pozostaje jedynie ucieczka lub poddanie się.
Bóbr:
Była to dobra teoria. Wypada sprawdzić ją w praktyce. I pozbyć się pancerza oraz broni. Ze strażą miejską mało kto będzie chciał rozmawiać na takie tematy.
Upadła na kolana ze zmęczenia i położyła miecz na ziemi. Zdyszana powtarzała cicho: "przepraszam".
Konto usunięte
Zbroję i broń zostawił w koszarach, zostawił sobie tylko sztylet, postarał się dobrze ukryć. Potem wyszedł z koszar i udał się do jakiejś karczmy, która nie ma zbyt dobrej reputacji.
Właściciel
Taczka:
- Jest mi Ciebie, ku*wa, żal. - odparł na to Krasnal i jednym ciosem krasnoludzkiej pięści w stalowej rękawicy złamał Ci nos i posłał twarzą na bruk. Usłyszałaś jak odchodzi i mówi jeszcze:
- Tylko dlatego Cię nie zabiłem.
Bóbr:
//Jak to: "Postarał się jakoś ukryć"?//