Konto usunięte
Wszedł wraz z strażą. Powędrował wprost do karczmmarza.
- Musimy porozmawiać na zapleczu, karczmarzu.
Właściciel
Taczka:
Zmieszał się na chwilę.
- Cóż, muszę przyznać, że pierwszy raz takowym popłynę. Większość życia spędziłem w siodle, na koniu lub wielbłądzie.
Rafael:
Barman jakiś czas interpretował to, co powiedziałeś, a po chwili jego twarz rozjaśnił błysk zrozumienia.
- Aaa! - rzekł uradowany. - Ty chcesz to, co daje dobrego kopa! - po tych słowach zanurkował pod ladę i wyjął z niej trzy butelki. Napisy na etykietach głosiły kolejno: Kosa Śmierci, Trollowy Grzmot, Pijany Krasnal.
Właściciel
Bóbr:
- Ze strażą nie gadam, psy cholerne! - warknął i splunął Ci pod nogi.
FD_God:
Udało Ci się znaleźć boczną alejkę, gdzie mogłeś odpocząć i medytować.
Kapitan był zapewne w porcie.
Lorenzo:
Postanowił zatem używając medytacji przyśpieszyć sobie czas do wieczora, rzecz jasna o ile nikt mu w tym nie przeszkodził.
Jin:
Z karczm raczej było tam blisko to udał się w tamtym kierunku, by rozejrzeć się za poszukiwanym mężczyzną.
Kiwnęła głową i jechała za szlachcicem póki się nie zatrzymał.
Konto usunięte
- Jeszcze zobaczymy. - Wziął go za szmaty i razem ze strażą wszedł na zaplecze.
Moderator
Rafael omiotał wzrokiem etykiety. Nazwy niewiele mówiły, ale można było się domyślić, że każdy trunek sponiewiera i to konkretnie. Dlatego trzeba odpowiednio wyważyć ilość.
- Setkę Kosy Śmierci poproszę - Rexwent zaczął dosyć skromnie, ale niewykluczone, że jeśli smak mu się spodoba, to wleje w korpus więcej trunku.
Właściciel
Bóbr:
Zaplecze było małe, a pomieszczenie się tam w dwunastu chłopa dość problematyczne. A poza tym, to karczmarz stawiał zaciekły opór.
Rafael:
Goblin prychnął, ale nalał Ci do kieliszka fioletowego, mętnego płynu o zapachu siarki.
- Pięć złota. powiedział jeszcze, nim podał Ci trunek.
Taczka:
Zrobił to mniej więcej na środku miasta.
FD_God:
Zastałeś go, gdy ostro poniewierał jakiegoś szeregowego majtka z załogi.
Stało się to bez żadnych problemów i większych wrażeń.
Więc czekała, aż coś zrobi.
Konto usunięte
Wziął więc jednego strażnika do zaplecza a karczmarza lekko obił żeby przestał stawiać opór.
- A teraz grzecznie wyśpiewasz wszystko o tej mrocznej elfce i gdzie jest.
Lorenzo:
//Znaczy się już jest u niego wieczór?//
Jin:
Podszedł zatem do swojego kapitana zaczynając rozmowę.
-O co chodzi kapitanie, niesubordynacja czy co?
Właściciel
Taczka:
- Zajmiemy się noclegiem, a Ty... cóż, możesz pozwiedzać jeśli chcesz. - powiedział wreszcie i pognał konia w kierunku jednej z karczm.
Bóbr:
- Powiedziałem wszystko, co wiedziałem.
FD_God:
//Można założyć, że u każdej postaci jest już wieczór.//
Odpowiedział Ci dopiero, gdy oddalił marynarza.
- Zwykła kradzież, ale i nawet takie błahostki muszę roztrząsać osobiście.
Lorenzo:
No to nie przedłużając postanowił udać się do znajomego maga, nie miał zbyt wiele do roboty tak bez ciała.
Jin:
-Nie dość, że wypłata dobra to jeszcze kraść chcą...
Właściciel
Bóbr:
- Powiedziałem wszystko, co wiedziałem.
FD_God:
Trafiłeś tam bez problemów.
- Chciwość. Chciwość nigdy się nie zmienia.
//Musiałem.//
//War has changed!//
Lorenzo:
Postanowił pierw z grzeczności zapukać do drzwi, a następnie wszedł do środka domu porozmawiać z mężczyzną.
Jin:
-Taka jest natura człowieka, no to kiedy kolejny kurs, Kapitanie?
Zeszła więc z konia i poszła w stronę portu, przynajmniej próbowała tam dojść.
Właściciel
Taczka:
Byłoby to problematyczne, ale las masztów był Ci drogowskazem. A jakby tego było mało, do portu prowadziły głosy marynarzy, ich specyficzne przekleństwa i szanty lub inne pieśni.
FD_God:
Zapukałeś, ale dalej pojawiła się niespodzianka, gdyż drzwi były zamknięte na klucz od wewnątrz.
- Prawdopodobnie dziś wieczorem lub jutro rano. Czekam jeszcze na kilku ludzi.
Lorenzo:
Dla niego zamknięte drzwi nie byłyby problemem, ale postanowił jeszcze raz zapukać i odejść o krok od drzwi, będąc człowiekiem kultury raczej nie zniszczy mu drzwi czy też nie wykorzysta swojej wiedzy do otwarcia ich nielegalnie.
Jin:
-No to zaczekam z kapitanem, nie mam i tak już nic do roboty, a tylko odpoczywałem w karczmie.
Właściciel
- A jak tam te Twoje.... artefakty? - zapytał, gdy cisza zaczęła być już coraz bardziej namacalna.
Po chwili usłyszałeś szczęk przekręcanego kluczyka i zamek ustąpił, a drzwi się otworzyły.
Konto usunięte
- Świetnie, w takim razie to powtórzysz.
Jin:
-No, ich skromna kolekcja się powiększa, ciekawi mnie co jeszcze czeka na nas na morzu... Mnóstwo rzeczy do odkrycia, ale często przysparza to się własnym życiem.
Lorenzo:
Grzeczne czekanie opłaciło się, więc postanowił wejść do środka, skoro nikt nie blokował drzwi.
Jeśli już była w porcie, to zaczęła szukać jakiejś karczmy, gdzie mogłaby się czegoś napić i zjeść.
Właściciel
Taczka:
Cóż, port był właściwie nadbrzeżem, gdzie cumowały statki wszelkiej maści, od kutrów rybackich po wielkie okręty handlowe i wojenne, pełen składów i magazynów na towary oraz marynarzy, więc nie było tu karczmy. Prędzej znajdziesz takową w pobliżu miasta.
Bóbr:
- Ładna Mroczna Elfka i tyle.
FD_God:
- Spytam jeszcze profilaktycznie przed wypłynięciem: Masz coś przeciwko Krasnoludom?
Wszedłeś bez problemów i trafiłeś do tego samego pokoju, co wcześniej. Jednak oba fotele były zajęte. Jeden przez Maga, rzecz jasna, a drugi przez jakąś personę, zapewne człowieka, choć nie masz pewności, bo fotel stoi tuż przed Tobą i widzisz jedynie jego dłonie na oparciach. Po lewicy tego typa w fotelu stał Goblin w długim płaszczu z kapturem i postawny Krasnal opierający się o trzonek topora.
Konto usunięte
- Gdzie może być, lub kto może wiedzieć coś więcej?
Jin:
-Chętnie zmierzę się z nim w pojedynku na picie, moja magia potrafi neutralizować działanie alkoholu do pewnego stopnia.- Zaśmiał się nieco.
Lorenzo:
-Mniemam, iż to twoi przyjaciele, tak?- Zapytał stając w miejscu, nie potrzebował znać tożsamości siedzącego.
Moderator
Rafael położył siedem złotych monet na ladzie i schwycił za szklankę. Zapach nie napawał optymizmem, ale do licha! To się pije, a nie wącha, dlatego jednym haustem wychyla całą setkę, będąc przygotowanym na druzgocące przeżycia smakowe.
Właściciel
Bóbr:
- A czy ja wyglądam na jakąś pieprzoną encyklopedię?
FD_God:
- No właśnie, mamy jednego załoganta, ale bardziej chodzi o to, że popłyniemy do jednego z ich miast.
- Owszem. - odpowiedział Mag. - Będą Ci towarzyszyć, gdyż znają miejsce, w którym możesz nasycić się energią i to najlepszą z możliwych. Jak mówiłem, dałem Ci te informacje, a więc dotrzymuję słowa.
Rafael:
Początkowo nic się nie działo. Już gdy miałeś naskoczyć na karczmarza, że podał Ci felerny trunek poczułeś jakby przełyk i gardło zaczęły płonąć żywym ogniem. Na dodatek uczucie to z czasem nie osłabło, a wręcz przeciwnie. Do tego zaczęło rozchodzić się na żołądek, do oczu napłynęły łzy, a do tego poczułeś, że drżą Ci dłonie.
Jin:
-Płyniemy tam w celu sprzedaży reszty ładunku czy jakiegoś uzupełnienia zapasów?
Lorenzo:
-Wybornie, z pewnością dopilnuję ich bezpiecznego dotarcia tam oraz równie bezpiecznego powrotu. Mogę ci tylko dziękować za ułatwienie mi odzyskania moich dawnych marzeń.
-Więc to tak wygląda morze... - Powiedziała do siebie, po czym poszła w stronę centrum miasta.
Konto usunięte
- Ktoś musi coś wiedzieć...
Właściciel
Taczka:
Najwięcej było tam kramów i straganów, które ofiarowały towary lokalne, jak i z innych rejonów Verden oraz Nirgaldu, a nawet Archipelagu Sztormu. Ogółem, warto się przyjrzeć, choć nie brakuje tu karczm, które tak chcesz odwiedzić.
Bóbr:
- Ja się mogę dowiedzieć, ale wiesz... Przydałoby się coś na odświeżenie pamięci.... Rozumiesz, co nie?
FD_God:
- I to, i to. Znasz pewnie Krasnoludy: Łasi na klejnoty jak cholera, a Akwamarynu mają mało lub w ogóle, więc sprzedamy to za ładną sumkę. Zaciągnie się tam też kilku rekrutów, których wysłał jakiś Thorgrim, czy inny typ, ogółem ktoś ważny na książęcym dworze.
- Możesz być pewien, że kiedyś chciałbym jakiegoś rewanżu, ale na chwilę obecną nie mogę nic wymyślić. A jeśli już, nie będzie to nic przesadzonego. - powiedział z uśmiechem i odchrząknął. - Jak rozumiem, masz zamiar ruszyć choćby zaraz? Jeśli tak, to zadbałem o wierzchowce dla Waszej czwórki, zapasy jedzenia i wody oraz dałem mapy, eliksiry, kilka ksiąg i mapy. Na pewno się Wam przydadzą.
Jin:
-Co ci wszyscy widzą w klejnotach i złocie, ja najwyżej sposób załatwienia sobie kilku podstawowych dóbr materialnych, ale gromadzenie tego to trochę bezsens... Liczę zaś, że nasi krasnoludzcy towarzysze będą w stanie dobrze wypić, bo chętnie się do nich przyłączę.
Lorenzo:
-Możesz liczyć, że zwrócę się z nawiązką, gdy odzyskam swoje dawne siły, to możesz prosić o naprawdę wiele.- Zaśmiał się nieco. Ale tak, pragnę wyruszyć jak najszybciej, choć możesz wstrzymać tego jednego wierzchowca, podróżuję i tak tylko latając, ale reszcie przyda się całe to wyposażenie, mnie najwyżej księgi dla zabicia czasu.
Właściciel
- Zostaniemy przynajmniej na trzy dni. Jeden to będzie ostra popijawa, a dwa pozostałe mają sprawić, że wezmę na pokład żywych marynarzy, a nie chodzące, schlane, trupy.
- Wszystko jest na tyłach domu, więc możecie spokojnie ruszać.
Jin:
-Już czuję ból głowy jaki będzie miał każdy po pierwszym dniu.- Uśmiechnął się myśląc o tym jak to będzie.
Lorenzo:
-Zatem dziękuję ci jeszcze raz i życzę powodzenia w swoich podróżach, może odbędziesz część tego w tym czasie w jakim mnie nie będzie, po powrocie najwyżej pomogę w tych niespełnionych.- Ukłonił się jeszcze nieco, a następnie skinął głową do trójki mężów. No to jak panowie, ruszamy?
A więc weszła do pierwszej lepszej karczmy, która pojawiła się na horyzoncie.
Właściciel
FD_God:
o twarzy kapitana również błysnął uśmiech, jednak na chwilę spoważniał.
- Mam nadzieję,że będę mógł na Ciebie liczyć w czasie rejsu. - powiedział. - Istnieje spora szansa na spotkanie piratów lub innych tego typu szumowin w drodze.
- Szefo jeszcze coś obgada. - rzekł Goblin, ale sam z Krasnoludem udał się na tyły. Tobie zaleca się to samo, gdyż najwyraźniej Mag i jegomość w fotelu mają jeszcze sobie coś do powiedzenia.
Taczka:
Trafiłaś do małej, acz przytulnej karczmy, która niczym nie odbiegała od standardowej. Było w niej jedynie dość tłoczno.
Jeśli nie było kolejki do karczmarza, to podeszła do lady, jeśli jednak była, usiadła przy jakimś wolnym stoliku.
Jin:
-Tak jak dawniej, to tak i teraz możesz kapitan na mnie polegać, w każdej chwili jestem gotów, a piraci będą ciekawą odskocznią od tubylców...
Lorenzo:
Nie pozostało mu nic innego jak ruszenie za dwójką konusów za dom, tam może nieco się z nimi zapozna.
Właściciel
Taczka:
Nie było wolnych stolików, ale kolejki też nie, więc spokojnie trafiłaś do lady.
FD_God:
- Cieszę się, że to słyszę.
Za domem stały przywiązane do płotka cztery konie i zapasy w postaci rzeczonych mikstur i skrzyń zabezpieczonych poprzez włożenie do metalowych skrzyń oraz worki z jedzeniem i bukłaki wody.
-Witam. - Uśmiechnęła się. - Nalałby pan kieliszka jakiegoś dobrego alkoholu?
Jin:
-Czyli, po tym jak już odpłyniemy od krasnoludów to z powrotem na archipelag zbierać akwamaryn? Może znowu będzie coś za czym się nieco rozejrzę...
Lorenzo:
-Ach, już nie mogę się praktycznie doczekać tej podróży... Kim żeście, panowie?- Zapytał patrząc się na dwójkę niskich mężów.
Konto usunięte
- Rozumiem. - Uśmiechnął się złośliwie po czym uderzył go pięścią w twarz.
Właściciel
Taczka:
- W sensie? Kosa, piwo, wino?
Bóbr:
Zatoczył się, a gdy ukazał Wam z powrotem swoją twarz, była ona cała we krwi, głównie za sprawą rozciętej wargi i złamanego nosa, z których obficie broczyła krew.
- Teraz Wam, ku*wa, nic nie powiem.
FD_God:
- Maruderzy wracają. - powiedział nagle kapitan na widok grupki marynarzy. - Pora się zbierać. Na pokłąd, Szkarłatku. - dodał, uśmiechając się pod nosem, gdy wykorzystał przezwisko, jakie otrzymałeś od marynarzy już w Archipelagu.
- Oghren. - odrzekł Krasnal i wyciągnął potężne łapsko na przywitanie. - Najemnik z dziada i pradziada, a do tego najlepszy w Tym Ku*wa Wymiarze.
- Slys. - dodał Goblin, ale nie wyciągnął dłoni. - Zabójca.
-Słyszałam, że kosa wypala gardła, ale zaryzykuję... - Powiedziała.
Jin:
-No to pora na rejs.- Powiedział uśmiechając się gdy usłyszał o swojej ksywce.
Lorenzo:
-Zatem miło mi was poznać.- Powiedział ściskając dłoń krasnoluda. Ja jestem Lorenzo i będę miał tu rolę maga.- Dodał śmiejąc się.
Właściciel
Taczka:
- Żeby tylko gardła. - powiedział karczmarz, ale posłusznie podał Ci kieliszek, który napełnił fioletowym i mętnym płynem.
FD_God:
- Na bocianie gniazdo, raz! - krzyknął do Ciebie kapitan, a maruderzy przyspieszyli kroku, gdyż pewnie nie słyszeli co krzyczy kapitan, ale sam fakt, że w ogóle krzyczy zmusił ich do pośpiechu.
- A jakie znasz Magie? - zapytał Goblin, który teraz zainteresował się żywo Twoją osobą. Krasnolud milczał, ale zapewne chciał powiedzieć coś podobnego.
Konto usunięte
- Lepiej będzie jak powiesz, bo zajmą się Tobą inni, którzy lubią bardziej się znęcać. Mów do cholery!
Jin:
-Aye aye, Kapitanie!- Powiedział uradowany, po czym udał się biegiem na statek, by swoim magicznym sposobem wskoczyć na bocianie gniazdo.
Lorenzo:
-Na obecną chwilę jedynie elektryczności, stali oraz wody... O ile nasza wyprawa się powiedzie to ten arsenał znacząco się powiększy.- Zarechotał nieco nadal uradowany tą wycieczką.
Uśmiechnęła się i jednym haustem wypiła zawartość kieliszka.